• Afryka,  Tunezja,  Tunezyjskie filmiki

    Halo… dzień dobry… juhu! Czyli jak profesjonalnie wdrapać się na palmę

    Na palmę wchodzi sie 4 razy w roku: 1) wtedy, gdy odcina się kwiat do zapylenia, 2) przykrywa owoce, 3) w czasie zbioru oraz 4) kiedy obcina się stare liście. Tylko jak się na nią wdrapać? To z pewością zadanie nie dla osób z lękiem wysokości, do tego nie jest to takie proste, chociaż dla prawie osiemdziesięcioletniego dziadka wydaje się to być bułka z masłem. W oka mgnieniu wspina się na sam wierzchołek, podśpiewując sobie przy tym, oraz z gracją prezentuje przeróżne figury, trzyma się na palmie nawet bez pomocy rąk! Jesteśmy w Dygesz, to tu czekają na nas bryczki, którymi jedziemy do oazy z gajem daktylowym. Pan Mucha od razu przestrzega przed widokiem wychudzonych koni, choć podobno krzepę mają, potrafią się nieźle rozpędzić. Na jedną dorożkę przypadają cztery osoby. Las palmowy wygląda niesamowicie.

  • Afryka,  Sidi Bou Said,  Tunezja,  Tunis

    Błękitne Sidi Bou Said i biała medyna w Tunisie

    Greckie Santorini, hinduskie Jodhpur czy marokański Szefszewan to nie jedyne niebieskie miasteczka znane ze swych urokliwych starówek i artystycznego klimatu. Można wymienić jeszcze conajmniej kilka. Takie jest też Sidi Bou Said leżące nad Morzem Śródziemnym w północnej Tunezji. Kaskadowo usytuowane na zboczach pobielone domy z niebieskimi okiennicami i drzwiami, ozdobione kwiatami bugenwilli, ciągną się aż do niewielkiej plaży. Ze szczytu wzniesienia można podziwiać rozległą panoramę obejmującą Zatokę Tuniską. SIDI BOU SAID Początki osady sięgają pierwszych lat dominacji arabskiej. Wybudowano tu wówczas fortecę, na której miejscu dzisiaj wznosi się nowoczesna latarnia morska. Nazwa miejscowości upamiętnia XIII-wiecznego muzułumańskiego mistyka imieniem Abu Said Chalafa Ben Jahia al-Temimi al-Badżi, na szczęście w krótszej wersji. Przez wiele wieków do wioski mieli wstęp wyłącznie muzułumanie. Jej uroki odkryli bogaci francuscy koloniści, którzy kupili tu rezydencje i, doceniając nieprzeciętne walory okolicy, dołożyli wszelkich starań, aby zachować unikalny charakter tego miejsca. W rezultacie osada zachowała się w prawie…

  • Afryka,  Kartagina,  Tunezja

    Wzgórze Byrsa oraz termy Antonina, czyli co zostało z dawnej Kartaginy

    To nie koniec zwiedzania. Po Saharze czas ruszyć na północ, ta jest diametralnie różna od południa, a także inna od centralnej części kraju. Niewątpliwie czystsza i bardziej europejska klimatem bardzo przypomina Analduzję czy nawet Włochy. Wycieczkę wykupujemy oczywiście z Sun&Fun, a wyjazd jest jeszcze wcześniej niż na Saharę. Szybka wizyta w restauracji, mała kawa i udana próba przemycenia zapasu francuskich rogalików, można ruszać. Wsiadamy w pomarańczowy autokar i odjeżdżamy w kierunku Sousse. Po drodze robimy rundkę po innych hotelach, by zabrać resztę ekipy. Podróż ma trwać ponad dwie godziny, więc zdecydownie krócej niż na południe. Po drodze zabieramy również naszego przewodnika, tak to znowu pan Mucha. Jakoś tak swojsko się robi, przygody na Saharze niewątpliwie łączą i zacieśniają więzi. Zatrzymujemy się na chwilę na stacji benzynowej i co się okazuje, ceny są tu naprawdę niskie. Butelka dwulitrowej wody kosztuje niecałego dinara. Ruszamy dalej. Krajobraz za oknem zaczyna się zmieniać, coraz więcej pagórków,…

  • Afryka,  Chebika,  Tunezja

    Chebika, malownicza oaza u podnóża Gór Atlas i pechowa końcówka wycieczki

    Czy na pustyni jest tylko pustynia? Okazuje się, że nie, że są tam urocze zakątki otoczone gajami palmowami, które kryją życiodajną wodę w postacji schowanych wsród skał zielonych jeziorek. Właśnie dojeżdżamy do jednego z takich miejsc. Chebika to najbardziej wysunięta na południe i położona przy przejściu granicznym z Algierią oaza. Dojechać tu można jedynie samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Życie oazy uzależnione jest od wody. Chebika istnieje dzięki źródle tryskającemu z górskich skał. W starożytności, mieściła się tu osada rzymska Ad Speculum, później służyła jako górskie schronienie dla Berberów. W starożytności, mieściła się tu osada rzymska Ad Speculum, później służyła jako górskie schronienie dla Berberów. Ta stara osada została znacznie zniszczona przez powódź w 1969 roku, obecnie miejscowa ludność mieszka w komfortowej Nowej Szabice położonej na górskiej równinie. Po wysiadce z jeepa uderza nas fala gorąca, na zewnątrz panuje niemiłosierny skwar. Udajemy się za naszym przewodnikiem na początek…

  • Afryka,  Tunezja,  wioska George’a Lucasa

    Jeep Safari, czyli Gwiezdne Wojny pośrodku pustyni oraz piękne Góry Atlas

    Jeep Safari… oł je… kosmiczna prędkość po pustynnych wydmach wprost do wioski Gwiezdnych Wojen. Nawet mi, nie-fance tejże serii, taka perspektywa bardzo się podoba. Jeepy już czekają. Trzeba wsiadać szóstkami, najlżejsze osoby, czyli my kobiety oczywiście, wędrują na sam tył, w środku zasiadają panowie, koleżance koło kierowcy się poszczęściło, będzie miała niezłą jazdę i widoki;) Powoli ruszamy przez miasteczko, by wjechać na szutrową drogą coraz bardziej przybliżającą nas do prawdziwego rajdu. Nasz kierowca nieco się ociąga, nagle zostajemy na szarym końcu, podcza gdy reszta ostro pędzi i tylko kurz widać z daleka. Może by tak zagadnąć i powiedzieć, że my się przecież wcale nie boimy, chociaż ja nie jestem tego taka pewna;) Próbujemy mu tłumaczyć, że może więcej gazu, może szybciej, niech przyciśnie… niestety ciężko się dogadać, kierowca mówi tylko po francusku i to też niezbyt składnie. To teraz inaczej, pokazujemy o co chodzi i chyba rozumie, bo jak się okazuje…

  • Afryka,  Chott El Jerid,  Gaj daktylowy,  Tunezja

    Wschód słońca nad Chott El Jerid i słodki gaj daktylowy, czyli co jeszcze kryje Sahara

    Wyjazd z Yasmin Golden jest o 4:30, a więc tym razem pobudka jeszcze wczęśniej, bo o 3:30. Praktycznie można się wcale nie kłaść, tylko korzystać z basenów do białego rana, ale to opcja raczej dla wytrwałych. Standardowo dykretnie pakuję rogaliki do torby, mała kawka i możemy ruszać. Praktycznie jest jeszcze ciemna noc, gdy opuszczamy hotel. Nasz pierwszy cel to Wielki Szot (Chott El Jerid, czyli „jezioro liścia palmowego”), największe słone i do tego suche jezioro w Afryce, jego powierzchnia wynosi 5000 km². To pozostałość po morzu, które było tu przed milionami lat, dziś pozostała gruba warstwa soli zmieszana z piachem. W lecie gdy są wielkie upały bardzo łatwo doświadczyć tu fatamorgany. W zimie natomiast jezioro zapełnia się wodą i tworzy się swojego rodzaju bagno, woda ma kolor czerwony. Zaczyna świtać, za oknem można dostrzec bezkresną równinę ze spękaną ziemią pokrytą białym nalotem. Wygląda jak pustynia, a okazuje się, że to jest właśnie…

  • Afryka,  Tunezja,  Tunezyjskie filmiki

    Saharyjskie filmiki… czyli co się działo na szlaku na pustynię

    Zaczynamy od El Jem, czyli starego rzymskiego amfiteatru, trzeciego takiego obiektu pod względem wielkości. Budowla zachowana jest w naprawdę imponującym stanie, można wejść na poszczególne piętra i spróbować wczuć się w widza niegdysiejszych przedstawień. Wielka arena, a na niej galdiatorzy gotowi walczyć do ostatniego tchu, czy to z innym gladiatorem, czy też dziką bestią… Widoki za oknem coraz bardzie pustynne, góry, palmy, czuć egoztykę. Jedziemy na południe, kierunek Matmata, ziemia starych Berberów. Domy wydrążone w ziemi to tradycja sięgająca aż 400 lat wstecz. Do mieszkania zawsze wchodzi się przez jamę wydrążoną w ziemi, korytarzem aż do swego rodzaju podwórka czy dziedzińca… Z podwórka wchodzi się do mieszklanych pomieszczeń, które są nad wyraz skromne. Po berberyjskiej gościnie ruszamy przez góry do Douz, na Saharę w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Zanim tam dotrzemy, musimy pokonać górskie serpentyny podczas prawdziwego oberwania chmury. Autobus przecieka, błyskawice walą, a my w ciszy czekamy na koniec tej apokolipsy……

  • Afryka,  El Jem,  Matmata,  Tunezja

    Al Dżamm, Berberowie i pustynna karawana, czyli pierwszy dzień wyprawy na Saharę

    Wyjazd jest o 6:30, więc wczesna pobudka. Ciężko się dobudzić, jednak perspektywa tego, co mamy zobaczyć stawia nas w pełnej moblizacji. Restauracja już otwarta, wpadamy na szybkie śniadanie. Jest kawa, jajka i tona fracuskich rogalików. Jako że ja o tej porze niczego nie przełknę, sprytnie pakuję kilka crossaintów na drogę. Nie jesteśmy sami, z naszego hotelu jedzie kilka osób. Autobus oczywiście się spóźnia, i to ponad pół godziny. Po drodze odwiedzamy kolejne hotele, by zgarnąć resztę wycieczki. Szczerze pisząc, pozostałe hotele nie robią dobrego wrażenia, niektóre mijane po drodze są już opuszczone, stojące szkielety wręcz straszą turystów. Szczerze pisząc, pozostałe hotele nie robią dobrego wrażenia, niektóre mijane po drodze są już opuszczone, stojące szkielety wręcz straszą turystów. Jedziemy w kierunku Sousse, gdyż tam ma dołączyć do nas nasz przewodnik, Mucha. Pan Mucha, a w zasadzie Muha (od Muhammad), zdążył już sobie wyrobić pewną renomę wśród polskich turystów. Na tunezyjskich forach…

  • Afryka,  Sousse,  Tunezja

    Za darmo, wszystko za darmo! Takie rzeczy tylko w Sousse:)

    Kolejny pochmurny dzień w sierpniu nad Morzem Śródziemnym. Na plaży twardo wyczekujemy choćby małego przebłysku promieni słonecznych. Chmury gnają jak szalone, wieje porządnie. Przy basenie w drodze po drinki spotykam Natalię z Łukaszem, dochodzimy do wniosku, że czas na jakąś przygodę, po obiedzie umawiamy się na wypad do Sousse. Teraz tylko muszę przekonać Michała i popołudnie spędzimy w tunezyjskiej medynie. Łatwo nie jest, bo plaża to jest to, co Michał lubi najbardziej. Na szczęście moja siła perswazji działa, jedziemy do Sousse! Przed hotelem już czeka żółta taksówka. Oczywiście trzeba się targować, w końcu ustalamy cenę 12 dinarów i wsiadamy do nieco zdezelowanego auta. Kierowca jest bardzo rozmowny, chętnie opowiada o kraju i o tym, co widzimy za oknem. Po drodze mijamy, jak się okazuje, fabrykę Lacoste… to dlatego wszyscy noszą tu koszulki tej firmy. Dojazda trwa około 20 miniut, kierowca zatrzymuje się przy samym wejściu do medyny. Pierwsze wrażenie… brudno,…

  • Afryka,  Skanes Serail,  Tunezja

    Groźne chmury, grasujący wielbłąd i harissa, czyli wczasy w Skanes Serail

    To, że w tym roku odwiedzę Tunezję, przez myśl by mi nie przeszło. Ten kraj nie był szczególnie wysoko na liście moich wymarzonych destynacji. Na typowo plażowy urlop w tym roku wybraliśmy Egipt, ten kraj bardzo mnie zachwycił, to idealne miejsca na leniuchowanie i zażywanie morskich i słonecznych kąpieli. Tamtejsze zabytki również robią wrażenie. Wycieczka została wykupione jako oferta „first minute”, czyli w naprawde dobrej cenie. Plany pokrzyżowały jednak zamieszki. Czekać na decyzję ministerstwa czy może jednak dokonać zmiany na własną rekę? Postanowliśmy nie czekać, opłata maniuplacyjna nie była aż tak wysoka, a jednak spokój i brak stresu podczas wakacji to podstawa. Od nowa zaczęło się spradzanie ofert i destynacji. Ceny oczywiście podskoczyły, więc znalezienie czegoś w podobnej i o podobnym standardzie nie było takie proste. Pani Ania z Travelplanet w Reducie z pewnością na długo mnie zapamięta. Nie wiem, czy znalazłby się jeszcze ktoś, kto tyle razy zmieniał rezerwację.…