Michał Pauli: 12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu

Czy to jest dobra pozycja przez wyjazdem do Tajlandii? Nie bardzo.12-x-smierc-b-iext7097252 Po lekturze mogą pojawić się wątpliwości. Czy naprawdę chcę tam jechać? Do kraju, w którym podstawieni przedstawiciele prawa, licząc na zarobek z premedytacją namawiają do przestępstwa, udając najpierw twojego przyjaciela? Do kraju, w którym śledztwo jest zmianipulowane, a wyrok od początku przesądzony? Wina Michała jest oczywista, bo jednak dopuszcza się przestępstwa; jako dorosły i odpowiedzialny człowiek powinien zdawać sobie sprawę z jego konsekwencji, szczególnie w kraju, w którym za przemyt narkotyków grozi najwyższa kara, jednak bezsilność i beznadzieja całej sytuacji oraz warunki, w jakich przychodzi mu egzystować budzą sprzeciw. Niczym bohater powieści Kafki niedulolnie protestuje przeciwko osaczaniu go przez władzę, próbując wybrnąć z abusrdalnej sytuacji, jednak ostatecznie zostaje skazany na 12 kar śmierci, zamienionych w drodze łaski na dożywocie. Trafia do jednego z najcięższych więzień świata, owianego legendą Bang Kwang, w którym spędza 6 lat.

Michał Pauli nie jest pisarzem, jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Urodził się w Kielcach, a potem nie tylko mieszkał w różnych częściach Polski, ale także dużo podróżował. Na początku zajmujeł się ceramiką, jednak tenże biznes niezbyt się kręci i wpada na pomysł handlowania tajskimi wyrobami, które masowo zaczynają napływać do naszego kraju. I tutaj wkracza jego tajska znajoma, która namówia go do przesłania narkotyków do Tajlandii, by w ten sposób zarobić na bilet lotniczy. 

Książka napisana jest prostym, suchym językiem, nie brakuje mi w niej literackiego polotu, bo i nie o to tu chodzi. Książka oparta na autentycznej historii, napisana przez kogoś, kto przeżył wszystko na własnej skórze, historia niezwykła, wręcz absurdalna, bo w mojej głowie nie mieści się tak niedorzeczny wyrok (czemu ma on służyć? czy wydanie takiego wyroku przypadkiem nie narusza powagi i wiarygodności sądu?) i fakt, że ludzie nagle pozbawieni zostają jakiejkolwiek linii obrony, a sprawiedliwość w rozumieniu tajskim to jakieś zupełnie inne pojęcie. Czytając opowieść Michała nie mam wrażenia, że jest bezsprzecznie winny i kara jest oczywista, pojawia się bunt, złość, a także podziw dla jego wytrwałości. Gdybym to ja znalazła się na jego miejscu, zapewne nie wytrzymałabym miesiąca w tajskim więzieniu. Historia wciąga od samego początku, na krótką chwilę staję się częścią tamtego, jakże innego i beznadziejnego świata.

pauli-rysunek-03

Michał najpierw trafia do Bambat, więzienia przeznaczonego wyłączenia dla „narkotykowych” przestępców. Tutaj jeden blok mieści tysiąc osób, a klatka pięćdziesiąt. Potem zostaje przeniesiony do Bang Kwang, jednego z najgorszych wiezień świata. Europejczycy nazywają go złośliwie „Bangkok Hiltonem”, tubylcy zaś z szacunkiem „Wielkim Tygrysem”, ponieważ pożera ludzi. Nawet jeśli ktoś zdoła opuścić jego mury, wychodzi zwykle jako wrak człowieka. Centralne Więzienie Bangkwang wybudowano na początku lat trzydziestych zeszłego wieku z zamiarem umieszczania w nim przestępców odsiadujących najdłuższe wyroki oraz jako miejsce egzekucji. Obiekt zajmuje 33 hektary i jest otoczony sześciometrowym murem długości przeszło dwóch kilometrów. Warunki w więzieniu są horrendalne. Michał przebywa w przepełnionej klatce, a nie w celi. Jego nogi krępują łańcuchy. Nie ma zapewnionej opieki medycznej, pitnej wody, łóżka. Jest zmuszany do pracy. Siedzi w klatce z seryjnymi zabójcami, którzy mają krótkie wyroki (kolejny absurd). Warunki są tak straszne, że w końcu sam zaczyna chorować. Po pobycie w karcerze (to pomieszczenie, w którym człowieka wykańcza gorąco i ukąszenia niezliczonych owadów) w nodze lęgną mu się larwy much botfly, które wkrótce zmieniłają się w kilkucentymetrowe robale żyjące w jego ciele. Trafia do więźniennego szpitala, jak sam przyznaje, chyba najgorszego miejsca w więzieniu, choć pod względem życia wygodniejszego niż bloki. To jest dosłownie „umieralnia”. Śmierdzi kwasem bornym i rozkładającymi się zwłokami, które zalegają na posłaniach aż do przybycia koronera. Najgorzej jest, gdy chory umieraw piątek wieczorem, w tych temperaturach ciało gniłje już po dobie, a koroner zjawiał się dopiero w poniedziałek. Michał cudem unika amputacji nogi. Jednak kłopoty ze zdrowiem nasilają się. Gdy jest już umierający, trafia na stół operacyjny, w takich warunkach ma usunięty woreczek żółciowy. Nawet wtedy jest pmichal-pauli-rysunek-3-339x480rzykuty łańcuchami do łóżka. Jeśli chodzi o leczenie, główny medykament to paracetamol. Lekarz przyjeżdża co kilka dni, na godzinę. Szpital jest całkowicie przepełniony, można tu złapać wiele chorób, personel nie wchodzi do klatki chorych, gdyż boi  się zarażenia. Dzięki temu jest większy luz i pozwolenie na posiadanie większej ilości rzeczy osobistych. Michał nie ma prawa do widzeń z kimkolwiek, jedynym człowiekiem, który może go raz na pół roku odwiedzić to konsul, a rozmowa może trwać maksymalnie piętnaście minut. Sytuacja jest beznadziejna, mimo to chłopak nie traci nadziei i stara się zawalczyć o swoje życie. Jego historia to przykład, że człowiek potrafi znieść naprawdę wiele.

Książka opisuje drastyczne sceny katowania ludzi na śmierć, przetrzymywania ich nago przeze wiele godzin na palącym słońcu, niewolniczą pracę, pobyt w ciemnych karcerach, zakładanie na nogi ciężkich, ważących ponad 20 kilogramów kajdan, korupcję wśród więziennych strażników i tu pojawia się pytanie, czy jako więźniowie powinni być traktowani w ten sposób? Przecież to przestępcy, zasłużyli, a jednak z drugiej strony to łamanie podstawowych praw człowieka. System prawny w Tajlandii działa zupełnie inaczej niż system europejski. Według przepisów, europejscy dyplomaci mogą reagować dopiero w sytuacji, jeśli obcokrajowiec byłby traktowany gorzej niż przeciętny Taj, ale gorzej traktować się już chyba kogokolwiek nie da. A dlaczego za handel narkotykami grozi o wiele wyższa kara niż za morderstwo? Mieszkańcy Tajlandii poddawani są ciągłej indoktrynacji. Wmawia im się, że dilerzy popełniają gorszy czyn niż mordercy, gdyż oni „zabijają miliony”, a zabójca zaledwie jedną osobę. Logicznie rzec biorąc, ma to sens, jednak czy można w ten sposób porównywać te dwa czyny? Tym bardziej, że jak sam autor twierdzi, widział całe masy ludzi w klubach biorących ecstasy, palących marihuanę i można ją było bezproblemowo kupić, do tego handel narkotykami kwitnie również w więzieniu, a strażnicy zarabiają na tym krocie.

spawac

Książka Michała Pauli to niewątpliwie rzeczowa relacja zza krat, relacja z rozmów ze współwięźniami oraz warunków tam panująych. To opowieść o tęsknocie za wolnością, o nadziei, niezłomności, ale również i przestroga przed własną głupotą, przed tym, jak łatwo można stać się ofiarą. To pokazanie tej ciemniejszej strony pięknej Krainy Uśmiechu oraz jej mieszkańców oraz próba zwrócenia uwagi na sytuację ludzi znajdujących się podobnym położeniu, bo przecież Michał to nie jedyny obcokrajowiec w tym że więzieniu, spotyka tam także innych Polaków.

Rysunki są autorstwa Michała, to one ilustrują jego książkę. W więzieniu sporządzał szkice po kryjomu, był to jedyny sposób dokumentacji, zdjęcia są tam zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>