Azja,  Malediwy

No to lecimy!

Spakowana, zwarta i gotowa stawiam się na lotnisku. Kierunek Male, międzylądowanie w Dubaju. Dziś zaczyna spełniać się moje marzenie zobaczenia rajskich wysepek malediwskiego kraju. Miły pan przy nadaniu bagażu drukuje mi kartę pokładową i informuje o przysługującym nam darmowym posiłku w Dubaju. Kontrolerka paszportów z poważną miną zaczyna zadawać mi dziwne pytania… jaki koszt biletu, a jaki pobytu na miejscu? O co chodzi? Okazuje się, że pani ciekawa, za ile można w takim miejscu urlop spędzić:) Samolot podstawiony… tak, naprawdę tam lecimy! Boarding o czasie, start również.

Uśmiechnięte stewardessy Emirates w swoich charakterystycznych strojach witają nas na pokładzie i kierują w stronę naszego miejsca. Układ siedzeń to dwa, cztery (po środku) i znowu dwa od okna. Tak, monitorki są, więc będzie można coś obejrzeć. Miejsca na nogi mało, ale dajemy radę. Podczas startu uruchamiają się monitorki i oprócz normalnych kanałów, można również obejrzeć poderwanie się samolotu oraz śledzić cały lot. Na środku kabiny umieszczony jest większy ekran pokazującym, gdzie dokładnie teraz jesteśmy. Na siedzeniach czekają na nas koce, poduszki i słuchawki. Startujemy! Start prawie nieodczuwalny.
Za chwilę pojawia się obsługa i zaczyna częstować czymś do picia. Czas się zrelaksować, czerwone winko powinno w tym pomóc:) To może coś pooglądamy? Kanałów jest sporo, 24 chyba, dla każdego coś miłego… od Toma C., przez Bruca W. po Dziki Zachód;)

 

Coś pachnie… tak, to obiad wjeżdża. Dziś w menu dwa główne dania do wyboru, kurczak lub jagnięcina. Do tego starter, deser i jakaś przekąska. Skoro obrany kierunek to kraj muzułmański, to niech będzie to drugie. Pachnie całkiem w porządku, smakuje też dobrze, jeśli patrzeć pod kątem jedzenia samolotowego. Do tego deser brownie z gruszką i czekoladą i sok z mango:) Ech, wakacje! Do lądowania w Dubaju jeszcze dwie godzinki, to może jakiś filmik teraz.

 

Wylądowaliśmy. Jest 22:00 i 30 stopni. Emirates dla mam z dziećmi poniżej trzeciego roku życia oferują bezpłatne wózki. Lotnisko w Dubaju całkiem spore, trochę jak nasze Złote Tarasy:) Do tego bardzo multi-kulti. Herbatka w kafeteryjce kosztuje 4$. Na przesiadkę czekamy 5 godzin, boarding o 2:40 czasu lokalnego.

Fajny sklepik
Taki tam sobie gadżet, taniocha:)
Chyba pora gdzieś spocząć…
Może przy fontannie???

Z Dubaju lecimy większą maszyną, układ siedzeń trzy, cztery, trzy. Jest więcej miejsca na nogi, większe monitorki i jakoś tak ogólnie więcej przestrzeni. Pierwsza klasa jest naprawdę pierwsza klasa:)

A to pierwsza klasa…

 

Niestety nie zmieściliśmy się w slota i mamy półgodzinne opóźnienie. Oczy się kleją, start jeszcze kojarzę, ale po starcie odpływam. Budzi mnie zapach jedzenia i zimno… klima porządnie daje się we znaki, jest naprawdę zimno i gardło zaczyna boleć:( Budzi nas śniadanko. Tym razem w menu coś regionalnego ze Sri Lanki i omlet ze szpinakiem. Dobra, nie ryzykuję i zamawiam jajeczko. Do tego jest crossaint i świeże owoce.

 

Tak, zaczynamy się zniżać. Z białych chmurek wyłaniają się turkusowe plamki, to malediwskie wysepki o przeróżnych kształtach. Widok nieziemski!

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *