• Afryka,  Tunezja,  Tunezyjskie filmiki

    Halo… dzień dobry… juhu! Czyli jak profesjonalnie wdrapać się na palmę

    Na palmę wchodzi sie 4 razy w roku: 1) wtedy, gdy odcina się kwiat do zapylenia, 2) przykrywa owoce, 3) w czasie zbioru oraz 4) kiedy obcina się stare liście. Tylko jak się na nią wdrapać? To z pewością zadanie nie dla osób z lękiem wysokości, do tego nie jest to takie proste, chociaż dla prawie osiemdziesięcioletniego dziadka wydaje się to być bułka z masłem. W oka mgnieniu wspina się na sam wierzchołek, podśpiewując sobie przy tym, oraz z gracją prezentuje przeróżne figury, trzyma się na palmie nawet bez pomocy rąk! Jesteśmy w Dygesz, to tu czekają na nas bryczki, którymi jedziemy do oazy z gajem daktylowym. Pan Mucha od razu przestrzega przed widokiem wychudzonych koni, choć podobno krzepę mają, potrafią się nieźle rozpędzić. Na jedną dorożkę przypadają cztery osoby. Las palmowy wygląda niesamowicie.

  • Afryka,  Kartagina,  Tunezja

    Wzgórze Byrsa oraz termy Antonina, czyli co zostało z dawnej Kartaginy

    To nie koniec zwiedzania. Po Saharze czas ruszyć na północ, ta jest diametralnie różna od południa, a także inna od centralnej części kraju. Niewątpliwie czystsza i bardziej europejska klimatem bardzo przypomina Analduzję czy nawet Włochy. Wycieczkę wykupujemy oczywiście z Sun&Fun, a wyjazd jest jeszcze wcześniej niż na Saharę. Szybka wizyta w restauracji, mała kawa i udana próba przemycenia zapasu francuskich rogalików, można ruszać. Wsiadamy w pomarańczowy autokar i odjeżdżamy w kierunku Sousse. Po drodze robimy rundkę po innych hotelach, by zabrać resztę ekipy. Podróż ma trwać ponad dwie godziny, więc zdecydownie krócej niż na południe. Po drodze zabieramy również naszego przewodnika, tak to znowu pan Mucha. Jakoś tak swojsko się robi, przygody na Saharze niewątpliwie łączą i zacieśniają więzi. Zatrzymujemy się na chwilę na stacji benzynowej i co się okazuje, ceny są tu naprawdę niskie. Butelka dwulitrowej wody kosztuje niecałego dinara. Ruszamy dalej. Krajobraz za oknem zaczyna się zmieniać, coraz więcej pagórków,…

  • Afryka,  Chebika,  Tunezja

    Chebika, malownicza oaza u podnóża Gór Atlas i pechowa końcówka wycieczki

    Czy na pustyni jest tylko pustynia? Okazuje się, że nie, że są tam urocze zakątki otoczone gajami palmowami, które kryją życiodajną wodę w postacji schowanych wsród skał zielonych jeziorek. Właśnie dojeżdżamy do jednego z takich miejsc. Chebika to najbardziej wysunięta na południe i położona przy przejściu granicznym z Algierią oaza. Dojechać tu można jedynie samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Życie oazy uzależnione jest od wody. Chebika istnieje dzięki źródle tryskającemu z górskich skał. W starożytności, mieściła się tu osada rzymska Ad Speculum, później służyła jako górskie schronienie dla Berberów. W starożytności, mieściła się tu osada rzymska Ad Speculum, później służyła jako górskie schronienie dla Berberów. Ta stara osada została znacznie zniszczona przez powódź w 1969 roku, obecnie miejscowa ludność mieszka w komfortowej Nowej Szabice położonej na górskiej równinie. Po wysiadce z jeepa uderza nas fala gorąca, na zewnątrz panuje niemiłosierny skwar. Udajemy się za naszym przewodnikiem na początek…

  • Afryka,  Tunezja,  wioska George’a Lucasa

    Jeep Safari, czyli Gwiezdne Wojny pośrodku pustyni oraz piękne Góry Atlas

    Jeep Safari… oł je… kosmiczna prędkość po pustynnych wydmach wprost do wioski Gwiezdnych Wojen. Nawet mi, nie-fance tejże serii, taka perspektywa bardzo się podoba. Jeepy już czekają. Trzeba wsiadać szóstkami, najlżejsze osoby, czyli my kobiety oczywiście, wędrują na sam tył, w środku zasiadają panowie, koleżance koło kierowcy się poszczęściło, będzie miała niezłą jazdę i widoki;) Powoli ruszamy przez miasteczko, by wjechać na szutrową drogą coraz bardziej przybliżającą nas do prawdziwego rajdu. Nasz kierowca nieco się ociąga, nagle zostajemy na szarym końcu, podcza gdy reszta ostro pędzi i tylko kurz widać z daleka. Może by tak zagadnąć i powiedzieć, że my się przecież wcale nie boimy, chociaż ja nie jestem tego taka pewna;) Próbujemy mu tłumaczyć, że może więcej gazu, może szybciej, niech przyciśnie… niestety ciężko się dogadać, kierowca mówi tylko po francusku i to też niezbyt składnie. To teraz inaczej, pokazujemy o co chodzi i chyba rozumie, bo jak się okazuje…

  • Afryka,  Chott El Jerid,  Gaj daktylowy,  Tunezja

    Wschód słońca nad Chott El Jerid i słodki gaj daktylowy, czyli co jeszcze kryje Sahara

    Wyjazd z Yasmin Golden jest o 4:30, a więc tym razem pobudka jeszcze wczęśniej, bo o 3:30. Praktycznie można się wcale nie kłaść, tylko korzystać z basenów do białego rana, ale to opcja raczej dla wytrwałych. Standardowo dykretnie pakuję rogaliki do torby, mała kawka i możemy ruszać. Praktycznie jest jeszcze ciemna noc, gdy opuszczamy hotel. Nasz pierwszy cel to Wielki Szot (Chott El Jerid, czyli „jezioro liścia palmowego”), największe słone i do tego suche jezioro w Afryce, jego powierzchnia wynosi 5000 km². To pozostałość po morzu, które było tu przed milionami lat, dziś pozostała gruba warstwa soli zmieszana z piachem. W lecie gdy są wielkie upały bardzo łatwo doświadczyć tu fatamorgany. W zimie natomiast jezioro zapełnia się wodą i tworzy się swojego rodzaju bagno, woda ma kolor czerwony. Zaczyna świtać, za oknem można dostrzec bezkresną równinę ze spękaną ziemią pokrytą białym nalotem. Wygląda jak pustynia, a okazuje się, że to jest właśnie…

  • Afryka,  El Jem,  Matmata,  Tunezja

    Al Dżamm, Berberowie i pustynna karawana, czyli pierwszy dzień wyprawy na Saharę

    Wyjazd jest o 6:30, więc wczesna pobudka. Ciężko się dobudzić, jednak perspektywa tego, co mamy zobaczyć stawia nas w pełnej moblizacji. Restauracja już otwarta, wpadamy na szybkie śniadanie. Jest kawa, jajka i tona fracuskich rogalików. Jako że ja o tej porze niczego nie przełknę, sprytnie pakuję kilka crossaintów na drogę. Nie jesteśmy sami, z naszego hotelu jedzie kilka osób. Autobus oczywiście się spóźnia, i to ponad pół godziny. Po drodze odwiedzamy kolejne hotele, by zgarnąć resztę wycieczki. Szczerze pisząc, pozostałe hotele nie robią dobrego wrażenia, niektóre mijane po drodze są już opuszczone, stojące szkielety wręcz straszą turystów. Szczerze pisząc, pozostałe hotele nie robią dobrego wrażenia, niektóre mijane po drodze są już opuszczone, stojące szkielety wręcz straszą turystów. Jedziemy w kierunku Sousse, gdyż tam ma dołączyć do nas nasz przewodnik, Mucha. Pan Mucha, a w zasadzie Muha (od Muhammad), zdążył już sobie wyrobić pewną renomę wśród polskich turystów. Na tunezyjskich forach…