Recenzja książki „Dotknij Boga” plus KONKURS

Patryka Świątka, autora książki przedstawiać Wam nie muszę. Współautor bloga Paragon z podróży, obieżyświat, mistrz taniego podróżowania i niejako ziom, bo z Lublina. Blog chłopaków śledzę już od jakiegoś czasu, więc wiedziałam, że Patryk wybiera się w długą podróż po Polsce, bez pieniędzy, bez prowiantu i chce dotrzeć do ludzi, którzy mieszkają z dala od cywilizacji, niewiele mają, a mimo to są szczęśliwi i cieszą się życiem. Ot, kolejna wyprawa autostopem. Pomysł oczywiście świetny! Tym bardziej, że i ja osobiście marzę o zaszyciu się na jakiś czas w takim miejscu, by odpocząć i zwolnić tempo. Swoje kroki skierowałabym na wschód, na Podlasie i byłam święcie przekonana, że to jest główny cel Patryka. Jednak nie! Patryk podróżuje po całej Polsce, odwiedza miejsca, które nie są dostępne dla wszystkich, miejsca, o których istenieniu nie miałam nawet pojęcia!

P1030249

„Dotknij Boga. W poszukiwaniu ludzi, którym pozostało tylko szczęście”, tak brzmi pełny tytuł książki. Pierwsza jego część niektórych może odstraszać, bo jak to… o czym to właściwie jest? Czyżby coś o Kościele? O nie, to nie dla mnie – mogą pomyśleć niektórzy. Tym bardziej, że w mediach pod adresem Kościoła katolickiego coraz więcej negtywnych wypowiedzi, że być „katolem” to przecież obciach. A Patryk właśnie takie miejsca odwiedza, miejsca, w których modlitwa jest na porządku dziennym, w których adoracja Najświętszego Sakramentu to, coś, na co czeka się cały dzień, miejsca, w których ludzie zagubieni, uzależnieni, stoczeni na totalny margines społeczny odnajdują siłę do dalszego życia, radość i prawdziwe szczęście. Patryk odwiedza przytułki, klasztory, małe zakony, ośrodki dla bezdomnych i uzależnionych, mieszka razem z nimi, wnika w ich świat, poznaje ich historie, a nawet zawiera przyajźnie. A przecież są to narkomani, alkoholicy i recydywiści!

W Cenacolo, choć trudno to czasem zrozumieć, wszystko ma swoje uzasadnienie. Żyją z Opatrzności także dlatego, żeby się nie przywiązywać. Są zadowoleni z tego, co mają. Jeśli coś jest, to super. A jeśli nie ma, też bardzo dobrze. Jak jest cukier, to piją kawę z cukrem, mleko z cukrem. Jak nie ma cukru, to piją bez cukru. To nie jest dla nich problem.

Czasem jest ciężko. Pamiętam takie sytuacje z domu w Jastrzębiu, kiedy naprawdę było mało. Ziemniaki z kaszą na obiad i kasza z ziemniakami na kolację. Było cięzko, ale pięknie. Bo gdy jesteś w takim cierpieniu i takich trudnościach, to bardziej tworzy się więź, relacja z drugim człowiekiem. To też jest coś pięknego.

Kiedy biorę książkę do ręki, tak naprawdę nie wiem do końca, o czy jest. Krótki Prolog bardzo zachęca do dalszej lektury. Jednak kiedy zaczynam pierwszy rozdział, nie jestem pewna, czy to książka dla mnie, czy przebrnę. A jednak stopniowo wciągam się w opowieść włóczęgi Patryka, zżywam się z bohaterami i już w połowie wyłania się z tego świetny reportaż, przepiękny obraz Polski, niezwykłe historie ludzi, którzy ten obraz tworzą. Bohaterem książki jest nie tylko Patryk oraz ci, których los ciężko doświadczył, to także osoby, które zupełnie bezinteresownie pomagają potrzebującym, poświęcają swoje życie dla innych, nie oczekując zupełnie nic w zamian. To siostry zakonne, księża, kapucyni, mali bracia Jezusa, ale też osoby świeckie, darczyńcy i wolontariusze… nie usłyszmy o nich w telewizji, nie przeczytamy na Facebooku. A jednak istnieją, pomagają z prawdziwej potrzeby serca, zupełnie nie szukając poklasku, czy jakiegokolwiek uznania. Według mnie to po prostu ludzie wolni i szczęśliwi. Piękny przykład to wielodzietna rodzina, nie posiadająca w zasadzie nic, która tworzy dom dla potrzebujących, mieszka i pracuje razem z nimi.

Witek miał żonę i dzieci, a mimo to w życiu nie układało mu się najlepiej. Trafił do więzienia za złodziejstwo. Ale – jak podreśla – kradł tylko państwowe. Po wyjściu z więzienia nie był gotów, żeby wrócić do rodziny. Był w sepracji z żoną i dużo pił. Pomieszkiwał w altanie u rodziców. Któregoś dnia wybrał się na poszukiwanie pracy. Miał przy sobie neseser, a w nim wszystkie dokumenty, patenty kapitańskie, telefon i pieniądze. W pewnym momencie wstąpił do sklepu, żeby kupić papierosy i zostawił neseser na chwilę pod opieką kolegi. Kiedy wrócił, ani kolegi, ani nesereru już nie było. Bez dokumentów nie mógł zatrudnić się na barce. Stracił motywację. Zaczął pić tak, że wkrótce trafił na ulicę. Kradł złom, spał pod mostem. /…/ Denaturat to była dla niego normalka. Trwało to dwa lata, z których mało co pamięta.

Dla mnie osobiście, ogromne wrażenie robią historie ludzi, których los tak okrutnie doświadczył. Idąc ulicą, mijamy bezdomnych, plączących się po ulicach alkoholików i pierwszy odruch, jaki mamy, to minąć ich jak najszerszym łukiem. Nigdy nie zastanawiamy się, jaką historię kryje ich przeszłość, co się wydarzyło, że wylądowali na ulicy bez dachu nad głową. A powody czasem bywają błahe. W książce „Dotknij Boga” poznajemy szereg bohaterów, którym noga się podwinęła, mieli słabą wolę lub po prostu pecha. Ich historie, często wręcz niewiarygodne, pokazują, że to tacy sami ludzie jak my. Kiedy czytam o Mirku, Waldusiu, Witku, Guciu, Arku czy Grześku, często mam łzy w oczach (tak, brzmi może patetycznie, ale tak jest). Sensem ich obecnego życia jest modlitwa, ciężka praca oraz przyjaźń i na tych filarach budują swój nowy świat. Jedni od razu wychodzą na prostą, innym zajmuje to więcej czasu, wracają do starych nawyków, nałogów. Jedni na zawsze chcą zostać w ośrodkach, inni po jakimś czasie wracają do normalnego życia i zakładają rodziny.

Trzy lata spędzili wraz z ojcem w jednym malutkim pokoju, bez prądu i wody. Matka zabierała pieniądze na wódę i nie było czym płacić rachunków. Najgorzej było w zimie, kiedy musieli myć się wilgotną szmatką i siedzieć przy świecach. /…/

W takich warunkach nietrudno o zejście na złą drogę. Jak wielu innych z osiedla kradł złom. Kiedy miał niespełna dwadzieścia lat, trafił za to do kryminału na dwa lata.

Patryk bez grosza tuła się przez półtora miesiąca. Puka do wielu drzwi, prosząc o nocleg i kawałek chleba. Czasem „pocałuje klamkę”, często w strugach deszczu przez dłuższy czas nie może złapać stopa. No bez sensu… ktoś powie, po co to wszystko? Mam wrażenie, że dla Patryka to pewien rodzaj oobistej pielgrzymki, to sposób, by zrozumieć sens jego wiary, by ją pogłębić i pokazać, że prawdziwego szczęścia nie niosą dobra materialne, ale coś zupełnie innego. Wyświechtany slogan? Może. Ale bardzo prawdziwy. Patryk wchodzi w świat ludzi biednych, ciężko pracuje razem z nimi, mieszka w tych samych warunkach. Uczy się, co to znaczy być naprawdę ubogim, jaki jest tego sens i co może zyzskać, rezygnując z poklasku i społecznego uznania. Odwiedzone miejsca pozwalają mu „dotknąć Boga”.

Powoli zaczynam zapominać, co znaczy używanie pieniędzy. Coraz rzadziej w mojej głowie pojawiają się też sygnały – zachcianki. Nie wstępuję do sklepu, kiedy jestem głodny, spragniony albo mam ochotę na coś słodkiego. Nie planuję kolejnych tygodni, myślę tylko o tym, co będzie teraz, zaraz.

To znakomita lektura, która otwiera oczy, zaskakuje, a nawet szokuje. Zmusza do refleksji nad własnym życiem, postępowaniem, nad wartościami. Żyjemy szybko, w komercyjnym świecie uzależnieni od kredytów, nowych komórek, skupieni na sobie, sfrustrowani rzeczami, które tak naprawdę nie są aż tak ważne. Często brakuje zwykłego uśmiechu, życzliwości i wsparcia. Opowieść Patryka dla mnie to trochę taki „zimny prysznic” oraz dowód na to, jak piękna jest Polska, dzięki takim ludziom. Książkę polecam z całego serca, polecam ją wszystkim, nie tylko podróżnikom, nie tylko zwolennikom Kościoła, po prostu wszystkim tym, którzy chcą poczytać o niezwykłych miejscach w naszym kraju.

KONKURS

Mam dla Was trzy egzemplarze książki Patryka. Jednak żeby nie bylo zbyt łatwo, trzeba się wykazać. Zadanie jest następujące:

W komentarzu na Facebooku pod wpisem o recenzji napiszcie, jakie miejsce w Polsce szczególnie Was zachwyciło. Może być poparte zdjęciem:)

Post na Facebooku znajdziecie tu lub tu.

Trzy najciekawsze odpowiedzi i zdjęcia zostaną nagrodzone.

WYNIKI KONKURSU:

Książkę Patryka „Dotknij Boga” wygrywają wszyscy. Dwa pozostałe egzemplarze ufunduje Cel w podróży:
Barbara Radek – jura to ciągle moje marzenie, nie byłam jeszcze, wiem – wstyd:)
Kaśka Kra – Suwalszczyzna, na niej miałam okazję być w ostatni weekend, jednak do jezior nie dotarłam:(
Gabriela Chmielowiec – Jezioro Solińskie, byłam przejazdem i zdecydowanie marzę, by tam wrócić.
Małgosia Kowalewska – góry, zamki, tak tak, piękne zdjęcia. Na Niewidzialnej Wystawie jeszcze nie byłam.
Przemek Przem – do Tatr nie musisz mnie przekonywać. Przejścia przez Kozią nigdy nie zapomnę:)
Proszę wszystkich o przesłanie adresu do wysyłki na: celwpodrozy@gmail.com
Dziękuję pięknie za udział w konkursie i miłej lektury!

Regulamin:

  1. Konkurs trwa do 16.09.205. Po upływie tego terminu do 20.09.2015 zostaną ogłoszone wyniki, które zostaną opublikowane na Facebooku Cel w podróży oraz pod tym wpisem.
  2. Nagrody rzeczowe zostaną wysłane w ciągu dwóch tygodni od ogłoszenia wyników konkursu.
  3. W konkursie mogą brać udział wyłącznie osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  4. W skład Jury konkursowego wchodzi: Celina Lisek, administrator bloga Cel w podroży.
  5. Warunkiem niezbędnym do odebrania nagrody jest przesłanie w ciągu 5 dni od ogłoszenia wyników danych adresowych na adres: celwpodrozy@gmail.com. Jeśli w tym czasie dane nie zostaną przesłane, nagroda trafi w ręce kolejnego uczestnika konkursu wyłonionego przez Jury.
  6. Wzięcie udziału w konkursie jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu.
  7. W sprawach spornych Organizator ma prawo do ostatecznej interpretacji Regulaminu, a decyzje Jury są ostateczne i nieodwołalne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>