Belgia piwem i czekoladą płynąca i pachnąca frytkami… cz.1. Gandawa

Belgia piwem i czekoladą płynąca i pachnąca frytkami… takie wspomnienia mam w mojej głowie, ale nie tylko. W Belgii mieszkałam przez rok (2005-2006) i potem jeszcze kilka razy tam wracałam. Znalazłam się tam zupełnie przypadkiem. Ten przypadek zaprowadził mnie do Gandawy (Gent), flamandzkiego miasta, w którym do tej pory na każdym kroku widać jego średniowieczną historię. Średniowieczne miasto poprzecinane kanałami, stare uliczki i kamienice, a w środku średniowieczny zamek i tylko rycerza na koniu brak, ale jakby się nagle pojawił, to też bym się nie zdziwiła.
Gent to stolica Wschodniej Flandrii, należy do najstarszych i najświetniejszych miast Europy. Region ten był zamieszkany od czasów Celtów. Nazwa miasta pochodzi od celtyckiego słowa „ganda”, co oznacza miejsce zbiegu, połączenia, np. dwóch rzek (w tym przypadku ujście rzeki Leie do Skaldy). W Belgii mamy trzy języki urzędowe: niderlandzki, francuski i niemiecki. Do tego dochodzą dialekty. I jeśli ci się wydaje, że znasz w miarę niderlandzki, to gandawskiego za nic nie zrozumiesz. Na ten dialekt duży wpływ miał język francuski (jeszcze pod koniec XIX wieku po francusku mówiło w Gandawie 20% populacji). Oczywiście, że po angielsku bez problemu się porozumiesz. Belgowie mówią wieloma językami i mówią znakomicie. W ogóle jest tam szał na naukę języków obcych. Ja osobiście chodziłam na  trzy: niderlandzki, francuski i rosyjski, który był wykładany po niderlandzku, to był dopiero czad! Do mojej grupy z rosyjskiego uczęszczał starszy pan grubo po siedemdziesiątce i bardzo dobrze sobie radził. Zabawne było to, że nieraz nauczycielka musiała tłumaczyć pewne słowa i niuanse, bo np. w niderlandzkim nie ma oddzielnych wyrażeń na „zamążpójście’ i „ożenek”. A co do niderlandzkiego, jeśli ktoś zna niemiecki, to będzie to dla niego prościzna, języki bardzo podobne, gramatyka niemalże identyczna, słówka podobne, tylko wymowa czasem nieco inna. Ogólnie ma się wrażenie, że ludzie strasznie charczą. Co do rodowitych Belgów, to poznałam kilku, bardzo mili i towarzyscy ludzie. Ogólnie miasto bardzo multi-kulti, ale to w końcu ośrodek uniwersytecki.

Cała Belgia, jak i Gent to raj dla rowerzystów. Czy to lato, czy zima zawsze i wszędzie pełno rowerzystów, w końcu co się dziwić, ścieżki rowerowe oraz wielkie rowerowe parkingi są wszędzie. A i moda rowerowa też jest, najlepiej długie kozaki i dekolt do pasa, można jeszcze zarzucić długi zwiewny szal :) W swojej karierze kilka rowerów w moim posiadaniu było, zepsuł się jeden, to zaraz za grosze kupowałam następny, używany oczywiście. I nawet śnieg mi nie przeszkadzał w dopedałowaniu do celu. Parę razy nawet udało mi się dotrzeć aż do Holandii, wycieczka jednodniowa, trochę forsowna z uwagi na fakt zbaczanie nieco ze szlaku:) A parkingi wyglądają właśnie tak. I jak tu teraz swój rower znaleźć??? Czasem to był nie lada wyczyn, zwłaszcza po kilku dniach nieobecności.

Smaki i zapachy
Belgia to niewątpliwie raj dla piwoszy i łasuchów, belgijskie czekoladki nie mają sobie równych, a „French fries” to tak naprawdę wynalazek Belgów. Grubo krojone bardzo ziemniaczane frytki jedzone przeważnie z majonezem, pachną obłędnie.Piwny raj
Podobno Belgowie mają aż 360 gatunków piwa, po jednym na każdy dzień roku. Pięć pozostałych dni zarezerwowanych jest dla tych, których jeszcze nie ma na rynku, ale niedługo zostaną wymyślone. Jednak prawda jest taka, że belgijskich piw jest grubo ponad tysiąc. Nie sposób wymienić wszystkie, a przyznać muszę, że podczas mojego rocznego pobytu spróbowałam tylko niewielką ich część i oczywiście kilka z nich znalazło się na liście moich bardzo ulubionych. Na etykietach oprócz samej nazwy, znajdziemy również informacje na temat ich mocy i tak: dubbel (dwójniak, 5-8%), tripel (trójniak, ponad 9%), quadrupel (czwórniak, nawet ok. 13%). Z pewnością mogę polecić Leffe blond – piwo Trapistów o mocy 6,6% (styl: pale ale), Duvel - piwo jasne bardzo wytrawne i orzeźwiające o intensywnym zapachu chmielu, smaczku może dodawać zapach startej skórki cytrynowej, moc 8,5 % (styl: ale), Westmalle Trappist Trippel – piwo jasne o goryczkowym smaku polączonym z przyjemnym zapachem owoców chmielu, moc 9,5% (styl: klasztorne tripel), Westmalle Trappist Bubbel – piwo ciemne o wyjątkowym smaku, wzbogaconym ziołami, pozostawiające świeży posmak goryczki, moc 7% (styl: klasztorne double), wszystkie rodzaje Chimay (czerwone, niebieski i triple) – czerwone to najstarsze piwo Trapistów, warzone od 1862 roku, miedziany kolor, kremowa piana oraz delikatny aromat moreli stanowią o jego atrakcyjności, moc 7% (styl: klasztorne, Grimbergen Blond – receptura tego piwa została opracowana w XII wieku, odmiana ta łączy w sobie łagodność i goryczkę, moc 6,7% (styl: klasztorne), Grimbergen Trippel - receptura pochodzi również z XII wieku, moc swoją zawdzięcza potrójnej fermentacji, moc 9% (styl: klasztorne), no i oczywiście Hoegaarden - piwo pszeniczne aromatyzowane pomarańczami z Curacao i kolendrą w wyniku czego powstaje niezwykły cytrusowy posmak, moc 8,5% (styl: pszeniczne). Jak widać belgijskie piwko moc ma, kolega wymiękł;)
Zmiana rozmiaruDSC02618_fb.jpg

Belgijskie piwo ma moc... jeden kolega już wymiękł:)

Zmiana rozmiaruDSC02615_fb.jpg

Duvel, jedno z najlepszych belgijskich piw

 

Czekoladowy raj
Ile czekolady wchłonęłam podczas mojego pobytu? Hm, naprawdę nie wiem:) Nie tylko kubki smakowe nacieszyć można, ale i oczy. Tam wszystko jest z czekolady, wszystko!

P1150916.JPG

Czekoladowy raj:)

P1150944.JPG

Wszystko jest z czekolady:)

P1150970.JPG

Mówiłam, że wszystko;)

 

Jedzonko
Po pierwsze, frytki z majonezem. Takich to nie ma chyba nigdzie na świecie. I jak nie przepadam za fast foodem, tak ten wynalazek mogłabym jeść codziennie. Po drugie, owoce morza, szczególnie małże i krewetki, ale również kalmary, ośmiornice i ośmiorniczki, a także i ostrygi. Jeśli ktoś lubi takie żyjątka, to również jest to raj dla smakoszy. W marketach półki się uginają, w akwariach pływają jeszcze żywe morskie stworzonka. W zasadzie po raz pierwszy skosztowałam tam tych smakołyków, małże przyrządzone w białym winie, pycha! Również i z kalmarami miałam przyjemność, chociaż może samo przyrządzanie przyjemnie nie było, szczególnie czynność odcinania główek (brr, brzmi nieco makabrycznie), niebieski atrament pryskał pod całkiem sporym ciśnieniem. Po trzecie, tradycyjna flamandzka potrawa Gentse waterzooi (gandawska śmieciucha), to gęsta zupa przyrządzana z ryb, warzyw oraz ziół. Ta akurat do gustu mi nie przypadła jako że przed podaniem mieszana jest z żółtkami, ratuje ją tylko przyprawieniem śmietaną. Zapomniałabym o ślimakach… do Francji rzut beretem, więc i ten francuski przysmak również kupić można i to przyrządzony na wiele sposobów.
Jeśli chodzi o miejsca, gdzie można skosztować czegoś dobrego, to polecam cenione również przez Gandawczyków następujące punkty (tanio i dobrze):
- restaurcja De Avonden, Ham 39, pycha jedzonka jak u gandawskiej babuni,
- restauracja De Orchidee, Vlaanderenstraat 105, tania i zdrowa kuchnia tajska,
- Frietketel, Papagaaistraat 89, najlepsza fryciarnia w Gandawie w bardzo urokliwej kamienicy,
- Het Druppelkot, czyli jenevercafe, Groentemarkt 12, jedno z najbardziej znanych miejsc w Gandawie, serwowany jest tu tylko jenever o wielu owocowych smakach. To gin o gęstej konsystencji z dodatkiem owoców jałowca, tradycyjny napój alkoholowy Holandii i Flandrii. Kieliszek opróżnić trzeba jednym haustem i próbować kolejny smak.

Gentse Feesten
Odbywa się zawsze pod koniec lipca i wtedy Gandawę ogarnia muzyczno-taneczne szaleństwo. Na dziesięciodniowy festiwal przyjeżdża około dwa miliony uczestników, w całym mieście odbywa się jeden wielki koncert pod gołym niebem, podczas którego usłyszeć można niemal wszystkie style i gatunki muzyki rozrywkowej. Największa zabawa jest zawsze na Graslei, gdzie na centralnym kanale pojawiają się nawet pływające sceny. Zabawa trwa do białego rana.

Co warto zobaczyć w Gent

Z pewnością starówkę i jej zabytki.Katedra św. Bawona zdumiewa swą architekturą i swym majestatem. Można tu obejrzeć znany Ołtarz Gandawski, oficjalnie nazwany Adoracją Mistycznego Baranka, jest dziełem Huberta i Jana van Eycków. Tryptyk ten uchodzi za opus magnum średniowiecznego malarstwa. Obok wisi obraz Rubensa pt. „Św. Bawo przybywa do klasztoru w Gandawie”. Pozostałości po pierwszej konstrukcji z XII w. można obejrzeć w krypcie katedry.
Zmiana rozmiaruDSC02586_fb.jpg

Katedra św. Bawona

Zmiana rozmiaruDSC02592_fb.jpg

Graslei – jedno z najbardziej malowniczych miejsc w centrum starego miasta

2602.jpg

Romantyczna starówka nocą

Ghent_canal,_night.jpg

Korenlei nocą

Zamek Gravensteen
Jedna z największych atrakcji Gandawy. Położony w centrum miasta, tuż nad rzeką Leie, która stanowi jego naturalną linię obronną. Został zbudowany w XII wieku przez hrabiego Filipa Alzackiego. Można go zwiedzać za niewielką opłatą. W każdej sali dostępne są opisy poszczególnych eksponatów w języku flamandzkim, francuskim, niemieckim i angielskim. Z zamku można podziwiać przepiękną panoramę całego miasta. W zamku znajduje się duża kolekcja broni oraz Muzeum Tortur z przedmiotami i maszynami, stosowanymi ówcześnie do wyciągnięcia od poddanych cennych informacji.
Gravensteen-Gent-MM.jpg

Zamek Gravensteen

 

  

Korenmarkt
Zbudowany na starym targu w Gandawie rynek zbożowy
Gent_Korenmarkt_Oud_Postkantoor_9-11-2010_16-28-56.JPG

Korenmarkt

 

Belfort
Wieża widokowa będąca zabytkiem UNESCO
Belfort_Gent.jpg

Belfort


Sint Michielsbrug
Most z najpiękniejszym widokiem na stare miasto
Zmiana rozmiaruDSC02588_fb.jpg

Sint Michielsbrug

Stadhuis czyli ratusz

Zmiana rozmiaruDSC02602_fb.jpg

Ratusz

 

Het Patershol
Piękna stara dzielnica Gandawy z małymi domkami przy malutkich wąskich uliczkach z licznymi kafejkami i barami.
patershol_gent2.jpg

Patershol

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>