Co zachwyca w Lubelskiem? Najlepsze produkty turystyczne 2024
Co zachwyca w Lubelskiem? Rok 2024 przyniósł kolejne rozstrzygnięcia w konkursie na Najlepsze Produkty Turystyczne Województwa Lubelskiego. Ten plebiscyt co roku wyłania wydarzenia oraz inicjatywy, które w wyjątkowy sposób promują region i przyciągają turystów z całej Polski, a często także z zagranicy. W tegorocznej edycji zwyciężyły wydarzenia, które łączą lokalne tradycje, kulturę i dobrą zabawę.
Pierwsze miejsce oraz Nagrodę Internautów zdobyły słynne Chmielaki Krasnostawskie – najstarszy festiwal piwny w Polsce, będący wizytówką Lubelszczyzny. Na drugim miejscu uplasowały się niezwykle widowiskowe Międzynarodowe Zawody Balonowe w Nałęczowie, które co roku zamieniają niebo nad uzdrowiskiem w kolorową scenerię. Trzecie miejsce przypadło natomiast niebanalnemu wydarzeniu, jakim jest Festiwal Dni Jakuba Wędrowycza w Wojsławicach, łączący literaturę, folklor i fantastyczne poczucie humoru.
Spis treści
Chmielaki Krasnostawskie
Czy wiecie, że Chmielaki Krasnostawskie to największy i najstarszych festiwal piwny w Polsce? Pierwszy odbył się w 1971 roku, zaś w tym była to już 54. edycja! To Ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów, które z dumą łączy regionalne tradycje z rozrywką dla wszystkich pokoleń – i tym razem nie zabrakło atrakcji. Nic dziwnego więc, że to właśnie Chmielaki Krasnostawskie zajęły 1. miejsce w konkursie na najlepszy produkt turystyczny w Lubelskiem 2024 roku oraz zdobyły Nagrodę Internautów.
W sercu Chmielaków zawsze jest chmiel, a zwłaszcza wyjątkowy chmiel lubelski. To on sprawia, że piwo z tego regionu ma niepowtarzalny aromat i jest cenione przez browary na całym świecie. Duma Lubelszczyzny, którą można było kosztować w najróżniejszych odsłonach, od tradycyjnych lagerów po nowoczesne piwa rzemieślnicze.
Sam chmiel w sobie jest również bardzo cenny. Wiosną wypuszcza on młode pędy, które kształtem przypominają szparagi. Są one fantastyczne w smaku, jeśli się je umiejętnie przyrządzi, i niezwykle zdrowe. Ważnym terminem jest tu “karpa“. To zdrewniały, wieloletni podziemny pęd rośliny chmielu, z którego każdego roku wyrastają nowe pędy nadziemne. Jest to część rośliny, w której chmiel gromadzi substancje odżywcze na zapas, co pozwala mu przetrwać zimę i odnawiać się każdego sezonu wegetacyjnego. Z karpy wyrastają pnące pędy, które w przyszłości owocują w postaci szyszek, a młode, zielone pędy są również wykorzystywane właśnie jako jadalne warzywo. I to jakie warzywo! Czy wiecie, że właśnie białe pędy chmielu uchodzą za najdroższe warzywo na świecie?! Można zrobić pesto lub pastę z takiego chmielu, smakuje podobnie jak szpinak. Na rynkach zachodnioeuropejskich ceny mogą sięgać nawet 1000 euro za kilogram. Są one bogate we flawonoidy o działaniu przeciwzapalnym i antybakteryjnym oraz substancje uspokajające, które wspomagają leczenie bezsenności, lęków czy stresu.
Region Krasnegostawu to prawdziwe zagłębie chmielowe, szczególnie gminy Rudnik, Izbica czy Fajsławice. Sprzyja temu specyficzny mikroklimat. Chmiel to bardzo wymagająca roślina. A ten lubelski jest najlepszy jakościowo. Jest też specyficzny. Lupulina, która znajduje się w szyszkach chmielu, jest niezwykle aromatyczna. Lupulina to lepki żółty lub pomarańczowy proszek pochodzący z gruczołów żywicznych, który nadaje piwu goryczkę i aromat. Jest odpowiedzialna za działanie uspokajające i nasenne chmielu, a także ma właściwości konserwujące, antyoksydacyjne, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Chmiel lubelski wydajność ma odrobinę mniejszą niż inne odmiany ze względu na mniejszą szyszkę, ale jest niezwykle dobry pod względem jakości. Kocha słońce i ciepło, potrafi w nocy przyrosnąć aż o 25 cm. 75% produkcji krajowej oparta jest właśnie na chmielu z Lubelszczyzny.
Chmielakowy piątek – koncertowy początek…
Oficjalne otwarcie odbyło się w piątek 22. sierpnia. Odbicie szpuntu beczki dało sygnał do wspólnej zabawy, i od tego momentu Krasnystaw tętnił muzyką, tańcem i radością. Chwilę wcześniej scenę rozgrzali laureaci krasnostawskich konkursów wokalnych, a obecność młodych talentów dodała wydarzeniu lokalnego uroku.
Wieczór niespodzianek na Scenie Rynek rozpoczął brytyjski Sakawah Boys, a później scenę opanował pełen energii Oskar Cyms, by następnie ustąpić miejsca legendzie polskiego hip-hopu — Paktofonice. Na ten ostatni koncert czekałam z niecierpliwością. To była niewątpliwie podróż sentymentalna do czasów mojej młodości. Druga Scena Dworek rozbrzmiewała rockowymi nutami. I tu moim odkryciem okazał się krasnostawski zespół MadStone, który swą twórczość opiera głównie na stylu muzycznym grunge. A styl ten niewątpliwie kojarzy się z legendarną „Wielką Czwórką” ze Seattle: Nirvana, Pearl Jam, Soundgarden i Alice in Chains.
Chmielakowa sobota na pełnych obrotach – sport, zwiedzanie i muzyka…
Chmielakowa sobota rozpoczęła się niezwykle zdrowo oraz widowiskowo. Miłośnicy sportu mieli okazję zmierzyć się podczas Półmaratonu Chmielakowego. Nad miastem pojawiły się paralotnie. Wystartowały Chmieloty, czyli Ogólnopolski Piknik Paralotniowy. Była to jubileuszowa 15. edycja. Dla pilotów przygotowano kilka konkurencji. To jest naprawdę niesamowite, że w ten sposób można bujać w chmurach. Na miejscu można było także obejrzeć oraz nabyć sprzęt do tego typu lotów.
Sobota przeciągnęła muzyków i słuchaczy w bardziej zróżnicowane rejony – od kapel regionu po legendarny rock. Popołudnie zaczęli Zgrani Chłopcy, następnie odbył się przemarsz Miejskiej Orkiestry Dętej z Brzeska, która także dała koncert na scenie. Energię podkręcił zespół Amicus ze specjalnym programem „Tyle słońca w naszym mieście”.
Także w ten dzień zakończyły się sesje w Konsumenckim Konkursie Piw, które trwały już od środy. Zwycięzców ogłoszono w niedzielę na głównej scenie.
W sobotę rozpoczął się także Kiermasz Sztuki Ludowej, który od 23 do 24 sierpnia trwał codziennie od 9:00 do 17:00 przy Dworku Starościńskim. Zaprezentowało się tu rekordowe 70 twórców ludowych, rzemieślników, artystów i kół gospodyń wiejskich. Można było podziwiać i nabyć dzieła sztuki ludowej: garncarstwo, koronki, hafciarstwo, plecionkarstwo, rzeźbę, a także produkty pszczele, ręcznie wykonane ozdoby i pamiątki, tomiki poezji oraz regionalne specjały kulinarne. Furorę zrobiły niewątpliwie pierogi z chmielem!
To była prawdziwa gratka dla miłośników autentycznego rękodzieła i lokalnej kultury, czyli dla mnie. Chmielaki Krasnostawskie to wyjątkowa atmosfera, możliwość rozmowy z twórcami i poznania historii każdego z ich wyrobów.
Wieczorem zaś na dwóch scenach ponownie popłynęły muzyczne dźwięki różnych gatunków. Przepiękne folkowe brzmienia na scenie dworkowej zaprezentowały się Dalena oraz PoWianki. Na dużej scenie zaś najpierw wystąpił zespół Modelki, a potem jedna z największych ikon polskiej sceny muzycznej, Kult, który wypełnił rynek po brzegi. Koncert Kazika trwał aż dwie godziny!
Wycieczka z pianką po Krasnymstawie
Dopełnieniem “Wycieczka z pianką po Krasnymstawie”, czyli zwiedzanie z przewodnikiem. Po ulicach miasta oprowadzał dr Konrad Grochecki, z pasją dzieląc się ciekawymi historiami o Krasnymstawie, jego kulturze i architektonicznych perełkach. To był naprawdę świetny sposób, żeby odkryć to miasto od zupełnie innej strony. Wycieczka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Leżący nad rzeką Wieprz Krasnystaw, kryje w sobie fascynującą historię. Miasto zostało lokowane na prawie magdeburskim (niemieckim), a dokument lokacyjny sporządzono 1 marca 1394 roku w Krakowie. W XV i XVI wieku Krasnystaw leżał na ważnym szlaku handlowym, łączącym Wschód z Zachodem, dzięki czemu dynamicznie się rozwijał.
Jeszcze wcześniej znajdował się tu zamek królewski, później starościński. Choć dziś już nie istnieje, przypomina o dawnym znaczeniu Krasnegostawu w regionie. Zamek został zbudowany w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego nad brzegiem rzeki w odległości około 700 metrów na południe od drewnianego ruskiego grodu. W ciągu wieków zamek był wielokrotnie niszczony przez najeźdźców i odbudowywany. Bywali tu naprawdę znamienicie goście.
Szczególne wrażenie w Krasnymstawie robi monumentalny barokowy kościół św. Franciszka Ksawerego z przełomu XVII i XVIII wieku z fundacji Potockich według projektu Jana Delamarsa. Już z daleka uwagę zwracają przepiękne malowidła na całej elewacji. Wnętrze świątyni zdobią polichromie wykonane przez Adama Swacha około 1723 roku. Kryją one w sobie pewną zagadkę. Dlaczego na scenach ukazujących misje św. Franciszka Ksawerego w Azji pojawia się tak wiele postaci przypominających rdzennych mieszkańców Ameryki?
Obok kościoła wznosi się dawne kolegium jezuickie, w którym mieści się obecnie Muzeum Regionalne. Ogromne wrażenie robi tu sala z malowidłami, czyli dawny refektarz. To miejsce zachwyca zarówno architekturą, jak i bogactwem zbiorów. Posiada blisko 13 000 eksponatów z dziedziny archeologii, historii, numizmatyki, etnografii, chmielarstwa i piwowarstwa oraz sztuki dawnej i sakralnej. W muzeum trafiliśmy także na dwie tematyczne wystawy „Birofilistyka z kolekcji Wojciecha Karwackiego” oraz „Chmielarstwo i piwowarstwo”, idealnie wpisującą się w klimat Chmielaków. Niezwykłym doświadczeniem było zejście do muzealnych podziemi, które stanowią część sieci korytarzy i lochów, rozciągających się pod całym rynkiem. Tam zobaczyliśmy coś wyjątkowego, a mianowicie kopułę grobowca-piramidy ariańskiej Pawła Orzechowskiego, podkomorzego chełmskiego, znajdującego się w Krynicy. To architektoniczne arcydzieło pełne jest symboliki. Piramidę także warto zobaczyć, a znajduje się ona jedynie 14 km od Krasnegostawu. Po drodze wstąpcie także do Krupego, gdzie zachowały się ruiny zamku Pawła Orzechowskiego.
Warto zwrócić uwagę na sam krasnostawski Rynek Miejski, a na nim na ciekawy gmach z 1923 roku, wzniesiony pierwotnie jako siedziba sejmiku. Dziś mieści się w nim urząd miasta. To kolejny świadek historii, pokazujący, jak rozwijał się Krasnystaw na przestrzeni wieków.
Na mapie miasta szczególne miejsce zajmuje również słynny „Klęczący jesion” – zwycięzca plebiscytu Drzewo Roku 2018. Jego niespotykany, pochylony kształt sprawia, że wygląda jakby naprawdę klękał. Drzewo zostało symbolem nadziei.
Nie można także pominąć ciekawostki filmowej. W Krasnymstawie powstały sceny finałowe do filmu „Prawdziwy ból” (2024). Kto oglądał? Jest tutaj takie niepozorne podwórko z niepozornym balkonem. Oskar trafił w ręce aktora, Kierana Culkina, za najlepszą rolę drugoplanową. Jesse Eisenberg zaś został Honorowym Obywatelem Miasta Krasnystaw. Z tego miasta wywodzili się przodkowie reżysera i aktora. To właśnie rodzinne korzenie stały się dla niego punktem wyjścia do stworzenia tej poruszającej historii.
Całą wycieczkę zakończyliśmy w Dworku Starościńskim, gdzie czekał na nas poczęstunek w niezwykle klimatycznej atmosferze. Dworek to także obowiązkowy punkt na mapie w Krasnymstawie. Powstał w pierwszej połowie XIX wieku, prawdopodobnie za sprawą rodziny Kickich. Jego budowa była reakcją na zniszczenie zamku krasnostawskiego w 1774 roku, co skłoniło władze do przeniesienia siedziby zarządczej do folwarku zwanego “Starostwem”. To wyjątkowa budowla w skali regionu. Jest to jedyny drewniany dwór o konstrukcji wieńcowej i klasycystycznych cechach, zachowany na obszarze byłego województwa chełmskiego. Dworek jest obecnie siedzibą Centrum Integracji Społecznej, a także gości Klub Seniora i dom dzienny dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.
Krasnystaw to miasto, w którym historia, tradycja i nowoczesność tworzą spójną całość. Chmielaki są doskonałą okazją, by tu przyjechać, ale nawet poza festiwalem warto odkrywać jego zabytki, tajemnice i niepowtarzalny klimat.
Chmielakowa niedziela – barwny korowód z wieńcami chmielakowymi…
Niedzielne przedpołudnie rozpoczęło się mszą św. w kościele pw. św. Franciszka Ksawerego oraz tradycyjnym Korowodem Chmielakowym, który jak co roku przeszedł ulicami Krasnegostawu. Już w tym momencie można było podziwiać przepiękne i kolorowe wieńce chmielakowe. W korowodzie szły delegacje z miast partnerskich, zespoły folklorystyczne i lokalne stowarzyszenia, niosąc ze sobą ogrom pozytywnej energii i podkreślając, że Chmielaki to święto nie tylko piwa, ale i integracji całego regionu. Do korowodu dołączyli także motocykliści oraz właściciele zabytkowych aut, bowiem w czasie Chmielaków Krasnostawskich odbył się także Zlot Motocyklistów oraz Chmielakowy Zlot Weteranów Szos.
Kolejnym punktem programu był konkurs na najpiękniejszy wieniec chmielakowy. Misterne kompozycje z zielonych gałązek chmielu, ozdobione kwiatami, zbożem i wstążkami, były małymi dziełami sztuki. Każdy wieniec miał swój własny charakter i symbolikę. Gościem specjalnym był zespół Pieśni i Tańca Ziemi Łukowskiej “Łukowiacy”. Ponad setka młodych tancerzy i muzyków od 25 lat kultywuje piękno polskich tańców narodowych i regionalnych. Mają na swoim koncie występy w takich miastach jak Berlin, Budapeszt czy Lwów, a tym razem oczarowali publiczność w Krasnymstawie.
Niedziela przyniosła także rozstrzygnięcie Konsumenckiego Konkursu Piw. To najstarszy i jeden z najbardziej prestiżowych tego typu konkursów w Polsce, w którym o zwycięzcach decydują sami miłośnicy piwa. Już od środy trwały sesje degustacyjne. Przewodniczącym komisji był pan Tomasz Syga, który odpowiadał za prawidłowy przebieg konkursu, kwestie organizacyjne oraz rekrutację i nadzór nad degustatorami. Pan Tomasz jest członkiem honorowym Bractwa Piwnego. To pokazuje jego długoletnie zaangażowanie w promocję kultury piwnej i branżowe inicjatywy. W konkursie oceniono ponad 470 piw w 20 kategoriach oraz dodatkowo przyznano grand prix. W sesjach wzięło udział 100 degustatorów! Bank rozbiła tu Brofaktura, która zgarnęła aż 12 tytułów, a także wspomniane grand prix.
A tuż po ogłoszeniu wyników konkursu na Scenie Rynek odbyły się emocjonujące Wybory Miss Chmielaków. Wieczór zamknęła Gala Kabaretowa z udziałem Kabaretu Smile i Kabaretu Młodych Panów. Biletowane wydarzenie pełne śmiechu, żartów i festiwalowej lekkości stanowiło idealne zakończenie święta.
Chmielaki Krasnostawskie to święto ludzi, muzyki, tradycji, piwa, ale przede wszystkim święto lubelskiego chmielu, który od pokoleń jest wizytówką naszego regionu. Organizatorem Chmielaków Krasnostawskich jest przede wszystkim Miasto Krasnystaw oraz współpracujący z nim Krasnostawski Dom Kultury. Bardzo dziękuję Panu Grzegorzowi Drozdalskiemu za ciekawe opowieści i oprowadzenie po wydarzeniu.
Międzynarodowe Zawody Balonowe w Nałęczowie
Czy lecieliście kiedyś balonem? Czy zastanawialiście się, jak w ogóle taki lot wygląda i jakie siły tu działają, by taka konstrukcja mogła wznieść się w górę? Byłam przekonana, że nigdy się nie odważę na taką atrakcję. A jednak…. zrobiłam to! Wzbiłam się w przestworza w małym wiklinowym koszyczku! Ja, która zmagam się z lękiem wysokości i przestrzeni. I nie jest to żadna kokieteria, bo naprawdę mam z tym problem.
A zadziało się to na 20. Międzynarodowych Zawodach Balonowych w Nałęczowie w dniach 7-9.08. sierpnia. Przyjechałam tu oczywiście w ramach współpracy z Lubelską Regionalną Organizacją Turystyczną, bowiem to wydarzenie zajęło 2. miejsce w konkursie na najlepszy produkt turystyczny w Lubelskiem w 2024 roku.
Na czym polegają zawody balonowe
A co to było za wydarzenie! Jestem zachwycona i zafascynowana balonowymi statkami powietrznymi. Tegoroczna edycja łączyła dwie imprezy: Balonowy Puchar Polski oraz Balonowe Mistrzostwa Polski Kobiet.
Loty zawodnicze odbywały się rano i wieczorem. Pierwsza odprawa dla pilotów miała miejsce już o 4:30 rano! A potem szybki przejazd w teren i szukanie najlepszego miejsca do startu. Chodziło o taki wiatr, który jak najszybciej poniósłby do celu. Liczyły się bowiem czas i precyzja wykonania zadania. A główne zadanie polegało na rzuceniu markera do tzw. krzyża, była to konkurencja o nazwie Fly In. A znacznik to nic innego, jak woreczek z piaskiem.
Wariacją pierwszej rozgrywki był Hesitation Waltz, czyli zadanie polegające na zrzuceniu markera w jedno z kilku możliwych celów, wybranych tuż przed startem. Pilot sam decydował, który jest najłatwiejszy do osiągnięcia. Inną konkurencją było “gonienie lisa”, czyli pogoń za innym balonem, który po 20 minutach lądował i rozkładał wspomniany już krzyż. Wszystkiego pilnowała komisja pomiarowa, która obserwowała loty oraz rzucanie markerów. Ich zadaniem był pomiar odległości między znacznikiem a celem. Liczyła się dokładność co do centymetra.
Z Parku Zdrojowego zaś startowała Fiesta, czyli loty pokazowe dla przyjemności. Można było zobaczyć, jak balon szykowany i stawiany jest do lotu. Najpierw wyjmowany jest kosz, następnie rozwijana jest czasza, czyli materiał, a później już pompowanie ciepłym powietrzem do samego końca. Oczywiście butle gazowe także musiały być sprawdzone.
Jak lata balon?
Uwaga, sterowanie balonem polega na zmianie wysokości lotu, aby znaleźć wiatr o odpowiednim kierunku, czyli nigdy do końca nie wiadomo, gdzie się wyląduje. Miejsce lądowania jest wynikiem działania sił natury i wyboru terenu przez pilota.
Lot balonu opiera się na bardzo prostym, a zarazem fascynującym zjawisku fizycznym – unoszeniu się ciepłego powietrza. Wnętrze czaszy balonu ogrzewa palnik, dzięki czemu powietrze staje się lżejsze od chłodniejszego powietrza otaczającego balon. Ta różnica gęstości sprawia, że balon zaczyna się unosić. Pilot może kontrolować wysokość lotu, regulując ilość podgrzanego powietrza. Im więcej ciepła, tym wyżej balon się wznosi. Kierunek lotu zależy natomiast od prądów powietrznych na różnych wysokościach, dlatego sterowanie odbywa się głównie poprzez wybór odpowiedniego poziomu, na którym wiatr wieje w pożądanym kierunku. To sprawia, że podróż balonem jest nie tylko spokojna i płynna, ale też pełna elementu przygody, bo każdy lot wygląda trochę inaczej. Kiedy przychodzi czas zakończenia podróży, pilot stopniowo wypuszcza ciepłe powietrze przez specjalny otwór w czaszy i sprowadza balon w dół, wybierając jak najbezpieczniejsze miejsce. Może to być polana, łąka czy ściernisko. Podczas lotu nie ma szumu silnika ani uczucia prędkości. Balon porusza się razem z wiatrem, więc pasażerowie odczuwają ciszę i lekkość, jakby zawiśli się w powietrzu.
I uwaga! Większość osób nie odczuwa lęku wysokości w balonie, nawet jeśli na co dzień źle reaguje na wysokości. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, brak kontaktu z ziemią – lęk wysokości zwykle pojawia się, gdy widzimy krawędź, np. balkonu, mostu czy drabiny. W balonie nie ma takiego poczucia „stania na skraju”, stoi się bezpiecznie w koszu, otoczonym solidnymi ściankami. I mimo, że kosz może być mały, to jednak zdaje egzamin w takim przypadku. Po drugie, stabilny lot – balon porusza się łagodnie, bez szarpnięć czy wibracji. Nie ma też uczucia spadania jak w windzie albo samolocie przy turbulencjach. Po trzecie, brak odniesienia do prędkości – balon leci razem z wiatrem, więc pasażerowie nie czują pędu powietrza. To sprawia, że trudno odczuć dyskomfort związany z ruchem. I po czwarte, niezwykła perspektywa – widok panoramiczny z góry bardziej zachwyca niż przeraża. Wielu pasażerów mówi, że zamiast strachu czują raczej spokój i zachwyt. W moim przypadku wyglądało to tak, że rzeczywiście sam start przyprawił nieco o zawrót głowy. Dość szybko wzbiliśmy się do góry, więc nie było czasu na oswojenie się z wysokością. Po krótkim jednak czasie przyszła stabilizacja i niesamowita ekscytacja.
Organizatorem zawodów od lat jest pan Adam Gruszecki z Aerostat – loty balonem . Jego pasja do balonów na ogrzane powietrze rozpoczęła się już w 1985 roku podczas kursu balonowego w Lesznie, co wyznaczyło drogę życiową ku organizacji wielkich wydarzeń lotniczych.
A mnie pod swoje “skrzydła” zabrał pan Leszek Mańkowski, niezwykle oświadczony instruktor i wszechstronny pilot, instruktor spadochronowy klasy mistrzowskiej, były oficer wojsk powietrzno-desantowych. Z takim kapitanem czułam się bardzo bezpiecznie. Swój lot odbyłam oczywiście w ramach fiesty.
Kto wygrał 20. Międzynarodowe Zawody Balonowe w Nałęczowie
Po rozegraniu czterech lotów (dwóch porannych i dwóch popołudniowych) w ramach Balonowego Pucharu Polski na najwyższym stopniu podium stanął Kacper Borkowski – zdobywca 12 191 punktów. Tuż za nim uplasowali się: Denis Dawidziuk – 2. miejsce (10 893 pkt) oraz Arkadiusz Iwański – 3. miejsce (10 633 pkt). Warto dodać, że na 4. miejscu znalazła się Rita Becz z Węgier, bardzo doświadczona i utytułowana zawodniczka.
Zaś na podium Balonowych Mistrzostw Polski Kobiet znalazły się Jagoda Gancarek – 1. miejsce 6 917 punktów, Ewelina Leszczuk – 2. miejsce (6 236 punktów) oraz Sonia Rokosz – 3. miejsce (5 665 punktów). To był bardzo wartościowy moment, zwłaszcza dla polskiego baloniarstwa kobiet, pokazujący rosnącą rywalizację i poziom umiejętności.
Nagroda za najdłuższy lot powędrowała zaś do ekipy Sky Wolves Balloon Team Poland.
To nie wszystkie atrakcje 20. Międzynarodowych Zawodów Balonowych w Nałęczowie. Wieczorem w Parku Zdrojowym odbywały się świetne koncerty „Cud nad Wisłą” oraz „The Cookies Band”, a także niesamowite nocne pokazy balonów, które pięknie prezentowały się podświetlone płomieniami palników.
Ja już myślę o kolejnym locie, a za rok z pewnością melduję się w Nałęczowie. Do zobaczenia, prawda? Do Nałęczowa warto oczywiście przyjechać nie tylko ze względu na balonową rywalizację.
Gospodarzem imprezy jest Gmina Nałęczów, zaś partnerem Lubelskie. Smakuj Życie.
Festiwal Dni Jakuba Wędrowycza w Wojsławicach
Tak, tak, festiwal Dni Jakuba Wędrowycza zajął 3. miejsce w plebiscycie na najlepszy produkt turystyczny w województwie lubelskim w 2024 roku. To święto fantastyki w sercu Wojsławic znane jest już nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wyprawa do świata bimbrowników, egzorcystów i absolutnego absurdu odbyła się już po raz 18! W tym roku było jeszcze bardziej wyjątkowo, bowiem miał miejsce benefis Jakuba Wędrowycza. Świętowaliśmy postać, która od 30. lat rozbraja czytelników humorem i pokazuje, że nawet z siłami nieczystymi można sobie poradzić: procentami i sprytem. Jakub, jak zawsze, niezniszczalny i niezapomniany.
Kim jest Jakub Wędrowycz
Dla tych, którzy nie znają jegomościa: Jakub Wędrowycz to bohater książek Andrzeja Pilipiuka – wiejski egzorcysta, bimbrownik, walczący z wszelkim plugastwem, swojski superbohater. A jego przygody od lat bawią i przyciągają tłumy. Jakub Wędrowycz mieszka w Starym Majdanie koło Wojsławic, około 30 km na południe od Chełma, w województwie lubelskim. To właśnie ta miejscowość jest miejscem akcji wielu opowiadań i powieści. Starszy, ekscentryczny gospodarz z Wojsławic nie ma nic wspólnego z typowym herosem literatury. Jest rubaszny, sprytny, często bezczelny, a jednak potrafi stawić czoła diabłom, upiorom czy dziwom z innego świata. Jego przygody, pełne czarnego humoru, ironii i nawiązań do polskiej prowincji, zyskały kultowy status. To właśnie ta postać sprawiła, że niewielkie Wojsławice zyskały miano literackiej stolicy fantastyki.
Co działo się na festiwalu
A co działo się na festiwalu? Cudowni ludzie, świetne prelekcje, pełne śmiechu i wiedzy spotkania, fantastyczne aktywności, gry, konkursy, warsztaty i klimat, którego nie znajdziecie nigdzie indziej. Tyle pasji, radości i dobrej energii w jednym miejscu – to trzeba po prostu przeżyć. Sercem festiwalu są zawsze spotkania z ludźmi, którzy tworzą i rozwijają świat Jakuba Wędrowycza. W tym roku publiczność mogła wysłuchać anegdot samego Andrzeja Pilipiuka, który zdradził kulisy powstawania nowych opowiadań, a także zobaczyć prace ilustratora Andrzeja Łaskiego i wysłuchać fragmentów książek w interpretacji lektora Grzegorza Pawlaka. Do tego grona dołączył Jarosław Grzędowicz, to dzięki niemu Wędrowycz zaistniał, to on pierwszy wydał Jakuba Wędrowycza. To były momenty, w których fikcyjny bohater ożywał w opowieściach, a słuchacze czuli, jakby siedzieli z Jakubem przy ognisku i słuchali jego przygód.
Nie zabrakło też literackich nowości. W Wojsławicach premierę miała książka „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową”, która już samym tytułem wywoływała uśmiechy na twarzach fanów. Równolegle zaprezentowano komiks „Było nie fikać”, stanowiący kolejne artystyczne spojrzenie na przygody słynnego egzorcysty. Premierom towarzyszyły autografy, dyskusje i długie kolejki po pamiątkowe egzemplarze.
W auli Gminnego Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Wojsławicach odbyły się znakomite prelekcje, prowadzone przez twórców z różnych dziedzin: autorów, grafików, lektorów oraz gości zagranicznych. Prelegenci poruszali wiele fascynujących zagadnień — od dziejów chłopstwa w I Rzeczypospolitej, przez fenomen Jakuba Wędrowycza w Czechach, aż po kulisy adaptacji literackich i tajniki warsztatu pisarskiego. Przyznaję szczerze, połknęłam bakcyla i właśnie teraz zaczynam zgłębiać świat fantasy, po kolei przeglądając wszystkie polecone książki na prelekcjach. Swoją obecnością festiwal uświetniła także podróżnik, dziennikarz i dokumentalista, Przemek Kossakowski, zabierając publiczność do bogatej kulturowo Gruzji.
Te różnorodne perspektywy rozświetlały zarówno tło historyczne, jak i sposób tworzenia postaci kultowej literackiej legendy. Różnorodność tematów gwarantowała, że każdy, zarówno miłośnik historycznych wątków, jak i twórczych warsztatów pisarskich, znalazł coś dla siebie. Bezpośredni kontakt z twórcami sprawiał, że opowieści o Jakubie przestawały być fikcją, żyły i oddychały wśród słuchaczy.
Dni Jakuba Wędrowycza to jednak nie tylko literatura. To również rekonstrukcje historyczne, pokazy dawnych sztuk walki, gry i “Wędrowyczowe” konkurencje. W parku i na polanach rozstawiono stoiska rzemieślnicze, warsztaty rękodzielnicze i namioty, w których można było nauczyć się m.in. parzenia herbaty w samowarze czy tradycyjnych technik kowalstwa. Wielkim zainteresowaniem cieszyły się warsztaty zielarskie oraz “Batikowy obraz”. Dzięki temu festiwal nabiera klimatu dawnego jarmarku, gdzie fantastyka splata się z historią i kulturą regionu.
W trakcie imprezy stworzono blok historyczny i obozowisko z epoki, nawiązujące do czasów z opowiadań o Jakubie Wędrowyczu. Jedną z atrakcji był pokaz parzenia herbaty z samowara, prowadzony przez Bractwo Samowara, przy którym stanęła karczma z XIX-wieczną scenografią. Uczestnicy mogli poczuć się, jakby przenieśli się w czasie — do dni, gdy Wojsławice były częścią zaborczego imperium. W karczmie można było płacić jedynie dawną walutą, co pozwalało gościom poczuć, jak żyli bohaterowie opowiadań Pilipiuka.
Spacer z Andrzejem Pilipiukiem – Wojsławice oczami twórcy
Festiwal zakończył się specjalnym wydarzeniem. Był to spacerem po Wojsławicach z samym Andrzejem Pilipiukiem. Autor zabrał fanów w miejsca, które stały się inspiracją do przygód Jakuba Wędrowycza. Podczas wędrówki po uliczkach miasteczka opowiadał anegdoty z życia, zdradzał kulisy powstawania poszczególnych opowiadań i wskazywał, jak realne krajobrazy i ludzie stali się pierwowzorami literackich przygód. Atmosfera była niezwykle swojska. Pan Andrzej znany ze swojego humoru i błyskotliwych ripost, snuł opowieści niczym gawędziarz, a wokół niego gromadzili się czytelnicy w każdym wieku. Dla wielu był to moment szczególny: przejść się tymi samymi ścieżkami, które zna Jakub Wędrowycz, i słuchać autora, który wplatał w nie elementy literackiej magii.
Wojsławice to miejsce pełne uroku, w którym wciąż można zobaczyć tradycyjną, małomiasteczkową zabudowę. Na niewielkiej przestrzeni stoją tu obok siebie świątynie trzech religii: późnorenesansowy kościół z przełomu XVI i XVII wieku, XVIII-wieczna cerkiew oraz dawna synagoga. To właśnie w synagodze mieści się dziś Izba Tradycji Ziemi Wojsławickiej, przypominająca o bogatej historii i wielokulturowym charakterze tej miejscowości. Był to jeden z przystanków w trakcie wycieczki po miasteczku. To niewielkie muzeum regionalne gromadzi pamiątki z życia mieszkańców, stare narzędzia, stroje, fotografie i dokumenty związane z historią miejscowości. Dla fanów Jakuba Wędrowycza była to nie lada gratka. Mogli zobaczyć, jak wyglądało codzienne życie, które tak często przenika do opowiadań Pilipiuka. Spacer po Wojsławicach był nie tylko podsumowaniem festiwalu, ale też symbolicznym powrotem do źródeł – tam, gdzie granica między fikcją a rzeczywistością zaciera się, a zwykła miejscowość staje się literacką legendą.
A czy wiecie, że właśnie tu, w Wojsławicach, znajduje się jedyny w Polsce pomnik Jakuba Wędrowycza? A teraz zyskał towarzystwo – obok Jakuba stanęła rzeźba Semena Korczaszko, jego wiernego kompana od przygód. Pomnik odsłonięto w 2011 roku, a jego inicjatorem była Fundacja Ku Przeszłości. Rzeźba przedstawia Wędrowycza w charakterystycznej pozie: z butelką w jednej ręce i kosą w drugiej – czyli tak, jak zapamiętali go czytelnicy z opowiadań. Monument szybko stał się symbolem festiwalu i obowiązkowym punktem wizyty w Wojsławicach. To przy nim spotykają się fani, robią pamiątkowe zdjęcia, a nierzadko składają symboliczne „ofiary”, od butelek domowych trunków, po zabawne rekwizyty. Całość idealnie oddaje ducha samego bohatera – rubasznego, przewrotnego i zawsze gotowego do walki z diabłem, choćby i przy użyciu siekiery czy kłusowniczej kosy. Pomnik w Wojsławicach to coś więcej niż rzeźba, to swoisty pomost między literaturą a rzeczywistością, który sprawia, że małe miasteczko na Lubelszczyźnie żyje własną legendą.
Sprawcami całego zamieszania, czyli organizatorami festiwalu, byli Marek Farfos, prezes fundacji “Ku Przeszłości” oraz Fanclub Andrzeja Pilipiuka – Andrzej Pilipiuk aka Wielki Grafoman (Oficjalny Fanklub) – z Ulą Grzelak i Pawłem Pabisiem na czele. To dzięki nim ten festiwal ma duszę, charakter i niepowtarzalny klimat. Wydarzeniu patronowała m.in. Fabryka Słów – wydawnictwo “Wędrowyczowe”.
































































































































