Etiopia kościoły w skale
Afryka,  Etiopia,  Tigray

Etiopia – skalne kościoły Tigray

Słynne kościoły w Lalibeli to nie jedyne świątynie wykute w skałach. Podobne, choć innego typu, można zobaczyć także w rejonie Tigray. Jest ich tu podobno ponad sto i nie wszystkie jeszcze zostały odkryte. Wydrążone w górskich ścianach nie są tak łatwo dostępne, jak te w Lalibeli. By się do nich dostać, trzeba pokonać górskie strome szlaki, nierzadko wspinając się po pionowych ścianach. Jeszcze nieco ponad sto lat temu świat zewnętrzny nie miał o nich pojęcia, tak dobrze były poukrywane! Nikt nie wie, ile lat dokładnie liczą. Według lokalnej tradycji większość została zbudowana przez legendarnych królów Abrehę i Atsbę, w VI wieku naszej ery, jednak prawdopodobnie stało się to kilkaset lat później. Tak czy siak – są bardzo stare i kryją w sobie wiele tajemnic. Skalne kościoły Tigray w jeden dzień to opcja dla tych, którzy mają ograniczony czas.

Z pewnością zadziwiający jest fakt, iż w połowie lat 60. XX wieku wiedziano o zaledwie ośmiu czy dziewięciu takich świątyniach. Dopiero publikacja etiopskiego badacza z 1966 roku ujawniła istnienie ponad stu starych kościołów, z których większość wciąż była czynna. Są one skupione w kilku grupach, skoncentrowanych wokół niewielkich wiosek, oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Które skalne kościoły Tigray można zobaczyć w jeden dzień? O tym już za chwilę.

JAK DOJECHAĆ DO KOŚCIOŁÓW TIGRAY I GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ

W ten rejon najlepiej udać się z Aksum lub z Mekele. Miejscowością, która leży u wrót górskich kościołów jest Hawzen i to tu można się ewentualnie zatrzymać na noc przed wyprawą. Wybór hoteli czy miejsc noclegowych jest niewielki. Najsłynniejsze to Gheralta Lodge oraz Korkor Lodge (100-150 USD za noc, ta znajduje się blisko wioski Megab), przy czym o wiele bardziej polecana jest ta pierwsza. Obydwa hotele należą do włoskich rodzin, ta pierwsze jest ciut tańsza, podobno ma lepsze jedzenie i szczyci się tym, że zatrzymali się tu Brad oraz Angelina we własnej osobie. Średnio cena za pokój ze śniadaniem waha się tu pomiędzy 50 a 100  USD, co może nie jest fortuną, ale i opcją budżetową też nie.

W  Hawzen znajdziecie kilka innych hotelików za mniejsze pieniądze, jak np. Vision Hotel i ten mogę polecić jako alternatywę. Pokoje spore, wyposażenie podstawowe, ceny wahają się między 330 (43 zł) a 700 (90 zł) birrów za pokój. Do śniadania kawa oraz herbata, jedzenie bardzo dobre. Właściciel mówi bardzo dobrze po angielsku, może zorganizować zwiedzanie kościołów. Numery kontaktowe: 0924293324 lub 0914728813.

Inną opcją jest Tourist Hotel, tańszy, pokój 2-osobowy kosztuje 300 birr (40 zł), jest ciepła woda. W barze dostępne jest wifi, a personel również pośredniczy w organizacji wycieczek. Poza tym, możecie sprawdzić Tsego Gebre Gergis Pension (ceny 250-350  birrów, naprzeciwko restauracji Geralta), Green Hotel (ceny 250 birrów, opcja bardzo budżetowa) oraz Habesha Hotel (ceny 250-430 birrów, względnie nowy obiekt, budżetowy). Namiary na te ostatnie znajdziecie w przewodniku Lonely Planet.

W czeluściach Internetu z pewnością dokopiecie się także do Adulis Hotel. Jednak ten zbiera niezbyt pozytywne opinie, a i cena nie zachęca, aż 175 birrów za pokój 1-osobowy.

co zobaczyć w Etiopii

Jednak tak naprawdę wcale nie trzeba tu spać, by kilka z tych kościołów zobaczyć. Można wykupić jednodniową wycieczką z Mekele lub z Aksum i my właśnie tak zrobiłyśmy. Jeśli chcecie zyskać na czasie, takie rozwiązanie na pewno się sprawdzi. Na podstawie pozytywnych opinii zdecydowałyśmy się na firmę Teddy Zion Tours i był to bardzo dobry wybór. Wycieczka obejmowała transport z Aksum, zwiedzanie z przewodnikiem, lunch oraz transport do Mekele. Jak się okazało, tego dnia byłyśmy jedynymi chętnymi, więc w zasadzie był to tzw. private tour.

Teddiego, czyli właściciela biura, poznałyśmy już w Aksum, gdzie zaprosił nas na przyjęcie weselne (z wielkim żalem musiałyśmy odmówić) oraz na kolację, z zaproszenia na którą skorzystałyśmy. Teddy pochodzi z Erytrei, jednak już od wielu lat mieszka w Etiopii. W czasie wycieczki niestety nie mógł nam towarzyszyć, jednak kilkukrotnie dzwonił w czasie jej trwania, by upewnić się, czy wszystko w porządku. Dodatkowo zorganizował nam bezpłatny transfer na lotnisko w Mekele, co naprawdę było miłym gestem. Jedynym minusem w tych wszystkich zasłużonych “achach” i “ochach” może być oczywiście cena, ale jak to w Etiopii, takie usługi są niestety drogie. Za wycieczkę trzeba było zapłacić 125 USD za osobę. Dodatkowo u tej firmy wykupiłyśmy również 3-dniową wycieczką na wulkan Erta Ale oraz Pustynię Danakilską, co kosztowało 325 USD na osobę i było akurat całkiem rozsądną ceną w naszym przypadku.

skalne kościoły Tigray w jeden dzień

Jeśli jednak nie zależy Wam na czasie i chcecie zbić koszty, możecie rozważyć opcję samodzielnego przybycia do Hawzen. Jak to zrobić? Oczywiście skorzystać z transportu publicznego. To, co musicie najpierw zrobić, to dostać się do miejscowości Wukro. Z Mekele kursuje sporo minibusów, bilet kosztuje około 26 birrów, czas przejazdu 1 godzina. W Mekele znajdziecie również bezpośrednie busy do Hawzen, koszt biletu to 48 birrów, czas przejazdu 2 i pół godziny. Uwaga, bezpośrednie busy odjeżdżają z Dworca Północnego, a nie z centrum.

Dojazd z Aksum jest już bardziej skomplikowany. Podróż z Aksum do Wukro trwa 4 godziny i wymaga przesiadki w miejscowości Adigrat. Nie ma bezpośredniego autobusu. Z Aksum najpierw trzeba dojechać do Adwy, przejazd trwa 30 minut, koszt 10 birrów. Z Adwy do Adigrat dostaniecie się w 3 godziny za 50 birrów, natomiast z Adigrat do Hawzen podróż trwa 2 godziny i kosztuje 40 birrów. Inną opcją jest podróż również do miejscowości Adwa, a stamtąd przez Workamba oraz Tembien do Hawzen. Na tej trasie nie tak dawno położono asfalt, więc przejazd trwa 3 godziny. Minibusy na trasie Adwa – Adigrat oraz Adigrat – Hawzen kursują często, przynajmniej raz na godzinę. Jeśli bus się zapełni, odjeżdża. Unikajcie tzw. normalnych autobusów (tych wyższych), bowiem zatrzymują się niemalże co kilometr, a rozładunek czy załadunek towarów trwa długo.

Ciekawą opcją, szczególnie dla większej grupy, jest tzw. zakontraktowanie minibusa. W zasadzie można to zrobić na każdym dworcu, średnia cena to 2500 birr za dzień, co daje około 315 zł. Podróż z Aksum do Hawzen w tym wypadku zajmie pół dnia, powrót tyleż samo. Kierowca oraz paliwo są wliczone w cenę. Można także spróbować zakontraktować pojazd na podstawie ceny za pojedyncze miejsce i tak np. bilet z Adigrat do Hawzen kosztuje 40 birrów, w busie mamy 12 miejsce, więc finalna cena powinna wynieść 480 birrów, co daje jakieś 60 zł. Świetny deal! Z takiej opcji, w zasadzie nieświadomie, skorzystałyśmy w Harer.

skalne kościoły Tigray w jeden dzień

Pamiętajcie, że bez przewodnika nie da rady dostać się do skalnych kościołów Tigray. Po pierwsze – bardzo trudno owe przybytki namierzyć, po drugie – mnich, opiekujący się świątynią i tak Was nie wpuści, więc szkoda zachodu. Jeśli nie chcecie wykupić wycieczki w hotelu, w którym się zatrzymaliście, możecie udać się do Megab, gdzie mieści się Gheralta Guides Asssociation. To taki nieformalny kolektyw, niektórzy mogliby rzec, że kartel, który działa w owej wiosce, na południe od Hawzen. Stowarzyszenie mianuje przewodników dla wszystkich kościołów w Gheralcie. Opłata wynosi 14 USD za grupę złożoną z maksymalnie trzech osób i od tego momentu rośnie. Choć wydaje się to świetnym sposobem na generowanie dochodu dla społeczności, niefortunna prawda jest taka, że ​​nie do końca tak to wygląda. Zamiast promowania regionu i zachęcania turystów do jego odwiedzenia, koszty mogą odstraszać, bowiem nierzadko odwiedzający traktowany jest jako chodzący bankomat. A to trzeba zapłacić za przewiezienie torby, a to za pomoc we wspinaniu. Dlatego na początku dobrze jest określić i ustalić, czego się oczekuje i za co trzeba będzie zapłacić. Do Megab w poszukiwaniu przewodnika najlepiej udać się bajajem (10 km), przejazd trwa tylko 20 minut i kosztuje 10 birrów od osoby.

Wynajęcie przewodnika na dzień to koszt około 600 birrów (75 zł), dodatkowo dochodzi do tego jakiś pojazd. Wynajęcie samochodu (busik 8 miejsc) z kierowcą po negocjacjach może wynieść 1200 birrów (150 zł). Jeśli przyjdzie Wam do głowy wynajęcie tuktuka do trzech najsłynniejszych kościołów Abuna YemataMaryam Korkor oraz Daniel Korkor, to zapewne się to nie uda. Wyglada na to, że na tych drogach obowiązuje zakaz dla tego typu pojazdów, nałożony przez policję. To są przykładowe opcje i ceny, warto dowiedzieć się u źródła i ponegocjować.

By zobaczyć dwa mniej popularne kościoły Debre Tsion oraz Abune Gebre Mikael (warto!), można w Megab wynająć taksi-motocykl za około 500 birrów, czyli 63 zł. Inną opcją dotarcia do tego drugiego jest minibus do miejscowości Koraro za 10 birrów, gdzie można rozejrzeć się za przewodnikiem i skąd czeka nas już podejście pod górę do samego kościoła.

Najpopularniejsze kościoły, czyli wspomniane już Abuna YemataMaryam Korkor oraz Daniel Korkor spokojnie można zobaczyć w jeden dzień. Pamiętajcie, że do opłaty za przewodnika trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla mnichów za otwarcie kościoła, nierzadko napiwki dla skauta (który podobno jest wymagany), czasem dla przewodnika (mimo, że opłacony) oraz za pomoc przy wspinaniu, jeśli z takowej skorzystacie.

Musicie też wiedzieć, że do niektórych kościołów kobiety nie mają wstępu i tak jest w przypadku słynnego Debre Damo. To w zasadzie stary klasztor, położony na niesamowitej i trochę dziwnej górze o płaskim szczycie, ale pionowych ścianach. Dostępny jest tylko i wyłącznie za pomocą liny zrzucanej z góry. I to właśnie po jednej z nich trzeba się wspiąć, by dostać się do środka świątyni. Ów klasztor można zobaczyć po drodze z Aksum do Hawzen. Zatem które skalne kościoły Tigray da się zobaczyć w jeden dzień?

kościoły Tigray z jakim biurem

ABUNA YEMATA GUH, CZYLI WSPINACZKA BYĆ MUSI

Abuna Yemata to chyba najsłynniejszy i jeden z piękniejszych kościołów Tigray, a i samo wejście, a raczej wdrapanie się, dostarcza nie lada emocji. Tutaj musimy zmierzyć się z 7-metrową ścianą. Świątynia znajduje się na wysokości 2580 m n.p.m., znana jest z kopuły i przepięknych malowideł ściennych. Według miejscowej legendy została wykuta w V lub VI wieku i poświęcona Abunie Jemacie, jednemu z Dziewięciu Świętych. Stanowili oni grupę misjonarzy, którzy byli ważni w początkowym rozwoju chrześcijaństwa w dzisiejszej Etiopii pod koniec piątego stulecia. Tradycyjnie uważa się, że pochodzili z Rzymu, Konstantynopola oraz Syrii.

Na miejsce docieramy o 9:00 rano (tak, tak, pobudka jest bardzo wcześnie, bo z Aksum jest kawałek) i od razu po zaparkowaniu ruszamy na szlak. Przewodnik dołącza do nas po drodze. Pierwszy odcinek to dość ostre męczące podejście, podczas którego szybko możemy podziwiać niesamowite widoki z góry. Ten odcinek to jeszcze mały pikuś. Po drodze mijamy grupkę kobiet, która właśnie wraca ze świątyni.

Po około 30 minutach marszu i podejścia, stajemy przed wspomnianą już 7-metrową pionową skałą. I oto w mych oczach pojawia się przerażenie, zwątpienie i panika zarazem… bo przecież w życiu wspinaczki nie uprawiałam. Na szczęście dla tych mniej wprawionych do dyspozycji jest uprząż oraz lina, choć i to niewielkie dla mnie pocieszenie. Wspinanie odbywa się na bosaka, po pierwsze łatwiej, po drugie i tak do kościoła w obuwiu wstęp wzbroniony. U mnie opcja na twardziela zdecydowanie odpada, więc na ścianę wchodzę w dostępnym ekwipunku w asyście kilku panów. Nieraz trzeba pokombinować, bo ułożenie stóp wcale nie jest oczywiste. Czasami trzeba się odpowiednio skręcić czy przełożyć nogę, by móc dać kroka w przód lub tył. Asysta jest fantastyczna, bowiem panowie doskonale wiedzą, jak ułożyć ciało, by się w tym wszystkim nie zaplątać. I tak oto, na ogromnej adrenalinie, pionowa ściana zostaje zdobyta…. a to jeszcze nie koniec atrakcji.

Jeśli myślicie, że tam na górze, na widocznej skałce to już koniec trzęsawki, to się bardzo mylicie. Do pokonania są jeszcze dość wąskie półki skalne ze sporą ekspozycją, a w pewnym miejscu trzeba nawet zrobić krok, czy nawet mały skok nad szczeliną w skałach, czyli niewielką przepaścią, co prawda niedużą, ale zawsze to jednak dziura w stabilnym podłożu. Jednak w końcu, kiedy już docieramy na szczyt, widok dosłownie zapiera dech w piersiach, jesteśmy tam (!), pośrodku 300-metrowej wolnostojącej skały! Teraz wystarczy przejść po półce skalnej, która w porównaniu do poprzedniej wspinaczki nie jest aż tak przerażająca i możemy wejść do środka! W tym momencie jesteśmy jedynymi turystami w tym miejscu (inne grupy były tu przed nami). Uwaga, należy pamiętać o odpowiednim ubiorze, zasłonić nogi oraz ramiona, przywdziać na głowę jakieś okrycie, choć bez tego ostatniego też można wejść.

Drzwi do kościoła pilnuje mnich bądź ksiądz, który za odpowiednią opłatą, nam je otworzy. Odpowiednia opłata w naszym przypadku to 50 birrów za osobę, czyli jakoś niewiele ponad 6 zł. Podobno standardowo płaci się 150 birrów, jednak od nas nikt tego nie wymaga. A w środku niewielka przestrzeń, w zasadzie mała jama czy też jaskinia w górskiej skale, służąca jako święty przybytek.

Obrazy na ścianach oraz na kopule kościoła są zachowane w całkiem dobrym stanie. Zdecydowanie więcej widać tu malowideł, przedstawiających postaci ze Starego Testamentu niż z Nowego. Suche powietrze i brak wilgoci zachowały te freski w ich pierwotnej doskonałości. Obrazy pochodzą z początkowych śladów chrześcijaństwa w Etiopii, a ich tematyka kręci się wokół wspomnianych już Dziewięciu Świętych oraz dwunastu apostołów. Najstarsze ikony mają postać dyptyków oraz tryptyków i pochodzą z XV wieku. Pomieszczenie niewielkie, a jednak symbolika oraz ilość szczegółów ogromna.

Jeszcze bardziej zadziwiające jest to, że w każdą sobotnią noc mieszkańcy pobliskiej wioski wspinają się po klifie bez lin, w ciemnościach, około północy i pozostają w kościele, modląc się do ósmej rano. Przez cały czas stoją, podpierając się długimi laskami, którymi także uderzają w ziemię, w rytm bębnów kościelnych podczas całej ceremonii, podczas śpiewania oraz intonowania. Ten kościół naprawdę żyje i ciągle jest użytkowany.

Cały trud i wysiłek zdecydowanie wart jest tego, by to miejsce zobaczyć na własne oczy. I tak, jak to zwykle bywa, zejście jest nieco trudniejsze niż wejście, przynajmniej w moim przypadku. Mam jednak chwilę by zebrać się w sobie, musimy bowiem poczekać na linę, która nie wiedzieć czemu powędrowała na sam dół. W zasadzie to nawet rozważamy opcję bez, bo przecież przed nami jeszcze sporo górskiej adrenaliny na innym szlaku. Po 30 minutach sprzęt wraca jednak na miejsce i można rozpocząć schodzenie, schodzenie okupione małym atakiem paniki. I może nie ma się czym chwalić, bo twardzielka gdzieś ze mnie na chwilę wyparowała, niemniej duma jest z tego, że w ogóle dałam radę. I tak, by Was trochę zainspirować, ujawnię fragment mojego popisu i dodam na pocieszenie, że jeszcze nikt od tej pionowej ściany w zasadzie nie odpadł.

Oczywiście za taką pomoc zapłata się należy, tzn. jest presja, by ją jednak uiścić. I tutaj generalnie dajemy według uznania, choć i także według tego, co mamy w portfelu. Łączna kwota, którą wręczamy szefowi całej ekipy to 250 birrów, czyli jakieś 32 zł. Tragedii więc nie ma.

LUNCH W MEGAB

Po tak wyczerpującym początku dnia należy się mały odpoczynek i coś, by uzupełnić kalorie. Na lunch jedziemy do pobliskiej wioski Megab. Tam w lokalnej knajpce nasz przewodnik zamawia porządne kanapki oraz coś do picia, oprócz wody na stole pojawia się także słynna etiopska kawa, parzona w tradycyjny sposób. W kanapce ląduje całkiem spory omlet wraz pomidorami i cebulką. Całość przygotowywana jest dosłownie na naszych oczach. Pani z obsługi odpala mini kuchenkę czy raczej palenisko, by wszystko odpowiednio obrobić w wysokiej temperaturze.

DANIEL KORKOR ORAZ MARYAM KORKOR, CZYLI KOLEJNE PEREŁKI TIGRAY

Kolejne skalne kościoły Tigray, które chcemy zobaczyć tego samego dnia leżą po przeciwnej stronie góry z Abuna Yemata. Daniel Korkor oraz Maryam Korkor to kolejne dwie świątynie w rejonie Tigray w naszym planie. Spokojnie jest to do zrobienia podczas tej samej wycieczki, co Abuna Yemata. Obie świątynie leżą w niewielkiej odległości od siebie, dzieli je mniej więcej 7-minutowy spacer. Te również ukryte są w górach, a szlak jest niezwykle malowniczy. Tym razem trasa jest bez wspinaczki z liną, ale droga, jaką trzeba pokonać zajmuje jakieś 3-3,5 godziny pod górę, więc można się porządnie zmęczyć.

W drodze na szlak niespodziewanie dołącza do nas pan skaut i jak tłumaczy nasz przewodnik, jest to obowiązkowe. Nie do końca jednak wiem, czy jest to prawdą. Po drodze spotykamy inną grupę, w której są nasi znajomi Słoweńcy z gór Simien, i ta oto grupa porusza się bez dodatkowej ochrony. Natomiast w przewodniku LP widnieje info o konieczności zabrania także skauta. Ten nasz jest oczywiście bardzo sympatyczny, pomaga, asekuruje, co jak się domyślacie nie jest za darmo. Po zakończonym trekkingu jest jasne, że należy wręczyć mu napiwek. Jak się okazuje, 50 birrów nie jest satysfakcjonującą kwotą, jednak na więcej banknotowo nie jesteśmy zwyczajnie przygotowane. Oczekiwana kwota to minimum 150 birrów, wówczas będzie to w porządku. Niestety w Etiopii jest tak, i to w zasadzie podczas każdej wycieczki, iż obsługa czy też właśnie skauci spodziewają się napiwków. Za swoją pracę dostają naprawdę marne grosze, bowiem większość kwoty i to niemałej, zgarnia po prostu lokalne biuro.

Daniela Korkor znajduje się na skraju skalnej góry, na którą trzeba się niejako wdrapać. Wędrówka do tych dwóch kościołów rozpoczyna się stromym nachyleniem, które wiedzie przez komin kanionu, po drodze trzeba pokonać coś w rodzaju skalnych schodów. Po około 20-30 minutach, w zależności od szybkości pokonania tego odcinka, docieramy do płaskiego grzbietu z niesamowitym widokiem z tyłu góry, z widokiem na jeden z najsłynniejszych wykutych w skale kościołów, Abuna Yemata Guh. Następnie ścieżka prowadzi dalej w górę, także po skałach, które bywają śliskie.

Kościół Daniel Korkor znajduje się już na szczycie, jednak nie na samym płaskowyżu, a w skalnej ścianie, do której prowadzi wąziutka dróżka z dużą ekspozycją. Wejście do wnętrza jest niezwykle dobrze schowane i jeśli nie wiecie, gdzie się znajduje, to tu nie traficie, no chyba że naprawdę przypadkiem. Drzwi wychodzą na równinę Hawzen, a widok z tej perspektywy przyprawia o zawrót głowy. Można tu zrobić jedne z najlepszych zdjęć doliny i okolicy. Ten kościół jest stosunkowo rzadko używany, dlatego o naszym przybyciu trzeba powiadomić mnicha.

To on oczywiście otwiera drzwi, jak się domyślacie, za odpowiednią opłatą, dla niego też przecież biznes i jedno ze źródeł utrzymania. Podobno niektórzy kapłani nigdy nie opuszczają świątyń, nie schodzili z gór od 30 czy 40 lat. Nasz przewodnik oraz skaut, jak się okazuje, są wierzący i praktykujący, więc przed wejściem do świątyni całują krzyż, podany im przez mnicha.

Wewnątrz kościoła Daniel Korkor znajdują się dwie komnaty, w których podobno mieszkało dwóch mnichów, zanim zostały one przekształcone w kościół. Zewnętrzna komora jest wypełniona żywymi obrazami w jasnych pastelowych kolorach na białym tle, które zdecydowanie różnią się od tych w Abuna Yemata. Zostały one wykonane naturalnymi pigmentami jagodowymi, które w jakiś cudowny sposób przetrwały próbę czasu. Chociaż ten kościół jest malutki, jest nie mniej ekscytującym doświadczeniem, a widoki górskie powalają wręcz na kolana.

W niewielkiej odległości od Daniel Korko znajduje się inny kościól Maryam Korkor. W zasadzie mija się go po drodze do tego pierwszego. Ten nie jest ukryty w jaskini, jedynie częściowo w niej umieszczony, posiada normalną bieloną fasadę. Do środka wchodzi się oczywiście bez obuwia, kobiety i mężczyźni mają oddzielne wejścia. Drzwi otwiera ten sam mnich, zapala najpierw świecę, a potem leniwie zasiada na jednej z ławek i w zasadzie przysypia.

Wnętrze kościoła jest o wiele większe i bardziej imponujące niż Abuna Yemata Guh, jednak malowidła zostały tu w większości uszkodzone przez wodę. Przestrzeń jest tu ogromna, wielkie grube filary, piękne łuki oraz kopuły w kształcie krzyża robią wrażenie. Jest to jeden z największych skalnych kościołów w tym regionie.

Co ciekawe, sam kościół ma kształt krzyża. Jego freski, które mogą pochodzić z XII lub XIII wieku (niektórzy twierdzą, że są jednak młodsze i powstały w XVII), mogą być jednymi z pierwszych zidentyfikowanych w Etiopii. Można tu podziwiać Chrystusa w jego majestacie, ciężarną Maryję, Adama i Ewę oraz liczne przedstawienia zwierząt. Zachował się tu rękopis Życia i cudów Daniela z Korkora. Pierwsze naukowe wydanie tego tekstu opublikowano w 2014 roku.

Maryam Korkor jest częścią klasztoru, w którym mieszkało niegdyś kilku mnichów. W kościele w Etiopii mnisi żyją solo, żyją w celibacie. Ten, który otwiera nam drzwi, mieszka na tej górze od 70 lat. Przybył tu, kiedy miał 14, a obecnie jego wiek to 84 lata. Dla niego w górach nic się nie zmienia. Największą zmienną jest życie zaprzyjaźnionej wielopokoleniowej rodziny, która produkuje dla niego żywność oraz wodę. Mieszkał tu kiedyś z innymi mnichami, ale oni odeszli i został sam.

Do samochodu wraca się tą samą drogą, a więc po raz kolejny można napawać się tym, co dookoła. Zejście trwa zdecydowanie krócej niż wejście. Po zakończonym zwiedzaniu kierowca z Teddy Zionn Tours zawozi nas prosto do Mekele, gdzie zatrzymujemy się w sympatycznym Parrot Guest House.

Będąc w Etiopii, a szczególnie na jej północy, rejon Tigray i jego jaskiniowe kościoły to punkt obowiązkowy. Skalne kościoły Tigray w jeden dzień będą dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na rozszerzenie planu. Jeśli jednak macie więcej czasu, polecam zatrzymać się tu na dłużej. Będziecie mieli szansę dotarcia do tych przybytków, które znajdują się naprawdę poza utartym szlakiem.

Szczególnie żałuję, że nie udało mi się zobaczyć Abuna Gebre Mikael, w którym dobrze zachowane niebiesko-żółte freski nadają temu miejscu szczególnego uroku. Tego kościoła nie ma nawet na mapie, jest dobrze ukryty, schowany przed światem. Patrząc z perspektywy czasu, jest to jedyna rzecz, którą zmieniłabym w swoim trzytgodniowym planie podróży. Zamiast 6 dni na Dolinę Omo, poświęciłabym na nią 5, a ten dodatkowy dzień przeznaczyłabym na rejon Tigray. Plan możecie sprawdzić, klikając  na link poniżej.

 

Etiopia na własną rękę

Zródło Pinterest: https://pin.it/dmk7mi5k2xp55x

One Comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *