Stone Town, pierwszy przystanek na Zanzibarze

Sama nazwa Zanzibar brzmi niezwykle tajemniczo i od razu kojarzy się z czymś bardzo egoztycznym, i słusznie. Pochodzi ona od połączenia słowa „Zanj”, oznaczającego w języku arabskim „ziemię czarnych ludzi” oraz „Bar”, oznaczającego „wybrzeże”. Będąc na Zanzibarze nie sposób nie zatrzymać się w Stone Tone, choćby na jeden dzień. To najstarsza część miasta Zanzibar, która wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nazwa oznacza Kamienne Miasto i właśnie takie sprawia wrażenie, choć domy z kamienia zbudowane nie są, natomiast pozostałości kamiennych murów ciągle jeszcze można zobaczyć. Historia Zanzibaru i samego Stone Town jest bardzo burzliwa, i bardzo smutna, bo naznaczona handlem niewolnikami, który trwał przez długie lata.

GALERIA

Zanzibar przez wieki przechodził z rąk do rąk, ciągle był podbijany i kolonizowalny przez coraz to inne nacje. Już w X wieku miejsce to, będące wówczas pod wpływem kultury Suahili, zostało opanowane przez Arabów. Następnie w XVI wieku dostało się w ręcę Portugalczyków, a niecałe sto lat później pod władzę Omanu. To jednak nie wszystko. Pod koniec XIX wieku wyspa przypadła w udziale Brytyjczykom, co widać do dnia dzisiejszego, bo na wyspie obowiązuje ruch lewostronny. Niepodległość Zanzibar uzyskał dopiero w 1963 roku, a już rok po tym wydarzeniu na wyspie wybuchła rewolucja, co doprowadziło do połączenia się z Tanganiką, w wyniku czego powstała Zjednoczona Republika Tanganiki i Zanzibaru, występująca pod nazwą Tanzania. Obecnie Zanzibar to suwerenna wewnętrzna część Tanzanii z prezydentem, rządem i parlamentem.

NOCLEG

Docieramy tu po południu i zostajemy na dwie noce. Zatrzymujemy się w Jambo Guest House, który bardzo polecam, mimo iż po naszym przybyciu okazuje się, że nie ma dla nas wolnych pokoi. Recepcjonista tłumaczy się, że udostępnił nasze miejsca komuś innemu i może nam zaoferować nocleg w innym hostelu. Pyta, czy się zgadzamy. My jednak twardo obstajemy przy swoim, jako że rezerwacja była potwierdzona przez dodatkowy email z guesthousem. Zostajemy zameldowani i dostajemy klucze do dwójki i trójki. Za nocleg za osobę ze śniadaniem płacimy 52,52 PLN na hostelbookers. Hostel znajduje się w bardzo dobrej lokalizacji, w samym centrum Stone Town. Pokoje są całkiem spore i czyste. Łazienka jest wspólna, co wcale nie przeszkadza, w zasadzie są dwie na piętrze plus dwie dodatkowe umywalki na korytarzu.

1632.JPG 1624.JPG 1627.JPG

 

Śniadania podawane są zawsze w sali na dole, która znajduje się między recepcją a wejściem do pokoi na dole. Podczas posiłku obsługiwani jesteśmy przez miłego, choć dość poważnego, kelnera, który na bieżąco przynosi talerze z gotowym posiłkiem, dolewa kawy, herbaty lub soku. Każdego dnia śniadania są w zasadzie takie same: danie z jajek (omlet, jajka na twardo lub jajecznica), chleb, dżemy i owoce.

1868.JPG

 

Z hostelu można również wybrać się na szereg wycieczek, które są w bardzo przystępnej cenie. Już przy zakupie dwóch można negocjować cenę. I tak np. za Spice Tour oraz za Prison Island płacimy 28 USD za osobę. Oto cennik:

2526.JPG

 

GDZIE ZJEŚĆ

Obok hostelu znajduje się bar i restauracja Green Garden, w którym możemy skorzystać z wifi, choć nie zawsze działa jak należy. Często sygnał można złapać już na schodach Jambo Guest House, ale bywa i tak, że w samym Garden Internet wcale nie działa. To tutaj przeważnie się stołujemy. Miejsce jest bardzo klimatyczne, na górze znajdują się duże stoły, a całość urządzona jest w afrykańskim stylu. Z góry mamy też bardzo ładny widok na okoliczne uliczki starego miasta. Ceny jedzenia są bardzo przystępne (szczególnie zestawu), a porcje naprawdę duże. Dodatkową atrakcją jest gadająca papuga, która wita nas przy wejściu.

1628.JPG 1635.JPG 1636.JPG 1641.JPG

Innym miejscem, gdzie jedzenie jest całkiem smaczne, a do tego tanie jest lokalna knajpka Lukmaan. Z Jambo Guesthouse jest blisko i bardzo łatwo tam trafić, bo znajduje się przy drodze prowadzącej na wybrzeże. Wieczorem jest tu pełno ludzi, zarówno miejscowych, jak i turystów. Kiedy wchodzimy do środka, właściciel od razu się nami interesuje. Prosi innych gości, aby się przesiedli i w ten sposób możemy usiąść przy jednym stoliku. To, co znajduje się w karcie, to istne szaleństwo, ale jak tu wybrać cokolwiek, gdy nazwy nic nam nie mówią. Podchodzimy więc do lady i tam dopiero dostajemy oczopląsu. Na zdjęciach może nie wygląda to zbyt apetycznie, ale na żywo i z pustymi żołądkami i owszem. Ostatecznie uzgadniamy cenę, w ramach której możemy spróbować kilka rzeczy. W menu są owoce morza, ryby, kurczak, ugali, ziemniaki czy grillowane banany. Jeśli chodzi o ceny, z pewnością są niższe w porównaniu do Green Garden. Menu z cenami na zdjęiciu poniżej.

2559.JPG 2529.JPG 2530.JPG 2541.JPG 2540.JPG 20140909_202531.jpg

Na wybrzeżu można także znaleźć przyjemną knajpkę, która przynajmniej na taką wygląda. Stołują się tu turyści, więc zapewne i ceny turystyczne. Akurat nie mamy okazji, by to sprawdzić. Niemniej lokalizacja bardzo przyjemna.

1850.JPG 1857.JPG

 

CO WARTO ZOBACZYĆ W STONE TOWN

STARE MIASTO

Warto się tu ot tak pokręcić i zagłębić w wąskie zawiłe uliczki i zakamarki. Odnajdziemy tu prawdziwą mieszankę kulturową, zabudowania noszą ślady architektury arabskiej, indyjskiej, afrykański i europejskiej. Skomplikowany labirynt uliczek oraz obdrapane fasady domów bardzo przypominają marokańską medynę. Szczególną uwagę zwracają piękne rzeźbione drzwi z wystającymi kolcami. To one były zawsze najważniejszym elementem domu, a jednocześnie symbolem bogactwa i wizytówką właściciela. Owe kolce miały służyć jako zabezpieczenie przed włamaniem, które zwykle odbywało się na wytresowanym słoniu, forsującym swoim cielskiem wielką bramą czy drzwi. Pomysł na drzwi z kolcami przywędrował na Zanzibar z Indii. Najstarsze rzeźbione drzwi zachowane w Stone Town pochodzą z 1694 roku i zobaczymy je wchodząc do Peace Memorial Museum.

1655.JPG 1665.JPG

NGOME KONGWE, czyli STARY FORT

Można powiedzieć, że to są właśnie pozostałości prawdziwego Kamiennego Miasta. Fort został zbudowany po zwycięstwie nad Portugalczykami w XVII wieku. Wówczas władza nad miastem przeszła w ręce sułtana z Omanu. Fort miał chronić wyspę przed atakami kolejnych najeźdźców, zarówno z Europy, jak i konkurencyjnych sułtanów, którzy właśnie podbili Mombasę w Kenii. Pozostałości możemy oglądać nad samym wybrzeżem, niedaleko małego portu, gdzie cumują łódki. Ów zamek warowny z pozostałościami murów zwany jest Fortem Arabskim, Starym Fortem lub także Ngome Kongwe w języku Suahili. Podobno historia tej budowli jest o wiele dłuższa. Przed warownią miał tu stać, wybudowany w latach 1598 – 1612, kościół portugalski. Jeśli się dobrze przyjrzymy, na dziedzińcu możemy dostrzec to, co z niego pozostało. W mury fortu są podobno wbudowane mury starej świątyni. Kilka stuleci później, bo w XIX wieku, miejsce to było wykorzystywane jako więzienie, w którym także wykonywano karę śmierci.

1735.JPG 1748.JPG 1747.JPG 1749.JPG

Obecnie fort jest już odnowiony, mieści się w nim punkt informacji turystycznej, restauracja oraz czysta toaleta. Zwiedzać można górną część murów obronnych oraz wieżę po zachodniej stronie. W latach 90-tych główny dziedziniec został przekształcony w amfiteatr i właśnie trafiamy tu na próbę tancerzy. Na dziedzińcu umiejscowiły się także sklepiki z lokalnymi wyrobami oraz pamiątkami dla turystów.

1755.JPG 1759.JPG

DOM CUDÓW

Znajduje się tuż za fortem, idąc wzdłuż wybrzeża. To dawny pałac sultana Barghasha ibn-Saida, syna pierwszego sułtana panującego na Zanzibarze Saida ibn-Sultana. Mieszkańcy Zanzibaru nazwali ten pałac Beit El Ajaib, co oznacza Dom Cudów (House of Wonders) i tak już pozostało do dziś. To jeden z największych budynków na wyspie. Ciekawostką jest to, że tutaj po raz pierwszy zainstalowano oświetlenie elektryczne oraz doprowadzono bieżacą wodę, a jak by tego było mało, zamontowano pierwszą windę w całej Afryce wschodniej, co na tamte czasy naprawdę było jednoznaczne z cudem.

1742.JPG 1797.JPG 1799.JPG

PALACE MUSEUM

To kolejny dawny pałac sułtana, a po rewolucji „pałac ludu”. Znajduje się także na nabrzeżu zaraz za Domem Cudów. Obecnie znajduje się w nim muzeum sułtanów Zanzibaru, gdzie obejrzeć można kolekcję portretów różnych władców oraz pokoje sułtańskie. Znajduje się tu także sala posiedzeń komunistycznych rządu, w której do dzisiaj odbywają się ważne uroczystości państwowe.

1768.JPG 1772.JPG

 

DAWNY TARG NIEWOLNIKÓW oraz KATEDRA KATOLICKA

To tutaj znajdziemy słynne kamienne rzeźby niewolników połączone ze sobą łańcuchami. To pomnik upamiętniający smutne czasy zanzibarskiej ludności. W XIX wieku do portu na Zanzibarze przywożono 50 000 niewolników w ciągu roku. Dwa razy tyle ginęło podczas transportu. W Stone Town odbywał się wówczas wielki targ niewolników, tutaj także byli przetrzymywani. Był to ogromny punkt przeładunkowy porwanej ludności z kontynentu. Do dziś zachowały się podziemne cele, oddzielne dla kobiet, oddzielne dla mężczyzn. Do owych ciasnych pomieszczeń można wejść i na własne oczy przekonać się, w jakich warunkach byli więzieni ludzie. Wstęp kosztuje 7 USD, do środka wchodzimy z przewodnikiem, który opowiada nam historię tamtych czasów. Widok jest przerażający, bo cele są małe, z niskim sufitem i trzema wąskimi okienkami, których w zasadzie oknami wcale nazwać nie można. Przejście służyło za toaletę. W jednej celi przebywąło 75 osób, były to kobiety z dziećmi. W drugiej celi umieszczano mężczyzn, 50 osobników. Targ funkcjonował od 1811 do 1873 roku. Mimo iż po 62 latach niewolnictwo zostało tutaj zakazane, handel nadal trwał potajemnie, a ludzi przetrzymywano w jaskiniach na wybrzeżu.

2591.JPG 2593.JPG 2596.JPG 2605.JPG 2608.JPG 2609.JPG

 

W miejscu dawnego targu niewolników stoi obecnie katedra katolicka. Jej budowa ściśle związana jest z pewnym biskupem, który zawzięcie walczył o zniesienie niewolnictwa. Katedrę wybudowali właśnie uwolenieni Zanzibarczycy. Biskup nazywał się Edward Steere, był Brytyjczykiem i wielkim przyjacielem zniewolonej ludności. Zmarł na Zanzibarze i został pochownay w swojej katedrze za ołtarzem.

2599.JPG 2600.JPG

NOCNY TARG FORODHANI GARDENS

Polecany w każdym przewodniku jako miejsce, gdzie możemy spróbować pysznych owoców morza, grillowane krewetki czy langusty, oraz kupić świeże owoce i warzywa. Skuszeni takim opisem wybieramy się tam i my. Targ ulokowany jest przy głównej drodze przy nadbrzeżu, przy tej samej, co Dom Cudów czy Stary Fort. Przyznam szczerze, że miejsce to aż tak wielkiego wrażenia na mnie nie robi. Po pierwsze nie dokońca czuje się tu bezpiecznie, jesteśmy jedynymi „białymi”, przechadzającymi się między straganami, dodatkowo nasze aparaty zwracają uwagę miejscowych, którzy co raz nas zaczepiają. Owoców morza jest jak na lekarstwo, więc po krótkiej rundce zawracamy.

2548.JPG 2551.JPG 2558.JPG 2553.JPG 2555.JPG 2556.JPG

DOM FREDDIEGO MERCUREGO

Tak, tak, to tu urodził się słynny lider zespołu Queen. Jego rodzice byli parsami i przybyli na Zanzibar z Indii. Freddie urodzi się jako Farrokh Bulsara w 1946 roku w Stone Town i tu spędził swoje pierwsze osiem lat życia. Jego dom wygląda zwyczajnie, wyróżnia go jedynie złota tabliczka powieszona tuż przed wejściem, którą wbrew pozorom bardzo łatwo przeoczyć.

1700.JPG 1698.JPG

 

Sam spacer uliczkami Stone Town robi niesamowite wrażenie. Każda uliczka, każdy zakamarek może zaskoczyć, a wędrując tak po prostu przed siebie i obserwując codziennie życie mieszkańców, najlepiej można chłonąć atmosferę tego miasta. Na taki spacer zaproszę Was w kolejnym wpisie…

5 Comments:

  1. Fajny blog, przydatne informację, korzystałam z niego jak wybierałam się do Tanzanii i na Zanzibar na własna rękę. Nie umiem i nie mam czasu pisać bloga, dlatego nie opiszę mojej wyprawy. BYŁAM W LUTYM 2015 ROKU W TANZANII I NA ZANZIBARZE NA WŁASNĄ RĘKĘ Z GRUPĄ ZNAJOMYCH. Notowałam różne ceny i info w zeszycie, więc jeśli ktoś poturbuje porady prosze pisać na maila urszulakwapisz@op.pl w miarę możliwości odpiszę. W lutym 2014 roku byłam również na własną rękę w Tajlandji, więc jeśli trzeba tam tez pomogę. Pozdrawiam

    • Mam nadzieję, że Zanzibar zachwyciła Cię tak, jak mnie. Już w sierpniu tam wracam, by lepiej poznać wyspę. Właśnie wróciłam z drugiego pobytu w Tajlandii i tym razem ten kraj aż tak mnie nie zachwycił:(

  2. Zazdroszczę Ci Forodhani, odkąd tu przyjechałam nocny targ z jedzeniem jest zamknęty z powodu cholery… :(
    A katedra przy targu niewolników to kościół anglikański. Kościół katolicki stoi kawałek dalej :)

    • O kurczę, cholera w Zanzibarze? To jakaś poważna sprawa? Dzięki, byłam przekonana, że nasz przewodnik mówił o tym kościele jako o katolickim. Już zmieniam.

  3. Informacje przydatne , niedługo się tam wybieram. Jednak biskup Steere to anglikanin nie katolik i kościół też anglikański . Zresztą za wyj. Portugalczyków ,którzy byli katolikami i Holendrzy i Anglicy to protestanci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>