Wat Kalayanamit i Wat Arun, czyli Świątynia Dobrobytu i Świątynia Świtu

Świątynie w Bangkoku naprawdę robią wrażenie. Wat Kalayanamit, Wat Arun i Wat Po to te, które mnie najbadziej zaczarowały. Każda z nich jest inna. Ta pierwsza, której mottem jest Dobrobyt (Prosperity), ma niesamowity magiczny klimat, zapach kadzidełek, dźwięk grzechotek oraz tajska relaksujący muzyka sprawiają, że chce się tu zostać i pomedytować z innymi. Wat Arun, zwana Świątynią Świtu, to jedna z najpiękniejszych i najstarszych świątyń w Bangkoku, wręcz symbol Tajlandii, z jej murów utkanych malutkimi rzeźbami i kolorowymi malowidłami roztacza się piękny widok na Thonburi, Wat Po i Wielki Pałac. Sama wspinaczka na szczyt to nielada wyzwanie, które podjąć należy obowiązkowo.

Idąc dalej promenadą nad rzeką trafiamy najpierw na katolicki kościół i tradycjnie ubraną choinkę. Do środka jednak wejść nie możemy. Kilka kroków dalej naszym oczom ukazują się kopuły jakiejś świątyni, a wokół niej wielkie tłumy. Coś tam musi być! Zbaczamy z drogi i idziemy w stronę gwarnego placu.


WAT KALAYANAMIT

Naszym oczon ukazują się kramy, kramiki, stragany i straganiki, a wszystko ze świężym tajskim jedzonkiem, tak świeżym, że aż żywym. Ryby, wężę, a nawet żółwie pływają w miskach z wodą. Sprzedawcy widząc nasze zadziwienie coś sobie szepczą miedzy sobą, po czym wybuchają śmiechem. Jeden z nich wstaje i zaczyna prezentację… może żółwia? Nie? Może węża? I się śmieje:)
507.JPG 508.JPG

 

Oprócz żywych stworzeń pełno tu przeróżnych tajskich przekąsek. I tak naprawdę nie mamy pojęcia co w sobie kryją. Wybór jest tak wielki, że niemal oczopląsu dostać można. Do tego zapachy unoszące się w tym miejscu przyprawiają o zawrót głowy. Ja na razie tylko się przyglądam, Kasia i Jarek ulegają pokusie i próbują czegoś smażonego na głębokim tłuszczu.
499.JPG 502.JPG 503.JPG

Są też i wianuszki z charakterystycznych żółto-fioletowo-białych kwiatuszków, które wierni zanoszą do świątyni.

498.JPG

Po takich doznaniach w pełni rozumiemy, dlaczego mottem tej świątyni jest DOBROBYT:) Zanim człowiek dotrze tu na modlitwy w pełni zaspokoi swoją fizyczną potrzebę i o pusty żołądek martwić się nie musi. Świątynia jest równie magaiczna. To chyba właśnie tutaj najbardziej odczuję atmosferę modlitwy, radości i jakiejś takiej nad wyraz pozytywnej energii. Tajska relaksująca muzyczka, grzechotki i ludzie pieczołowicie przylepiający złote listki na figurki Buddy (rodzaj ofiary) oraz zapalający świece i kadzidełka…

Przed wejściem do środka należy ściągnąć buty oraz zakryć nogi i ramiona. W środku patrzy na mnie ogromny posąg lśniącego Buddy siedzącego ze skrzyżowanymi nogami. Ma się wrażenie, że figura wypełnia całą przestrzeń. Posąg wykonany jest z wapienia i pokryty warstwą złota, ma 15 metrów wysokości i 12 metrów szerokości.
525.JPG 526.JPG 527.JPG

Świątynia ta została zbudowana około roku 1820 po tym jak ziemia ta została podarowana królowi Rama III. Mówi się, że darczyńca, którego rodzina nosiła nazwisko Kalayanamit (słowo oznacza „dobry przyjaciel”), nie tylko darowała swoją ziemię pod budowę świątyni, ale również nabyła dodatkowe grunty od znaczących sąsiadów z chińskiej dzielnicy. Jego relikwie zostały upamiętnione przez dużą stupę (buddyjskie miejsce z relikwiami) na południowej stronie świątyni.

Chińczycy odegrali kluczową rolę w krajobrazie gospodarczym i kulturalnym Bangkoku w 1800 roku , a wielu etnicznych Chińczyków nadal zamieszkuje stare uliczki w pobliżu Wat Kalayanamit. Mimo że główny budynek świątyni zbudowany jest w tradycyjnym tajskim stylu, sąsiednie budynki wyraźnie posiadają chińskie wpływy architektoniczne i dekoracyjne. Chińskie akcenty to między innymi pyzate figurki podróżującego Buddy, duchy opiekuńcze, które przypominają chińskich żołnierzy, a zwłaszcza długie kadzidełka.

511.JPG

 Chińskie akcenty

Po wyjściu ze świątyni ponownie trafiamy na targ. Kupuję tutaj mój pierwszy świeżo wyciskany sok z pomarańczy (choć te wyglądają jak mandarynki), cena 20 THB, ale smakuje jak milion dolarów:)
535.JPG 536.JPG 537.JPG

Kolejny nasz cel to Wat Arun, której wysoką kopułę widać z daleka. W pewnym momencie promenada się kończy i trzeba spróbować znaleźć dalszą drogę w głębi miasta. Zapuszczamy się w wąskie, ciche uliczki, gdzie tajskie życie wolno się toczy…

538.JPG 541.JPG 542.JPG

 

W końcu dochodzimy do kanału, który niewątpliwie uniemożliwia nam dalszą drogę. Kilka króków dalej jest coś w rodzaju mostu. Jarek jako pierwszy zgadza się sprawdzić jego wyrzymałość oraz możliwość przejścia na drugą stronę. Wygląda na to, że się przeprawimy. Idziemy dalej i po jakimś czasie dochodzimy chyba do klasztoru mnichów. Przechodzimy obok szkoły, w której właśnie odbywa się lekcja. Wszyscy zwyczajnie siedzą w ławkach i słuchają nauczyciela.

549.JPG 551.JPG

 

Wizerunek króla jest wszędzie i to w przeróżnych odsłonach

555.JPG

 

WAT ARUN ŚWIĄTYNIA ŚWITU

Dochodzimy do świątyni, która już z daleka robi ogromne wrażenie. Wstęp płatny, kosztuje 50 THB. Świątynia ta nazywana jest także Świątynią Jutrzenki, niewątpliwie to jeden z najpiękniejszych i najstarszych obiektów w Bangkoku. Powstała w epoce Ayutthaya (XIV-XVII w.) jako Wat Makok. Później nazywana była Wat Chaeng i Wat Arunratchatharan. Jej obecna nazwa jest skrótem od tej ostatniej i wywodzi się od imienia hinduskiego bóstwa świtu Aruny. Wat Arun to w zasadzie jeden 104-metrowy ostro wspinający się do nieba prang, budowla typowa dla architektury Khmerów. Symbolizuje legendarną górę Meru, która w mitologii buddyjskiej uważana jest za centrum wszechświata. Otaczają go cztery niższe wieże poświęcone Phra Phai, bogowi wiatru. Szczególne wrażenie robią ściany wyłożone tłuczoną chińską porcelaną, używaną niegdyś jako balast w łodziach kursujących pomiędzy Tajlandią a Chinami.
568.JPG 572.JPG

Niewątpliwą atrakcją jest wejście na platformę, z której roztacza się wspaniały widok m. in. na rzekę, Wat Po i Wielki Pałac. Wspinaczka jest przygodą samą w sobie jako że stopnie schodów, jak to w khmerskich świątyniach, są bardzo strome i wysokie. Może się zakręcić w głowie, i o ile wejście nie jest jeszcze takie straszne, to zejście może przyprawić o palpitację serca. Na sam dowód dodam, że tylko czwórka z naszej ekipy zdobywa szczyt:)

574.JPG 575.JPG

Piękne rzeźby na wyższym poziomie świątyni. Na górze znajdują się też figurki hinduskich bogów na trójgłowych słoniach.

582.JPG 585.JPG

 

Jak widać na zdjęciu wszyscy bardzo ostrożnie schodzą w dół trzymając się przy tym poręczy. Jednak jest ktoś, kto potrafi to zrobić na zupełnym luzie i bez trzymanki:) To buddyjscy mnisi, schodzą po schodkach jak po równym terenie.

573.JPG 586.JPG

 

Świątynia Świtu najpiękniej wygląda o świcie lub o zmierzchu. O tej godzinie jest tu najlepsze światło do fotografowania. Świątynia równie pięknie prezentuje się wieczorem, o czym będziemy mogli się przekonać. Ciekawostką jest to, że słynny posąg Szmaragodwego Buddy przed wybudowaniem Wat Phra Kaeo był przechowywany właśnie w Wat Arun. Świątynię można zwiedzać codziennie od 8:30 do 17:30.

Na terenie świątyni znajdują się też kramy i kramiki z pamiątkami

589.JPG 590.JPG 591.JPG

 

Do Wat Arun można się także dostać łodzią z pirsu Tha Thien na przeciwległym brzegu. Właśnie w ten sposób przeprawiamy się drugi brzeg rzeki. Łódź kosztuje tylko 13 THB. Po drugiej stronie zmierzamy do świątyni Wat Po, ale o tym już w kolejnym poście.

Przydatne informacje:
Wstęp do Wat Arun – 50 THB
Łódź do pirsu Tha Thien – 13 THB
Świeży sok z pomrańczy – 20 THB

Koniecznie sprawdźcie pozostałe relacje z Tajlandii 

Termin wyjazdu: styczeń 2014

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>