Coaching w drodze, czyli wywiad z Małgosią Leduchowską

Małgosię spotkałam już jakiś czas temu, podczas pamiętnych wyjazdów pewnej grupy z GoldenLine. W zasadzie bliżej się nie poznałyśmy, jednak od pewnego czasu, dzięki Facebookowi, mam okazję podglądać, czym Małgosia się pasjonuje i zawodowo zajmuje. Okazja do rozmowy nadarzyła się na spotkaniu Warszawskiej Grupy Wyjazdowej, kiedy to Małgosia opowiedziała mi co nieco o tym, co teraz robi, a mianowicie o coachingu w drodze. Temat bardzo mnie zaciekawił i postanowiłam dowiedzieć się wiecej. Małgosia prowadzi także bloga Coaching w drodze, na którym opowiada o swoich podróżach i udziela porad z tym związanych.

[Cel] Małgosiu, poznałyśmy się jakiś czas temu. Muszę przyznać, że śledzę Twoje poczynania i widzę, że podobnie jak ja, pasjonujesz się podróżami. Skąd taka pasja?

[Małgosia] Mam takie wrażenie, że chyba od zawsze. Pamiętam gdy byłam małą dziewczynką, nieustannie męczyłam swoich rodziców, byśmy gdzieś pojechali. Zawsze! Każdej niedzieli:

- Mamooooo, tatoooo – pojedźmy na wycieczkę!

- Gdzie?

- Gdziekolwiek!

Chyba mam to zapisane w genach. Bo kiedy odrobinę dorosłam i stałam się nastolatką, mocno korzystałam z przywilejów, jakie ma córka kolejarza. Przejechałam koleją Polskę wzdłuż i w szerz. Takie były czasy, że się nikt o mnie nie bał, było bezpieczniej. Pamiętam, że sobie upodobałam szczególnie wypady do Krakowa. Dreptałam tamtejszymi uliczkami zachwycona jak inna może być rzeczywistość. Nadal tak mam!

[Cel] Co Ci daje podróżowanie?

[Małgosia] Widzę jak podróże mnie zmieniają. Za każdym razem wracam skądś odmieniona, z nową refleksją, z jakimś ciekawym doświadczeniem. Nieustannie ciągnie mnie do nowego. Podróże pozwalają mi tego „nowego” doświadczać. I choć lubię nowości, to jak każdy, wolę je sobie fundować niż być ich ofiarą. Dlatego wybieram poddawanie się nowościom kiedy chcę. Tym jest dla mnie podróżowanie.

Czuję się też bardziej zaradna. Poważnie! Dla mnie każda droga, w którą wybieram się samodzielnie to doskonały sposób na sprawdzenie się w nowych warunkach. Uwielbiam ten dreszczyk emocji, kiedy pomimo mapki w ręku, wysiadam z samolotu i myślę sobie: „ciekawe czy trafię?”. Czasami muszę przystanąć, wstąpić gdzieś na kawę, zachłysnąć się nowym powietrzem i uspokoić tę naturalną, atawistyczną panikę przed totalnie „nowym”. Po kilkunastu minutach potrafię wziąć się w garść i dotrzeć np. do hotelu.

Podróżowanie to też (tak przyziemnie) poznawanie nowych smaków. Bo jeśli tylko to możliwe, oddaję się zawsze pokusie próbowania kuchni kraju, w którym się znalazłam. Wiele rzeczy zjadłabym ponownie – chociażby wszystko, czego próbowałam w Barcelonie. Ichnie tapas, tudzież owoce morza są nieporównywalne do tych dostępnych u nas. Nie zapomnę też smaku kanapki przyrządzonej przez dziewczynę, u której nocowałam w ramach couchsurfingu. To była Estonia, a dokładnie Kuressaare. Dostałam do spróbowania kromkę ciemnego miodowego pieczywa, posmarowaną majonezem, a na niej ordynarnie położony śledzik i połowa jajka na twardo. Ten smak śni mi się do dziś. Tym bardziej, że była to kanapka na poprawę humoru, którą robiła mojej estońskiej znajomej w dzieciństwie mama.

11119215_683864938427030_1018029956_n.jpg 11276185_683864955093695_1064250343_n.jpg 11117644_683864958427028_1575954248_n.jpg

[Cel] Wiem, że Twoim planem jest odwiedzenie wszystkich europejskich stolic? Skąd taki pomysł?

[Małgosia] Czuję się w pełni Europejką. Może zabrzmi to dość nieładnie, ale bardziej Europejką niż Polką. Czuję się obywatelką Europy. I chcę ją poznać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kraju nie poznaje się przez jego stolicę, bo chociażby nasza Warszawa nie ukazuje całego przekroju Polski. Jednak pomyślałam, że bardzo chcę… chcę zwiedzić je wszystkie i móc spoglądać na moją prywatną mapkę Europy, rozkoszując się wspomnieniami i robieniem swojego subiektywnego rankingu „gdzie jest najfajniej”. Czasem myślę też, że podświadomie szukam swojego drugiego domu. Marzę o tym, by znaleźć miejsce, do którego chcę wracać. Póki co trzymam się tego, by nie wracać już do raz odwiedzonych miejsc. Udaje mi się to w 95%… wracam do swojej ukochanej Wetliny od 15 lat :)

[Cel] Ile tych stolic już zwiedziłaś?

[Małgosia] Jak ostatnio próbowałam policzyć to chyba 18 :)

Mapa Małgosi

[Cel] Które miasto najbardziej przypadło Ci do gustu i dlaczego?

[Małgosia] Nieustannie w rankingu na pierwszym miejscu wypada Oslo. Nie wiem w sumie dlaczego. Nie jest najpiękniejsze. Nie ma też moich ukochanych gotyckich kościołów. Nie ma nic… poza norweskim czystym powietrzem. Panuje tam jakaś nieskazitelnie błoga cisza. Energia, która krąży pozwala odpocząć, a wsiadając na łódź w ramach miejskiej komunikacji, można opłynąć cały fiord i posiedzieć sobie cały dzień na dzikiej wyspie. Kiedy Ci o tym wspominam, to mam ochotę tam wrócić. To chyba jest na razie to miejsce, choć nie wiem czy jakieś inne go nie przebije. Ciągnie mnie jeszcze do Londynu. Lubię metropolie, ale takie ze smakiem. Smak londyński jest mi jakoś mocno bliski. Mam wrażenie, że już tam kiedyś byłam, nie czułam się zagubiona.

No i jeszcze Rzym. O rety! To naprawdę cudowne miejsce. Każdy powinien tam pojechać bez względu na to, czy lubi odwiedzać miejsca popularne turystycznie czy też nie. Rzym to dla mnie taki niesamowity symbol. Styczność z początkami kultury. Płakałam ze wzruszenia, gdy zobaczyłam pierwszy raz Koloseum. Ach! Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

11099732_683864941760363_1910832770_n.jpg 11256444_683864951760362_462560985_n.jpg 11225603_683864871760370_179589259_n.jpg 11263703_683864865093704_788438712_n.jpg

[Cel] Jakie jest Twoje podróżnicze marzenie?

[Małgosia] Myślę, że jak na wielbicielkę Europy to mam nietypowe marzenie. Jest ich kilka, ale ograniczę się do 3.

Najbardziej wymagające marzenie to przejechanie całej trasy Route 66 na motocyklu. Marzę o tym od dawna i przyznam szczerze, że im więcej o tym myślę, tym bardziej się na to nakręcam. Przedsięwzięcie jest duże, bo wymaga ode mnie wiele przygotowań. Chociażby ponownego wrócenia na motocyklowe siodło. Zorganizowania środków na to, bo przecież motocykl trzeba tam wypożyczyć i po drodze zwiedzać, zwiedzać i jeszcze raz zwiedzać. Ale wiesz? Zrobię to!  :)

Mniej kosztogenne, ale nadal wymagające jest kolejne marzenie – Syberia, Bajkał i podróż koleją transsyberyjską. Wraca ten temat do mnie nieustannie. Wschód to taki krzyk mojej duszy. Wprawdzie najdalej udałam się tylko do Kijowa i Czarnobyla, ale czuję pod skórą, że te ziemie mają swoją mądrość do przekazania jeśli tylko na nie wstąpić.

I jeszcze jako trzecie marzenie to wyprawa po zorzę polarną – taka mocno przemyślana, zaplanowana i dająca mi duże prawdopodobieństwo uchwycenia zorzy na zdjęciach, bo wiem, że to nie łatwe. Bardzo chcę (mimo niechęci do ekstremalnego zimna) dać sobie szansę na patrzenie w górę i  doświadczanie tych kolorów.

[Cel] Wiem, że celowo podróżujesz w pojedynkę? Dlaczego?

[Małgosia] Chciałam sobie coś udowodnić. Celowo wrzucam się poza strefę komfortu. Taka wyprawa w pojedynkę nie należy do łatwych. Nie jest też, rzecz jasna, najbezpieczniejsza. Miałam dość nieciekawy incydent w Brukseli, gdzie szukając w nocy hostelu jeden mężczyzna zaproponował mi w niegrzeczny sposób nocleg u siebie. Musiałam uciekać. Ale wierzę, że to było potrzebne doświadczenie. Chwilę potem spotkałam grupkę ludzi, którzy odprowadzili mnie pod same drzwi. Czemu potrzebne? Bo nauczyło mnie zaufania do własnej intuicji. Od początku wewnętrzny głos mówił mi, że to nie tutaj, że nie powinnam tu iść. I miałam za swoje!

Do 2012 roku zawsze podróżowałam z kimś. Chciałam sprawdzić czy potrafię tak samodzielnie. Kiedy przekonałam się, że tak – pochłonęła mnie mania wyszukiwania biletów i ponownego wypychania się poza swoją strefę komfortu.

W drodze sporo myślę, medytuję. Dużo przepracowałam i dużo pracowałam nad sobą oraz swoimi wyzwaniami. Dzięki tym samodzielnym wypadom powstał najpierw autocoaching, a później już w towarzystwie – coaching w drodze.

Dziś już mam sporą otwartość na podróżowanie z innymi. Ba! Zapraszam w drogę ze mną :)

11263873_683864881760369_1696561125_n.jpg 11267641_683864965093694_14896163_n.jpg 11276171_683864885093702_1452681335_n.jpg

[Cel] Czy jakoś specjalnie przygotowujesz się do wyjazdów czy idziesz na żywioł?

[Małgosia] Jestem przeciwnikiem wypraw na żywioł. To znaczy odkąd podróżuję najpierw samodzielnie, potem z klientami – zawsze przykładam wagę do tego, by mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Ten nieszczęsny incydent w Brukseli właśnie był konsekwencją niedbałości o mapki dotarcia z dworca do hostelu. Myślałam, że trafię, że ludzie będą znali drogę. Srogo się przeliczyłam.

W ramach przygotowań zawsze przeglądam fora podróżnicze. Czytam o tym, czym dzielą się inni, którzy już dane miejsce odwiedzili. Szukam pomysłów na najtańsze dotarcie z lotniska do danego miasta. Sprawdzam jakich cen należy się spodziewać i poszukuję noclegów. Kolejnym krokiem jest oglądanie przewodników (zarówno tych tradycyjnych, jak i na stronach internetowych). Robię wówczas listę obiektów, które chcę zobaczyć. Niestety… nie zawsze udaje się wszystko odhaczyć z checklisty.

[Cel] Jesteś coachem ACC ICF. Co to znaczy?

[Małgosia] To znaczy, że nim spotkałam się ze swoim pierwszym płatnym klientem, włożyłam w swoje przygotowanie sporo nauki i czasu.  Na świecie istnieje kilka organizacji, które dbają o jakość i etykę oraz standardy pracy coacha. Największą z nich jest ICF czyli International Coach Federation. Zdobyłam w tej organizacji akredytację swoich kompetencji coachingowych na pierwszym z trzech poziomów – ACC czyli Associated Certified Coach. Aby móc podejść do egzaminów musiałam ukończyć minimum 60h praktycznej nauki zawodu pod okiem superwizora coachingu, najczęściej na poziomie ACC lub PCC (Proffesional Certified Coach). Musiałam też popracować pro bono (w moim przypadku za książkę) minimum 100 godzin z klientami, nagrywać niektóre sesje (za zgodą klientów) i w efekcie końcowym, po aprobacie swojego mentora wysłać sesję do oceny egzaminatorów ICF. Po takiej drodze uzyskałam certyfikat na 3 lata. Za mniej więcej 1,5 roku przyjdzie czas na odświeżenie warsztatu, superwizje mojej pracy – podobnie jak w terapii.

Choć coaching to nie terapia. Nie cofa klienta w przeszłość i nie pyta o to dlaczego ma problemy. Moja praca polega na wspieraniu klientów w osiąganiu ich celów za pomocą pytań. Nie doradzam. Nie podpowiadam. Pomagam klientowi odkryć w sobie potencjał. Taka postawa jest podstawą pracy każdego coacha.

[Cel] Specjalizujesz się w czymś, co nazywa się coaching w drodze? O co w tym chodzi? Na czym to polega?

[Małgosia] Żeby zaistniała zmiana, potrzeba oddziaływać na siebie całościowo:

  • na myśli
  • na ciało
  • na duszę

Nie znam lepszej metody holistycznej niż bycie w drodze/podróży.

A chodzi w tym o to, żeby przepracować cel klienta w przestrzeni. Zabieram klienta w podróż (bliską lub daleką – jego wybór), by skorzystał z tej podróży jako metafory. By przyglądał się znakom, sygnałom, wszystkiemu, co w tej podróży się wydarzy. Dodatkowo rzecz jasna odbywają się sesje. Rozmawiamy. Zadaję pytania. Jesteśmy mocno w rzeczywistości klienta i tego, w jakim kierunku on zmierza.

Wymyśliłam do tego swój autorski model:

D. – Dlaczego? (Co wpływa na to, że chcesz pracować w przestrzeni? Jaki jest twój cel?)

R. – Rzeczywistość (Jak jest teraz?)

O. – Opcje (Jakie są możliwe drogi dotarcia? Co już teraz widzisz?)

G. – Gdzie? (wybierzmy kierunek – miejsce, do którego udamy się pracować coachingowo)

A. – Akcja (wyjazd)

W praktyce wygląda to tak, że klient sam wybiera, czy chce pracować indywidualnie czy grupowo.

INDYWIDUALNIE:

  • sam wybiera temat i często też miejsce (choć staram się tutaj doradzać bazując na własnym doświadczeniu),
  • odbywają się 4 sesje – dwie pierwsze przygotowujące do wyjazdu, trzecia to stricte wyjazd, a na koniec 4-ta to sesja ewaluacyjna.

GRUPOWO:

  • pojawia się tematyczność wyjazdu – Spotkanie ze sobą, Dystans, Siła itp.,
  • odbywają się 4 sesje grupowe – dwie pierwsze przygotowujące do wyjazdu, trzecia to stricte wyjazd, a na koniec 4-ta to sesja ewaluacyjna.
11268101_683864961760361_714337432_n.jpg 11269568_683864901760367_2120244086_n.jpg 11287287_683864895093701_219834230_n.jpg 11287231_683864918427032_1943440371_n.jpg

[Cel] Organizujesz także wyjazdy związane z coachingiem. Jeden już pod koniec maja w Góry Świętokrzyskie, drugi w czerwcu w Bieszczady. Pierwsze jest pod hasłem „Spotkanie ze sobą”, drugie pod hasłem „Dystans”. O co w tym chodzi?

[Małgosia] Tak jak wspomniałam: są to wyjazdy tematyczne, dla grupki osób (max 6). Chodzi o to, by dać sobie szansę podoświadczać w tym wypadku w maju:  siebie, bycia tu i teraz i pomedytowania w drodze na Święty Krzyż nad tym co w sobie mam, co pozwala mi być silnym, jak ta droga mnie wspiera, czego ta droga uczy mnie w kontekście mojego własnego celu/wyzwania?

Trochę to brzmi jak jakieś magiczne sztuczki, ale moim celem jest zapraszanie ludzi, by traktowali drogę, którą razem przejdziemy jako metaforę celu, do którego zmierzają. Zapraszam ich do obserwacji wszystkiego: co się wydarzyło, czy było pogodnie, jaka była temperatura oraz jak oni sami się czuli idąc. Po wielu odbytych już procesach mogę stwierdzić, że jeszcze nikt nie stwierdził, by było  to głupie bądź nieużyteczne.

Z początku to była moja własna zabawa. Ale kiedy zobaczyłam efekty nie mogłam z tym pozostać sama. Dzielę się tym z moimi towarzyszami drogi.

[Cel] Jakie jest Twoje doświadczenie odnośnie metody, którą stosujesz? Przyznam, że nieco sceptycznie podchodzę do tego typu akcji.

[Małgosia] To oczywiste, że to co nowe – wywołuje sceptycyzm. I mnie z początku nie przekonywało to, że trafi to do innych ludzi.

Na początek zabrałam koleżankę do Francji – szlakiem 2 gotyckich kościołów (Beauvais i Amiens). Pomyślałam sobie, że spróbuję – i zaproponowałam jej to w formie zabawy. Zaczęłam pytać:

  • Kiedy masz szansę kroczyć po posadzkach, które mają ponad 600 lat to co czujesz?
  • A co Ci to mówi o Twoim świecie?
  • Co sobie możesz z tego wziąć dla siebie?

To były takie niewinne pytania, a działały jak huragan. Ola co chwilę mówiła: „Weź no mnie jeszcze o coś zapytaj!” Celu wtedy nie miała żadnego, ale i tak udało się popracować nad jej ograniczającymi przekonaniami. Zakręciła mi się wtedy łezka wzruszenia w oku. Nie powiem!

Kolejny raz to Oslo – i znów przypadek. Kolega pojechał ze mną odpocząć, a wrócił naładowany jak akumulator, pod sam korek! Styczność z nowym środowiskiem, poznanie nowych osób, sytuacje, w których był zdany tylko na siebie, nowe otoczenie, to tylko odrobina, która go wzmocniła. Okazało się, że oboje mamy do przepracowania gdzieś wewnątrz siebie samoakceptację. I kiedy siedzieliśmy na jednej z malutkich wysepek, rzucaliśmy kamykami w wodę, zapytałam:

„Co Ci ta multikulturowa impreza wczorajszej nocy pokazała o Tobie?”

Popłynęła z niego fala myśli. Ze mnie potem też. Oboje się wzmocniliśmy byciem w drodze.

Pierwsza sesja coachingu w drodze z konkretnym celem odbyła się w Warszawie, bo przecież nie trzeba uciekać na koniec świata, by coś zobaczyć z nowej perspektywy. Klientka za cel postawiła sobie taki remanent tego, co u niej się teraz dzieje zarówno w kontekście zawodowym, jak i osobistym. Spacerowałyśmy po Parku Szczęśliwickim. Zapraszałam klientkę, by to, co mówi przeniosła na przestrzeń w której się znajdowałyśmy. Jeśli mówiła o jakiejś relacji w pracy pytałam:

„A gdybyś to miała pokazać, to gdzie Ty jesteś w tym wszystkim tutaj… wskaż drzewo, kamień, może wysepkę na rzece – pobawmy się metaforą”. A potem: „I co Ci to pokazuje?” lub „Czego możesz się z tego nauczyć?”

Tego typu wglądy są często świetną okazją do obserwacji tego, co nas dotyczy w bezpiecznej atmosferze – bo na bazie metafory. Coach nie musi wiedzieć wszystkiego. Ba! Lepiej żeby nie wiedział. Klient natomiast doskonale rozumie o czym mówi i w swobodny sposób może tą metaforą zarządzać. To jest siła tej metody. Z jednej strony „magia” drogowskazów i znaków napływających podczas przemieszczania się, a z drugiej praca na metaforze jaką jest przestrzeń, w której się znaleźliśmy wspólnie.

Metoda jest nowa. Sama pracuję na niej od 3 lat. Z klientami od roku. Nieustannie ją doskonalę, uatrakcyjniam i wyjaśniam. Mogę ją jedynie budować z innymi. Dlatego chętnie zapraszam wszystkich, którzy chcą tego doświadczyć i współtworzyć.

[Cel] Małgosiu, bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas. Do zobaczenia pod koniec maja w Górach Świętokrzyskich, gdzie będę miała okazję osobiście się przekonać, jak działa coaching w drodze. Przyznam, że czekam na to z niecierpliwością.

1 Komentarz:

  1. Ciekawe osoby, bogate w doświadczenia i chęci poznawania a co najważniejsze przekaz jaki obrazują motywuje, wyostrza wyobraźnię..Rewelacja wywiad:) Pasja życia w podróży i poznawania siebie jak i innych – Co widać, słychać i czuć… Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>