Z kamerą wśród fiordów

Takie krajobrazy jak w Norwegii od razu uruchamiają guzik „Nagrywaj”. To są właśnie momenty, które każdy chciałby zatrzymać na dłużej. Organizując tegoroczną majówkę nawet nie przyszpuszczałam, że tak ogromne wrażenie zrobi na mnie ów region, ale cóż się dziwić, to przecież Kraina Norweskich Fiordów. Plan zakładał Drogę Atlantycką oraz okolice Alesund, a jak się okazało zobaczyliśmy o wiele więcej.

DROGA ATLANTYCKA

Droga Atlantycka szczególnie zjawiskowo wygląda z lotu ptaka, niemniej z przyziemnej perspektywy również robi wrażenie. To właśnie tam udajemy się zaraz po przylocie. Z Molde to tylko niecała godzina drogi samochodem, choć jeśli zaczniemy od Bud, trasa się wydłuży. W zasadzie właśnie w Bud powinniśmy zacząć. Na Drodze Atlantyckiej znajduje się kilka punktów widokowych i zdecydowanie warto zatrzymać się na każdym z nich. Pierwszy, można by rzec, to tzw. uwertura do tego, co będzie potem. Zaraz przy wjeździe na most po lewej stronie znajduje się parking, z którego rozpościera się widok na malutkie wysepki, woda w zatoce krystalicznie czysta. Porządnie wieje, jednak widok wart wystawienia nosa z samochodu.

Droga do drugiego puntu widokowego trwa dosłownie chwilę. Już z daleka widać ów słynny zakręcony most Storseisundetbrua, więc to znak, że gdzieś tu musi być parking, i jest. Po lewej stronie widać kilka zaparkowanych samochodów.

Z parkingu odchodzi ścieżka, prowadzącą na górę i to właśnie tędy trzeba wdrapać się na górę. Stąd rozpościera się widok wprost na Storseisundetbrua, można go sobie dokładnie obejrzeć. Już tak strasznie nie wieje (choć z filmu można odnieść inne wrażenie), słońce przygrzewa i pięknie oświetla postrzępiony brzeg wyspy.

Koniecznie trzeba przejść na drugą stronę wzgórza, widok na przeciwległą stronę jest równie niesamowity.

Czy przejazd przez słynny most Storseisundetbrua jest tak straszny jak by się wydawać mogło? Ależ skąd! Mimo że piękny łuk sprawia wrażenie lekko przechylonego, to będąc już na owym moście takiego wrażenia nie ma. Za to można z góry podziwiać piękne widoki wokół oraz widok na kolejną wysepkę, przy której znajduje się kolejny parking. Tutaj też warto się zatrzymać, mimo iż pozornie może się wydawać, że niewiele da się stąd zobaczyć. Wokół wyspeki znajduje się platforma widokowa z kilkoma ławeczkami.

Po zameldowaniu w hotelu na wyspie Averoy postanawiamy pojechać do Bud, gdyż to właśnie tam zaczyna się Narodowy Szlak Turystyczny. Najpierw chwilkę kręcimy się po okolicy, a potem ponownie Drogą Atlantycką przeprawiamy się na druga stronę. Po drodze mijamy liczne urokliwe plaże, oferujące iście księżycowy krajobraz. Samo miasteczko Bud jest niewielkie. To, co warto tam zobaczyć to muzeum i fort na wzgórzu, z którego roztacza się piękna panorama na miasteczko, góry i fiord. Widok jest naprawdę warto zachodu…

Z Bud wracamy już prosto na kwaterkę, co by w końcu zjeść zasłużoną kolację. Drogę Atlantycką musimy pokonać ponownie. A oto, jak wygląda cały przejazd.

PROM Z MOLDE DO VESTNES

Z Averoy do Alesund jedziemy przez Kristiansund. Tu na chwilę się zatrzymujemy, by potem pojechać już prosto do Molde, skąd promem musimy przepłynąć na drugą stronę. Przeprawa promowa nie trwa długo, a przy dobrej pogodzie czas można sobie umilić, podziwiając widoki na górnym pokładzie.

ALESUND

Jeśli Alesund, to obowiązkowo Wzgórze Aksla. To z tego miejsca pochodzi słynne zdjęcie miasteczka, położonego w fiordzie. Na wzgórze można wejść ze starówki po licznych schodkach lub z drugiej strony wjechać samochodem. Widok z każdej strony wart jest nieco męczącej wspinaczki. Na wzgórzu znajdują się także pozostałości po bunkrach.

GODOYA

W zasadzie na początku wysepek w okolicach Alesund nie mamy w planach. Wygląda na to, że czasu nie wystarczy. Jednak będąc już na miejscu postanawiamy pojechać tam na chwilę od razu ze Wzgórza Aksla i to jest świetny pomysł. Dojazd trwa chwilę, obowiązkowo tunelami, więc nawet nie do końca wiemy, przez które wyspy przejeżdżamy. Najpierw jest to Hovland (niezły zakrętas), potem przez Valderoya, Giske i w końcu dojeżdżamy do Godoyi. I tak sobie po prostu jedziemy przez siebie… w pewnym momencie po lewej stronie wyłania się sielankowy obrazek… góry, fiord, zielone pola, drewniane chatki, a na końcu latarnia. Michał daje po hamulcach i wjeżdżamy na parking. Okazuje się, że jest to turystycznie oznaczony szlak. Oto, co zobaczyliśmy…

STORDAL

Kolejny nocleg mamy na kempingu w Stordal. Miejsca powala, dosłownie! Dlaczego? Położone jest nad fiordem wśród wysokich gór, których jeszcze ośnieżone szczyty dodają alpejskiego charakteru. Woda w fiordzie jest czyściutka, a zaraz obok przepływa górski strumień, czy też nawet rzeczka. Nasz kempingowy domek jest w iście norweskim stylu, drewniany w bordowym kolorze z dachem porośniętym trawą…

GEIRANGERFJORD

To jeden z najbardziej popularnych fiordów w tej okolicy i nie bez powodu. To jest nasze 120% planu, bo początkowo tego miejsca nie uwzględniamy. Jeszcze na przystani promowej się wahamy, ale że z kolejki wyjechać się nie da, wjeżdżamy na pokład. I całe szczęście! Gdybyśmy odpuścili, to nie zobaczylibyśmy jednego z najpiękniejszych miejsc podczas całego wyjazu. Dodatkowo przejazd mega stromą Drogą Orłów dostarcza nielada wrażeń. Przy zjeździe znajduje się punkt widokowy, z którego widać fiord oraz miejscowość Geiranger, dech zapiera.

DROGA ORŁÓW / ØRNEVEGEN

Zjazdu nagrać mi się nie udaje, za dużo wrażeń i palpitacji serca. Wjazd już tak, choć to i tak zupełnie nie oddaje tego, co czuje się przy takiej wysokości i takim nachyleniu. Ciężko wyrobić się na zakręcie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>