Weekend w mieście Sherlocka

Nie być nigdy w Londynie, dziwne… prawda? Stolica Wielkiej Brytanii w ostatniej dekadzie przyciągnęła mnóstwo naszych rodaków. Jak to się mówi… każdy ma kogoś w Londynie. Nadszedł najwyższy czas, by osobiście przekonać się, co takiego kryje w sobie sławne miasto Sherlocka Holmesa. Połączeń z Warszawy jest mnóstwo i za niewielkie pieniądze. Zakup biletu i ustalenie daty nie sprawia problemu, udaje się kupić bilet za 19 zł w jedną stronę na przedłużony weekend! Co prawda w lutym, ale cena rewelacyjna, więcej przecież płacę za bilet do Lublina:) Nocleg rezerwuję w hostelu St. Christopher’s Inn – Southbank, w samym centrum miasta, zatem miejscówka idealna.

W Londynie nudzić się nie sposób. London Eye, Tower Bridge czy Westminster Abbey wraz z Big Benem przyciągają tłumy odwiedzających. Większość muzeów jest darmowa, więc to kolejna zachęta do tego, by spędzić tu więcej czasu. Są jednak takie atrakcje, za które trzeba zapłacić i do tego nastać się w długiej kolejce. Jest na to sposób, a mianowicie tzw. bilety „omijające kolejkę” od Ticketbar. Listę atrakcji oraz ceny możecie sprawdzić tutaj i również na tej stronie nabyć taki bilet.

DZIEŃ PIERWSZY

Pogoda dziś ma być w miarę dobra, więc planujemy do razu po zameldowaniu ruszyć na zwiedzanie. Opóźnienia nie ma, jednak po wylądowaniu na Stansted czekamy w długiej kolejce do kontroli dokumentów, przez co spóźniam się na autobus do Londynu (jako jedyna mam na inną wcześniejszą godzinę). Bilet autobusowy easyBus mam wykupiony wcześniej na określoną godzinę. Na szczęście nie ma problemu, jako że są miejsca w busie (tak, to jest bus, nie autobus), kierowca bez problemu zabiera mnie na pokład, uff. Dla tych, którzy wcześniej biletu nie zakupią, jest inna opcja. Obok odjeżdżają autobusy Terravision i bilet można kupić u kierowcy bez wcześniejszej rezerwacji. Bilety easyBus można kupić w bardzo dobrej cenie w Internecie z pewnym wyprzedzeniem.
Hostel
Wysiadamy przy samej stacji metra , przy Baker Street, więc bez problemu dojeżdżamy do hostelu (szara linia). Jak się okazuje recepcja jest o kilka kroków dalej w hostelu wSt. Christopher’s Village, tam też będą serwowane śniadania. Pokój w hostelu jest skromny, cztery łóżka piętrowe, krzesło i skrzynki na bagaże pod łóżkami. Trzy łazienki na korytarzu, więc w porządku. Jak się później okaże, ciepła woda nie zawsze będzie ciepła. Na dole bardzo fajny pub, obsługa bardzo miła, jako goście hostelu dostajemy zniżki na piwko i posiłki. 
126_fb.jpg

 

Metro
To jest dopiero metro! London Underground czy też potocznie the Tube (faktycznie podziemne wagoniki mają kształt tuby) jest najstarszym metrem na świecie, pierwsi podróżni wsiedli do niego 10. stycznia 1863 roku. Pomimo angielskiej nazwy wskazującej na podziemne położenie tylko 45% długości tras znajduje się pod ziemią. System liczy 12 linii, 275 stacji oraz 408 km tras. Stacje są naprawdę ciekawe, a ludzie bardzo pomocni. Widząc, że się kręcisz lub długo stoisz, np.przy automacie z biletami, podchodzą i pytają, czy pomóc. A co do automatów, to nie wydają reszty, oczywiście kartą można płacić. Bilety baaardzo drogie niestety. Opłaca się kupić bilet całodniowy na strefę 1-2 w godzinach poza szczytem (wystarczy na zwiedzenie najważniejszych zabytków), kosztuje on 7,30 GBP. Taki sam bilet w godzinach szczytu to koszt 8,80 GBP. Natomiast jednorazowy przejazd kosztuje ok. 4,5 GBP. Co ważne, bilet całodniowy nie jest biletem 24-godzinnym biletem. Nieważne o której go kupisz, ważny jest zawsze do 4:30 rano.
Zaczynamy zwiedzanie…
Po odświeżeniu się i małym posiłku ruszamy w miasto. Nasze pierwsze kroki kierują się pod London Eye, nazywane jest ono często Kołem Milenijnym. Ten diabelskim młyn wygląda naprawdę okazale. Niewielka prędkość liniowa tych kabin pozwala na zabieranie i wysadzanie pasażerów bez zatrzymywania koła. Rozglądamy się za kasami. Podobno tu zawsze są kolejki. Dlatego warto zakupić bilet wcześniej przez Internet lub w samolocie Ryanaira. Jest taniej i nie tracisz czasu na stanie w kolejce. Bilet normalny to koszt 19,20 GBP, cała przejażdżka czyli pełny obrót koła trwa 30 min. Po odstaniu swego wreszcie wsiadamy do kapsuły. Widoki przepiękne!
084_fb.jpg 028_fb_fb_fb.jpg
Po podziwianiu panoramy miasta z Londyńskiego Oka i spacerze mostem Westminster do Big Bena i Westminster Abbey, udajemy się w kierunku Pałacu Buckingham. Oświetlony Big Ben, mroczna uliczka, czarne kontury drzew… jakby czas się zatrzymał i zaraz z dorożki miał wysiąść najsłynniejszy detektyw świata Sherlock Holmes… Westminster Abbey również robi wrażenie, to miejsce koronacji królów Anglii oraz ich pochówku.
080_fb.jpg


Opactwo westminsterskie (nazwa oficjalna Kolegiata św. Piotra w Westminsterze) to najważniejsza, obok katedry w Canterbury i katedry św. Pawła o londyńskim City, świątynia anglikańska. Według legendy pierwsza świątynia powstała w 616 roku na miejscu, które nazywano wówczas Thorney Island. Datę powstania pierwszego klasztoru należy jednak przenieść w okolice roku 800. Na terenie opactwa pochowanych jest ok. 3300 zmarłych. Wśród nich wybitni poeci i pisarze, muzycy, aktorzy, uczeni, politycy i architekci. Oprócz tego znajduje się tam ponad 600 tablic pamiątkowych poświęconych wybitnych osobom niepochowanym na terenie opactwa. Można tam odwiedzić groby m. in. poety Geoffreya Chaucera, Bena Jonsona, Karola Dickensa, czy Roberta Browninga.

 

 

 

 

 

 

A możeby tak wpaść z wizytą do królowej? Pałac Buckingham wita nas wieczornym spokojem, i tylko strażnik trzymający wachtę od czasu do czasu wychodzi ze swojej budki, by rozprostować nogi. Królowa pewnie śpi, zatem na herbatkę wpadniemy innym razem, Nieco zmęczeni podróżą i spacerem, postanawiamy wracać do hostelu.
095_fb.jpg
Po zwiedzaniu i spacerze przychodzi czas na relaks i kolację. Na wieczorne piwko wracamy do naszego hostelu. W pubie jest już tłoczno, zatem stojąc przy barze zamawiamy nasze piwko z przysługującą nam zniżką… i jak się okazuje jest to meksykański specjał. Kolejne, polecone przez barmana, jest już iście brytyjskie, czyli nieco mdłe o dziwnym smaku.

114_fb.jpg

  111_fb.jpg

DZIEŃ DRUGI

Po słodkim śniadaniu, czyli toastach z dżemem (tylko to jest serwowane plus musli z mlekiem) postanawiamy na piechotę dotrzeć do Tower Bridge. Wychodząc z hostelu w prawo (w kierunku London Bridge) idziemy kawałek prosto Borough Str., po czym skręcamy w prawo w St. Thomas Str., mijamy klimatyczne puby, a naszym oczom ukazuje się Shard London Bridge (znany również jako The Shard i Shard of Glass), wieżowiec posiadający 72 kondygnacje o wysokości 309.6 metrów. (Po ukończeniu budowy w 2012 roku stał się najwyższym wieżowcem w Europie). Następnie za Shard Lodon Bridge skręcamy w lewo i za chwilę naszym oczom ukazuje się magiczny widok… w oddali widać już Tower Bridge. Jakby czas się zatrzymał! W dodatku ciemne złowieszcze chmury dodają tajemniczej otoczki. Tower Bridge jest niesamowity! Historia tego zwodzonego mostu w stylu wiktoriańskim sięga roku 1872, kiedy to parlament angielski rozpatrzył projekt ustawy dotyczącej budowy drugiego mostu nad Tamizą. Most umożliwia przepływanie statków oceanicznych do około 40,5 m wysokości powyżej poziomu wody. Przez pierwsze lata był otwierany nawet 6000 razy rocznie, teraz jedynie 1000 razy na rok. Od początku swojego istnienia uznawany był za arcydzieło ówczesnej inżynierii. Potężny, ważący ponad 2000 ton, napędzany parą mechanizm mostu, regulował otwarcie jego środkowej części. Umożliwiał swobodne przepłynięcie wielkich statków. Stary mechanizm mostu obecnie nie jest już używany, zastąpiono go nowoczesnym urządzeniem elektrycznym. Nocą most jest oświetlony i widać z niego London Eye.
164_fb.jpg

Tower Bridge

Nad Tamizą, obok Tower Bridge, usytuowany jest również HMS Belfast, krążownik lekki marynarki brytyjskiej Royal Navy z okresu II wojny światowej. Statek można zwiedzać z bezpłatnym przewodnikiem audio i planem położenia, jednak samo wejście jest płatne ok. 15 GBP.

149_fb.jpg

HMS Belfast

Twierdza prezentuje się ciekawie już z drugiego brzegu rzeki. Przed wejściem długa kolejka, powolutku przesuwająca się do środka. Sprawdzamy cennik i stwierdzamy, że nie czekamy. W końcu to niskobudżetowy wypad;)Idziemy dalej wzdłuż Tamizy, przechodzimy przez Tower Bridge i kierujemy się do Tower of London. Twierdza została wzniesiona w 1078 roku przez Wilhelma Zdobywcę. W swej historii budynek pełnił przeróżne role, był fortecą, pałacem, zoo oraz więzieniem (z którego podobno nie dało się uciec). Więziono tu m.in. króla Anglii Henryka IV, królową Anne Boleyn, Thmosa More’a, Lady Jane Grey czy też Rudolfa Hessa. Twierdza Tower do dziś jest zamieszkana. Jej społeczność tworzą strażnicy Yeomen Warders wraz z rodzinami, naczelnik twierdzy, urzędnicy, kapelan oraz lekarz. Symbolem Tower są kruki. Legenda głosi, że dopóki na wieżach Tower będą krążyły kruki, tak długo trwać będzie imperium brytyjskie.
145_fb.jpg

Tower of London

172_fb.jpg

Tower of London

146_fb.jpg

Tower Bridge

 

Informacje o Tower of London:
Idziemy dalej w kierunku Katedry św. Pawła. Zaczyna mżyć. No nareszcie i pogodę typowo angielską mamy, więc klimat coraz lepszy. Wspinamy się na kładkę, jeszcze kilka kroków i naszym oczom ukazuje się kopuła katedry. Kopuła ma średnicę 50 metrów, jest ona jednym z najbardziej charakterystycznych elementów architektury Londynu. Do katedry wejście jest płatne, jednak można wejść do przedsionka i choć trochę zobaczyć wnętrze oraz przeczytać o jej historii. Wychodząc z katedry natykamy się na ślub angielskiej pary, ona białej retro sukni, on w mundurze. Goście w strojach iście królewskich, kobiety w wielkich kapeluszach z ogromnymi piórami. Przed wejściem na gości czeka wypożyczony specjalnie na tę okazję czerwony angielski autobus.
193_fb.jpg 199_fb.jpg 198.JPG
Kolejnym punktem na naszej mapie jest Museum of London. Trochę błądzimy, mimo że to blisko. Wreszcie pojawia się wielki napis i już wiemy, że cel osiągnięty. Jeśli chcecie poznać historię stolicy Brytyjczyków od czasów prehistorycznych aż po dzień dzisiejszy, koniecznie się tam wybierzcie, wstęp bezpłatny. Warto zajrzeć do ciemnego pomieszczenia, gdzie wyświetlany jest film o wielkim pożarze Londynu w 1666 roku. Zawierający w sobie trzy szóstki rok okazał się diabelski dla miasta, przyniósł największy kataklizm w dziejach stolicy. Wybuchł w piekarni na ulicy Pudding Lane, rozciągnął się na 2/3 miasta niszcząc tysiące budynków. Szczęście w nieszczęściu, żywioł zabił większość londyńskich szczurów odpowiedzialnych za trwającą od 1665 roku epidemię dżumy. Zdarzenie to miało wielki wpływ na ówczesne społeczeństwo brytyjskie, a także na sam Londyn.
219_fb.jpg 222_fb.jpg
Z London of Museum ruszamy na drugą stronę Tamizy do brytyjskiego muzeum sztuki nowoczesnej. Muzeum mieści się na południowym brzegu rzeki w Southwark. Wstęp darmowy, a jeśli komuś z domu nie chce się ruszać, to całość kolekcji może obejrzeć online. Idziemy mostem Southwark Bridge, widoki piękne… z tyłu wciąż jeszcze widać wielką kopułę katedry, z lewej Tower Bridge, a przed nami piętrzy się już Tate Modern.
237_fb.jpg 242_fb.jpg

Pod muzeum spotykamy połykacza ognia.
249_fb.jpg

Czas na trochę sztuki… Ja rozumiem, że różny może być poziom abstrakcji, ale niektóre ekspozycje kompletnie mnie nie przekonują ;) Ktoś ciekaw o co chodzi, stronka muzeum powinna tę ciekawość zaspokoić. Poniżej obiekty, które mnie zainteresowały. Było tego oczywiście więcej, w zbiorach można znaleźć obrazy Picassa i innych znanych artystów.
256_fb.jpg 263_fb.jpg

Ukulturalnieni idziemy dalej… kolejnym punktem ma być teatr Szekspira, czyli Globe Theatre. Tetr ten działał w latach 1599-1642, założony był przez braci Burbage’ów, a jednym z udziałowców był William Szekspir. Wystawiany tam były jego utwory, a aktorami byli tylko mężczyźni. Niestety teatr spłonął w 1613 roku, odbudowano go rok później, aby potem za kilka lat go zburzyć. Budowla została zrekonstruowana i otwarta w 1997 roku.
268_fb.jpg

Smaki i zapachy
Lekko zmęczeni zaczynamy rozglądać się za miłą knajpką. Jednak w tej okolicy ceny niebagatelne, zaciskamy więc pasa i ruszamy w kierunku hostelu. I nie do wiary… nie wiem, czy to instynkt, czy nasze wygłodzone  żołądki prowadzą nas wprost na Borough Market. A tam… wszystkie zmysły nacieszyć się nie mogą, wszystko pachnie i wygląda obłędnie, ciężko się zdecydować.

288_fb.jpg 282_fb.jpg 287_fb.jpg

Od tych pyszności aż kręci się w głowie. Jako ze wybór zbyt duży postanawiamy udać się do hostelu i zjeść ciepły angielski obiadek, tak właśnie fish&chips. Jesteś w Anglii, ta pozycja w menu obowiązkowa. Czekamy na zamówienie… i jest, jedzonko wjeżdża na stół, mniam:)
299_fb.jpg

A po jedzonku wskazany spacer…. tak wygląda Londyn nocą.
301_fb.jpg 303_fb.jpg 304_fb.jpg 319_fb.jpg
Czy to jest naprawdę to, co myślę???
322_fb.jpg

DZIEŃ TRZECI

Pogoda nie rozpieszcza… zatem co można robić jeszcze w Londynie? Zwiedzać dalej muzea:)
Na pierwszy ogień idzie Muzeum Historii Naturalnej. Podobno tam ciągle żyją dinozaury;)

330_fb.jpg 344_fb.jpg 337_fb.jpg

 

 Ale nie tylko…
335_fb.jpg

koliberki

336_fb.jpg

A to co?

346_fb.jpg

sekwoja

 

Muzeum to ma bardzo fajną część interaktywną. Nie jedno zaskakuje, złudzenie czy prawda… świat iluzji miesza się z prawami fizyki.
Dalej idziemy do Muzeum Brytyjskiego. Nazwa wskazuje na zbiory dotyczące narodu brytyjskiej, a to jedno z największych na świecie muzeów historii starożytnej.
356_fb.jpg 382_fb.jpg 370_fb.jpg

Naprawdę potrzeba kilku dni, żeby całe zbiory obejrzeć i przeczytać każdą karteczkę przy eksponacie. Zbiory niesamowite, trochę przypominają te w muzeum w Berlinie. Cóż, zwiedzanie może naprawdę zmęczyć, jeszcze ostatnie zakupy i relaksik:) Ciekawe, że w sklepie jeden kieliszek wina kupić sobie można…
396.JPG

Wieczorem wpadamy jeszcze na kolację do pobliskiego pubu (kilka kroków od hostelu St Christopher’s Village, po wychodząc z hostelu idź w lewo), gdzie poprzedniego dnia byliśmy na piwku. Knajpka brytyjsko-hinduska, właściciel to przemiły Hindus, który nawet gdy nie ma już miejsc prosi, by miejscowi kibice przesiedli się do jednego stolika i dla nas jeden zwolnili. Fish&chips pycha! Porcje ogromne! Szczerze polecam ten pub.
IMAG0745.jpg
I wracamy. Z pewnością jeszcze tu wrócę!
IMAG0724.jpg

Podsumowanie:

Bilet lotniczy – 19zł
Nocleg  ze śniadaniami – 245 zł (za wszystkie noce).  Nam wystarczały śniadania serwowane przez hostel.
Bilety  – dojazd do i z lotniska 44zł
Bilety metro – 35,77zł + 22,05zł = 57,82zł
Wstęp na Londyńskie Oko – 94.08 zł
Jedzonko i napoje – to już kwestia indywidualna, mnie to wyniosło ok. 180zł
Chyba o niczym nie zapomniałam…
Podsumowując wychodzi ok. 640

7 Comments:

  1. Na zdjęciu podpisanym „a to co?” jest ptak dodo – żył tylko na Mauritiusie i po przybyciu tam Holendrów został niestety szybko wytępiony – jak widać na zdjęciu raczej nie umiał latać i szybko uciekać ;)

  2. dzięki kevinsz, właśnie sobie przypomniałam, że coś takiego na tabliczce w muzeum było:)

  3. Rewelacyjnie prowadzony blog i świetne fotki :-)
    Zaglądam z przyjemnością! Pozdrawiam podróżników :-)

  4. dziękuję bardzo:) właśnie planujemy kolejne wyprawy:)

  5. Witaj, czy w hostelu St. Christopher’s Village mogę wykupić 1 łóżko na kilka nocy i bezpiecznie nocować sama w tych wielołóżkowych pokojach? jak oceniasz?

    • Myślę, że tak, choć pewnie komfort psychiczny będzie mały. Przynajmniej w moim przypadku by tak było. Wiadomo, cenne rzeczy trzeba trzymać pod poduszką. A ilu łóżkowy pokój bierzesz pod uwagę?:)

      • No właśnie nic podobnego nie brałam pod uwagę dopóki nie odkryłam Twojego bloga :) Rozważając wypad solo na kilka dni myślałam o 1os pokoju w jakimś hotelu, klasyk, no ale koszty już nie te. Chyba jednak zostanę przy tej opcji a jeśli znasz (albo ktoś z czytelników bloga) jakieś godne polecenia hotele to chętnie zanotuję :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>