Pierwsze wrażenia po powrocie z seszelskiego raju

To miał być prawdziwy wypoczynek. Bez napiętego grafiku, bez gonitwy i ciągłej zmiany miejsca. I tak właśnie było. Wiadomo, kto by się spieszył w raju? Bo właśnie z tym kojarzą się Seszele, z rajskimi wyspami, pięknymi piaszczystymi plażami, pochylającym się ku wodzie palmami oraz malowniczymi głazami, dekorującymi niemalże każdą z plaż. Seszele to archipelag, w skład którego wchodzi aż 115 wysp i wysepek, z czego tylko 33 są zamieszkałe. Największa to Mahe ze stolicą Victoria, to tutaj wylądujecie, gdy obierzecie ten właśnie kierunek.

Seszele kojarzą się z czymś jeszcze. Z wysokimi cenami. I rzeczywiście, ogólnie jest drogo, niemniej można tu przeżyć za rozsądne pieniądze, nie wydając więcej niż w Europie. Największy wydatek to bilet lotniczy oraz zakwaterowanie, choć jest i na to sposób, jeśli zdecydujemy się na tzw. self-catering. Prawdopodobnie przez wysokie ceny oraz zakaz biwakowania, nie spotkacie tu podróżującej młodzieży. Nie ma tu hosteli, oferujących tanie noclegi, a rozbijanie namiotów jest zabronione. Za to często spotkać można pary w wieku 30+, 40+, 50+ i więcej.

Na Seszelach mieszają się wpływy francusko-angielskie, i tak np. kreolski seszelski powstał na bazie francuskiego, natomiast ruch drogowy ciągle jest lewostronny. Wszystko ma swoje uzasadnienie w historii, a historia wysp jest dość burzliwa. Przez długi czas pozostawały one niezamieszkałe, sporadycznie przybywali tu kupcy arabscy, z czasem także piraci. Z chwilą, gdy pojawili się tu Portugalczycy, wszystko zaczęło się zmieniać. Wyspy zostały zaanektowane przez Francję oraz nazwane Seszelami na cześć francuskiego ministra finansów na dworze króla Ludwika XV, Jean Moreau de Sechelles. Wówczas zaczęli ściągać tu pierwsi osadnicy, sprowadzając również niewolników. Następnie wyspy znalazły się pod okupacją Wielkiej Brytanii, spór toczył się przez jakiś czas, jednak francuskie wpływy pozostały dominujące. Niepodległość Seszele uzyskały zupełnie niedawno, bo dopiero w 1976 roku, z czego Seszelczycy są niezwykle dumni.

Seychelles Independence

BRAK TŁUMÓW

Ogromny pozytyw to brak tłumów, nawet w miejscach bardzo popularnych. I to jest właśnie nasze pierwsze wrażenie po przybyciu na plażę Cote D’Or na Praslin. Długa piaszczysta, ciągnąca się kilometrami plaża, która poza obrębem miasteczka jest zupełnie pusta. A dodatkowo im dalej od miasteczka, tym piękniej i bardziej dziko. Miejscem, gdzie najwięcej osób plażuje, jest zdecydowanie słynna plaża na La Digue Source D’Argent. Mimo opłaty za wstęp (jest to teren parku), przyciąga ona jak magnes. I nic dziwnego, sami kilkukrotnie tam plażowaliśmy. Niemniej również i tu, nie jest bardzo tłoczno. A jeśli chcecie mieć tę plażę, tylko dla siebie, warto przyjechać tu rano. Natomiast zachodnie wybrzeże na La Digue jest dosłownie puste, można się tu zaszyć wśród palm i mieć kawałek raju tylko dla siebie.

    Anse Volbert, Praslin
Anse Volbert (Cote D'Or), PraslinAnse Volbert (Cote D'Or), Praslin
Anse Grosse Roche, La Digue

KLIMAT

Wiadomo tropikalny:) Przez cały rok jest tu bardzo ciepło, nawet w najchłodniejsze miesiące, jakimi są lipiec i sierpień, słupki pokazują ponad 20 stopni. Występuje tu jednak tzw. pora deszczowa, trwająca od listopada od marca, najwięcej pada w grudniu, styczniu oraz lutym. Podobno jednak w tych miesiącach również spokojnie da się poplażować. Nasz wyjazd przypadł na przełom kwietnia i maja, co jest dobrą porą, by Seszele odwiedzić. Niemniej prognoza pogody nie nastrajała optymistycznie. W większości deszcze i burze, co oczywiście zaczęło mnie martwić. Na szczęście na miejscu okazało się, że prognozę pogody można sobie wsadzić wiadomo gdzie. Przez dwa tygodnie mieliśmy jeden cały dzień deszczowy (tropikalny deszcz naprawdę lubię) oraz dwa razy przez pół dnia niebo się zachmurzyło, raz coś tam popadało. Poza tym piękne słońce i prawie 30 stopni. Poziom wilgotności się zmieniał, co było wyraźnie odczuwalne. Po przylocie powietrze było jak w saunie, dosłownie. Zasada jest prosta, im więcej chmur, tym wilgotniej. Przy bezchmurnym niebie jest niemal idealnie.

Anse Georgette, Praslin

KULINARNIE

Kulinarnie było pysznie. Wyspy, ocean, a więc i ryby, i owoce morza. W restauracjach jest smacznie, jednak bardzo drogo, cena obiadu zaczynać się może od 50-60 zł. Niemniej jest na to sposób. Tzw. take away, gdzie jedzą mieszkańcy. Zwykle jest to albo przyczepa, albo budka, albo jakieś małe pomieszczenie z gastronomicznym wyposażeniem. Menu zmienia się codziennie, a nawet w dwa razy dziennie, gdyż bywa, że to, co serwowane jest na lunch nie jest już dostępne po południu. A serwowane są przeróżne dania… curry z ośmiornicy (moje ulubione), curry z kurczaka lub ryby, pieczony kurczak, wieprzowina lub ryba, dania z wołowiny, różne mięska z warzywami, dania kuchni kreolskiej oraz różne makarony. Mięska podawane są z ryżem oraz małą surówką z warzyw lub owoców, do tego czasami sos. Porcje są duże, spokojnie można się najeść. A cena? Od 3,5 do 5 Euro. I tak oto można na przykład zjeść romantyczną kolację na plaży o zachodzi słońca, popijając wszystko lokalnym piwkiem. Ech, taki rytuał przez dwa tygodnie, było bosko!

Take away - pork, SeychellesTake away - octopus curry, Seychelles
Lunch on Curieuse, SeychellesRestaurant on Praslin, Seychelles

LUDZIE

Bardzo bardzo sympatyczni, serdeczni i pomocni, przy tym bardzo uśmiechnięci. Uwielbiają słuchać muzyki, często na cały regulator i tańczyć. Ale cóż się dziwić? Taka dawka słońca wytwarzać musi mnóstwo endorfin. Jak mieszkają, jak żyją, mieliśmy okazję podpatrzeć na La Digue, wynajmując pokój u przemiłej pary. Oboje pracują w jednym z hoteli na wyspie. Urlopu nie mają, wstają bardzo wcześnie rano, więc czasu wolnego niewiele. Niemniej to im nie przeszkadza świętować oraz spotykać się ze znajomymi. Podczas naszego pobytu pani gospodyni urządziła przyjęcie urodzinowe, na które również zostaliśmy zaproszeni. Było pysznie i wesoło, choć część gości jedynie okupowała stoliki.

Czy zdarza się naciągactwo? Niestety tak. Mafia taksówkowa działa i to bardzo sprawnie. Cena za kurs z lotniska z kosmosu, więc bardzo zaleca się zamówić transport z hotelu czy kwaterki. Można sporo zaoszczędzić. Teoretycznie powinien zostać włączony taksometr, ale nie zawsze da się to wyegzekwować, do tego naliczona zostaje opłata za bagaż! Trzeba się targować, bo to już jest przesada. Inna sytuacja, gdzie również trzeba być czujnym, to zakup wycieczek na pobliskie wyspy. Na Praslin po plaży oraz miasteczku chodzą tzw. naganiacze, więc tak naprawdę nie trzeba specjalnie szukać, bo to wycieczka znajdzie Was. Ceny u nich są sporo niższe niż z hotelu, więc warto. Niemniej może się zdarzyć, że nie wszystkie punkty z wycieczki zostaną zrealizowane lub ktoś po prostu celowo obiecał coś, by Was na tę wycieczkę skusić. O szczegółach napiszę w kolejnym wpisie.

La Digue, Seychelles

PLAŻE

Tak, one rzeczywiście wyglądają tak rajsko jak w katalogach. Na Praslin moje serce skradła Anse Cote D’Or, szeroka piaszczysta plaża, która ciągnie się prawie przez 3 km. Piasek jest drobny i miękki, zejście do wody łagodne, wystarczy trochę odejść od głównej części miasteczka i już jesteśmy sami. Na samym końcu znajdują się urokliwe skały, zanurzone w oceanie. Podczas odpływu można dojść do nich piaszczystą laguną, podczas przypływu woda sięga do ud lub pasa. W tej części można się dosłownie zaszyć i spędzić czas w spokoju na błogim lenistwie. Tak, wiem, najpiękniejszą plażą na Praslin jest podobno Anse Lazio. Być może tak jest, niemniej podczas naszego pobytu w tej części wyspy były ogromne fale, a wejście do wody niemal niemożliwe. Zresztą, kilka lat temu zdarzyły się tu dwa ataki rekina, co skończyło się niestety tragicznie.

Anse Volbert (Cote D'Or), Praslin
Anse Volbert (Cote D'Or), PraslinAnse Volbert (Cote D'Or), Praslin
Anse Volbert (Cote D'Or), Praslin
Na drugiej, odwiedzonej przez nas wyspie La Digue, znajduje się podobno najpiękniejsza plaża świata. To Anse Source D’Argent i rzeczywiście zdaje się zasługiwać na to miano. Plaża znajduje się na terenie parku, więc wstęp jest płatny, jednak nikomu to zbytnio nie przeszkadza, bowiem zauroczeni tym miejscem, wracamy tu kilkukrotnie. Droga prowadzi koło starego cmentarza, przez waniliowe i bananowe pola, przez kokosowy gaj, po drodze można również zobaczyć oraz nakarmić słynne seszelskie żółwie giganty. Ścieżka na samą plaże kryje się wśród wielkich kamieni, charakterystycznych dla seszelskiego krajobrazu. Może piasek nie jest tak drobny, jak na Anse Cote D’Or, niemniej cała sceneria wręcz urzeka. W wodzie przy samym brzegu pływają przeróżne rybki, szczególną uwagę zwracają większe osobniki, które wręcz garną się do człowieka. Można tu pływać i snurkować. W zasadzie plaża dzieli się na kilka mniejszych plaż, podążając ścieżką wśród skał, dojdziemy do dwóch barów owocowych, by na samym końcu zaszyć się na malutkim prywatnym skrawku piasku.
Anse Source D'Argent, La Digue
Anse Source D'Argent, La DigueAnse Source D'Argent, La Digue
Anse Source D'Argent, La DigueAnse Source D'Argent, La Digue

Niemniej na La Digue pięknych plaż nie brakuje. Kolejna ulubiona to północna Anse Severe. Tutaj również można popływać, a snurkowanie jest tutaj najlepsze. Poziom wody potraf się szybko zmieniać. Może być płytko po kostki, a może być i tak, że woda sięga aż do pasa i wyżej. Na pewno mniej popularne jest zachodnie wybrzeże, tutaj jest naprawdę pusto. A plaże? Cudowne, ukryte wśród plam, jedynie zejście może być nieco utrudnione, ciężko je znaleźć, gdyż po prostu zarosło. Na La Digue wszystkie plaże mamy na wyciągnięcie ręki, no może koła, bowiem wystarczy wypożyczyć rower i w kilka lub kilkanaście minut dotrzemy tam, gdzie chcemy. Na Praslin natomiast albo poruszamy się autobusami, które są niewiarygodnie tanie, albo wypożyczamy samochód.

Anse Severe, La DigueAnse Severe, La Digue

BEZPIECZEŃSTWO

Jest bardzo, bardzo bezpiecznie i to pod każdym względem. Spokojnie wieczorem można wybrać się na spacer. Rowery nie są w ogóle przypinane, a rzeczy można zostawić na plaży bez nadzoru i oddać się błogim kąpielom. Oczywiście lepiej nie mieć przy sobie wszystkich pieniędzy, kart i paszportu, bo po co się stresować i co chwilę zerkać w stronę ręcznika.

Czy wiecie, że na Seszelach nie ma w ogóle jadowitych zwierząt? Podobno można spać w dżungli i nic nam się niestanie, zero jadowitych węży, czy pająków. Oczywiście, gdy w naszej łazience pojawił się wielki nieproszony gość w postaci pająka, ciężko było w to uwierzyć, niemniej wszyscy pytani, potwierdzali ten fakt. Inaczej ma się sprawa z żyjątkami wodnymi, bowiem na rekiny, moreny i płaszczki natknąć się można, a takie spotkanie może skończyć się różnie. Są za to przyjazne kraby i krabiki, zarówno na plaży, jak i poza nią. Wychodzą szczególnie w nocy, wówczas mozolnie pracują nad swoimi domkami w ziemi.

I jeszcze jedno! Seszele to takie tropiki, w których nie ma żadnych groźnych tropikalnych chorób, żadnej malarii, dengi, czy innego paskudztwa. Aż dziwne, prawda?

Crab Seychelles

CZYSTOŚĆ

Czystość to również jeden z wielu pozytywnych aspektów. Czysto na ulicach, w miasteczkach, w guesthouse’ach, na plażach, w publicznych toaletach, wszędzie. Wszyscy tu bardzo dbają o swoją wyspę, o swój dom i okolicę. Niby tropikalnie, egzotycznie, a jednak swojsko i jak u siebie;)

20170508_125820

2 Comments:

  1. po Twoich opisach widzę, że Seszele to miejsce idealne. Zdjęcia mnie oczarowały. Czekam na kolejny wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>