co warto zobaczyć w lubelskim
Europa,  Lublin,  Polska

Lubelskie poza utartym szlakiem, czyli skarby Roztocza Wschodniego oraz Ziemi Hrubieszowskiej

Skąd pomysł na taki wpis? Przyznam szczerze, że z mojej niewiedzy. Spojrzałam na mapę i znalazłam obszar, o którym nic nie wiedziałam. Stwierdziłam, że to dobry pomysł, by zbadać te rejony osobiście, a znaleziskami podzielić się ze światem. Oto Lubelskie poza utartym szlakiem. Zabieram Was na ziemię skamieniałych drzew na Roztoczu Wschodnim, do zapomnianych cerkwi pogranicza oraz do Wioski Gotów w Kotlinie Hrubieszowskiej. Dodatkowo podpowiem, co jeszcze warto zobaczyć w tych okolicach.

Patrząc na mapę województwa lubelskiego zastanawiałam się, jaki region Wam pokazać. Zależało mi na tym, by były to miejsca mniej znane i jeszcze nie do końca odkryte. I tak, jak Wielokulturowy Nurt Bugu zdobył już swoją sławę i coraz więcej osób tu dociera, to południowa część Lubelskiego stanowi niejako białą plamę na turystyczno-blogerskiej mapie… bo czy mówią Wam coś takie nazwy, jak Masłomęcz, Chłopiatyn, Myców czy Siedliska? Szczerze przyznam, mi nie mówiły.

Z pewnością wiele z Was odwiedziło już kiedyś Roztocze. A jeśli nie, to na pewno o nim słyszało. I nic dziwnego, gdyż ta zielona ostoja Lubelszczyzny przyciąga piękną dziewiczą przyrodą, ciszą i spokojem. Jednak czy ktoś z Was sprawdzał, co kryje się dalej? Gdy opuścimy Zamość czy Hrubieszów i ruszymy na południe, znajdziemy się w krainie nieznanej, jeszcze nie odkrytej dla szerszego grona wojażerów. I zdawać by się mogło, że tam nic już ciekawego zobaczyć nie można. Nic bardziej mylnego i właśnie teraz postaram się to udowodnić. Zabiorę Was do miejsca unikatowego w skali światowej, pokaże Wam perełki drewnianej architektury sakralnej, ukryte naprawdę na przysłowiowym końcu świata oraz opowiem o ziemi, pełnej skarbów z okresu neolitu aż po czasy naszej ery.

Siedliska – ziemia skamieniałych drzew

Siedliska niedaleko granicy polsko-ukraińskiej to niewielka wieś na Roztoczu Wschodnim w gminie Lubycza Królewska. Niewielka, jednak skrywa coś ogromnego. Jest to jedno z czterech miejsc na kuli ziemskiej, gdzie w tak dużych ilościach występują skamieniałe drzewa. Niesamowite prawda? Pozostałe miejsca to stan Arizona w Ameryce Północnej, Argentyna oraz wyspa Lesbos w Grecji. W 2003 roku otworzono tu Muzeum Skamieniałych Drzew, w którym takie okazy można zobaczyć na własne oczy. Waga najcięższego eksponatu dochodzi aż do 500 kg! To jednak nie wszystko. Powstała tu ścieżka kulturowo-przyrodnicza o nazwie Szlakiem Skamieniałych Drzew. Jej długości to 2 km.

Siedliska są najdalej na południe wysuniętą wsią województwa lubelskiego. Jej początki sięgają aż XV wieku. W czasach największej świetności, czyli pod koniec XIX wieku oraz w pierwszej połowie XX wieku, Siedliska należały do rodu Sapiehów. Znajdował się tu wówczas pałac wraz z parkiem. Sapiehowie bardzo dbali o swoje ziemie oraz o miejscową ludność, zakładając szkoły, wprowadzając elektryczność. Na początku XX wieku książę Paweł Sapieha ufundował cerkiew unicką oraz kaplicę przypałacową, gdzie obecnie stoi kościół. Obie świątynie przetrwały do dziś, jednak pałac i inne zabudowania dworskie zostały zniszczone podczas wojny.

atrakcje Roztocza

Co to są skamieniałe drzewa i skąd się wzięły

Chodzi tu o skrzemieniałe pnie drzew. W ich wnętrzu znajduje się krzemionka. W muzeum zobaczycie przekrój takiego pnia, gdzie bardzo dobrze widać, co obecnie znajduje się w środku. Drewno zostało wypłukane z wnętrza, a w jego miejsce weszła właśnie krzemionka. Widać bardzo dobrze słoje oraz sęki i tak to zostało zachowane. Wiek geologiczny tychże drzew to 13-14 mln lat, choć niektóre źródła podają nawet 18 mln. Jest to okres miocenu, który był epoką wielkich przemian geologicznych skorupy ziemskiej. Trwał w okresie od 23 mln do 5 mln lat temu.

Skamieniałe drzewa, który w Siedliskach obecnie możemy podziwiać, rosły tu właśnie w okresie miocenu. Wówczas klimat na tym terenie był bardzo ciepły oraz istniało tu morze. W tym czasie tworzyły się Karpaty, Bieszczady, zachodziły procesy wulkaniczne. Skamieniałe drzewa powstawały w takich oto warunkach, bez dostępu tlenu, przysypane popiołami, zalane wodą. Drewno nie podlegało rozkładowi tylko skamienieniu.

Skamieniałe drzewa występują w ziemi. Tam, gdzie prowadzi się prace rolne typu orka, wydobywa się bardzo dużo takich kawałków. Wystarczy zatem pójść po prostu na pole czy do lasu, a na pewno skamieniałe drzewa się znajdą. Ludzie na tych terenach, nie tylko w Siedliskach, ale na całych Kresach Wschodnich, bardzo biednie żyli, cywilizacja docierała tu później. Musieli zatem korzystać z tego, co daje natura. Ten materiał używany był do wszystkiego, co się nazywało domem. Większość piwnic budowana była ze skamieniałych drzew, ale także schody, studnie czy inne elementy na terenie gospodarstwa.

Przy muzeum po drugiej stronie ulicy stoi dzwonnica z 1834 roku, gdzie można zobaczyć skamieniałe drzewo pod legarą. Wszystkie budynki, które były drewniane, jako podwaliny miały właśnie skamieniałe drzewa. Na takiej drewnianej warstwie układało się legary, co stanowiło swego rodzaju izolację.

Już w XV wieku o skamieniałych drzewach pisał sam Jan Długosz. Wówczas, jeszcze bez poważniejszych badań, nie do końca było wiadomo, jak takie twory powstały. Dlatego polski kronikarz głosił teorię nie do końca zgodną z prawdą. Twierdził, że jeśli ktoś tutaj przyjedzie, odłamie kawałek gałęzi i wsadzi ją w ziemię, to po pewnym czasie stanie się ona kamieniem. Oprócz Siedlisk, w których znajdowało się (i dalej znajduje) największe skupisko skamieniałych pni, można je było także znaleźć na Ukrainie, w Pruśnie, Potyliczu czy Hrebennem. Fragmenty zapisów Jana Długosza można przeczytać w muzeum.

Badania na tych terenach były prowadzone przez Akademię Górniczo-Hutniczą z Krakowa. Zrodził się pomysł, by tutaj utworzyć geopark z prawdziwego zdarzenia, jedyny taki w Polsce. Podczas badań stwierdzono, że gatunkiem, który uległ procesowi krystalizacji jest cypryśnik błotny. Przy leśniczówce można zobaczyć, jak takie drzewo wygląda. Ma ono igły podobne do tui, które na zimę zrzuca. Posadzono tu aż 100 drzewek cypryśnika.

Ścieżka kulturowo-przyrodnicza Szlakiem Skamieniałych Drzew

Gdzie można zobaczyć obiekty ze skamieniałymi drzewami? Oczywiście na wspomnianej już ścieżce kulturowo-przyrodniczej, na mapie której znajdziecie sześć punktów. Rozpoczyna się ona zaraz na początku wsi, gdzie na rozstaju dróg należy skręcić w lewo w kierunku kościoła. Znajdziecie tu parking, na którym można zostawić auto.

Szlak Skamieniałych Drzew prezentuje niezwykłe walory przyrodnicze oraz wyjątkowo burzliwą historię wsi Siedliska. Podczas spaceru dowiecie się więcej o dziejach wsi, a także o związanym z nią rodzie Sapiehów. Zatrzymacie się na terenie kościoła, gdzie znajdują się skamieniałe drzewa oraz odkryjecie cudowne źródełko. Ponadto droga poprowadzi Was obok kurhanu tatarskiego oraz pomnikowych dębów.

Pierwszym przystankiem na ścieżce jest kościół pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy z 1903 roku oraz dawny park dworski. Przy kościele wznosi się dzwonnica z ołtarzem, wyłożonym kawałkami skamieniałych drzew. Do tego figura Matki Bożej ustawiona jest na ogromnym pniu skamieniałego drzewa. Ulokowano tu także trzy takie „kamienie”, upamiętniające słynnych duchownych.

Kolejnym punktem na ścieżce jest wspomniane już stanowisko cypryśnika błotnego obok leśniczówki. Cypryśnik błotny nie usycha od nadmiaru wody. Wytwarza on specjalne korzenie, tzw. pneumatofory. Wyrastają one z pnia drzewa i jeśli woda się podnosi, to one również idą do góry, pobierając w ten sposób tlen do życia. Nieopodal stoją pomnikowe dęby oraz kapliczka św. Huberta. Jest to teren dawnego parku przypałacowego. Podążając w przeciwnym kierunku w stronę stawu, dojdziecie do kapliczki św. Antoniego, gdzie wybija małe źródełko. Niektóre elementy kapliczki zostały wyłożone skamieniałymi drzewami.

Trzecim miejscem na ścieżce jest Rezerwat Jalinka, który został utworzony w 2000 roku w Południoworoztoczańskim Parku Krajobrazowym. Oprócz rzadkiej roślinności można tu w glebie znaleźć fragmenty właśnie skamieniałych drzew.  Rezerwat znajduje się za torami kolejowymi, przy samej granicy państwowej.

Następnie szlak poprowadzi Was do Wzgórza Tatarskiego. Znajduje się tu kurhan, ukryty wśród drzew, usypany w kształcie półksiężyca. W tym miejscu pochowano Tatarów, poległych w czasie ich najazdu na te ziemie. A nękali oni te tereny przez stulecia, począwszy od XV wieku aż po wiek XVII, kiedy to Jan III Sobieski ostatecznie się z nimi rozprawił. W 1672 roku po zwycięskiej bitwie z Tatarami pod tutejszym dębem miał odpoczywać właśnie sam hetman.

Przedostatnim punktem na mapie tego szlaku jest miejsce naprawdę niezwykłe i to w dosłownym słowa tego znaczeniu. Mowa tu o źródłach rzeki Prutnik i Kapliczce na Wodzie. Podobno woda w tym miejscu posiada właściwości lecznicze, a poświadczyć to mogą osoby, które uzdrowień doznały, bowiem dochodzi do nich także i w czasach obecnych.

Oryginalnej kapliczki, jaką tu postawiono już nie ma. Obecna liczy sobie około 100 lat. Skąd ludzie dowiedzieli się o tych cudownych źródłach? Mówi o tym miejscowa legenda.

Otóż, rzecz działa się w XVII wieku. Pewien pasterz wypasał tu bydło. Któregoś dnia przypędził je do źródełka, aby zwierzęta napoić. I wówczas w tym miejscu objawiła się mu pewna postać. Kiedy pasterz ją zobaczył, uderzył ją po prostu batem. Ta wpadła do wody i się w niej rozpłynęła. Cała ta sytuacja bardzo go wystraszyła, więc nikomu nic nie powiedział. Jednakże wyrzuty sumienia bardzo go męczyły. Ostatecznie o całym zajściu opowiedział żonie oraz innym domownikom. W końcu rozniosło się to po całej wsi. Na terenach Kresów Wschodnich ludność zawsze była bogobojna. W postaci strąconej do wody upatrywano boskiej osoby. W podzięce za to, że nawiedziła to miejsce, postanowiono postawić kapliczkę. Tak się złożyło, że ów pasterz posiadał zdolności rzeźbiarskie. I to on także widział na własne oczy tajemniczą postać. Mógł więc ją odtworzyć. Zabrał się do pracy i wyrzeźbił postać Matki Bożej Sokalskiej. Wyrzeźbioną figurkę umieszczono w kapliczce.

co zobaczyć na Roztoczu

Owa kapliczka bardzo długo tu stała, przyjeżdżali ludzie z różnych stron. Modlili się, obmywali chore części ciała, doznawali uzdrowień. Można się więc spokojnie zamoczyć w tej wodzie, nie zaszkodzi, a może na coś pomoże. Można się także jej napić. W da się zaobserwować coś, co przypomina małe gejzerki. Z ziemi wydobywają się pęcherzyki powietrza, wyraźnie to widać. Dawniej oryginalna kapliczka była obwieszona kosztownościami, które ludzie zostawiali tu w podzięce. Stała ona tu do 1920 roku. Czas swoje robi i została zniszczona.

Na jej miejsce postawiono nową, którą można podziwiać do dziś. Co mieści się w środku? Objawienie, którego doświadczył pasterz, miało miejsce w dniu 22. maja. W obrządku grekokatolickim jest to dzień św. Mikołaja. Wówczas z cerkwi zabrano obraz obustronny, czyli taki, który służy do procesji. Z jednej strony widniał na nim wizerunek św. Mikołaja, a z drugiej Matki Bożej Wniebowziętej i właśnie ów obraz w jej wnętrzu umieszczono. Do pewnego czasu można było oglądać tu Maryję, jednak kiedy rozpoczął się konflikt polsko-ukraiński, zaczęto ów obraz obracać i obecnie w kapliczce zobaczycie wizerunek św. Mikołaja.

Ostatnim miejscem na ścieżce jest Muzeum Skamieniałych Drzew, w którym można dokładnie obejrzeć fragmenty znalezionych w okolicy. Przy muzeum po drugiej stronie ulicy stoi wspomniana już dzwonnica z 1834 roku. Tuż obok wznosi się piękna cerkiew św. Mikołaja, ufundowana przez księcia Pawła Sapiehę w 1901 roku. Jeśli będziecie mieć okazję, koniecznie zajrzyjcie do środka. Można tu zobaczyć ikonostas z przełomu XVII i XVIII wieku, pochodzący z dawnej cerkwi drewnianej.

Zdradzę Wam, że to jeszcze nie wszystko, co można zobaczyć w Siedliskach. Warto się tu pokręcić i pozaglądać w rożne zakamarki. Znajdziecie tu inne miejsca kultu oraz przepiękne krajobrazy Kresów Wschodnich. Tylko uważajcie, na terenie dawnego pałacu straszy! Dlaczego? Otóż, część dworu została dobudowana z materiału, pochodzącego z grobów tatarskich. Nikt wówczas się tym nie przejął. I co się okazało? W dworze nie dało się spać. Coś drapało, sapało, pukało, stukało… coś po prostu straszyło po nocach. Książę Paweł Sapieha ściągnął więc egzorcystów z różnych części Polski, później z Europy. Przyjeżdżali, odprawiali msze i różne inne ceremonie. Niestety nic to nie dało. W końcu po którejś próbie jeden z egzorcystów stwierdził, że najlepiej będzie tę część, którą dobudowano, zburzyć i przeznaczyć na budowę jakiegoś obiektu sakralnego. Książę tak właśnie uczynił. Część materiału przeznaczył na budowę cerkwi, która stoi obecnie naprzeciwko Muzeum Skamieniałych Drzew. Druga część poszła na budowę kościoła w 1903 roku. Ponoć i to nie poskutkowała i nie rozwiązało problemu. Do dnia dzisiejszego w miejscu, gdzie stał pałac, straszy.

co zobaczyć na Roztoczu

INFORMACJE PRAKTYCZNE
Muzeum Skamieniałych Drzew – godziny otwarcia: pon. – 10.00-14.00, śr. – 10.00-14.00, sobota – po wcześniejszym kontakcie telefonicznym (należy dzwonić od poniedziałku do piątku w godzinach 7.00-15.00). Kontakt telefoniczny pod numerem telefonu: 509 207 465. Od 05.10. muzeum czynne wyłącznie dla grup, po wcześniejszym kontakcie telefonicznym. Tak było w 2020 roku w czasie pandemii. Godziny otwarcia mogą ulec zmianie. Bilet normalny kosztuje 5 zł, ulgowy – 2,50 zł.
UWAGA
Od 1995 roku skamieniałe drzewa są objęte ochroną prawną. Nie można ich wywozić ani sprzedawać. Ma to zapobiec dewastacji tych terenów.

 

Co warto zobaczyć w okolicach Siedlisk

W tych okolicach zobaczycie o wiele więcej. Pierwszy przystanek można zrobić w Bełżcu. Warto zajrzeć tu do Muzeum – Miejsca Pamięci, mieszczącego się na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady. W Bełżcu stoi także piękna drewniana cerkiew św. Bazylego.

Dalej można także zajrzeć do Huty Lubyckiej, malutkiej wsi, gdzie zspotyka się kilka szlaków turystycznych. Jeden z nich zaprowadzi Was na najwyższe wzniesienie w województwie lubelskim, czyli Krągły Goraj. Jest to równocześnie trzeci najwyższy szczyt w polskiej części Roztocza po Wielkim Dziale oraz Długim Goraju.

Jadąc w stronę Siedlisk warto również zajrzeć do wsi Mosty Małe. Przede wszystkim znajdziecie tu najbardziej znane z pozostałości schronów Lini Mołotowa. Odkryć tu można aż 15 uszkodzonych obiektów. Jednak jest tu jeszcze coś, a mianowicie cerkwisko. Po drewnianej cerkwi niewiele zostało, natomiast zachowała się piękna dzwonnica oraz kamienny krzyż.

I to jeszcze nie koniec. Oto przed Wami dwa miejsca, które szczególnie warte są uwagi.

atrakcje Roztocza Wschodniego

Ruiny cerkwi św. Paraskewy w Kniaziach

O miejscowości Kniazie koło Lubyczy Królewskiej oraz znajdujących się tam ruinach cerkwi greckokatolickiej usłyszał cały świat od Warszawy po Hollywood. Stało się tak za sprawą kręconych tu scen do filmu “Zimna wojna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Był on nominowany do Oscara w 2019 roku w trzech kategoriach: „najlepszy film nieanglojęzyczny”, „najlepszy reżyser” oraz „najlepsze zdjęcia”.

Cerkiew pw. św. męczennicy Paraskewii wzniesiono tu w latach 1798-1806. Została jednak zniszczona podczas walk wojsk niemieckich i radzieckich w 1941 roku, a następnie spalona w 1944 roku. To, co pozostało to po prostu ruiny. W środku zobaczycie jeszcze fragmenty polichromii. Widoczny we wnętrzach fragment ikonostasu to element filmowej scenografii. Tuż przy cerkwi zachowała się parawanowa dzwonnica ceglana na 3 duże dzwony.

Przed kręceniem filmu wnętrze ruin wyglądało o wiele gorzej, ściany były pokryte różnymi napisami. Ekipa filmowa większość z nich wyczyściła. Większość, bowiem te, które nie łapały się w kadr, pozostały.

Do ruin prowadzi lekko mroczna tajemnicza droga, przy której znajduje się przycerkiewny cmentarz. Tworzy to niesamowity obrazek. Najpierw na horyzoncie zaczynają majaczyć krzyże, których jest coraz więcej i więcej, a następnie wśród drzew pojawiają się ruiny jakiejś olbrzymiej budowli. I kiedy człowiek staje w końcu przed jej wejściem, nie może wyjść z podziwu, że coś tak wspaniałego skrywa się w leśnym gąszczu. Na wspomnianym cmentarzu został pochowany ostatni z kniaziów.

Być może po tak wielkim filmowym sukcesie, miejsce to nie zostanie już zapomniane. Prace porządkowe będą kontynuowane, a ruiny przetrwają jeszcze długi czas.

Cerkiew w Hrebennem

Po drodze do Siedlisk z pewnością będziecie przejeżdżać przez Hrebenne. Tam warto zrobić przystanek i zajrzeć do pięknej drewnianej cerkwi św. Mikołaja. Malowniczo położona na wzgórzu jest jednym z ciekawszych zabytków Roztocza Wschodniego. Co ciekawe, odprawiane są tu msze w obrządku rzymsko- oraz grekokatolickim.

Cerkiew została wzniesiona pod koniec XVII wieku, przebudowano ją dwa stulecia później. Od razu w oczy rzuca się konstrukcja zrębowa i co ciekawe, wszystkie trzy części posiadają trzy kondygnacje. Obok cerkwi uwagę zwraca drewniana dwukondygnacyjna dzwonnica, którą zbudowano w tym samym czasie, co świątynię.

cerkwie Lubelszczyzny

Jeśli będziecie mieć okazję, koniecznie zajrzyjcie do środka. Niewielkie wejście oraz niski przedsionek zaprowadzi Was do niesamowitego wnętrza. Zachowała się tu polichromia z XVII i XVIII wieku. Warto zwrócić uwagę na jedną ze ścian, gdzie umieszczono wizerunki Chrystusa Pantokratora, dwunastu apostołów oraz Matki Bożej Orantki. Części starego ikonostasu widoczne są w ołtarzach bocznych. Są to ikony Chrystusa Nauczyciela i Matki Boskiej Hodegetrii. W 2001 roku w cerkwi umieszczono pełny ikonostas pochodzący z XVII oraz XVIII z ikonami, malowanymi na deskach.

cerkwie Lubelszczyzny

Zapomniane cerkwie pogranicza

Z drewnianych kolorowych cerkwi słynie przede wszystkim Podlasie. Drewniane budowle sakralne mamy także na Łemkowszczyźnie w Podkarpackim oraz Małopolskim. A czy wiecie, że i Lubelskie może pochwalić się takimi perełkami? Wzniesione przeważnie jako cerkwie unickie, były przejmowane przez prawosławie, by ostatecznie stać się świątyniami obrządku rzymskokatolickiego. Zobaczycie tu przepiękne drewniane konstrukcje, często trzykopułowe, co jest znakiem szczególnym tego regionu. Wśród nich znajduje się największa drewniana cerkiew w Polsce. Oto przed Wami zapomniane cerkwie pogranicza w województwie lubelskim.

Podczas mojej podróży dowiedziałam się także o trwających przygotowaniach Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Lubelskiego. Jest to naprawdę świeża informacja, pochodząca z tego roku. Na wniosek Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego wspólnie z Lubelską Regionalną Organizacją Turystyczną rozpoczął realizację tego projektu. Wstępnie zawiera on aż 35 obiektów, jednak lista nie jest jeszcze zamknięta.

Korczmin

Jadąc od strony Hrebennego koniecznie zatrzymajcie się w Korczminie. Znajduje się tu przepiękna cerkiew greckokatolicka pw. Objawienia Pańskiego. Usytuowana nieco z dala od zabudowań, zasłonięta drzewami, sprawia wrażenie naprawdę zapomnianej. Jak głosi wyryty tutaj napis, jest to najstarsza drewniana cerkiew Lubelszczyzny. Pierwsza wzmianka o stojącej tu świątyni pochodzi z 1531 roku. Budynek, który możemy podziwiać obecnie wzniesiono prawdopodobnie w 1658 roku. Pewne badania wskazują jednak na o wiele wcześniejszą budowę. Cerkiew była czynna do 1917 roku. Po roku 1947 została przejęta na krótki czas przez kościół katolicki, a następnie opuszczona.

Dopiero w 1990 roku zainteresowano się niszczejącą świątynią. Ruszyły prace konserwatorskie. Co ciekawe, cerkiew została całkowicie rozebrana, by wymienić stare uszkodzone elementy. Następnie kawałek po kawałeczku złożono ją na nowo. Odrestaurowano również wnętrze, które częściowo uległo zawaleniu. Od 2002 roku ponownie jest w użytku jako cerkiew greckokatolicka. W 2004 roku odbyła się rekonsekracja.

cerkwie Lubelszczyzny

 

Wyposażenie cerkwi zostało częściowo rozkradzione. To, co udało się uratować, przetransportowano do cerkwi parafialnej w Lublinie, do Muzeum Wsi Lubelskiej oraz od Muzeum Okręgowego w Lublinie i kościoła w Machnówku. Tutaj odnaleziono cudowny obraz Matki Boskiej Korczmińskiej, który umieszczono w cerkwi parafialnej w Lublinie. Jego kopia znajduje się w Korczminie.

Cerkiew znajduje się obecnie pod opieką parafii greckokatolickiej w Lublinie. Jest to obiekt zabytkowy, więc podlega ochronie. W Korczminie organizowane są różnego rodzaju spotkania transgraniczne oraz wydarzenia religijno-kulturalne, mające na celu pojednanie, mieszkających tu niegdyś narodów.

Budynin

Zaledwie 5 minut jazdy od Korczmina leży wieś Budynin, a w niej kryje się jedna z kilku trzykopułowych cerkwi w tym regionie, a mianowicie cerkiew pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. Świątynia znajduje się w środku wioski i obecnie pełni funkcję kościoła obrządku rzymskiego.

Została wzniesiona w 1887 roku pod wezwaniem Świętej Pokrowy. Przed nią stały tu inne świątynie, a wzmianka o pierwszej pochodzi z 1531 roku. Jej losy były podobne do losów innych cerkwi na pogranicznych terenach. Po akcji “Wisła”, kiedy wysiedlono większość ludności ukraińskiej, została opuszczona i zapomniana. Prawdopodobnie, choć nie są to informacje potwierdzone, przez przypadek wpadła w ręce prywatne osoby, która nabyła cerkiew wraz z działką. Po kilkunastu latach właścicielka przekazała obiekt parafii rzymskokatolickiej. Niestety w związku z tym wydarzeniem część głównego wyposażenia zniknęła w dziwnych okolicznościach i do tej pory się nie odnalazła. To, co pozostało, umieszczono w dzwonnicy, która stoi tuż obok cerkwi.

Cerkiew w Budyninie jest przykładem tradycyjnego budownictwa cerkiewnego na tychże terenach. To, co charakterystyczne to właśnie konstrukcja trójdzielna. Każda z części zwieńczona jest osobną kopułą, na szczycie której znajduje się latarnia. Zrębowa konstrukcja cerkwi zwęgłowana jest na tzw. jaskółczy bądź rybi ogon i stoi na ceglanej podmurówce. W jej wnętrzu można podziwiać polichromię z 1892 roku w stylu barokowym.

Myców

Kolejną cerkiewną perełkę znajdziecie w Mycowie, zaledwie 4 minut jazdy od Chłopiatyna. Tutaj wśród malowniczych pól stoi dawna grekokatolicka cerkiew pw. Świętego Mikołaja, która obecnie pełni rolę kościoła rzymskokatolickiego. Tereny tutaj aż proszą się o to, by przemierzać je na rowerze. Łagodnie pofalowany krajobraz, kolorowe pasy pól i zagajniki tworzą iście sielski obrazek. By dotrzeć do drewnianej cerkwi, trzeba zboczyć z głównej drogi i podążyć wąską dróżką polną. Kopułę świątyni widać już z daleka.

Cerkiew została wzniesiona w 1859 roku jako świątynia greckokatolicka. Po jakimś czasie została przejęta przez prawosławie. Po II wojnie światowej, kiedy zorganizowano akcję “Wisła”, stała się magazynem miejscowego PGRu, przez co doszło do jej dewastacji. Po 1963 roku została opuszczona i dalej niszczała. Zrujnowano także przycerkiewny cmentarz, w wyniku czego powstało tu po prostu gruzowisko. Niegdyś stała tu także pokaźna murowana dzwonnica, którą rozebrano.

Zwrot nastąpił dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy obiektem zaczęła interesować się Społeczna Komisja Opieki nad Zabytkami Sztuki Cerkiewnej. Usunięto gruzowisko, teren posprzątano, a sama cerkiew została wyremontowana i wróciła do użytku. W jej wnętrzu można podziwiać przepiękną polichromię z 1862 roku oraz częściowo zachowany ikonostas. Zobaczycie tu coś jeszcze, co jest dość nietypowe dla cerkwi greckokatolickich, a mianowicie podwójny chór.

Obecnie na placu przycerkiewnym znajdują się pozostałości dawnego cmentarza. Zobaczycie tu bardzo stare nagrobki, liczne krzyże kamienne, niektóre pochodzą z bruśnieńskich kamieniołomów. Zachowała się jeszcze brama cmentarna z cegły, choć jej stan jest raczej kiepski. Cmentarz usytuowany jest na czymś w rodzaju kopca, a na nim stoi wyróżniający się tu obelisk. Całość zdecydowanie wymaga prac konserwatorskich.

cerkwie Lubelszczyzny

Dłużniów

Wioska Dłużniów zdaje się leżeć naprawdę na końcu świata. Od Mycowa dzieli ją 12 minut podróży samochodem. Już na wjeździe na horyzoncie majaczą tajemnicze kopuły. Kiedy podążycie w ich kierunku, dotrzecie do drewnianej cerkwi greckokatolickiej pw. Podniesienia Krzyża Świętego. Miejsce robi ogromne wrażenie, człowiek nagle staje jak wryty. Budowla jest olbrzymia, a trzy kopuły zdają się sięgać nieba.

cerkwie Lubelszczyzny

Świątynia w Dłużniowie została wybudowana w 1882 roku  jako cerkiew unicka. Ulokowana na wzgórzu, otoczona drzewami, posiada sanktuarium zwrócone na wschód. Ze względu na swoje rozmiary uważana jest za największy drewniany obiekt cerkiewny w Polsce. Jej wysokość to 27 metrów, długość 25 metrów i do tego może się pochwalić prawie dziesięciometrową szerokością nawy. Dodatkowo jest to najwyższa cerkiew na Lubelszczyźnie, a być może i w Europie. Wewnątrz zachował się niekompletny ikonostas. Swego czasu została także wyremontowana.

Zobaczycie tu także murowaną przycerkiewną bramę oraz dzwonnicę, co w budownictwie cerkiewnym występowało bardzo często. Te w Dłużniowie są młodsze od samej cerkwi, bowiem postawiono tu je na początku XX wieku. Do kompleksu, otoczonego ceglanym, już zniszczonym, murem prowadzą schody, ozdobione czterema słupami. Obecnie świątynia pełni funkcję kościoła filialnego parafii rzymskokatolickiej w Żniatynie.

cerkwie Lubelszczyzny

Co warto zobaczyć w okolicach cerkwi pogranicza

Jeśli chcecie jeszcze bardziej przenieść się w czasie, odkryć miejsca zapomniane, koniecznie pojedźcie do przygranicznej opuszczonej wioski Wyżłów. Znajdziecie tu kolejną perełką cerkiewną, która niestety niszczeje i na naszych oczach po prostu się rozpada. Można zajrzeć do środka, jednak zalecam ostrożność. Jak to w takich miejscach bywa, klimat jest szczególny, trochę tajemniczy i mroczny, może się nawet pojawić gęsia skórka. Tu czas naprawdę się zatrzymał. Będzie to z pewnością podróż do przeszłości, podróż jednak trochę smutna.

Na terenie dawnej wioski zobaczyć można kilka wiekowych gospodarstw. Nie mieszka tu nikt, a w niektórych domach drzwi stoją na oścież. Koniec funkcjonowania wioski Wyżłów nadszedł wraz akcją “Wisła” i wywózką ludności ukraińskiej. Regulacja granicy w 1951 roku ostatecznie przypieczętowała jej losy. Uwaga, straż graniczna patroluje te okolice. Mogą zdarzyć się kontrole. Wiadomo, do samej granicy zbliżać się nie wolno.

Kolejnym miejscem, a raczej obiektem wartym uwagi jest niewątpliwie kaplica cmentarna rodziny Hulimków w Mycowie. Ulokowana jest niedaleko opisanej cerkwi, zaraz na końcu wioski w lesie. Idąc od cerkwi w kierunku północnym po prawej stronie zobaczycie małe wzgórze, na którym znajduje się stary cmentarz. Tutaj właśnie kryje się wspomniana kaplica grobowa w stylu secesyjnym. Niestety jej stan jest bardzo zły, czas zrobił tu swoje, wyposażenie wnętrza zostało zaś rozkradzione.

W nieco dalszej okolicy warto zajrzeć także do Jarczowa, gdzie zobaczycie kolejną drewnianą cerkiew z początku XVII wieku. Jak się domyślacie, obecnie pełnił ona rolę świątyni rzymskokatolickiej. Drewniane cerkwie stoją także w Liskach oraz w Wiszniowie. W Łaszczowie zaś możecie podziwiać ciekawe ruiny Pałacu Szeptyckich z pierwszej połowy XVIII wieku.

Koniecznie zwróćcie uwagę na tutejsze krajobrazy, szczególnie w okolicy Uśmierza. Z tutejszych wzgórz rozciąga się piękny widok na Waręż, miasto na Ukrainie. Zaraz za Dłużniowem znajduje się także rezerwat przyrody Suśle Wzgórza. To tu zobaczycie tak bardzo charakterystyczny pofałdowany teren.

Wioska Gotów w Masłomęczu

Halo! Czy są tu jacyś poszukiwacze skarbów? Jeśli tak, to niech zajrzą do Kotliny Hrubieszowskiej. Ta ziemia ciągle jeszcze naszpikowana jest różnego rodzaju zabytkami, i to od czasów neolitów aż po naszą erę. Badania archeologiczne na tym terenie prowadzone są od lat, a mimo to co roku dokonuje się tu niesamowitych odkryć… od sakiewek dukatów po zagadkowe pochówki. Masłomęcz i okolice to najważniejsze stanowisko archeologiczne w Lubelskim.

Początki badań archeologicznych w Masłomęczu

Archeologiczna historia Masłomęcza zaczęła się 1978 roku. To wtedy archeolodzy z lubelskiego UMCSu przyjechali tu, ażeby szukać w Kotlinie Hrubieszowskiej śladów po kulturach z okresu rzymskiego z pierwszych wieków naszej ery. Wiedzieli, że tutaj gdzieś powinny być takie pozostałości, ale wcześniej mało kto miał okazję, by na to natrafić. Analizując mapy, stwierdzili, że dobrym miejscem, jeśli chodzi o położenie geograficzne oraz hydrograficzne, mógłby być właśnie Masłomęcz.

Wyruszyli więc na okoliczne pola na tzw. badania powierzchniowe. Polegało to na tym, że chodziło się i patrzyło, co wyorały pługi. Praktycznie już pierwszego dnia w świeżo przeoranej ziemi zauważono bardzo dużą ilość zabytków. Mogły one sugerować, że tutaj kiedyś funkcjonowała osada z okresu rzymskiego, a konkretnie z II wieku naszej ery. Tysiące kawałków ceramiki, fragmenty elementów odzieży, zapinki, sprzączki były widoczne praktycznie już na powierzchni. Po dalszych badaniach ustalono, że mamy do czynienia z osadą o dużych rozmiarach. Między innymi znaleziono drewnianą podłogę, a obok niej mnóstwo śladów po zabudowaniach, piecach garncarskich, warsztatach tkackich czy kowalskich.

Badając osadę szukano już miejsca, w którym powinno znajdować się cmentarzysko. Lud Gotów na tym terytorium miał taki zwyczaj, że kiedy zakładano centrum osadnicze, to starano się robić to tak, by jakiś ciek wodny oddzielał sacrum od profanum. W związku z tym właśnie za rzeką należałoby się spodziewać pochówków. Kilka lat badano osadę, bezskutecznie szukając cmentarzyska. Aż pewnego wieczoru jeden ze studentów poszedł na miłosną schadzkę z inną studentką. Na tej randce natknęli się na kości ludzkie tuż na powierzchni oraz na fragmenty szklanych paciorków. To sugerowało, że w pobliżu powinien kryć się grób. I faktycznie natrafiono tu na pierwszy pochówek z okresu rzymskiego, wówczas jeszcze nie wiedziano konkretnie jakiego ludu. Kiedy zdjęto warstwę oraniny, odkryto niemalże komplementy grób, jednak bez głowy. Stwierdzono zatem, że zapewne jakieś zwierzę wyciągnęło czaszkę lub dokonała tego jakaś maszyna rolnicza. Otworzono sąsiednie wykopy, odkrywając kolejne pochówki i w zasadzie każdy kolejny zdawał się być pochówkiem uszkodzonym, naruszonym. Było to niezwykle dziwne, bowiem pługi lat 80-tych nie miały szans, by na takiej głębokości dokonać zniszczeń. Dość szybko wywnioskowano, że to nie są zabiegi współczesne, tylko celowe zabiegi rytualne, stosowane w II czy III wieku. Polegały one na tym, że członków społeczności gockiej tutaj w Kotlinie Hrubieszowskiej celowo ćwiartowano, kawałkowano po to, żeby wypełnić rytuał pogrzebowy.

Rytuały pogrzebowe Gotów

Zwyczaje pogrzebowe Gotów dla ludzi żyjących współcześnie, wydają się naprawdę makabryczne. Odcinano głowy, ramiona, nogi. Jednak to nie wszystko. Znaleziono taki grób, gdzie zmarły przecięty był po skosie od kości ramieniowej do kości biodrowej. I tylko tę dolną część schowano do jamy, górną zaś dołożono zapewne do innego pochówku. Znaleziono także groby takie, gdzie brakująca część ludzkiego ciała została zastąpiona ciałem zwierzęcym. Odkryto pochówek kobiety od pasa w dół, ale już od pasa w górę leżała połowa krowy. Odkopano również pochówki takie, gdzie w jednym grobie znajdowały się trzy głowy. Raz pochowano jedną osobę, później rozkopano ten grób, tylko po to, by dołożyć kolejną. Następnie zasypano, a potem znowu włożono następną. W ziemi hrubieszowskiej doskonale zachowują się szczątki ludzkie. Wszystkie te zabiegi rytualne, polegające na celowym otwieraniu, zamykaniu, dokładaniu poszczególnych elementów są widoczne w profilach glebowych. Dzięki temu mamy dziś kapitalne informacje.

Dlaczego dokładano kolejne szczątki do tych samych grobów? Chodziło o to, by łączyć osoby z jednej rodziny. Umierał ktoś z danej familii i po prostu potem w czasie funkcjonowania tego pochówku, dokładano kolejne osoby. Znaleziono także sporo przykładów, gdzie celowo do grobów dokładano amulety z ludzkich kości. Zachował się kompletny grób kobiety z biżuterią złotą, srebrną, z naczyniami, ale dodatkowo na jej klatce piersiowej znaleziono kość udową mężczyzny z przewierconym otworkiem. Po prostu rozkopano być może grób brata, męża lub syna i odcięto mu udo. Pośmiertnie przewiercono otworek przy główce stawowej i powieszono go na szyi kobiety jako biżuterię, czyli tzw. amulet, uzupełnienie rodziny w tym danym grobie.

W innym miejscu znaleziono pochówek dziecka, gdzie w obrębie klatki piersiowej widniało 20 czy 30 zębów dorosłego człowieka. Być może chodził o to, by duch dorosłego prowadził to dziecko gdzieś w zaświatach. Goci naprawdę bardzo dobrze orientowali się w ludzkiej anatomii. Kolejnym dowodem na to jest znalezisko w jednym z grobów, gdzie rolę biżuterii pełnił wisiorek, zrobiony z tarczki międzykręgowej kręgosłupa. Wiedziano więc, kiedy takiego delikwenta otworzyć chirurgicznie i kiedy jeszcze te tarczki nie przyrastają na stałe do kręgu. Być może umarł jakiś młody osobnik i przecinając go na kilka kawałków, po prostu wyjęli tę tarczkę. Można by rzez, że robiono wówczas swoisty recycling z ludzkiego ciała.

Jakby tego było jeszcze mało, potwierdzono także pochówki żywcem. Znaleziono grób, w którym głęboko pochowano osobę bardzo zamożną. Była ona złożona w długiej drewnianej kłodzie, z całym wyposażeniem, biżuterią, kukułką czy jaskółką przy głowie. Tuż nad nią pochowano biednego mężczyznę w pozycji na boku, z rękami z tyłu . Zupełnie inaczej niż powinno to być na co dzień u Gotów. Z racji związanych rąk oraz pozycji wywnioskowano, że on jeszcze musiał żyć, gdy był grzebany. Tych kombinacji było naprawdę dużo.

Jak powstała Wioska Gotów w Masłomęczu

Poza całą makabrą, związaną z rytuałami pogrzebowymi, odkryto tu niesamowite zabytki, mnóstwo, świetnych jeśli chodzi o technologię, naczyń, biżuterię złotą i srebrną. Ogromne ilości paciorków szklanych świadczą o tym, że dość intensywnie utrzymywano kontakty handlowe z Morzem Czarnym. Tam wówczas znajdowały się pracownie szklarskie. I to stamtąd do nas docierały tego typu importy.

W 2002 roku stwierdzono, że czas kończyć prace. Przebadano już wszystkie stanowiska, wszystkie granice cmentarzyska zostały określone, nie było sensu tutaj dłużej siedzieć. Jednak przez te 20 lat badań w Masłomęczu mieszkańcy na tyle przyzwyczaili się do tego, co tu się działo, że było to dla nich absolutną tragedią. Poprosili więc władze samorządu lokalnego o postawienie czegoś na pamiątkę. Chcieli po prostu dalej chwalić się niezwykłymi odkryciami na tej ziemi. Od 2003 roku organizowane tu były tzw. biesiady archeologiczne, czyli kameralne spotkania mieszkańców z archeologami. Następnie rozrosło się to do imprez plenerowych do kilku tysięcy osób, przyjeżdżających nawet z Europy. W 2007 roku powstała tu pierwsza chatka, która miała być punktem informacyjnym. Bardzo szybko się okazało, że to jednak zbyt mało, by stymulować ruch turystyczny i zadowolić zapotrzebowanie lokalnej społeczności. Dlatego w 2013 roku rozpoczęła się budowa Wioski Gotów, która w 2014 w maju została otwarta.

Kim byli Goci i skąd się wzięli na naszych ziemiach

Goci przybyli do nas ze Skandynawii. Zgodnie ze źródłami pisanymi, dotarli na północne ziemie obecnej Polski na początku naszej ery około 30 roku w I wieku. Założyli tam państwo Gothiskandza. Pozostałością po tych czasach są opisywane przeze mnie kręgi kamienne w Odrach czy Węsiorach. Pod koniec II wieku zdecydowali się na to, by wyruszyć w dalszą wędrówkę w kierunku południowo-wschodnim. Wówczas to dotarli do Kotliny Hrubieszowskiej oraz dalej na Ukrainę. Część z nich, dostrzegając potencjał geograficzny i biznesowy tego miejsca, postanowiła się tu osiedlić. Dodatkowy atut stanowiły świetne gleby oraz doskonałe połączenia rzeczne. Kotlina Hrubieszowska znajdowała się w połowie drogi między Morzem Bałtyckim, a Morzem Czarnym. Goci zrobili z tych terenów kanał do przerzucania towarów luksusowych z północy na południe.

Znaleziono tu więc zabytki zarówno o pochodzeniu typowo skandynawskim, ale także mnóstwo przedmiotów pochodzenia nadczarnomorskiego. To wszystko się tutaj pięknie mieszało. Niektórzy nazywają Kotlinę Hrubieszowską Brukselą Starożytności. A to dlatego, że natrafiamy tu na ślady po bardzo wielu różnych ludach, utożsamianych z jednym pojęciem Goci. Goci bowiem to nie była czysta etnicznie społeczność, a twór polityczny, który idąc przez tereny ówczesnej Polski albo siłą, albo sprytem i ekonomią podbijał kolejne plemiona. Dziś widać tu ślady po Bałtach, Sarmatach, Wandalach, ale te wszystkie ludy nazywane są umownie Gotami. To Goci je spoili jako pewnego rodzaju państwo.

W Masłomęczu i okolicznych stanowiskach archeologicznych jest dość dobrze czytelna tolerancja kulturowa ówczesnych czasów. Widać ewidentnie, że w obrębie cmentarzyska gockiego znalazły się groby członków innych społeczności. Zatem istniało pełne przyzwolenie dla zachowania odrębności, jeżeli chodzi o zwyczaje pogrzebowe.

co zobaczyć na Ziemi Hrubieszowskiej

Co można zobaczyć w Wiosce Gotów

Chaty, które można oglądać w wiosce, zostały wybudowane w dokładnie w takich samych proporcjach, jak oryginały, których ślady znaleziono w okolicy. Punkty po słupach bardzo dobrze się zachowały, dlatego było jasne, jak je ulokować w czasie rekonstrukcji. Zarejestrowano także pozostałości po piecu kopułkowym, replikę którego można zobaczyć w wiosce. Wiadomo również, jak wyglądała część mieszkalna. Była ona obniżona w gruncie, oszalowana, z dużą ilością zabytków. Ktoś tu na co dzień urzędował, mieszkał, pracował. Takie duże obiekty, tzw. długie domy to mogły także służyć jako miejsca spotkań.

Jedna z chat jest kopią odkrycia pod Hrubieszowem. Wszystko zostało wybudowane bez użycia gwoździ. Nie ma żadnej izolacji współczesnej, żadnej folii budowlanej. Wszystko montowane jest na dyble i na kołki, ściany zostały wykończane ręcznie. Większość rzeczy jest wykonana przy użyciu takich metod i materiałów, jak w pierwszych wiekach naszej ery.

W jednej z chat znajdziecie także kopie naczyń, jakie zostały odnalezione w czasie wykopalisk. To są w większości naczynia wykonywane przez mieszkańców Masłomęcza. Są one wypalane tu na miejscu w jednym z pieców. Wśród nich dostrzec można szklany kielich, posklejany z kawałeczków. Na tym terenie odkryto także spore ilości szkła, co świadczy o tym, iż importowano je z terenów nadczarnomorza. Tylko najbogatsi mogli sobie pozwolić na tego typu rzeczy. Pozostali używali lepszej bądź gorszej jakości naczyń glinianych w różnych formach. Były to zarówno proste wygniatane ręcznie miseczki, ale też porządne naczynia, toczone na kole i ornamentowane. Zachowały się w doskonałym stanie, można by ich używać nawet dziś. Technologicznie Goci byli na takim poziomie, do którego przez 400 lat Słowianie nie mogli dojść po tym, jak już się pojawili na tych terenach.

co zobaczyć na Ziemi Hrubieszowskiej

W wiosce zobaczycie także replikę chaty gospodarczej, wykonanej z plecionki. Wiklina została wpleciona w słupki pionowe, obrzucono to wszystko gliną i sieczką. Podczas, gdy w chacie mieszkalnej znajdował się piecyk kopułkowy, w gospodarczej skonstruowano otwarte palenisko, nad którym rozwieszono skórę dzika. Służy ona do pochłaniania iskierek z ogniska. W chacie nie ma zupełnie żadnych kominów, nie ma nawet otworów w szczytowych ścianach. I nie jest to absolutnie żaden problem, jeśli chodzi o dym. Jeśli napali się w takim palenisku odpowiednio suchym liściastym drewnem, odpowiednio szybko podniesie się temperaturę, to dym w fazie początkowej przechodzi całością pokrycia dachowego. Dym konserwuje też dach. Natłuszcza go, usuwa gniazda owadów, kominy są więc niepotrzebne.

Goci nie uznawali pancerza. Wierzyli, że jeśli mają trafić do zaświatów z honorem, to muszą tam wstąpić tak, jak walczą, czyli najlepiej z gołą klatą, bez hełmu, bez rękawic. Ewentualnie z paroma promilami we krwi, bo wiadomo, że barbarzyńcy, w tym Goci, nie żałowali sobie takich napojów, jak piwo, wino czy miód pitny. Bogatsi mogli sobie pozwolić na miecze. Goci nie mieli sami na tyle dobrych umiejętności kowalskich, żeby je wykonywać. Były więc one importowane  z terenów Imperium Rzymskiego. Taki typowy szeregowiec używał zaś włóczni bądź oszczepu.

Koniecznie trzeba tu wspomnieć o środkach płatniczych Gotów, o których także dowiecie się w Wiosce. Co ciekawe, starożytne monety, czyli rzymskie denary, ciągle są znajdowane na tych terenach. Świadczy to o tym, że nie były one traktowane jedynie jako surowiec do przetopienia, ale również jako regularny środek płatniczy. Pojawiają się też coraz częściej w badaniach lub na giełdach numizmatycznych monety, które udają denary. Goci byli na tyle sprytni, że potrafili pokrywać jeden metal innym. W celu upiększenia zapinki czy sprzączki nakładali na nie jeszcze cieniutką warstwę złotej blaszki. Takie zabiegi pozwoliły z przedmiotów mało wartościowych “wyprodukować” przedmioty cenne.

Goci podrabiali także pieniądze. Ten sam świetny jubiler, który w dzień wytwarzał biżuterię legalnie, wieczorem klepał fałszywe monety. Takie można zobaczyć w zbiorach muzeum w Hrubieszowie. Ich rdzeń wykonano z brązu, a całość pokryta jest cieniutką warstwą srebra albo złota. Skąd wiadomo, że są to na pewno falsyfikaty? Goci nie rozumieli, co jest napisane na oryginalnych denarach rzymskich. Kiedy więc robili matrycę dla własnych monet, umieszczali różne kreski i kropki zamiast liter. Wiedzieli, że ci, którzy mają się na to nabrać, też nie potrafią czytać i pisać. Rekonstrukcję takiej gockiej fabryki numizmatów można zobaczyć właśnie w Masłomęczu. Na monetach dostrzeżecie tu głowę cesarza z dziwnymi krzaczkami, na rewersie zaś widnieje wizerunek boga wojny Marsa.

Od czasu do czasu w wiosce rekonstruowane są procesy kowalskie. W specjalnym palenisku żelazo przekuwane jest na grociki, nożyki, czy inne przedmioty życia codziennego. Na terenie wioski funkcjonuje również piec do wypalania ceramiki. Garncarstwo, hutnictwo, kulinaria to jest to wszystko, czego możecie doświadczyć w Wiosce Gotów. Znajduje się tu także ogródek, w którym posiane jest to, co Goci dodawali do potraw. Na terenie wioski znajduje się też tradycyjna ziemianka, w której przechowywane są różne produkty.

Możecie tu również zobaczyć tradycyjną dłubankę gocką. Trzeba pamiętać, że Goci na nasze ziemie przypłynęli ze Skandynawii. Dłubanka, która tu stoi została zrobiona dokładnie tak, jak robiono to 2000 lat. Powinno się ją zrobić z surowego drewna. W tym celu ścina się topolę lub osikę, wyżłobić łódkę. Trzeba ją postawić na 6 metrowym ognisku, żeby od dołu się opaliła. Musi wytworzyć się warstwa izolacyjna. Jednocześnie wypełnia się ją woda, żeby nie popękała. Dopiero później dłubanka trafia na dwa tygodnie do wody, by wypłukać wszystkie soki naturalne na wodę rzeczną. Najlepiej dłubanką pływa się nią w pojedynkę. Jest to kapitalna łódka przemytnicza. Jej wyporność wynosi około 200-300 kg.

W jednej z chat można się także dowiedzieć o tkactwie za czasów Gotów. Kobiety gockie były w tej dziedzinie bardzo utalentowane. Tworzono wówczas naprawdę skomplikowane ściegi. Zobaczycie tu kolory, jakie można uzyskać za pomocą naturalnych barwników. Są one wytwarzane z roślin, jakie można znaleźć na terenie Masłomęcza. Barwy tamtego świata nie były wcale szarobure, ale czerwone, żółte czy błękitne. Dla uzyskania czerwieni używano korzeni marzanny, żółty można było uzyskać wrotyczem albo liśćmi wierzby, zaś niebieski z urzetu. Podobno kobiety germańskie kochały bardzo krzykliwe kolory. W wiosce zobaczyć można cały proces przygotowywania tkanin. Farbowana jest tu przędza lub gotowe już materiały.

Bardzo ważnym elementem w stroju kobiecym były grzebienie. W wielu grobach gockich znajdowano grzebienie, wykonane z kości długich zwierząt i z poroża. Po pierwsze, świadczy to o tym, że dbano o fryzurę, ale także o higienę, bowiem takie igiełki doskonale wyczesywały zbędne robactwo. Wysnuto wniosek, że na terenie Kotliny Hrubieszowskiej musiała funkcjonować fabryka grzebieni. Podobne znaleziono na Krymie czy Ukrainie, zatem ktoś stąd po prostu wyruszał w podróż handlową i tego typu dobra wymieniał na paciorki szklane lub inne przedmioty.

W Wiosce Gotów zobaczycie także bogatą kolię, zrobioną ze szkła. Jest to wierna kopia  wyposażenia jednego z pochówków. Takie paciorki wykonywane są przez miejscowych tradycyjnymi metodami. W większości jest to szkło, ale także bursztyn czy kryształ górski. Goci handlowali nie tylko szkłem , ale także bursztynem, skórami, winem i miodem.

To, co wykopane w Ziemi Hrubieszowskiej, można podziwiać w Muzeum w Hrubieszowie, Zamościu oraz Lublinie. Tereny Ziemi Hrubieszowskiej ciągle jeszcze kryją w sobie wiele skarbów. Co roku, czy to podczas badań, czy zupełnie przypadkowo, odkrywane są kolejne zabytki. Jeśli przyjedziecie w te strony, być może i Wy na coś takiego natraficie. Takich punktów, jak osada plus cmentarzysko na tych terenach znajduje się co najmniej kilka, a ile było naprawdę i czy wszystko uda się odnaleźć, czas pokaże. Masłomęcz oraz Gródek koło Hrubieszowa to dwa najważniejsze stanowiska archeologiczne w Lubelskim oraz niewiarygodnie znaczące w szerszej skali.

Co warto  zobaczyć w okolicach Masłomęcza

Oczywiście Ziemia Hrubieszowska ma o wiele więcej do zaoferowania. Po drodze z Dłużniowa do Wioski Gotów, polecam zajrzeć do Dołhobycza. Zobaczycie tu bardzo ciekawy zespół pałacowo-parkowy o powierzchni 10 ha. Całość zachowana jest w całkiem dobrym stanie. Pałac ulokowany jest w zachodniej części wsi i widać go już z drogi głównej.

Obiekt powstał w kilku etapach w ciągu XIX wieku. Kompleks składa się z pałacu w stylu klasycystycznym, oflankowanego dwiema oficynami, stajni z wozownią, spichlerza i domu administratora przy głównej alei dojazdowej. Powstał na zamówienie znanego mecenasa i kolekcjonera sztuki Edwarda Rastawieckiego, a zaprojektował go wybitny architekt Antonio Corazzi.

W Dołhobyczowie warto także zwrócić uwagę na cerkiew św. Symeona Słupnika. Jej żółta elewacja od razu rzuca się w oczy. Wybudowano ją w 1904 roku na planie krzyża greckiego, ze środkową spłaszczoną kopułą.

co zobaczyć na Ziemi Hrubieszowskiej

Kolejnym przystankiem podczas Waszej podróży może być Kryłów nad samym Bugiem. Zobaczycie tu, malowniczo położone, ruiny zamku Ostrorogów. To jeden z nielicznych przypadków warowni na terenie obecnej Polski, ulokowanej na rzecznym ostrowie. Takie usytuowanie było zamierzone. Budowla oblana była wodami, a pozostała część odgrodzona była szeroką fosą.

W dalszą podróż możecie ruszyć wzdłuż Bugu. Ciekawe przystanki to Kosmów, Ślipcze, Czumów oraz Gródek. Podczas pierwszego zobaczycie pomnik – kopiec z okresu zarazy morowej oraz park podworski. W Ślipczach czeka na Was przełom Bugu oraz tajemnicze kurhany z “Mogiłą Chrobrego”. Czumów słynie z pałacyku z XIX wieku oraz ze ścieżki historyczno-przyrodniczej „Królewski Kąt”. Swój początek ma ona na dawnym grodzisku w Gródku. Ścieżka wiedzie przez malownicze tereny, położone w większość nad samym Bugiem. Znajduje się na niej siedem przystanków: Grodzisko w Gródku, Murawy kserotermiczne, Nadbużański Obszar Chronionego Krajobrazu, Błonia Nadbużańskie, Żołna, Rzeka Bug oraz Pałacyk w Czumowie. W 2004 roku ów szlak zdobył tytuł Perełka Lubelszczyzny.

co zobaczyć na Ziemi Hrubieszowskiej

Podróż na Roztocze Wschodnie oraz Ziemię Hrubieszowską była dla mnie bardzo inspirująca oraz odkrywcza zarazem. Dotarłam do miejsc, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Lubelskie potrafi zaskoczyć. To również kraina, gdzie każdy z nas może poczuć się swego rodzaju eksploratorem. Te ziemie pełne są skarbów i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bardzo zachęcam Was do odkrywania tych rejonów. Dla ułatwienia mapka poniżej.  Pomarańczowy aparacik oznacza miejsca, które osobiście odwiedziłam. Granatowy znacznik zaś te, które wciąż są na mojej liście i czekają na kolejną podróż.

Wielbiciele dwóch kółek powinni wiedzieć, że są tu także szlaki rowerowe. Próżno szukać ich na znanych nam mapach, takich jak Green Velo. Gdzieś w czeluściach Internetu możecie na nie natrafić. Najlepiej zaś ruszyć po prostu w nieznane i takie trasy wytyczyć samemu.

Nie zapomnijcie, że podróżując po Lubelskim, możecie także zrealizować bon turystyczny. Wszystkie informacje na ten temat oraz miejsca, objęte tą akcją, znajdziecie na stronie Lubelskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej.

Wpis powstał w ramach konkursu Turystyczne Mistrzostwa Blogerów, którego organizatorem jest Polską Organizacja Turystyczna. Bardzo dziękuję Lubelskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej za okazane wsparcie przy zbieraniu materiałów oraz ogromne zaangażowanie w każdy etap prac. Bardzo dziękuję również ekipie z Muzeum Skamieniałych Drzew oraz z Wioski Gotów, szczególnie pani dyrektor Annie Hyrchała oraz wspaniałemu przewodnikowi Bartłomiejowi Barteckiemu za dawkę potężnej “gockiej” wiedzy.

6 komentarzy

  • naleczowiankaaa

    Konkurs TMB to dobra inicjatywa, którą z chęcią śledzę 🙂 Dziękuję za ciekawe spojrzenie na mniej znaną część mojego regionu zamieszkania. Z artykułu można dowiedzieć się wielu interesujących faktów, ale i smaczków 😀

    • celwpodrozy

      Nie ma za co. Dla mnie to była bardzo odkrywcza i inspirująca podróż. Na pewno wrócę po więcej. A konkrus TMB jest naprawdę świetną akcją, bo promuje rejony naszej pięknej Polski. Pozdrawiam serdecznie

  • Db

    Miałam okazję odwiedzić Muzeum Skamieniałych Drzew oraz ruiny cerkwii w Kniaziach. Fajnie, że dzięki filmowi “Zimna Wojna” o tym drugim miejscu usłyszał świat.

    • celwpodrozy

      Super! Dla mnie te tereny to prawdziwe odkrycie i zaskoczenie. O Knaziach oczywiście słyszałam, ale o skamieniałych drzewach już nie. A z pewnością kryje się tam jeszcze więcej i trzeba będzie to odkryć. Pozdrawiam

    • celwpodrozy

      Tak, są bardzo piękne i z dala od utartego szlaku. Potencjał rowerowy jest, zarówno na szlaku Green Velo, jak i w mniej znanych rejonach. Na pewno ruszę rowerem w tamte rejony w przyszłym roku. Pozdrawiam serdecznie

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *