Tajlandia… pierwsze wrażenia po powrocie

Dwa tygodnie minęły w oka mgnieniu, trzeba powoli wracać do rzeczywistości. Jednak w mojej głowie krąży tysiąc myśli i obrazów tego, co zobaczyłam i doświadczyłam w tym niesamowitym kraju. Tajlandia to turystyczny hit od pewnego czasu, każdy kto wraca jest zachwycony. Piękne plaże, słońce i dobre jedzenie, z tego przede wszystkim słynie ten kraj. Jednak to nie wszystko, moje skojarzenia to życzliwi i nad wyraz pomocni ludzie, piękna przyroda, owocowy raj (przebój wyjazdu to niewątpliwie papaja, ta dojrzała, ale i zielona, z której robi się genialną sałatkę), pyszne owoce morza i nie tylko, słonie z ich dobrodusznyi oczami i wąchającymi trąbami, masaże za grosze, wszechobecna atmosfera relaksu oraz oczywiście niskie ceny jak na nasze portfele.
To kraj, po którym bardzo łatwo się podróżuje, po prostu nie da się nie dotrzeć w zaplanowane miejsce:) Pokonaliśmy około 3513 kilometrów wewnątrz kraju, podróżowaliśmy pociągiem, metrem, autobusami różnego rodzaju, tuk tukami wszelkiej maści, taksówkami, samolotami, łódkami, promami oraz jedna osoba wsiadła także na skuter:) Szykujcie się na dużą dawkę pięknych zdjęć oraz praktycznych informacji i wskazówek.
888.JPG

TAJOWIE

Są niesamowici, pomagają zanim poprosisz. Uśmiechnięci, a wręcz roześmiani, czy też nawet chichotliwi, zawsze służą pomocą. Po nieciekawych doświadczeniach w krajach arabskich to miła odmiana. Oczywiście, że zdarzają się naciągacze, przede wszystkim taksówkarze, którzy nie chcą włączać taksometra, ale o tym powszechnie wiadomo i po prostu trzeba się targować lub poprosić miejscowego o pomoc. Poza tym to naprawdę dobrzy ludzie. Wyobraźcie sobie staruszkę z daleka wymachającą swoją laską w naszym kierunku. Macha, ile tylko ma siły i coś wykrzykuje… zawracamy więc i podchodzimy bliżej. Okazuje się, że babuszka chce nam wskazać przystanek autobusowy, który znajduje się pod zwykłym drzewem, no może jedynie zegar na nim zawieszony sugeruje, że jest tu coś więcej. Tak, autobus faktycznie przyjeżdza, a raczej stary tuk tuk wypełniony ludźmi po brzegi. Nie ma opcji, żeby nasza szóstka się tu jakoś upchnęła. A jednak! Bagaże wędrują na dach, a lokalsi tak się ściskają, że nawet miejsca siedzące dla nas się znajdują:)
1486.JPG 1492.JPG


JEDZENIE

Każdy przed wyjazdem powtarzał mi, że jedzenie w Tajlandii jest genialne. Potwierdzam! Pierwsze wyjście na śniadanie w Bangkoku kończy się grilowonamy mięskiem na patykach oraz fantastyczną sałątką na ostro z zielonej papai. Na początku na uliczne jedzenie patrzymy sceptycznie. Czy oby na pewno można to jeść i przeżyć? Ewa i ja jako pierwsze idziemy na całość:) Wspomniane śniadanie zamaiwamy u przemiłej Tajki, która w swoim moblinym wózeczku potrafi wyczarować prawdziwe pyszności. Wyciąga nawet obruso-ceratę i nakrywa nam do stołu, po czym biegnie do pobliskiego sklepu i przynosi nam wodę!:) Następnie zaczyna się owocowe szaleństwo… świeża papaja, ananasy, smocze owoce, pomarańcze, granatay… i świeżo wyciskane skoki za groszę, istny raj! Do tego pad thai, curry, krewetki i inne dziwne przekąski. Dla mnie numerem jeden pozostaje sałatka z zielonej papai, smaki jakie w sobie łączy są genialne, a liście tego owoca podobno także zapobiegają malarii. To jednak nie koniec. Na kolana powala mnie pływający targ, niewiarygodne że coś takiego istnieje. Na środku rzeki znajduje się coś w rodzaju pomostu, który obstawiony jest łódkami, na których Tajowie przyrządzają swoje potrawy. Na pomoście znajdują się stoliki, gdzie po turecku można zajadać się tymi wszystkimi pysznościami. Od zapachów aż w głowie się kręci! W mojej szafce właśnie wylądowały świeże przyprawy prosto z Tajlandii, już niedługo mam zamiar zmierzyć się z kuchnią tajską i przywołać nieco smaki z tego kraju:)

407.JPG 1512.JPG

Sałatka z zielonej papai, mniam!

1290.JPG

 

PRZYRODA

Na ten temat można pisać w nieskończoność. Zarówno górzysta północ, jak i południe z pięknymi plażami oraz rafami robią wrażenie. Niestety nie wystarczyło już czasu na prawdziwy trekking po górach, choć widoki z okna autobusu bardzo zachęcały. Na razie musi wystarczyć namiastka tego, co tam zobaczyliśmy i przeżyliśmy, czyli mój pierwszy w życiu rafting oraz przejżdżka na słoniach. To prawdziwe łakomczuchy! Mogą pochłonąć kilogramy bananów, które na odległość wyczują swoją śmieszną trąbą. W oczach słonia widać spokój i jakąś taką dobroduszność. Na plażowanie uderzamy w okolice Krabi i na Koh Phi Phi. Przed wyjazdem naczytałam się mnóstwo negatywnych opinii o tej wyspie… że zatłoczona, że komercyjna i głośna, że ogólnie masakra i trzeba uciekać. Mam jednak zupełnie inne wrażenia. Samo miasteczko na Phi Phi może i jest zatłoczone, jednak w miasteczku jesteśmy tylko dwa razy: podczas przyjazdu i odjazu. Cały pobyt spędzmay w uroczym resorcie z dala od wielkiej imprezowni, w którym w ogóle nie czuć, że jest to właśnie szczyt sezonu. Dwie prywatne plaże z widokiem na Phi Phi Leh, na których można naliczyć maksymalnie 10 osób, czysty klimatyczny bungalow z tarasem i hamaczkiem tuż nad wodą… Szczyt sezonu czuć natomiast w Ao Nang. Jednak i tak uważam, że warto tam pojechać, klify i skały przy plażach oraz na morzu są niesamowite, całość tworzy nieziemski krajobraz. Plaża Railay to istny raj… i o dziwo tu tłumów brak.

 



BANGKOK

Jest brzydki, zatłoczony i zarobaczony… tak myślałam przed przyjazdem. I rzeczywiście, jadąc w nocy z lotniska obrazy, które widziałam za oknem nie budziły entuzjazmu. Czarne, brzydkie obdrapane jakby walące się budynki, wszędzie wiszące kable, betonowe wiadukty… miasto widmo. Do tego myśl, ze roi się tu od wszelkiego robactwa wzdrygała mnie od razu. Jednak kolejne dni zupełnie zmieniły moje postrzeganie. W dzień miasto budzi się do życia, kramy, kramiki z jedzeniem i innymi rzeczami, piękne świątynie oraz wieczorny Khao San sprawiły, że zobaczyłam to miasto z zupełnie innej strony. Mimo że Bangkok jest bardzo zatłoczony ma niesmowitą atmosferę… można zwolnić, wyluzować i zrelaksować się podczas masażu, który kosztuje grosze. Co do robactwa, żywego karalucha widziałam tylko raz, a szczura chyba dwa, tak więc nie jest źle.

549.JPG 618.JPG 577.JPG 657.JPG 600.JPG 1060_a.jpg

 Tuż przed konsumpcją… jest filmik jako dowód:)

 

Wyjazd fantastyczny! Jeszcze będąc w Tajlandii, czułam, że chcę jak najszybciej tam wrócić. Póki co wracać będę we wspomnieniach i postach na blogu. Już w wkrótce relacja z całej wyprawy, na którą serdecznie zapraszam.

5 Comments:

  1. Przypomniałaś mi mój własny wyjazd do Tajlandii i właśnie wzięłam się za przeglądanie moich starych zdjęć. Też mi się bardzo podobało i na pewno jeszcze tam wrócę :)
    Jedzenie jak dla mnie za ostre, dopiero pd koniec pobytu zaczęłam się jako tako przyzwyczajać :D ale posmakowały mi prażone koniki polne :)

  2. Fakt, jedzenie jest ostre. Nawet jak powiesz, że chcesz „little spicy”, to i tak dostaniesz ogień:) I tak np. zawsze brałam jedną paryczkę chili do sałatki i to i tak bardzo paliło, a widziałam, że lokalsi brali dosłownie garść! Jak oni to wytrzymują??? Prażone koniki powiadasz… nie dałam rady, może następsnym razem:)

  3. Tez jestem pod wrazeniem Tajlandii :)
    Jedzenie najlepsze na swiecie :)
    I to prawda, tam nie da sie nie dotrzec w zamierzone miejsce :) Wszystko jest pod turystów, idealny kraj do podrozowania na wlasna reke :)

  4. Dzień dobry
    Niestety nie znalazłam na stronie adresu e-mail.
    Chciałabym przedstawić informacje na temat możliwości współpracy reklamowej
    Zapraszam do kontaktu na: kontakt@blog-media.pl
    Proszę o zaznaczenie jakiego bloga dotyczy wiadomość.
    Pozdrawiam serdecznie
    Magdalena

  5. Witam, adres mailowy jest w zakładce Kontakt:) Dziękuję za zaproszenie, odezwę się. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>