Wieczorny Szafszawan, czyli romantycznie i nastrojowo

Ukryty w górach Rifu Szafszawan (fr. Chefchaouen) to najpiękniejsze miasteczko w północnym Maroku, są i tacy, którzy twierdzą, że w całym kraju. Posiada cudowną i do tego czystą medynę, pełną białych i niebieskich zaułków. Szczególnego uroku medyna nabiera wieczorem, gdy na zewnątrz jest już ciemno, a oświetlone uliczki mienią się przeróżnymi kolorami. Do tego zapachy przypraw, marokańskie specyfiki i rękodziała, to wszystko tworzy magiczny klimat. W medynie najlepiej zdać się na własny instykt i zagłębić w uliczki, przyglądając się życiu mieszkańców i poszukując najładniejszych miejsc. Tak właśnie robimy pierweszego wieczoru zaraz po przybyciu.
Do Szafszawanu przyjeżdżamy późnym popołudniem. Nauczeni doświadczeniem od razu idziemy do kasy kupić bilety do Fezu. Mamy szczęście, zostały akurat cztery na ostatni autobus. Chyba mój pech wreszcie mnie opuścił… ale jak się potem okaże, nie do końca. Z zakupionymi biletami idziemy szukać jakiejś taksówki, póki co dookoła pusto, żadnego samochodu. Przed dworcem jest mały placyk, podobno co jakiś czas podjeżdżają tu taksówkarze. Nic takiego jednak się nie dzieje. Rozglądamy się bacznie, po drugiej stronie ulicy dostrzegamy jakieś auto przypominające taksówkę. Ruszamy zatem w tym kierunku. Nagle z knajpki wybiega jakiś facet i coś krzyczy już z daleka. Próbujemy mu wytłumaczyć, że szukamy transportu, jednak ten dalej swoje. W końcu podbiega ktoś inny i mówi, że za chwilę coś podjedzie. I faktycznie, podjeżdża coś w rodzaju małego busika, ze środka wysiada młody chłopak i pakuje nasze plecaki. Za chyba 30 Dh podwozi nas pod sam hotel.

Dworzec autobusowy znajduje się 1,5 km na południowy zachód od centrum, na krańcu avenue Mohammed V. Planując wędrówkę z plecakiem , trzeba wziąć pod uwagę różnicę wysokości. Z medyny do dworca zejdzie się łatwo, jednak w drugą stronę strome podejście szczególnie w upalny dzień może dać się we znaki. Jednak co to jest dla zaprawionych podróżników! Są tu podobno niebieskie petit taxis, których my jakoś nie dostrzegamy. Podobno kierowcy lubią tu zawyżać cenę, więc trzeba uważać.
756.JPG

Na środku Dar Dalia

DAR DALIA
Nocleg mamy zarezerwowany w Dar Dalia, uroczym hoteliku prowadzonym przez Francuza. Za pokój czteroosobowy za jedną noc płacimy 60 EUR, czyli wychodzi ok. 63 zł od osoby. Oczywiście można znaleźć tu lokum za mniejsze pieniądze, jest tu kilka całkiem dobrych backpackerskich miejsc. My jednak wybieramy Dar Dalię i to jest strzął w dziesiątkę. Remi, właściciel hotelu, wita nas bardzo ciepło już na samym progu i od razu pokazuje pokój oraz taras z widokiem na góry, tak na góry! Od razu czuć europejską gościność, nasz Francuz jest niesamowity, dwoi się i troi, żebysmy od razu poczuli się jak u siebie. Od razu tłumaczy nam jak dojść do medyny oraz do meczetu na górze, szczegółowo rozrysowuje wszystko na mapce. Pokój jest bardzo przestronny, może nie wygląda na marokański a bardziej na hiszpańską hacjendę, jednak i tak ma swój klimat. Do tego mamy prywatną łazienkę, więc jest naprawdę komfortowo.
13490.jpg

 

Ruszamy zatem w miasto. Powoli się ściemnia. Do medyny dostajemy się jakimś bocznym wejściem i już na wstępie wąskie niebieskie uliczki robią na nas wielkie wrażenie. Coś niesamowitego jest w powietrzu i ten wszechobecny spokój. Nikt nas nie zaczepia, nie zagaduje i niczego od nas nie chce, ludzi ogólnie też mało na ulicach. Czy arabska medyna naprawdę może tak wyglądać? Żadnej mapy nie mamy, idziemy po prostu przed siebie…

Przemierzając urocze uliczki medyny trafiamy do niesamowitej lokalnej knajpki. Wąsaty właściciel w białym fartuchu od razu wita nas z wielkim uśmiechem i proponuje tadżin. W środku jest jeszcze jakiś mjescowy, zero turystów. Ok, zostajemy. Zamawiam tadżin i wodę. Jedzonko jest pyszne, może nieco mało mięsa, jednak widać, że to już ostatnie porcje, zatem ktoś tu jednak jada. Nasz kucharz ciągle zagaduje, widać że niezmiernie cieszy się z naszej wizyty. Sesja fotograficzna też musi być i to z jego inicjatywy:)
DSC07372.JPG

Nasz kucharz – zdjęcie zrobione przez Kasię

687.JPG 689.JPG DSC07383.JPG

Mniam… nasz kucharz za aparatem Kasi

Po dobrym jedzonku idziemy dalej. Jeszcze jakiś czas spacerujemy po medynie i chłoniemy atmosferę miasteczka. Po drodze mijamy kolejną klimatyczną knajpkę aż w końcu dochodzimy do głównego placu, gdzie pełno jest restauracji, jednak takich już pod turystów. Siadamy tu na chwilkę na mietową herbatkę i coś słodkiego…

 

725.JPG 728.JPG 712.JPG
Medyna w dzień jest równie piękna i tętni życiem, ale o tym już w następnym poście…

7 Comments:

  1. Swietna relacja, wlasnie takie lubie, z duza iloscia szczegolow :) Widzialam ze wybieracie sie do Tajlandii. Na moim blogu relacja z trzytygowniowej wyprawy po Tajlandii. Duzo praktycznych porad i fajnych fotek. Zapraszam :) I wrzucam oczywiscie do obserwowanych!

  2. Szafszawan urzekł mnie od pierwszego wejrzenia, chyba najpiękniejsze marokańskie miasto, w którym byłam. I z niesamowitym klimatem. Zaraz po nim jest Fez i jego bajeczna medyna. Marzy mi się powrót do Maroka!

    • Zgadzam się, najpiękniejsze Marokańskie miasto jakie zwiedziłam, czyste, pachnące… Chciałabym tam wrócić i wybrać się w góry, bo na to czasu zabrakło. Kiedyś się zdarzy mam nadzieję:)

  3. Hej! Ładne zdjęcia. Jak nazywa się ta lokalna knajpka?

    • Nie mam pojęcia. Żadnego szyldu nie było, po prostu zajrzeliśmy do środka, a tam stoliki. I od razu zostaliśmy zaproszeni przez właściciela.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>