Typelek na rajskich wyspach, czyli wywiad z Magdą z Malediwów

Zapewne każdy, kto wybierał się na Malediwy słyszał o Typelku. Dlaczego? Bo Typelek mieszka właśnie na tych rajskich wyspach. Ta przygoda trwa już ponad rok i wygląda na to, że potrwa jeszcze jakiś czas. Kiedy po raz pierwszy wybierałam się na Malediwy i przekopywałam Internet w poszukiwaniu informacji, trafiłam na relację Magdy. Była jedną z pierwszych osób, które wybrały się tam na własną rękę i dzieliły się swoimi doświadczeniami z podróży. Rok później, gdy ponownie wertowałam wpisy na forum, nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Typelek przeprowadził się do raju! Jak to się stało, że ta żywiołowa blondynka osiadła w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi? O tym dowiecie się z wywiadu, jakiego zgodziła mi się udzielić.

1234.JPG

 

[Cel] Magda, jak to się stało, że zamieszkałaś na Malediwach? Gdy po raz kolejny wybierałam się w to miejsce, zajrzałam na forum, a tam taka wiadomość! Padłam! Pamiętam Cię  jako jedną z pierwszych osób, które relacjonowały wakacje na tych rajskich wyspach.

[Magda] To prawda. Spędziłam najpiękniejsze wakacje swojego życia na Malediwach w lutym 2013 roku. Był to akurat bardzo trudny okres w moim życiu i byłam nawet gotowa odwołać ten wyjazd. Nie zrobiłam tego i całe szczęście, bo pierwszy raz od jakiegoś czasu poczułam się naprawdę szczęśliwa i po tych wakacjach stanęłam znowu na nogi.  Po powrocie, właściciel Guest Housu, w którym aktualnie pracuję, zapytał mnie na Facebooku, czy może znam kogoś kto podjąłby się pracy w jego Guest Housie, który aktualnie buduje. Odpowiedziałam bez wahania „Tak, znam”. Dokładnie pół roku później odbierał mnie na lotnisku w Male. Postawiłam wszystko na jedną kartę.

[Cel] Mieszkasz w jednym z guesthousów na lokalnej wyspie Guraidhoo. O ile dobrze pamiętam jest to Dacha Maldives. To chyba jedna z nowszych kwater, bo nie za bardzo kojarzę. Na czym konkretnie polega Twoja współpraca z tym ośrodkiem?

[Magda] Dacha Maldives funkcjonuje od prawie roku. Ja tu właściwie robię wszystko. No, może poza sprzątaniem i gotowaniem :) Według struktury, pracuję na stanowisku managera. Prowadzę korespondencję mailową, obsługuję booking i agodę od zaplecza, przy bezpośrednich rezerwacjach mailowych wystawiam vouchery, organizuję transport, jeśli to konieczne. Dzięki mojemu blogowi, w którym opisuję nie tylko moje prywatne historie, ale i historie gości i Guest Housa, wielu turystów z Polski zainteresowało się właśnie wyspą Guraidhoo. Dostaję sporo maili z Polski i bardzo cieszy mnie fakt, że żaden z turystów, który dotarł do mojego Guest Housa (było ich już ponad 40) nie zawiódł się, goście okazali się na poziomie, obyci w świecie i nie roszczeniowi.

Tak wygląda moja praca „w sieci”, natomiast na miejscu  - witam gości, kiedy się zjawiają, wręczam do wypełnienia formularze, zbieram płatności, kwateruję i odpowiadam na wszystkie możliwe pytania i wątpliwości. Rozwiązuję problemy, często trzeba znaleźć złoty środek tak, aby gość był zadowolony, a hotelowy budżet za bardzo przy tym nie ucierpiał. Nigdy nie odprawiam nikogo z kwitkiem i może właśnie na tym polega ten Typelkowy fenomen, bo staję na głowie, aby wszystkim dogodzić :) Spędzam także czas z gośćmi, organizuję wycieczki, na które sama też chętnie się wybieram :) To zdecydowanie najprzyjemniejsza część mojej pracy.

12345.jpg

Dacha Maldives

11112234444.jpg

Guaraidhoo 

[Cel] Wiem także, że odwiedzasz służbowo resorty. W jakim celu? Jesteś może taką malediwską Magdą Gessler? ;)

[Magda] I tu trzeba oddzielić malediwską Gesslerową od resortów :) Oprócz tego, że pracuję w Guest Housie, prowadzę także agencję turystyczną, która oferuje noclegi nie tylko w moim Guest Housie, ale także i w resortach. Te często podają ceny dla agencji o wiele niższe niż na bookingu i innych instytucjach tym podobnych. Ale najpierw te ceny muszę sobie sama wynegocjować i sprawdzić, czy standard w rzeczywistości jest taki, jak być powinien. Dlatego jeżdżę do resortów na tak zwane inspekcje, pozostając tam od 1 do 3 dni, robię zdjęcia i bacznie obserwuję. Oczywiście oficjalnie nikt nie wie, po co tam jestem :) Nieoficjalnie wiedzą doskonale i skaczą koło mnie jak się tylko da.

Magdą Gessler jestem w lokalnych Guest Housach. Wielu Malediwców postanowiło otworzyć Guest House, zainwestowali, postawili, pomalowali, wstawili ładne meble, zarejestrowali na booking.com i na tym koniec. Teraz czekają aż zrobi się pełno. Tak samo z siebie. Konkurencja, jeśli chodzi o Guest Housy jest bardzo duża, bo odkąd na Malediwach zmieniło się prawo i nie tylko w resortach mogą odpoczywać goście, wielu postanowiło z tego skorzystać i otworzyć Guest House (5 lat temu nie było takiej możliwości jak wczasy na lokalnej wyspie. Lecąc na Malediwy rozumiało się samo przez się, że leci się do resortu). Totalnie nie mają pojęcia, jak powiedzieć o sobie światu, jak przebić się przez te setki innych ofert na lokalnych wyspach. Zwyczajnie brakuje im marketingu. Znajomi właściciela Dachy widząc, co się dzieje z jego kwaterą (ledwo otworzył a już ma „nadprogram” gości na wiele miesięcy do przodu) zdali sobie sprawę, że to moja zasługa. Poprosili o pomoc. Chcieli, aby zajrzeć, zobaczyć, co z ich Guest Housem jest nie tak, czemu nie ma gości i jak to zrobić, żeby byli. I tu także zostaję na kilka nocy, aby zobaczyć jak funkcjonuje Guest House i jak sprawują się pracownicy. W większości przypadków jest to problem „na zapleczu”, czyli nie do końca wiadomo, kto jest kim, właściciel nie ma zielonego pojęcia o niczym, pracownicy robią co chcą, albo okazuje się, że jest kilku właścicieli, którzy pojawiają się tylko wtedy, kiedy przychodzi pora dzielenia zysków. Ale wkładu żadnego. Czyli jeden wielki burdel. Hotel (podobnie jak restauracje, w których rewolucje robi Magda Gessler), nie będzie nigdy pełny i nie będzie funkcjonował, dopóki na zapleczu nie będzie porządku. Choćby nie wiadomo jak smacznie i jak pięknie było. Stąd to porównanie do Kuchennych Rewolucji :) Przyznam się po cichu, że nie tylko imię mamy podobne – latają niedomyte sztućce, furgają brudne ręczniki i kurz na szafie, który nie był chyba wycierany od początku istnienia Guest Housu. Czasem nóż się w kieszeni otwiera, gdy widzę według nich – posprzątany i gotowy na przyjęcie gości pokój. Część zmienia się po „rewolucjach” nie do poznania, część jest niestety niereformowalna, dlatego wybierając się na Malediwy, warto korzystać ze sprawdzonych noclegów.

1233345.jpg 12344.jpg 123456.jpg

 

[Cel] Ile kosztuje nocleg w Twoim guesthousie?

[Magda] W sezonie od 90 do 115 USD za noc, w zależności od standardu pokoju. Poza sezonem o 20 USD taniej lub można dostać droższy pokój w cenie tańszego, jeśli ten akurat jest wolny. Standard różni się właściwie tylko wielkością pokoju. Są to ceny brutto, zawierające wszystkie podatki miejskie, opłaty serwisowe a także śniadanie. Ale po to ktoś kiedyś wymyślił negocjacje, aby z nich korzystać :) Także zawsze warto napisać bezpośrednio do mnie.

01.jpg 011.jpg 0111.JPG

 

[Cel] Jakie wycieczki oferujecie?

[Magda] Jako że wyspa Guraidhoo jest świetnie usytuowana, pośród wielu atrakcji wodnych, podwodnych i naziemnych – lista wycieczek jest naprawdę długa. Zacznę od tego, że to przy Guraidhoo właśnie znajdują się najsłynniejsze miejsca nurkowe z rekinami, mantami, żółwiami, Napoleonami (kto nie zna niech sprawdzi w Internecie, bo to naprawdę ciekawy okaz), murenami i mogłabym tak w nieskończoność. Mieszkają tu także delfiny. Spotkać udało się je wszystkim naszym gościom, którzy wybierali się na oglądanie delfinów, a niektórzy zupełnie przypadkiem, w drodze np. do resortu.

Reasumując: wiele wysp może się poszczycić tym, że mają rekiny w okolicy. Inne mają manty, a jeszcze inne żółwie. My mamy je wszystkie :) Z wycieczek snorkeling cieszy się największą popularnością. Później pikniki na bezludnych wyspach, oglądanie delfinów i wyprawy do resortów.

111113333.JPG

 

[Cel] Słyszałam, że akurat w okolicach Twojej wyspy jest kilka całkiem przyjemnych resortów, które można odwiedzić. Jakie to resorty i ile trzeba się wykosztować, żeby spędzić dzień w jednym z nich?

[Magda] Tak, w okolicy znajduje się 8 resortów: Kandooma Holiday Inn, Cocoa, Biyadhoo, Fun Island, Olhuveli, Rihiveli, Anantara Dhigu i Fihalholi. Cena za wstęp uzależniona jest od ilości gwiazdek danego resortu. Ceny zaczynają się od 24 USD od osoby. Potem 29, 30, 77, 150, 166, 177 USD. W tych droższych w cenie zawarty jest lunch, napoje lub pakiet w SPA. Od razu mówię, że jeśli resort jest „tani”, nie oznacza wcale, że beznadziejny. Tym samym Fihalhohi, które jest z tej listy najtańsze (24 USD) bardziej przypadło do gustu gościom, którzy mieli porównanie np. z 4.5 gwiazdkową Kandoomą, gdzie wstęp kosztuje 150 USD.

Wizyty w resortach polegają na tym, że „zawozimy” gości w godzinach porannych (między 8 a 10) i odbieramy przed zachodem słońca. Goście mogą korzystać z barów, restauracji, basenu, leżaków. Transport naszą łódką jest dodatkowo płatny i zależy od odległości resortu od wyspy Guraidhoo. Ceny zaczynają się od 20 USD od tych najbliższych, do 60 USD do tych położonych trochę dalej. Jeśli na wycieczkę uzbiera się większa grupa – ceny są niższe. Tylko ceny za wstęp do resortu nie podlegają żadnej negocjacji. Bez względu na ilość odwiedzających, koszt jest taki sam.

12333.jpg 1234455666.jpg 1234455.jpg

 

[Cel] Są jakieś bezludne wyspy w pobliżu?

[Magda] Są, dwie. Kiedyś były trzy, ale od kwietnia na jedną z nich turyści mają zakaz wstępu (słynna Picnic Island) – mają zamiar postawić tam resort. Szkoda wielka, bo to jedna z piękniejszych wysp piknikowych, uwielbiana przez gości.

Dosłownie po sąsiedzku jest Vivivaru – kiedyś był tam resort, ale w 2004 przez Tsunami uległ zniszczeniu. Wyspa ma piękną plażę i w ogóle ma w sobie „to coś” bo jest jednym z najczęściej wybieranych przez gości kierunków. Organizujemy tam grilla, rozstawiamy stolik, nakrywamy egzotycznie a w międzyczasie goście pływają z maskami, bo niedaleko od brzegu jest przepiękna rafa koralowa. Niektórzy wracają tam po 2 i 3 razy.

Kolejną wyspą jest Vaagali –Odkryliśmy ją niedawno, po tym jak Picnic Island zostało zamknięte i musieliśmy znaleźć jakąś alternatywę. To mała i bardzo sympatyczna wysepka, w okolicach Fihalhohi.

Jest jeszcze Sand Bank, ale nie wiem czy zaliczać go do wysepek. To kupka piachu, gdzieś na środku oceanu, na której nie ma dosłownie nic. Ale jest bardzo malownicza, fotogeniczna i kiedy się tam jest, człowiek czuje, że naprawdę jest na Malediwach. Otacza ją niesamowicie turkusowa woda oraz rafa koralowa. Tam także organizujemy wycieczki. Rozstawiamy wówczas daszek bądź parasolkę i grillujemy – jeśli goście sobie tego życzą.

11122223.JPG 122233333.jpg 123444.jpg

[Cel] Macie jakąś specjalną ofertę dla nowożeńców?

[Magda] Tak, stworzyłam w sumie całkiem niedawno taki pakiet dla nowożeńców. W cenie zawarty jest nocleg w pokoju z balkonem, dwa posiłki dziennie i wycieczki w te najbardziej romantyczne miejsca.

[Cel] Można wykupić opcję z pełnym wyżywieniem?

[Magda] Można. Prowadzimy całkiem smaczną restaurację w Guest Housie. Ja jednak nigdy nie sugeruję tej formy wyżywienia, ponieważ większość gości spędza czas właśnie na wycieczkach, często w resortach, gdzie zjadają obiad i/lub kolację. Wracają niegłodni, więc szkoda, aby pakiet przepadł. Zawsze można zadecydować na miejscu, jak się zgłodnieje złożyć zamówienie i po problemie :)

[Cel] Czy na Guraidhoo są jeszcze inne guesthousy? Zauważyłam, że nowe kwatery rosną jak grzyby po deszczu, baza szybko się rozrasta.

[Magda] Po sukcesie, jaki osiągnął Guest House Dacha Maldives, zaczęły na wyspie pojawiać się kolejne. Na dzień dzisiejszy, tych prosperujących można naliczyć 7,  a 3 są jeszcze w budowie. Przed Dachą wcześniej były też 3.

[Cel] Jaka jest Guraidhoo? Są tam sklepy, bary, gdzie można zjeść?

[Magda] Guraidhoo to mała wioska rybacka, o powierzchni 800 m na 400 m. Nie jeżdżą tu samochody ani motocykle. Nie ma asfaltowych dróg, wszędzie jest piasek. Mieszkańcy mają kolorowe domy, a w ogródkach palmy, drzewa bananowca i chlebowca. Rośnie jaśmin, który pięknie pachnie wieczorami na całej wyspie. Nie ma zbyt wielu latarni, więc nocą ukazuje się pięknie gwieździste niebo. Życie płynie spokojnie i leniwie. Mieszkańcy bujają się w hamakach do późnego wieczoru, plotkując o wszystkim i o niczym – jak to zwykle na wsi bywa :) Cisza, spokój i totalna sielanka.

Mieszkańcy prowadzą lokalne sklepy i te z suwenirami. Lokalnych sklepów jest 7. Tych drugich trochę więcej, bo znów w drugą stronę – resortowi goście przyjeżdżają tu na wycieczki, aby poznać lokalne życie i kupić pamiątki. Sklepy były tu już przed Guest Housami, z myślą właśnie o resortowych gościach. Restauracji nie ma za wiele, bo tylko dwie, ale za to mają swój klimat, bo są całkowicie stworzone pod lokalesów. Jest smacznie, niedrogo i piekielnie ostro, bo w kuchni malediwskiej chili dodaje się nawet do kanapek.

122222.jpg 122233.JPG 123456789.JPG

 

[Cel] Jacy są jej mieszkańcy i Malediwczycy w ogóle? Jak Cię przyjęli?

[Magda] Mieszkańcy są bardzo mili i uczynni. Coś, co mnie zaskoczyło jeszcze podczas swoich wakacji – wszechobecny uśmiech i bezinteresowna pomoc drugiemu. Sami niewiele mają, a i tak podzielą się z każdym. Ale jest też wiele fałszywych osób. Uśmiechają się w twarz, częstują papierosem a za plecami wbijają nóż w plecy. No i plotkarze niemiłosierni… głuchy telefon niesie się po wyspie, a na końcu powstają niestworzone historie. No i żyją beztrosko. Zegarki i kalendarz mogliby wyrzucić do śmieci. Nie ma sensu umawiać się z nimi na konkretny dzień czy godzinę, bo spotkanie i tak dojdzie do skutku wtedy, kiedy akurat będą mieli na to ochotę.

Jak mnie przyjęli? Bardzo dobrze mnie przyjęli. Obchodzą się ze mną z szacunkiem i jak ktoś równy, a może nawet i ważniejszy. Wyczuwam to w różnych sytuacjach. Na przykład jest tutaj tak, że najpierw mężczyźni zasiadają do stołu. Jedzą, rozmawiają, a po ich skończonym posiłku przychodzi kolej na kobiety (albo jedzą gdzieś w kącie naprędce). Mnie zawsze sadzają razem z mężczyznami. Traktują mnie jak gościa.

Zanim przyjechałam, obawiałam się, że karcona będę za to, jak się ubieram. Malediwy to kraj w 100% muzułmański i wszystkie kobiety mają zasłonięte ciała, włosy, czasem widać im tylko oczy. Ja jestem jedyną „białą” na wyspie i chodzę ubrana normalnie. Nie wyzywam strojem, nie odsłaniam za wiele, noszę spódnice do kolan, zwykłe T-shirty czy zwiewne sukienki. Jednak na tle tych wszystkich kobiet, pewnie wyglądam jak półnaga i tego się obawiałam. Na szczęście nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi i pewnie nikt nie ma z tym problemu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Mam wrażenie, że przymykają oko na wiele moich przyzwyczajeń (odbiegających od ich realiów), choćby nawet to, że palę papierosy. Ichniejsze kobiety nie są mile widziane z fajką w ustach.

Ale jak już wcześniej wspomniałam – są też i mąciciele – jak wszędzie zresztą. Za plecami obrabiają tyłek, a w twarz udają przyjaciela. Odkąd zdałam sobie sprawę, że istnieje tu i taki gatunek człowieka – stałam się ostrożniejsza i uważam na to, co i do kogo mówię. Nie jestem już też aż tak otwarta do wszystkich, jak byłam na początku. Nie wdaję się w każdą dyskusję, kiedy zostaję zaczepiona na drodze, nie wyrażam swojej opinii, odpowiadam na pytania zbywająco, albo, że wszystko jest super i idę spokojnie dalej. Ale nie jestem niemiła :) Uśmiecham się tak samo jak oni uśmiechają się do mnie, a jakże! Nigdy tylko nie wiem, kto i ile wyciągnie z rozmowy i co potem dalej z tą wiedzą zrobi.

122322.jpg

[Cel] Jak dostać się z Male na Guraidhoo?

[Magda] Z Male płyną dwa promy na Guraidhoo. Jeden prywatny a drugi państwowy. Oba bilety kosztują około 2 USD, a podróż trwa 2 godziny prywatnym i 2:20 państwowym. Prywatny płynie o 14:30 i płynie prosto do celu. Państwowy wypływa o 15:00 i zatrzymuje się po drodze na dwóch innych wyspach (Gulhi i Maafushi). Jako, że piątek to u nich dzień święty (taka nasza niedziela), w piątki nie wypływają żadne promy.  Jeśli ktoś pechowo ląduje bądź wraca w piątek, musi zatrzymać się na noc gdzieś w Male. Może też  wynająć motorówkę, ale ta do najtańszych nie należy. Jest to koszt 200 USD za podróż. Czasem goście decydują się na tą formę transportu, bo jeszcze tego samego dnia (40 minut później) jest się u celu, albo w tym samym czasie ląduje (lub wraca) większa ilość osób i koszty dzielą się na wszystkich uczestników. Jedni wolą zaoszczędzić czas a inni pieniądze.

11114390.JPG

[Cel] Co robisz w wolnym czasie?

[Magda] Teoretycznie nie mam wolnego czasu. Praktycznie mam wrażenie, że całe moje życie tutaj to tylko czas wolny :) Nie mam określonych dni ani godzin pracy, sama o tym decyduję. Robię to, co sprawia mi przyjemność i ciężko mi oswoić się z myślą, że jestem aktualnie w pracy, kiedy na inspekcji w resorcie jeden prywatny kelner podaje mi kolację, drugi nalewa drinki a lokaj odwozi mnie do mojej willi na wodzie. Na Guraidhoo moje życie kręci się wokół Guest Housu. Kiedy goście wyjeżdżają na wycieczki – jeżdżę razem z nimi, snurkuję, czasem zostaję też na całodniowej wizycie w resorcie.  Ale pewnie pytasz o to, co robię, kiedy już opuszczę zielone mury Guest Housa? Kupuję lody lub bezalkoholowe piwo (kraj muzułmański, więc innego w sklepie nie uświadczysz) i idę na plażę, posiedzieć, zjeść lody, zapalić, popatrzeć na gwiazdy i księżyc (obłędny widok, szczególnie, kiedy jest pełnia). Nie, nie chodzę sama – znalazłam 4 miesiące temu bratnią duszę. A właściwie to on mnie znalazł. Przychodził pod Guest House albo na plażę. Wówczas nie miałam zbytnio chęci wdawać się w żadne dyskusje, nie szukałam towarzystwa, a już tym bardziej męskiego. Ale tak tuptał, tuptał i sobie wytuptał :) Mieszkam teraz w jego rodzinnym domu. Rodzina mnie zaakceptowała pomimo tego, że nie jesteśmy małżeństwem (a jak już wspomniałam jest to kraj muzułmański). Ale żeby było jasne – mamy osobne pokoje :) Często siedzimy na hamakach, do białego rana i zwyczajnie rozmawiamy. Wymieniamy ciekawostki o naszych krajach, kontynentach i religii. Z zafascynowaniem słucha on o 30 stopniowym mrozie, że to w ogóle możliwe, o tym, że para wydostaje się z ust, że pod spodniami nosi się kalesony, a i tak jest w tyłek zimno, że latem ciemno się robi po 21 a jasno o 4 (na Malediwach cały rok dzień trwa 12 godzin: od 6 do 18). Że w Norwegii  występują białe noce, że Włochy są piękne a jedzenie najpyszniejsze na świecie (wg mojej opinii :) ) i tak nie wiadomo kiedy wstaje nowy dzień. Co dzień wspólnie gotujemy – jako, że nie przepadam za kuchnią malediwską, staram się przyrządzać moje ulubione dania, w miarę możliwości, bo nie wszystkie produkty są tu niestety dostępne. Imran (tak ma na imię) jada razem ze mną, zdziwiony, że tyle rzeczy można wyczarować z jajek czy chociażby ziemniaków. I tak z wolnego czasu zmieniłam temat na historię miłosną, więc chyba pora przejść do następnego pytania :)

12344556.jpg

 

[Cel] Czy jest coś, co Ci się tu nie podoba?

[Magda] Oj tak, znajdzie się. Choćby wspomniane przeze mnie wszechobecne spóźnialstwo i niedotrzymywanie terminów. Na początku byłam zła, że ktoś nie szanuje mnie i mojego czasu, bo rozumiem spóźnić się 20 minut, ale żeby 2 dni i 12 godzin? Z czasem do tego przywykłam i stałam się taka sama. Skoro to tutaj normalne …. No i trochę też mam za swoje. Myślę, że specjalnie los rzucił mnie właśnie w takie miejsce, bo w Polsce to na mnie zawsze się czekało i nigdy nie pojawiałam się na czas. Ale było to może 15 minut. Najwyżej godzina …. Hihi

No i muszę też wspomnieć o jednej rzeczy, która, bardzo, ale to bardzo razi mnie w oczy, czyli śmieci. Spotkałam się już z tym w krajach arabskich i bardzo mi to przeszkadza. Malediwcy niestety śmiecą, nie zdając sobie sprawy, co czynią. Puste puszki i opakowania rzucają na ulicę, a na promie … przez okno. Choćby nie wiem jak mili i sympatyczni byli – tego nie potrafię im wybaczyć. Ale widzę światełko w tunelu – wielu młodych zaczęło dostrzegać problem, widzą, że turystom to przeszkadza, że przyjeżdżają wypoczywać na idealnie białych plażach, a nie w stercie butelek. Dlatego sami, z własnej inicjatywy, organizują dni sprzątania wyspy i oceanu. Ale i tak potrzeba lat, aby zmienić mentalność całego narodu.

[Cel] Przytrafiła Ci się tu jakaś przygoda, coś niezapomnianego?

[Magda] Cały ten pobyt traktuję, jako przygodę i na pewno nie zapomnę ani jednego dnia, już od końca życia.

11084232.JPG 123456678.jpg

 

[Cel] Rafa na Malediwach jest obłędna. Można stanąć oko w oko z rekinem, choć podobno tutejsze wcale nie są takie groźne. Czy to prawda? Czy miałaś może przyjemność?:)

[Magda] Rzeczywiście, rekiny mieszkające w okolicy wysp są niegroźne. Trzymetrowe rekiny wielorybie są łagodne jak baranki. Ale … jest coś, o czym dowiedziałam się zupełnie niedawno – rekiny tygrysie także tu mieszkają! To takie bestie, jak w filmie Szczęki. Mają niesympatyczne pyszczki i potrafią zaatakować człowieka. Na szczęście mieszkają poza atolami i nie wpływają na płytkie wody. Nie było w historii Malediwów sytuacji, aby rekin zrobił krzywdę człowiekowi. Ja zawsze czuję dreszczyk emocji, kiedy rekin koło mnie przepływa. A odkąd wiem o tygrysich -  w duchu modlę się, aby  nie okazało się, że to własnie on zabłądził z tych głębin :)

[Cel] Nie mogę nie zapytać o malediwską kuchnię. Co się tu jada?

[Magda] Temat dla mnie bardzo drażliwy, bo głównym składnikiem kuchni malediwskiej jest ryba. A ja ryb nie jadam, bo zwyczajnie nie lubię. Ryba podawana jest w różnej postaci: pieczona na grillu w całości, w kostkach w sosie curry lub w zupie, którą polewa się ryż lub malediwskie pieczywo o nazwie roshi (zamiennie ciapati). Wygląda jak nasze naleśniki, podobnie też smakują. Miesza się mąkę z gorącą wodą, wałkuje na cienkie placuszki i smaży na specjalnie przystosowanej do tego patelni. Łowi się tu głównie tuńczyka i rybę o nazwie Red Snapper, co w polskim tłumaczeniu oznacza Czerwonego Lucjana :)

Na śniadanie jada się Mashuni – tuńczyka wymieszanego ze świeżo startym kokosem, sokiem z limonki, listkiem curry i podaje z roshi. Goście to uwielbiają, a ja przez obecność tuńczyka, nie specjalnie przepadam.  Pewnie nie wiem, co tracę, ale co zrobić, kiedy tylko czuję zapach ryby, jedzenie staje mi w gardle :)

Wszystkie potrawy są strasznie ostre! Do każdej dodawane jest chili w ilościach dla mnie niepojętych, dlatego jeśli ktoś nie jest zwolennikiem – niech pamięta, aby przy zamawianiu czegokolwiek zaznaczył kelnerowi (i to 3 razy), że ma być nie ostro.

[Cel] Jak to jest z porą deszczową? Czy naprawdę codziennie pada?

[Magda] Teraz teoretycznie trwa pora deszczowa. Przyznam szczerze, spodziewałam się, że wygląda to gorzej. Wyobrażałam sobie całe dnie i noce w deszczu, zalane ulice i domy. Owszem pada, nawet kilka dni z rzędu, ale nie są to jakieś poważne ulewy. Często pada przez 15 minut, czasem tylko w nocy. Mnie osobiście to akurat pasuje, ale jeśli przyjeżdża ktoś na tydzień a przez 5 dni pada – może być zawiedziony. W zeszłym roku, prawie cały listopad był w deszczu, a to teoretycznie już pora sucha. Lało się z nieba strumieniami. Mało nie wpadłam w depresję.

11016138.jpg

 

[Cel] Jak często odwiedzasz Polskę? Jak rodzina zareagowała na Twoją decyzję?

[Magda] W ciągu tego roku (bo tyle tutaj jestem), nie byłam w Polsce ani razu. Czas szybko leci, ciągle jest lato. Czuję się, jakby cały czas był sierpień i przez to straciłam poczucie czasu. Miałam przylecieć w maju, ale współwłaściciel popsuł mi plany :) Może będę w sierpniu, ale nie mówię nic, dopóki nie będę mieć biletu w ręce. Lub nie będę siedzieć w samolocie (bilet zawsze mogą mi przebukować, więc to nie jest dobry wyznacznik :) ).

Co na to rodzina? Od 10 lat mieszkam poza rodzinnym domem. Mama moja mieszka we Włoszech, brat w Londynie, a siostra raz w Mediolanie, a za chwilę w Kairze. Tylko tato jest zawsze na miejscu. Przez ten czas kontaktujemy się tylko za pomocą Internetu, więc nie szczególnie odczuli, że mnie z nimi nie ma :)

Mamę mam lajtową, więc zareagowała spokojnie. Powiedziała: „masz tam być szczęśliwa to leć!”. Siostra to trochę panikarz. Bała się, że mnie tam porwą, oszukają i Bóg wie, co jeszcze. Ale za dwa dni jej przeszło i poparła moją decyzję.

[Cel] Czym zajmowałaś się w Polsce przed wyjazdem?

[Magda] Byłam certyfikowanym Testerem Oprogramowania Komputerowego w międzynarodowej korporacji :) Praca polegała na wykrywaniu błędów w systemach komputerowych. 8 godzin dziennie za biurkiem, nijak się to ma do podróżowania (owszem, zdarzały się delegacje, na które pisałam się chyba najchętniej z całego zespołu). Jednak lubiłam swoją pracę i nie było mi łatwo podjąć taką a nie inną decyzję. Kto wie, może jeszcze kiedyś wrócę. Nie spaliłam mostów :)

 [Cel] Jak długo zamierzasz jeszcze tu zostać?

[Magda] Nie mam pojęcia. Niczego już w życiu nie planuję. Wcześniej planowałam i ktoś popsuł mi plany. Wtedy człowiek czuje się zawiedziony i nie wie, co zrobić, bo przewidywał inne zakończenie. Dlatego żyję chwilą, co mam być to będzie i wierzę w to, że nic nie dzieje się bez powodu.

[Cel] Wiem, że kochasz podróże i odkrywanie nowych miejsc. Obecnie prowadzisz bloga o swoim pobycie na Malediwach „Dzienniki Typelka”, wcześniej prowadziłaś „Wayfarer with hand luggage”. Skąd to zamiłowanie do podróży?

[Magda] Mój pierwszy blog umarł trochę śmiercią naturalną. Ale któregoś dnia mam zamiar go wskrzesić, bo jest jeszcze wiele miejsc, o których chciałabym napisać. Podróżuję tak naprawdę od niedawna. Kiedy w czasach szkoły podstawowej moje koleżanki z osiedla wyjeżdżały na kolonie do Włoch i Grecji, ja po raz siódmy jechałam do Międzyzdrojów tudzież do Szczawnicy. Nie było nas na to stać, aby wysłać trójkę dzieci na wakacje poza granice kraju. Obiecałam sobie wtedy, że jak będę dorosła i sama będę zarabiać pieniądze, odbiję to sobie i zwiedzę tak dużo, jak tylko się da. A najlepiej cały świat. Teraz, kiedy jestem starsza, realizuję swój plan, a tanie linie lotnicze tylko mi w tym pomagają. Kiedy pojedzie się w jakieś nowe miejsce, obserwuje jak toczy się życie, jak wyglądają budynki mieszkalne, ich kolory i mieszkańcy, jak bardzo nasz kraj różni się od aktualnie odwiedzanego, ile to ciekawostek o danym kraju jest w stanie się odkryć, to chce się więcej i więcej. To uzależnia.

Nie bez powodu też mówi się, że podróże kształcą. Z każdej, nawet najkrótszej wyprawy wracam ciut mądrzejsza. Zmienia się moje spojrzenie na świat, otwierają się klapki, poszerzają horyzonty. Podoba mi się ten cytat: „Podróże są jak książka.  Ci, którzy zostają w domu, przeczytali tylko pierwszą stronę” . I tak rzeczywiście jest.

 

Magda, bardzo dziękuję Ci za rozmowę, za to, że zgodziłaś się opowiedzieć o swoim nowym życiu. Niesamowita historia! Jeśli będę miała jeszcze okazja znaleźć się na Malediwach, na 100% przyjeżdżam do Ciebie :)

Perypetie Magdy na Malediwach możecie śledzić na jej blogu Dzienniki Typelka.

Kontakt do Magdy: magdalena.typel@gmail.com

Strona Internetowa Dacha Maldives

 AKTUALIZACJA!

Magda obecnie mieszka na Nilandhoo i otworzyła tam swój własny guesthouse Starfish Inn. Jak tam jest, jakie są ceny, jak to dopłynąć i co robić, dowiecie się na blogu u Magdy:

http://dziennikitypelka.blogspot.com/2015/02/informacje-praktyczne-2.html

 

12 Comments:

  1. Świetny wywiad! Czytałam z przyjemnością !!! Ja rownież pokochałam ten kraj ta wyspę i po raz drugi lecimyy do Magdy ;)

    • W ogóle inspirująca historia, a Magda wydaje się być równą babką;) W różnych miejscach ludzie osiadają, ale że tam takie biznesy kręcić można i żyć cały czas jak na wakacjach, to bym nie pmyślała, genialny pomysł. Mam nadzieję, że wkrótce poznam Magdę osobiście:) Udanych wakacji w raju życzę!

  2. Kurcze, kocham Indie „lądowe” i strasznie tęsknię, ale chyba następnym razem to będą jednak Malediwy albo Andamany. Boskie widoki. I fajny wywiad.
    Pozdrawiam, A.

    • Malediwy polecam z całego serca. Jeśli ktoś lubi plażowe klimaty, to to miejsce jest idealne. To, co kryje w sobie Ocean Indyjski to bajka. Andamany wyglądają równie kusząco, ostatnio było jakieś promo, więc też się zainteresowałam:) Pozdrawiam

  3. „Localesów” i wiele podobnych językowych potworków sprawia, że trochę dziwnie czyta się ten wywiad. Merytorycznie jest naprawdę OK.

    • „Localesów” nigdzie nie użyłam. „Lokalesów” i owszem, raz. Tak to już jest, że pewne słowa z obcego języka wchodzą do naszego. Jakoś tak nie bardzo brzmieliby mi tutaj „tubylcy”, ale „miejscowi” już tak, przyznaję. Pozdrawiam, Cel.

  4. Czy mogę dostać pracę. Tak bardzo mi na tym zależy

  5. witam, bardzo fajny wywiad…cudne foty, :)))) proszę mi podpowiedzieć od czego zacząć szukanie tam jakiejkolwiek pracy i noclegu…..chcę uciec z PL….
    pozdrawiam i liczę na choćby małą pomoc

    • Dziękuję. Nie mam pojęcia, nie mieszkam na Malediwach, więc ciężko doradzić. Pewnie można popytać w guesthousach lub zapytać Magdę. Pozdrawiam

  6. Cudowne miejsca i kobieta! Brawo dla nas Polaków;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>