Spice tour, czyli wycieczka na plantację przypraw w okolicach Stone Town

Nie bez powodu Zanzibar nazywany jest Wyspą Przypraw. A powód jest następujący: potęga gospodarcza Zanzibaru przez długie lata oparta była na handlu przyprawami, szczególnie goździkami, które do dnia dzisiejszego stanowią główny towar eksportowy wyspy. Wycieczka na plantację przypraw od samego początku znajduje się w naszym grafiku. Każdy, kto w niej uczestniczył, bardzo zachwalał, więc postanawiamy sprawdzić to na własnej skórze. My korzystamy z oferty hostelu, jako że cena, którą oferują jest bardzo korzystna. Dodatkowo udaje się nam wynegocjować zniżkę i za dwie wycieczki Spice Tour oraz Prison Island płacimy 28 USD za osobę. Wycieczki są półdniowe, więc można obrócić w jeden dzień. Na słynne Spice Tour wyruszamy rano. W cenę wliczony jest także lunch.

GALERIA

Plantacje znajdują się oczywiście poza miastem, więc trzeba tam jakoś dojechać. O wskazanej godzinie do hostelu przyjeżdża po nas bus, który dalej zabiera chętnych z innych hoteli. Dojazd bez krążenia po Stone Town zajmuje około 30-40 minut. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w sklepie, gdzie kierowca robi zakupy na nasz obiad. Zakupione produkty zostawia potem u pani kucharki, która wyczaruje z tego jeden z najlepszych posiłków, jaki przyjdzie mi zjeść na Zanzibarze.

1917.JPG

Na miejscu czeka już na nas przewodnik. W dżungli jest nieco wilgotno, więc zalecam zakryte obuwie i raczej długie spodnie, choć bez tego też da radę. Cały spacer wygląda tak, że zatrzymujemy się przy każdej przyprawie, a nasz przewodnik oprócz teoretycznego wykładu daje także pokaz działający na wszystkie zmysły… można wąchać, smakować i dotykać każdej roślinki i jej owoców. Jak dla mnie bomba! Wreszcie mam okazję zobaczyć, jak rosną przyprawy, które znam wyłącznie z kuchni. Nasz przewodnik dla każdego robi małe torebki z wielkiego liścia, do których możemy wrzucać kawałeczki każdej z przypraw. Zanzibarskie aromaty można wdychać przez cały spacer, a nawet dłużej.

1939.JPG

CHLEBOWIEC

Angielska nazwa to jackfruit i taka też jest używana i tu. Owoce mogą osiągać wagę nawet do 10 kg! Są bardzo soczyste i pożywne.

1893.JPG 1894.JPG

KURKUMA

Podobna do imbiru, jednak kolor jej bulwy jest o wiele intensywniejszy, to jaskrawy pomarańcz. Samą przyprawę robi się z podłużnych korzeni, które najpierw się gotuje, a potem przez długi czas suszy w specjalnych piecach. Zmielone na proszek bulwy to jest właśnie kurkuma jaką znamy. Oprócz walorów kulinarnych, ma ona także właściwości lecznicze, pomaga na niestrawność.

1902.JPG

TRAWA CYTRYNOWA

Taka niepozorna, a jaka moc! To moja ulubiona przyprawa do wszystkiego, zapach wprowadza w stan totalnej euforii. Łodygi i liście zawierają ten sam olejek eteryczny, który znajduje się w skórce cytryny. Rośnie sobie w małych kępkach i wygląda trochę jak chwast. Trawę cytrynową dodaje się do wszelakich potraw, herbatek, a także do kosmetyków. Jej aromat skutecznie odstrasza komary, co w Afryce jest bardzo pożądane. Podobnie jak kurkuma bardzo dobrze robi na trawienie.

1904.JPG 1906.JPG

CURRY

No właśnie? Ktoś wie jak wygląda krzaczek curry (nie jest tu mowa o kolorowym proszku, będącym mieszanką przypraw)? Zupełnie zwyczajnie, ot roślinka z zielonymi liśćmi. Jej prawdziwa nazwa to Murraya koenigii. Ma niewielkie, podłużne i bardzo mocno pachnące liście, których używa się jako przyprawy szczególnie w krajach azjatyckich.

1913.JPG 1914.JPG

IMBIR

Tę przyprawę znają chyba wszyscy. Genialny do potraw, ale i na przeziębienie. Osobiście gdy tylko czuję pierwsze oznaki grypy, gotuję wywar z imbiru, który potem dodaję sobie do gorącej herbatki z cytryną.

1925.JPG

DRZEWO CYNAMONOWE

Dorasta do 15 metrów. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym. Przyprawę robi się z wewnętrznej warstwy kory, która po zdjęciu z drzewa dość szybko się zwija w dobrze nam znane ruloniki. Owe ruloniki suszone są potem w ciełym i przewiewnym miejscu.

1931.JPG 1932.JPG

WANILIA

Owoce wanilii przypominają zielone fasolki, z tym że te waniliowe rosną na drzewie, a konkretnie zwisają z pnącza z rodziny storczykowatych. Aromatyczne laski wanilii powstają w wyniku fermentacji i wysuszenia zielonych strąków.

1943.JPG 1944.JPG

GAŁKA MUSZKATOŁOWA

Przyprawa powstaje z nasion dużego wiecznie zielonego drzewa muszkatołowca. Żółty owoc przypomina większą śliwkę lub gruszkę, w środku zawiera pojedyncze twarde nasiono o ciemnoczerwonej barwie. Przyprawa robiona jest z całości, zarówno z osłonki, jaki i twardej części. Uwaga: gałka muszkatałowa w dużych ilościach może być halucynogenna!

1953.JPG 1955.JPG 1961.JPG

KARDAMON

Wiecie, że to najdroższa przyprawa na świecie? Zaraz po szafranie. To także najstarsza przyprawa na świecie. To, co najpierw rzuca się w oczy to wysokie łodygi zakończone liśćmi, natomiast nasionka znajdują się na ziemi w postaci bulwiastych kłączy. W sprzedaży dostępne są zarówno całe strąki, jaki i nasiona, w całości lub zmielone. Proszek jednak dość szybko traci swój smak, więc lepiej zaopatrzyć się w cały strąk, który dłużej zachowuje swoje walory.

1968.JPG 1970.JPG 1971.JPG 1975.JPG

KAKAOWIEC

Szczerze przyznam, że w życiu nie przypuszczałam, że owoc kakaowca wygląda tak, jak wygląda. To podłużne całkiem spore owoce przymocowane do pnia drzewa, które kryją w sobie biały miąż. Taki owoc zawiera od 20 do 60 nasion, które są fermentowane, suszone, prażone i na samym końcu mielone na dobrze nam znany brązowy proszek. Z gęstej masy powstaje masło kakaowe.

1976.JPG 1982.JPG 1984.JPG

DRZEWO SZMINKOWE

Tej rośliny u nas nie uświadczysz. Widzę ją po raz pierwszy w życiu. Nazwa sugeruje zastosowanie w branży kosmetycznej i rzeczywiście. Intensywnie czerwone nasione wewnątrz owocu zawierają barwnik, którym tutejsze kobiety malują sobie usta. Jakże ekologicznie! Barwik nosi znazwę annatto (surowy wyciąg) lub biksyna (barwnik rozpuszczalny w tłuszczach). Stosowany jest także w przemyśle spożywczym np. w serach Cheddar, Red Leicester, czy Brie.

2011.JPG 2005.JPG 2009.JPG

MIMOZA WSTYDLIWA / CZUŁEK WSTYDLIWY

To bardzo nieśmiała mała roślinka. Nie jest przyprawą. Jej nazwa bierze się stąd, że pod wpływem dotyku zamyka swoje liście. Wygląda to, jak by się wstydziła i próbowała ukryć.

2014.JPG

GOŹDZIKI

To właśnie z goździków słynie Zanzibar. Są to niedojrzałe pączki kwiatowe zerwane z drzewa goździkowego. Gdyby pozostały na drzewie, pięknie by rozkwitły jako kwiaty. Do zerwania nadają się wtedy, gdy ich kolor z zielonego zmienia się w czerwony, a na wierzchołku widać cztery wypustki, czyli zalążki płatków. Teraz pozostaje je tylko wysuszyć na słońcu, by ściemniały i nabrały aromatu.

2018.JPG 2019.JPG

ANANAS

No właśnie, kto z Was wie, jak rośnie anasas? A rośnie tak, jak zaprezentowano na zdjęciu poniżej. Zdziwieni?

2022.JPG

PIEPRZ

To kolejne pnącze, na którym rosną zielone kulki, które z czasem zmieniają kolor. Z dojrzałych owoców otrzymuje się pieprz biały, z niedojrzałych – zielony, ze sfermentowanych i wysuszonych – czarny. Zielone kulki prosto z drzewa są naprawdę pieprzne.

2038.JPG 2042.JPG

KARAMBOLA

Jej owoce mają bardzo charakterystyczny wygląd, ostre krawędzie sprawiają, że w przekroju wyglądają jak gwiazda. Można je jeść na surowo prosto z drzewa, smak nieco cierpki, ale ciekawy. Można dodawać je do sałatek, sosów, czy podawać z mięsem lub rybami.

2045.JPG

Na koniec spaceru docieramy do małej wioski, gdzie także rośnie kilka przypraw. Przy okazji otwiera się przed nami lokalny sklepik, w którym możemy kupić kosmetyki z dodatkiem wcześniej oglądanych roślin… do kupienia są balsamy, olejki czy też perfumy. Sklepik w zasadzie otwiera się tylko w momencie przybycia klientów, nagle drzwi jednego domu się otwierają i wychodzi do nas pan z miską z produktami. Ciężko się oprzeć i w mojej torebce lądują trzy kremy z dodatkiem trawy cytrynowej, pachną obłędnie!

2047.JPG 2054.JPG 2058.JPG 2055-SMILE.jpg

Na sam koniec udajemy się już do miejsca, w którym będzie serwowany lunch. Jedna mała uwaga, podczas całego spaceru towrzyszy nam kilka młodych chłopców, którzy to niby bezinteresowanie wyplatają cuda z liści, a to bransoletkę, a to wisiorek czy nawet krawat! Ale uwaga, potem domagają się napiwków. Inaczej ma się sprawa z napiwkiem dla przewodnika, jemu, moim zdaniem, jak najbardziej się należy. Wysokość nie jest ustalona, więc dajemy wedle uznania.

20140910_112812.jpg

Jarkowi niewątpliwie do twarzy w tym ekologicznym krawacie:)

 

Lunch podawany jest w miejscu, gdzie nie ma stołów ani krzeseł. Aby wejść na dywan, należy zdjąć obuwie. Tak jak pisałam, sam obiad jest w cenie, natomiast napoje są już dodatkowo płatne. To, co serwowane jest na obiad przekracza moje wyobrażenie. W daniu są chyba prawie wszystkie zanzibarskie przyprawy, które doskonale się uzupłeniają i łączą jednocześnie.

123456.jpg 2069.JPG

W tym miejscu także możemy zrobić zakupy. Na stoliku obok rozłożone są olejki, perfumy, mydełka i całe mnóstwo różnych herbatek z dodatkiem kardamonu, trawy cytrynowej czy imbiru. Jedno opakowanie przypraw kosztuje tu 2000 TZN, a mała fiolka perfum 3000 TZN.

2064.JPG 2065.JPG

 

Jeśli się okaże, że jesteście w potrzebie, toaleta też się tu znajdzie, jednak nie oczekujcie niczego w stylu europejskim. Trzeba umieć sobie radzić w dżungli:)

Obok miejsca, gdzie jemy nasz pyszny lunch, mieszka sobie adrykańska rodzinka. Warunki, jak dla nas, niewyobrażalne, bo chatka to naprawdę zwykła lepianka. Przed chatką biega sobie mały dzieciak ewidentnie zaciekawiony naszą obecnością.

2074.JPG 2087.JPG 2090.JPG 2097.JPG 2098.JPG 2095.JPG

Po obiedzie wracamy prosto do Stone Town. Jest jeszcze opcja zwiedzania jaskiń, w których więziono niegdyś niewolników, jednak nikt z obecnych nie wyraża chęci, by tam jechać. Tego dnia czeka nas jeszcze jedna wycieczka, więc my musimy wracać. Prison Island jest także warta odwiedzenia, ale o tym już w następnym poście.

1 Komentarz:

  1. Fajny blog, przydatne informację, korzystałam z niego jak wybierałam się do Tanzanii i na Zanzibar na własna rękę. Nie umiem i nie mam czasu pisać bloga, dlatego nie opiszę mojej wyprawy. BYŁAM W LUTYM 2015 ROKU W TANZANII I NA ZANZIBARZE NA WŁASNĄ RĘKĘ Z GRUPĄ ZNAJOMYCH. Notowałam różne ceny i info w zeszycie, więc jeśli ktoś poturbuje porady prosze pisać na maila urszulakwapisz@op.pl w miarę możliwości odpiszę. W lutym 2014 roku byłam również na własną rękę w Tajlandji, więc jeśli trzeba tam tez pomogę. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>