Pierwsze wakacje w Egipcie: Marsa El Alam

Urlop dla wygodnych? Dlaczego nie? Takie właśnie były wakacje w zeszłym roku. Lato powoli się kończyło, człowiek jechał już na oparach i bardzo potrzebował jakiegoś odpoczynku. Moja wiedza na temat wyszukiwania promocyjnych ofert była znikoma, więc padło na wyjazd z biurem podróży. Wyboru wielkiego już nie było, bo lepsze oferty zostały wyprzedane, a jako że Egipt zarówno pod względem pogodowym, jak i cenowym plasuje się w czołówce, padło właśnie na ten kraj. Pierwszą opcją był Sharm el-Sheikh, jednak w obliczu zamieszek w tym rejonie postanowiłyśmy zmienić lokalizację na Marsa El Alam i to był strzał w dziesiątkę!

GALERIA

Wycieczka zostaje wykupiona na początek września w biurze Alfa Star i jeśli chodzi o samo biuro i organizację wszystko odbywa się zgodnie z planem. W Marsa El Alam wybieramy hotel Abu Dabbab, jednak jak się okazuje nie ma już w nim wolnych pokoi i biuro proponuje nam Elphistone. Hm, zdjęcia nie zachęcają, do tego jedna gwiazdka mniej, jednak pani konsultantka bardzo ów obiekt zachwala i w końcu nas przekonuje. Niestety lot jest do Hurghady, co oznacza trzygodzinny dojazd do Marsa El Alam, i to w nocy. Trudno, odeśpimy na plaży. Spakowane zjawiamy się na lotnisku, odbieramy bilety i po krótkim oczekiwaniu wsiadamy do samolotu egipskich linii czarterowych Nesma. Egipskie linie, hm… zapowiada się ciekawie. I rzeczywiście, już na początku wita nas bardzo przystojny steward, który potem zajmuje się naszym sektorem. Gdy tylko pilot wyłącza sygnalizację zapięcia pasów, towarzystwo zaczyna otwierać luki bagażowe i wyjmować przeróżne napoje wyskokowe, inaczej mówiąc, zaczyna się impreza. Niektórzy, jak przystało na polską gościnność, zaczynają częstować również załogę, która wykazuje się nie lada cierpliwością. Na szczęście wszystko przebiega w miarę kulturalnie, a podróż mija spokojnie. Nad samą Hurghadą pilot robi kilka niesamowitych manewrów, a oświetlone miasto nocą robi wrażenie.
Po wylądowaniu ustawiamy się w kolejce po wizę, która kosztuje 15 USD. Jako że kolejka posuwa się niezbyt szybko, w międzyczasie postanawiamy skorzystać z toalety. I tu nagle po umyciu rąk jak spod ziemi wyrasta młody chłopak i podaje mi ręcznik do wytarcia rąk. O jak miło… tylko jak się okazuje za serwis trzeba zapłacić. Chłopak zaczyna się niecierpliwić, sprytnie ustawia się w przejściu i nijak uciec się nie da. Daję mu całe dwa dolary (drobniej nie mam) i wracam do kolejki. Tak, teraz już wiem, jestem w Egipcie:) Po kupieniu wizy idziemy dalej za innymi turystami. Przy wyjściu czekają rezydenci różnych biur z tabliczkami. Jest i nasz, to młody Egipcjanin, który bardzo dobrze mówi po polsku. Pyta nas do jakiego hotelu jedziemy i podaje numer autobusu, będzie jechał z nami. Jak się okazuje to nie autobus, a bus, a przy pakowaniu walizek również trzeba skorzystać z usług młodego chłopaka, który wręcz wyrywa bagaże z rąk. Z nami jedzie jeszcze dwóch chłopaków i jedna para z Polski. Jesteśmy naprawdę bardzo zmęczone, a tu jeszcze trzygodzinna jazda przed nami. Klimatyzacja nie daje zasnąć. Po drodze tankujemy w bardzo dziwnym miejscu. W czasie drogi wyglądam przez szybę i widzę albo pustkowie, albo stare zaniedbane egipskie zabudowania. W czasie drogi kupujemy również wycieczki fakultatywne, jeśli kupimy teraz, dostaniemy zniżkę. Zaczyna świtać, a my nareszcie dojeżdżamy na miejsce. Hotele, przy których się zatrzymujemy wyglądają bajkowo i powietrze jest jakieś takie inne, urlopowe:) Jest i nasz hotel.

ELPHISTONE

Wchodzimy do środka, dajemy paszporty i dostajemy klucz. Młody chłopak prowadzi nas do pokoju. Widok jest niesamowity! Basen, palmy i wschodzące słońce, cudowne miejsce!
Będziemy mieszkać w ostatnim budynku, a więc z dala od basenu, restauracji i sklepików. Nasz pokój znajduje się na pierwszym piętrze, a z balkonu roztacza się przepiękny widok na plażę i morze. Wita nas ogromne wschodzące słońce…
…i nieżywa jaszczurka na balkonie, po której i wokół której chodzą mrówki. Brr… to już nie jest miły widok. Dzwonimy na recepcję i próbujemy wytłumaczyć o co chodzi. Wreszcie zjawia się pan z jakimś spray’em i sprząta. Dajemy mu napiwek, a on z uśmiechem wychodzi. Po chwili ktoś puka do drzwi, otwieramy, a to ten sam pan, tylko że tym razem przybywa ze wsparciem. Kolega także dzielnie trzyma butelkę aerozolu i przystępuje do dzieła. Spryskują wszystko, nawet łazienkę. Tak, napiwek oczywiście się należy:)
Jest jeszcze za wcześnie na śniadanie, zatem mała drzemka nie zaszkodzi. Budzimy się za jakiś czas, przebieramy i z torbami plażowymi idziemy na śniadanie. Na zewnątrz już rano słońce przypieka. Restauracja jest całkiem ładna, a jedzenie wygląda przepysznie. Dwie blondynki od razu zwracają uwagę, kelnerzy zagadują i flirtują. A po śniadaniu już pełny relaks na plaży i odsypianie długiej podróży. Plaża i leżaki z parasolkami, ciepła woda i długa laguna to jest to, czego potrzeba na takim urlopie. Wybieramy leżaki nieco z boku, z dala od rozkrzyczanych włoskich rodzin. Jeszcze tylko mały drink i odpływamy przy szumie fal…
PLAŻA
Piękna piaszczysta z palmami. Leżaków jest dużo, przez cały wyjazd nie ma problemu ze znalezieniem wolnego, jest i pan podający materace. My za każdym razem rozkładamy się nieco z boku, z dala od włoskich turystów, głośnej muzyki i włoskich animacji. W zasadzie nie jest tak źle, po obiedzie wszyscy Włosi udają się na drzemkę i plaża pustoszeje… błogi spokój. Do tego czasami z głośników leci cudowna relaksująca muzyka, przeważnie rano. Nie ma też problemu z zostawianiem rzeczy na plaży podczas posiłków. Przy plaży znajduje się piękna laguna, którą można wybrać się na całkiem spory spacer. Poziom wody się zmienia, czasami jest do kostek, czasami do kolan, a są miejsca że i zakryć może. To co mi się szczególnie podoba to możliwość posiedzenia sobie w wodzie do kostek, choć dla niektórych mogą być problemem małe podwodne żyjątka. Woda jest cieplusieńka, a w pewnych miejscach wręcz gorąca. Jednak na plaży nie czuć wszechobecnego upału ze względu na przyjemną bryzę morską. Po południu na piasku pojawiają się drobne ślady, jakby ktoś potraktował piasek grabiami. Jak się okazuje, sprawcami są małe krabiki, które uaktywniają się o tej porze i dziarsko przemierzają całą plażę. Kiedy wyczują ruch, natychmiast zamierają i udają nieruchome kamyczki:)
Przy plaży znajduje się wypożyczalnie sprzętu, można wynająć rowerki, sprzęt do snurkowania, choć rafy przy hotelu nie ma. Może trzeba popłynąć dalej… Można również zafundować sobie przejażdżkę na wielbłądzie lub koniu oraz umówić się na popołudniowe lub wieczorne safari. Podobno taka przejażdżka na koniu w świetle zachodzącego słońca jest niezwykle romantyczna:) Tak zachwala swoje wycieczki Amad (tak naprawdę Ahmed), który każdego ranka pojawia się na plaży ze swoimi słodkimi wielbłądami: Mikim i Majkelem. Wielbłądy są piękne, te ich mordki, duże oczy i długie rzęsy… szkoda, że są tak bardzo wykorzystywane. Amad traktuje je dobrze, jednak te na pustyni mają już nieco inne warunki. Oczywiście na przejażdżkę na wielbłądzie daję się namówić, trzeba się mocno trzymać, bo gdy wielbłąd wstaje i siada wykonuje zamaszyste ruchy. Każdego dnia Amad na chwilę zatrzymuje się przy naszych leżakach i zagaduje:) Padają oczywiście propozycje wieczornego spotkania poza hotelem, ale niestety chłopak źle trafił, takie propozycje kompletnie mnie nie interesują. Co ciekawe, gdy wreszcie stanowczo odmawiam, obraża się i następnego dnia omija nasz leżak szerokim łukiem:) No dobrze, czyli to jest kara, jak rozumiem. Udaje się jednak sprawę wyjaśnić i potem rozmawiamy już normalnie. Amad opowiada trochę o sobie, o swojej rodzinie, między innymi dziadku, który miał cztery żony. A to oznacza, że był bardzo zamożnym człowiekiem, bo każda żona bardzo dużo kosztuje. Aby móc sobie pozwolić na jedną, mężczyźni cięzko pracują przeważnie do ok. trzydziestego roku życia, jak np. Amad.
Mickey, my love…:)

 

OGRÓD
Jest bardzo ładny, dużo zieleni. Basen nie jest duży jednak wystarczający, wieczorem jest pięknie oświetlony. Ok. 18-19 trzeba jednak wyjść z wody, bo następuje czyszczenie. Na terenie ogrodu znajduje się również małe SPA, gdzie można skorzystać z masaży. Są także sklepiki z pamiątkami, w których sprzedają bardzo rozmowni sprzedawcy:) Wychodząc z naszego budynku idzie się koło punktu wymiany ręczników, żadnej kaucji nie ma. Idąc dalej w kierunku plaży dochodzi się do baru, przy którym stoją również dystrybutory z sokami i wodą. Egipskie drinki… hm, to wódka z sokiem, ewentualnie whisky z colą (ale uwaga! bez lodu, bo lód robiony jest z wody z kranu).

RESTAURACJA
Jedzenie jest bardzo dobre, w zasadzie przygotowywane pod Włochów (włoski hotel). Na śniadanie duży wybór wędlin, serów i świeżego pachnącego pieczywa (również włoskiego). Zawsze są cztery rodzaje jogurtu, jajka i warzywa. Te ostatnie niewskazane, szczególnie przez pierwsze dni. Ja przez cały pobyt surowych warzyw nie jem, choć dookoła mnie wszyscy codziennie mają je na talerzu. Podobnie owoce. Z tych jem tylko banany, melony (pycha!) i świeże figi (jeszcze większa pycha!). Oczywiście kawy, herbaty, soków i wody jest pod dostatkiem. Na obiedzie jest także duży wybór, drób, ryby i zawsze coś z grilla. Ciasta? Oczywiście, że są, a jak smakują! Po kolacji także nikt głodny nie chodzi. Co do alkoholu, to piwo nawet jest w porządku, podobnie jak białe wino, jednak czerwone już nie, zamawiam raz i nie daję rady wypić. Obsługa na początku się stara, ale jako że nie dajemy cały czas napiwków bywają problemy z dostarczeniem piwa lub wina. Jednak trzeba być wytrwałym, a na pewno wszystko się dostanie. Po każdym zamówieniu napoju alkoholowego należy wypełnić mały blankiet, podać nazwisko, numer pokoju i się podpisać, trochę to uciążliwe, ale zapewne są z tego rozliczani. Dwie blondynki oczywiście rzucają się w oczy, więc nasz stolik obsługuje czasem kilku:)

Warto zajrzeć do pana w sklepiku z pamiątkami przy recepcji. Zaprosi Was na herbatkę, poopowiada niestworzone historie swoim łamanym angielsko-niemieckim i tak Wami zakręci, że z pewnością coś kupicie:)

Podsumowując, hotel jest naprawdę godny polecenia. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tam wrócę. A w następnym odcinku wyprawa do Asuanu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>