Wolontariat w Chinach. Wywiad z uczestniczką programu Global Citizen, Natalią Muchą

Program Global Citizen daje naprawdę duże możliwości. Można poznać nowy kraj, nowych ludzi, zdobyć doświadczenie oraz przwieźć ze sobą niezapomniane wspomnienia. Niezbitym dowodem na to, że tak właśnie to wygląda, jest wyjazd kolejnej uczestniczki programu, tym razem do egzotycznych China. Zapraszamna na wywiad z Natalią Muchą, która opowie o swoim wolontariacie w Chinach.

[Cel] Natalio, jak dowiedziałaś się o programie Global Citizen?

[Natalia] Jestem członkiem organizacji. Wiedziałam, że są takie wyjazdy z Global Citizen, jednak dopiero będąc już w organizacji nabrałam przekonania, że to nie jest nic strasznego, ani nie jest to żaden pic, a ludzie naprawdę tak wyjeżdżają. Przez to, że dołączyłam do organizacji, pojechałam na konferencję i tam uczestnicy opowiadali o swoich doświadczeniach podczas takiego programu. Wtedy poczułam, że to może być naprawdę coś fajnego i też bym tak chciała.

[Cel] A jaka dokładnie to konferencja?

[Natalia] Gdy się wstępujesz do AIESEC, jedziesz się na trzy dni na konferencję, podczas której poznajesz kulturę organizacji. Dowiadujesz się tego, czym organizacja się zajmuje, do jakiego projektu trafisz, czym się zajmują poszczególne działki oraz masz możliwość poznania ludzi.

[Cel] Jak aplikować to już wiemy od Justyny. Czy długo musiałaś czekać na akceptację?

[Natalia] Nie, odbywa się to bardzo szybko, przynajmniej u nas w Lublinie.  Za dzień, czy dwa ktoś do mnie zadzwonił, umówił się ze mną na spotkanie. Potem musiałam wysłać CV, po polsku oraz po angielsku. Następnie odbyła się krótka rozmowa. Ta rozmowa to jest raczej formalność, chodzi o poznanie oczekiwań uczestnika, dlaczego chciałby jechać, co chciały robić. To też sprawdzenie poziomu angielskiego. Jeśli chodzi o te oczekiwania, to też właśnie w organizacji mamy coś takiego, mówię tutaj z perspektywy osoby z wewnątrz, że chcemy sprawić, żeby te wolontariaty były wartościowe i żeby osoba, która wyjeżdża znalazła sobie jakiś cel, np. podszkolenie się z języka angielskiego. Ja, będąc na wolontariacie miałam w swojej grupie dziewięć osób, z którymi uczyłam dzieci w Chinach i każda osoba była z innego kraju, więc był to dla mnie także kilkutygodniowy kurs języka angielskiego. Oprócz angielskiego można sobie także podszkolić autoprezentację, przełamać swoją nieśmiałość, pokonać swoje słabości, co też w moim przypadku miało miejsce. Ogólnie nie przepadam za publicznymi wystąpieniami, a tam musiałam prowadzić zajęcia dla dwustu osób. Po takim doświadczeniu naprawdę można nabrać większej pewności siebie.

[Cel] Dlaczego wybrałaś Chiny? Szczerze przyznam, że sama też chętnie bym się tam wybrała.

[Natalia] Nigdy wcześniej nie byłam na innym kontynencie, a że od zawsze fascynowała mnie Azja, to padło na Chiny. Moim wielkim marzeniem była Japonia. Niestety wówczas wolontariat w Japonii nie był możliwy. Tak więc skupiłam się na Chinach.

[Cel] Jak długo tam byłaś?

[Natalia] Sześć tygodni.

019.JPG 020.JPG

[Cel] Co robiłaś w ramach swojego wolontariatu?

[Natalia] To był obóz wakacyjny dla dzieci z Chin, podczas którego uczyliśmy je języka angielskiego, zajęcia trwały około 3 godzin dziennie. Oprócz nauki języka angielskiego opowiadaliśmy im także o kulturze swojego kraju, o Europie, gdyż dla nich to była nowość. To, co było najlepsze to to, że jadąc tam myślałam, że jest to taki obóz wakacyjny… wiesz, najpierw angielski, a potem gry i zabawy i ogólnie luz, ale nie, te dzieciaki wstawały 5:00 rano, miały godzinę na przygotowanie się, odrobienie lekcji i śniadanie. Potem zaczynały zajęcia, nie tylko angielski, ale i chiński, matematyka, fizyka. A gdy się je pytało, czy tak mają wyglądać ich wakacje, zero odpoczynku, odpowiadały, że to jest dla nich większa możliwość dostania się na uniwersytet, lepsza przyszłość. Ten wolontariat odbywał się w małej wiosce, 1000 km od Pekinu. Wioska natomiast należy do prowincji, w której mieszka trzy razy tyle osób, co w Polsce, czyli ok. 120 mln i z tych osób tylko 1000 może iść na studia. Reszta zostaje w rodzinnych stronach i zajmuje się pracami na gospodarstwie lub na budowie, więc rzeczywiście, taka dyscyplina i motywacja w sumie nie dziwi.

[Cel] W jakim wieku te dzieciaki były?

[Natalia] 14-16 lat…

[Cel] O, to już nie takie dzieci, to nastolatkowie:)

[Natalia] Tak, chociaż nie wyglądali… tam wszyscy wyglądają naprawdę bardzo młodo.

423.JPG 420.JPG

[Cel] Czy też mieszkałaś w tej wiosce? Jak wyglądało zakwaterowanie?

[Natalia] Przez pierwsze 2 tygodnie byłam w Pekinie. W pierwszym tygodniu zwiedzaliśmy miasto, w drugim przygotowywaliśmy zajęcia. Miałam tam swojego opiekuna, tzw. buddiego, który się mną zajmował, ale równocześnie był także osobą, która miała pomagać w czasie zajęć. Jeśli dzieciaki czegoś nie rozumiały, to on wtedy pełnił także rolę tłumacza. W Pekinie przez 2 tygodnia mieszkałam u tzw. hosta, u bardzo sympatycznej dziewczyny, która zgłosiła się do programu. Mogę powiedzieć, że to pracoholiczka, prawie wcale nie było jej w domu. Mieszkałam tam z Rosjanką i Włoszką, w malutkim mieszkaniu, dwa maluteńkie pokoiki w najstarszej dzielnicy Pekinu. Było to naprawdę ciekawe doświadczenie, poprzez to poznałam tę kulturę jeszcze bardziej… część osób mieszkało w hostelach i nie miało takiej możliwości. Potem, podczas już tego właściwego wolontariatu, mieszkaliśmy w owej wiosce, a zakwaterowanie było w hotelu. Mieliśmy naprawdę fajne warunki, w każdym pokoju była łazienka. Wszystko to było opłacone przez organizację.

[Cel] No właśnie, co pokrywał AIESEC, a za co musiałaś sama zapłacić?

[Natalia] Tak jak już wspomniałam, zakwaterowanie i przynajmniej jeden posiłek pokrywał AIESEC. Ja akurat miałam trzy, więc przytyłam 4 kilo! :) Na początku myślałam, że nic nie będę jadła, a potem wyszło zupełnie odwrotnie.

088.JPG

[Cel] Czyli dobre jedzenie mają…

[Natalia] O tak, naprawdę bardzo dobre. Chociaż niektóre potrawy dla nas na pewno będą dziwne. Miałam okazję jeść robaki, smażone i prażone, smakują jak chipsy, serwowano też kurze łapki, jednak do tego się nie przekonałam. Kurze łapki z pazurkami… brr… Ponadto można spróbować skorpiona, dużo owoców morza. Mi osobiście bardzo smakowało tofu, we wszystkich postaciach. Żadnych kotów, ani psów nie jadłam, aczkolwiek są takie typowe restauracje, gdzie podają tylko takie mięso.

530.JPG jedzonko5.JPG 552.JPG

[Cel] Jak wrażenie zrobiły na Tobie Chiny?

[Natalia] Pozytywne. Generalnie, jadąc tam byłam lekko przerażona, zastanawiałam się, czy warunki będą ok, czy będzie czysto, czy nie zgubię się w tych ogromnych miastacg, w samym Pekinie jest tyle stacji metra… Myślałam, że wszyscy będą chodzić w owych słynnych maseczkach, a nie chodzili. To ja częściej chodziłam, bo powietrze w Pekinie jest bardzo zanieczyszczone. Gdy zwiedzaliśmy Wielki Mur, smog był tak intensywny, że czasami  nie było widać, co jest na dole.

[Cel] Jacy są Chińczycy?

[Natalia] Są zdystansowani, podchodzą raczej z rezerwą, ale  jak już się z kimś zapoznasz, to są bardzo mili. Gdy ze sobą rozmawiali, miałam wrażenie, że się kłócą. Ja nie mówię po chińsku, może kilka słów. Kiedyś zapytałam moją koleżankę, czy coś się stało, czy ten pan cię obraża, bo wyraz twarzy podczas rozmowy miał naprawdę groźny, tak to przynajmniej wyglądało z boku. A jednak to tylko takie wrażenie.

[Cel] Właściwie to kiedy dokładnie tam byłaś?

[Natalia] Lipiec – sierpień.

[Cel] Czy to dobra pora, żeby tam jechać?

[Natalia] Fakt, wtedy jest bardzo duszno i gorąco. Ale to zależy, w Szanghaju i Hangzhou padał na przykład deszcz. Dla mnie to była dobra pora, bo akurat miałam wolne. Wiosną czy jesienią podobno też jest pięknie.

107.JPG 543.JPG

[Cel] Jak jest tam z bezpieczeństwem?

[Natalia] Jest bezpiecznie. Na przykład, gdy wchodzi się do metra, przechodzi się przez bramkę, która cię prześwietla, dodatkowo zostawia się torebkę na taśmie i tak za każdym razem.

[Cel] Jak wygląda komunikacja publiczna? Jak można się tam przemieszczać?

[Natalia] Metro, autobusy, takie malutkie samochodziki czy pojazdy rowerowe… W wiosce, gdzie mieszkałam za 1 Juana, to jest ok. 60 groszy, właśnie takim samochodzikiem pan podwoził nas np. do supermarketu. Mieściły się w nim dwie osoby. Generalnie komunikacja jest dobrze zorganizowana i oznaczona, nie sposób się zgubić. Jedynie w godzinach szczytu, gdy wszyscy kończą pracę, w metrze jest straszny tłok, i wtedy do akcji naprawdę wkraczają tzw. „upychacze”. Nie ma tam ustępowania miejsca, wszyscy się pchają, taka trochę walka o byt.

[Cel] Miałaś czas na zwiedzanie? Co udało się zobaczyć?

[Natalia] Tak, pod koniec pobytu podróżowałam z dwoma wolontariuszami, z chłopakiem z Meksyku i z Malezji. Moja mama była przerażona :) Pojechaliśmy do miejscowości Hangzhou. Stwierdziłam, że to najpiękniejsze miasteczko na świecie. Wielkością podobne do Warszawy, ale jest tam ogromne jezioro, wszędzie rosną lotosy. Turystów jest całkiem sporo. My akurat wypożyczyliśmy rowery, żeby objechać całe jezioro. Zajęło nam to praktycznie cały dzień.

Następnie pojechaliśmy do Szanghaju, który jest całkowicie inny, porównując do Pekinu. Szanghaj jest bardzo nowoczesny, wszędzie wysokie budynki, sklepy z luksusowymi rzeczami, wszyscy nastawieni na zakupy albo pracę w korporacjach. Ma to swój urok, ale jednak prawdziwe życie bardziej toczy się w Pekinie. Ludzie sprzedają owoce, surowe mięso w ulicznych budkach, bardziej czuć normalność.

Później znowu wróciłam do Pekinu, bo stamtąd miałam lot powrotny. Miałam okazję jechać pociągiem, który w środku wyglądał dosłownie jak samolot, oczywiście stewardessy także były. Na górze luki bagażowe, dokładnie takie jak w samolotach. Pociąg bardzo przestrzenny, po trzy siedzenia. Prędkość, jaką zdołał osiągnąć to chyba jakieś 310 km/h. Czas podróży między Szanghajem a Pekinem to 5 godzin.

[Cel] Z tego, co zobaczyłaś, co zwiedziłaś, co Ci się najbardziej podobało?

[Natalia] Mur Chiński, robi wielkie wrażenie, sami Chińczycy tłumnie go odwiedzają, często z małymi dziećmi. Świątynie w Pekinie, których jest tam mnóstwo. Co ciekawe, starsze kobiety w parkach przy tych świątyniach tańczą, włączają sobie muzykę i wszystkie wykonują jeden układ. To na mnie zrobiło wielkie wrażenie. Raz nawet postanowiliśmy się do nich dołączyć, było naprawdę zabawnie. Dalej Szanghaj, a w nim nowoczesna dzielnica Pudong oraz wspomniane już miasteczko Hangzhou.

028.JPG 078.JPG 391.JPG

[Cel] Jakieś przygody? Coś szczególnie utkwiło Ci w pamięci?

[Natalia] Wracając, na lotnisku spotkałam Polkę, która też właśnie była na Global Citizen tak, jak ja. Oddałyśmy duże bagaże i poszłyśmy na kawę. Zapomniałyśmy, że to lotnisko jest tak duże, że z jednego terminala na drugi trzeba jechać kolejką i trochę przejść. Tak się zagadałyśmy, że o mały włos nie spóźniłyśmy się na samolot, a zdążyłyśmy tylko dlatego, że lot był opóźniony. Na pokład weszłyśmy jako ostatnie.

Tak się też zdarzyło, że spotkałam tam swoją znajomą i to z Lublina. Na początku bardzo chciałyśmy jechać do Chin razem, jednak mi się udało szybciej zaleźć projekt, a że podczas tego wolontariati nie chcieli dwóch osób z tego samego kraju, ona musiała rozejrzeć się za czymś innym. Udało się jej znaleźć projekt w Hangzhou, więc gdy się tam wybierałam, skontaktowałam się z nią i tam właśnie się spotkałyśmy.

Coś, co mi utkwiło w pamięci i co może być dla nas utrudnieniem to to, że nie działa tam Facebook, Youtube bardzo słabo. W Google też praktycznie nie można nic wyszukać, więc gdy przygotowywałam zajęcia, to miałam poważny problem. Pomagała mi koleżanka z Chin, próbując znaleźć coś na chińskich stronach. To też nie jest tak, że media społecznościowe tam nie funkcjonują, mają po prostu swoje. Odpowiednik Facebooka to QQ czy też WeChat. Co do Facebooka, to da się to obejść. Kolega ściągnął jakąś aplikację i zaczął działać. Jednak generalnie kontakt ze światem jest ograniczony. Z drugiej strony to było dla mnie dobre, taki detoks :)

551.JPG

[Cel] Co dał Ci ten wyjazd? Czy coś zmienił, uświadomił?

[Natalia] Zmienił stereotypowe podejście do Azjatów, mogłam przekonać się na własnej skórze, jacy są. Poznałam nową kulturę, poznałam mnóstwo ludzi tak naprawę z całego świata i co jest w tym najlepsze, do tej pory utrzymujemy kontakt. W te wakacje być może uda mi się odwiedzić kolegę w Meksyku. Ogromny plus to także to, że za niewielką kwotę można podszkolić angielski i zwiedzić piękny kraj.

[Cel] Natalio, bardzo Ci dziękuję za bardzo ciekawą rozmowę i poświęcony czas. Chiny wpisują na swoja listę. 

3 Comments:

  1. Cel w podróży – dlaczego nie rozwijasz działu ‚wywiady”? :( Przeczytałam wszystkie 4 dotyczące Global Citizena… Chiny interesują mnie chyba najbardziej (i też jak Natalia, najpierw myślę o Japonii). Chętnie poczytam o innych krajach! No i może zainteresuje Cię mój własny wywiad z Elą, która wyjechała na GC już dwa razy (kierunek Mauritius i Sri Lanka) :). http://www.jadenawymiane.pl/global-citizen-mauritius-sri-lanka/

  2. Cel w podróży – dlaczego nie rozwijasz już sekcji ‚wywiady? :( Przeczytałam wszystkie 4 fot. GC, ale to Chiny interesują mnie najbardziej jako kierunek wolontariatu :D Podobnie jak Natalia, w pierwszej kolejności zastanawiam się nad Japonią, ale ofert jest, niestety, bardzo mało. Może zainteresuje Cię mój wywiad z Elą, która odwiedziła Mauritius i Sri Lankę? :) http://www.jadenawymiane.pl/global-citizen-mauritius-sri-lanka/

    • Rozwijam w miarę możliwości. Czasu brak na opisywanie własnych wypraw, więc inne działy też wolniej się rozkręcają. Dzięki za linka do wywiadu (udostępnię na swoim fanpagu) i za zmotywowanie do dalszej pracy;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>