co zobaczyć w Warszawie
Polska,  Warszawa

Co zobaczyć w Warszawie – nieoczywiste miejsca poza utartym szlakiem

Warszawa kojarzy się przede wszystkim z najbardziej znanymi punktami na mapie miasta, ze Starym Miastem, Łazienkami czy Pałacem Kultury. Tymczasem stolica kryje znacznie więcej miejsc, które często umykają uwadze turystów, a nawet samych mieszkańców. I ja jestem tego przykładem. Mieszkam w Warszawie już bardzo długo, a ciągle tego miasta porządnie nie zwiedziłam. Postanowiłam to zmienić i nadrobić zaległości. Dlatego też zapraszam Was do stolicy w podróż nieoczywistą. Pokażę Wam miejsca poza utartym szlakiem, które zachwycają, zadziwiają, a nawet nastrajają sentymentalnie.

Warszawa pełna jest zakątków z niezwykłą historią, nietypową architekturą i klimatem, którego trudno szukać w popularnych przewodnikach. Dawne fortyfikacje, ukryte ogrody, zapomniane podwórka czy miejsca związane z ciekawymi epizodami z historii miasta, to tylko część z nich. Jeśli chcecie poznać stolicę z nieco innej perspektywy, ten wpis jest dla Was. I tak naprawdę kolejność jest przypadkowa, bowiem te miejsca są różne i ciężko je kategoryzować. Niemniej cechą wspólną jest to, że są naprawdę ciekawe. Co zatem warto zobaczyć w Warszawie poza utartym szlakiem?

Główny Gmach Politechniki Warszawskiej

To nie Wiedeń, ani Rzym, ani też nie Budapeszt, a takie można mieć skojarzenie, patrząc na tę architekturę. To jeden z najpiękniejszych budynków w Warszawie. Mieszkam tu już tyle lat i nigdy wcześniej tu nie byłam. To Główny Gmach Politechniki Warszawskiej. Budynek powstał na przełomie XIX i XX wieku. Zaprojektował go wybitny architekt Stefan Szyller, wracz we współpracy z Bronisławem Brochwicz-Rogóyskim. Sercem gmachu jest Duża Aula. To wielokondygnacyjny dziedziniec wewnętrzny z krużgankami, przykryty kolorowym przeszklonym dachem, wpuszczającym do środka światło. Główna klatka schodowa była inspirowana manierystycznymi schodami zamku w Baranowie Sandomierskim.

Gmach jest przykładem późnego historyzmu, łączącego elementy włoskiego renesansu i klasycyzującego baroku. Plan budynku przypomina kształt latawca. Szczyt fasady wieńczy grupa rzeźbiarska przedstawiająca Geniusza Wiedzy w otoczeniu alegorii. Po powojennej rekonstrukcji w 1965 roku jedną z postaci (personifikację Chemii) zastąpiono alegorią Architektury.  Na elewacji znajdują się tablice z datami budowy oraz płaskorzeźby symbolizujące pierwsze wydziały: Inżynieryjno-Budowlany, Mechaniczny, Chemiczny oraz Górniczo-Hutniczy. Od 1965 roku budynek jest wpisany do rejestru zabytków. Budynek jest otwarty dla osób postronnych. Można bez problemu wejść do środka, aby podziwiać architekturę auli czy rzeźbione detale.

Warszawa poza utartym szlakiem

Kilka ciekawostek o Politechnice Warszawskiej

Podziemia Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej to miejsce, które przez lata obrosło wieloma legendami, podszytymi dawką studenckiego humoru i historycznych tajemnic. Oto najciekawsze opowieści i fakty dotyczące podziemi.

Utrwalenie systemu komunistycznego… W Dużej Auli w 1948 roku odbył się kongres zjednoczeniowy partii komunistycznych w Polsce, na którym powstała PZPR.

Sieć tajnych tuneli… Jedna z najpopularniejszych legend głosi, że pod Gmachem Głównym znajduje się sieć tuneli łączących go z innymi budynkami kampusu, a nawet z Ministerstwem Obrony Narodowej czy dawnym KC PZPR. Choć podziemne przejścia techniczne faktycznie istnieją (łączą np. Gmach Główny z Gmachem Mechaniki), ich skala jest znacznie mniejsza, niż sugerują opowieści.

Schrony z czasów zimnej wojny… W piwnicach gmachu znajdują się pomieszczenia, które w czasach PRL były przystosowane do roli schronów przeciwlotniczych. Do dziś można tam znaleźć ciężkie, stalowe drzwi i stare systemy wentylacyjne, co tylko podsyca wyobraźnię o “podziemnym mieście”.

Politechnika Warszawska

Duchy i “wieczni studenci”… Jak każda szanująca się zabytkowa budowla, Politechnika ma swoje opowieści o duchach. Studenci czasem żartują, że w najgłębszych zakamarkach piwnic błąkają się dusze tych, którzy nigdy nie zaliczyli legendarnej “mechaniki” lub innych trudnych egzaminów.

Inżynieryjne sekrety… Mniej legendarnym, a bardziej technicznym faktem jest to, że fundamenty gmachu są niezwykle solidne i przetrwały próbę czasu oraz zniszczenia wojenne dzięki nowatorskiemu jak na tamte czasy projektowi Stefana Szyllera. Podziemia skrywają też pozostałości dawnych systemów grzewczych, które w XIX wieku były szczytem technologii.

Niektóre z tych “tajemnych” przejść są okazjonalnie udostępniane zwiedzającym podczas wydarzeń takich jak Noc Muzeów, co jest najlepszą okazją, by osobiście sprawdzić, co kryje się pod Dużą Aulą. I właśnie to zamierzam sprawdzić w najbliższym czasie.

Centrum Pieniądza NBP

Chciałbyś zobaczyć sejf bankowy od środka? Potrzymać prawdziwą sztabkę złota, wartą miliony złotych? Zobaczyć, jak wygląda bankomat w środku? Ile miejsca zajmuje 1 mln zł w banknotach po 10 zł? To wszystko zobaczysz w Centrum Pieniądza NBP w Warszawie. A będzie Cię to kosztowało całe 0 zł, bowiem wstęp jest bezpłatny. W Laboratorium Autentyczności nauczysz się odróżniać fałszywki od prawdziwych banknotów. Zobaczysz tu podskórny implant płatniczy. Poznasz historię pieniądza. Poczujesz się jak makler, a to nie wszystko.

Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka to interaktywne muzeum i placówka edukacyjna mieszcząca się w centrali Narodowego Banku Polskiego przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie. Instytucja popularyzuje wiedzę ekonomiczną i historię pieniądza, łącząc funkcje wystawiennicze i dydaktyczne w nowoczesnej formie multimedialnej. I robi to świetnie! Pomysł stworzenia centrum wyszedł od prezesa NBP Sławomira S. Skrzypka, tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Jego ideą było utworzenie placówki edukacyjno-wystawienniczej, popularyzującej ekonomię w sposób przystępny dla szerokiej publiczności. Imię patrona nadano w 2011 roku, a centrum otwarto pięć lat później po zakończeniu skomplikowanych prac projektowych i budowlanych.

W muzeum znajduje się ponad 20 sal tematycznych z multimedialnymi ekspozycjami. Najciekawsze elementy wystawy to m.in. “Historia pieniądza”, “Skarbiecc, “Mennica i produkcja pieniędzy” czy “Gabinet prezesa banku”. Pokazano tu rozwój pieniądza od wymiany barterowej, pierwszych monet starożytnych, średniowiecznych mennic, aż po współczesne banknoty i płatności elektroniczne. Można zobaczyć np. monety z czasów Mieszka I czy króla Bolesława Chrobrego. Jedną z największych atrakcji jest sala skarbca, w której znajdują się wspomniane sztabki złota, historyczne monety czy kolekcjonerskie banknoty. Jedna z sal odtwarza gabinet prezesa banku centralnego oraz pokazuje, jak działa współczesny system bankowy i polityka pieniężna.

Czasami trzeba postać chwilę w kolejce, by wejść do środka, niemniej idzie to bardzo sprawnie. Na zwiedzanie najlepiej przeznaczyć kilka godzin, a nawet przez pół dnia nie będziecie się tu nudzić.

Fotoplastikon

Oto miejsce unikatowe na skalę światową. Fotoplastikon Warszawski działa w tym samym miejscu od 1905 roku. Fotoplastikon to wieloboczne urządzenie do oglądania zdjęć trójwymiarowych. Ma formę dużej, drewnianej, cylindrycznej konstrukcji z wieloma stanowiskami. Widz siada przy jednym z nich i przez specjalny wizjer ogląda stereoskopowe fotografie, które sprawiają wrażenie trójwymiarowych. Zdjęcia przesuwają się automatycznie, co kilkanaście sekund pojawia się kolejna fotografia.

Fotoplastikon warszawski działa od 1905 roku, co czyni go jednym z najstarszych zachowanych fotoplastikonów na świecie. W okresie międzywojennym był bardzo popularną atrakcją miasta. Mieszkańcy mogli oglądać w nim fotografie z całego świata, często przedstawiające miejsca, których większość ludzi nigdy nie miała okazji zobaczyć. Podczas II wojna światowa urządzenie przetrwało zniszczenia Warszawy i po wojnie ponownie zaczęło działać. Obecnie opiekę nad nim sprawuje Muzeum Powstania Warszawskiego.

Obejrzycie tu stereoskopowe zdjęcia z przełomu XIX i XX wieku. Tematyka to przedwojenna Warszawa, Europa oraz egzotyczne podróże. Zobaczysz tu stare aparaty fotograficzne oraz mniejsze przenośne fotoplastikony. W zbiorach Fotoplastikonu jest już ponad 10 tyś. fotografii. Wstęp jest płatny.

Bilety normalny kosztuje 10 zł, ulgowy – 6 zł, zaś za bilet z kartą Warszawiaka zapłacicie 8 zł. W czwartki wstęp jest wolny.

Kamienica Hoserów

Fotoplastikon mieści się w przepięknej kamienicy Hoserów przy Al. Jerozolimskie 51, niedaleko dworca Warszawa Śródmieście oraz Dworca Centralnego. Budynek powstał na początku XX wieku i jest jednym z charakterystycznych przykładów eleganckiej architektury miejskiej z tamtego okresu. Kamienicę wybudowano dla rodziny Hoserów, zamożnej warszawskiej rodziny ogrodników i przedsiębiorców. Najbardziej znanym jej przedstawicielem był Piotr Hoser. Rodzina chętnie inwestowała w nieruchomości w rozwijającym się wówczas centrum miasta. Co ciekawe, budynek przetrwał II wojnę światową w stosunkowo dobrym stanie, mimo ogromnych zniszczeń Warszawy. Dzięki temu zachował się jego historyczny wygląd. Szczególną uwagę przykuwa brama, prowadząca na dziedziniec.  Zachwycają przede wszystkim dekoracyjne elementy metalowe oraz ornamenty roślinne, typowe dla architektury inspirowanej secesją. Nad wejściem znajdują się również ozdobne detale sztukatorskie, które podkreślają elegancję całej fasady.

ciekawe miejsca w Warszawie

Wolskie Rotundy

Niektórzy mówią – “warszawskie Koloseum”. Warszawskie Rotundy to opuszczona gazownia na Woli, znana kiedyś jako „gazownia na Czystem”. Okrągłe ceglane budynki zostały zbudowane w 1888 roku. Powstały dla Gazowni Warszawskiej jako obudowy zbiorników, produkowanego w niej gazu. Gazu używano do oświetlania miasta za pomocą miejskich latarni gazowych obsługiwanych ręcznie przez latarników. Jeszcze jakiś czas temu obiekty można było zwiedzać. Obecnie są zamknięte i ogrodzone z tabliczką TEREN PRYWATNY.

Niemcy zaminowali budynki pod koniec wojny, jednak szczęśliwie nie zdołali ich wysadzić. Produkcja gazu została wznowiona już w czerwcu 1945 roku. Rotundy przestały pełnić swoją funkcję w latach 70. XX wieku, gdy Warszawę podłączono do sieci gazu ziemnego.

Warszawa co zobaczyć

Wykonane z czerwonej cegły, zachwycają bogatym detalem architektonicznym i licznymi oknami, co nadaje im charakter sakralny lub pałacowy, mimo ich czysto technicznej funkcji. Rotundy wyróżniają się bardzo nietypową formą. Są to okrągłe, niskie pawilony o betonowej konstrukcji, przykryte płaskimi dachami. Ich bryła była inspirowana modernizmem i architekturą użytkową tamtego okresu. Cechy charakterystyczne budynków to plan koła, rytmicznie rozmieszczone pionowe elementy konstrukcyjne, duże przeszklenia oraz prosta, funkcjonalna forma. Dzięki temu wyglądają trochę jak niewielkie pawilony futurystyczne z epoki PRL. Koniecznie poszukajcie zdjęć wnętrz, bo te robią wręcz oszałamiające wrażenie.

Wolskie Rotundy znajdują się w rękach Fundacji Rodziny Biernackich. Miasto domagało się zwrotu obiektu, jednak przegrało batalię w sądzie. Ogromna szkoda, iż tak wspaniałe budowle niszczeją, mają ogromny potencjał. Istnieją ambitne plany przekształcenia budynków na cele kulturalne. Właściciele dążą do stworzenia tam Metamuzeum (centrum nauki i techniki) oraz wielofunkcyjnej sali koncertowej. Kształt i kubatura budynku mają zapewnić unikalną akustykę i stanowić wyjątkowe tło dla występów artystycznych. Jednak przez kilka lat nic się tu zmieniło i żadne prace nie ruszyły.

Muzeum Gazowni Warszawskiej

Choć same rotundy są zamknięte, na sąsiednim terenie (ul. Kasprzaka 25) działa Muzeum Gazowni Warszawskiej. To jednak odrębna własność. Można tu poznać historię całego kompleksu i zobaczyć dawną aparatownię. Muzeum zostało oficjalnie utworzone w 1977 roku z inicjatywy Zygmunta Marszałka, wieloletniego pracownika, który dbał o ocalenie unikalnych maszyn przed zniszczeniem. W 2022 roku placówka przeszła gruntowną modernizację, łącząc historyczne wnętrza z nowoczesnymi, interaktywnymi systemami. Muzeum składa się z dwóch głównych hal. Można tu zobaczyć m.in. ogromne sprężarki, liczniki gazu, a nawet przedwojenne ciekawostki, jak gazowe żelazko kawalerskie czy lokówkę z 1914 roku. Zwiedzający mogą też “dorzucić węgla do pieca” w ramach interaktywnych elementów wystawy. To naprawdę ciekawie zorganizowane miejsce z ogromną dawką wiedzy. Obecnie w samym Muzeum Gazowni regularnie odbywają się mniejsze wydarzenia kulturalne, takie jak wieczory filmowe czy warsztaty edukacyjne.

Warszawa poza utartym szlakiem

Osiedle Przyjaźń

Najdziwniejsze osiedle w Warszawie? Kompletnie nie pasuje do wielkiego miasta. Masz wrażenie, że właśnie teleportowałeś się do innego świata. Osiedle Przyjaźń na warszawskim Bemowie to unikatowa,  już zabytkowa, perełka. Powstało w 1952 dla radzieckich robotników, budujących Pałac Kultury i Nauki. Posiadało wtedy pełną infrastrukturę: kino, stołówki, bibliotekę czy łaźnie. W szczycie mieszkało tu nawet 4,5 tysiąca osób. Co ciekawe, teren był ogrodzony i pilnowany. Na osiedlu mamy dwa rodzaje budynków: duże pawilony (hotele), typowo radzieckie konstrukcje barakowe oraz domki jednorodzinne (dla kadry), przypominające „domki fińskie” ze względu na spadziste dachy i drewnianą elewację.

Warszawa nieznana

Po zakończeniu budowy pałacu osiedle zamieniono w miasteczko studenckie. W 1955 roku osiedle przekazano Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego. Stało się unikalnym akademikiem, w którym do dziś mieszkają studenci i pracownicy naukowi warszawskich uczelni. Jeszcze do 2021 w największym budynku działał klub studencki Karuzela. Aktualnie część domków jest zamieszkana, w części mieszczą się lokale usługowe, a część niestety niszczeje. W listopadzie 2024 roku Osiedle Przyjaźń trafiło do rejestru zabytków. To ogromny, zielony teren (32 hektary) z własnymi nazwami ulic (np. Konarskiego, Doroszewskiego). Panuje tu niemal wiejska cisza, choć obok przebiegają linie tramwajowe i metro.

Warszawa poza utartym szlakiem

Czy to na pewno domki fińskie?

I taka ciekawostka. Mówi się, że to domki fińskie. A jednak drewno, wykorzystane na budowę osiedla, nie pochodziło z Finlandii. Nowsze ustalenia historyków i badaczy wskazują, że drewno i konstrukcje pochodziły w dużej mierze z ZSRR (głównie z terenów dzisiejszej Rosji). Część elementów mogła być produkowana w różnych miejscach bloku wschodniego, a nie importowana jako gotowe domy z Finlandii. Skąd wziął się mit o fińskich domkach? Widać tu podobieństwo konstrukcji do skandynawskich domów prefabrykowanych. W PRL często używano określenia „fińskie domki” jako skrót myślowy dla drewnianych, prefabrykowanych budynków. W grę wchodzi tu także brak dokładnej dokumentacji przez lata, przez co ludzie „dopowiedzieli” sobie wersję bardziej egzotyczną. Niemniej, część osób twierdzi, że część to domy fińskie z reparacji, podobnie jak na Osiedlu Jazdów, o którym przeczytacie poniżej.

Tradycja wschodnioeuropejskiej architektury drewnianej

Mówi się także, iż okna w tych drewnianych domach były wzorowane na ilustracjach z rosyjskie bajek. Czy to prawda? Dowodów nie ma, jednakże okna i detale rzeczywiście mają dekoracyjne, drewniane obramowania. Przypominają one tzw. „naliczniki”, czyli tradycyjne zdobienia znane z rosyjskiej architektury drewnianej. Takie elementy często kojarzą się z estetyką znaną z bajek i ilustracji, bo ilustratorzy czerpali z tej samej tradycji. Oryginalnie domki były w kolorach niebiesko-białym lub niebiesko-czerwonym. Obecnie są kolorowe.

Jeśli mam być szczera, architektura drewniana na Osiedlu Przyjaźń przypomina mi bardzo klimat Białowieży. I rzeczywiście tak jest. W oczy rzucają się drewniane konstrukcje, ozdobne detale przy oknach, podobne kolory, proporcje i układ domów, klimat „leśny”, bardziej wiejski niż miejski. To wynika z tego, że oba miejsca czerpią z tej samej tradycji wschodnioeuropejskiej architektury drewnianej. Różnica między nimi jest taka, że w Białowieży styl ten rozwijał się naturalnie przez dziesiątki lat, a na Osiedlu Przyjaźć jest on po prostu bardziej „importowany” i ustandaryzowany (budowany szybko, prefabrykowany).

Muzeum Neonów

Kiedyś, gdy miasto nie było tak dobrze oświetlone, to właśnie one rozbłyskały po zmroku i wprowadzały w mieście niesamowity klimat. Uwielbiam neony od zawsze. Dlatego to wizyty w Muzeum Neonów nie trzeba było mnie w ogóle namawiać.  To jedno z najbardziej klimatycznych i „instagramowych” (nowe słowo, które stało się wyznacznikiem tego, czy warto coś zobaczyć) miejsc w Warszawie, ale jednocześnie bardzo konkretna kawał historii miasta. Mieści się w Pałacu Kultury i Nauki (Plac Defilad 1) na 4. piętrze. Wcześniej działało na Pradze (Soho Factory), więc to ciekawy „powrót” bliżej centrum. Poświęcone jest neonom z czasów PRL-u, czyli kolorowym reklamom świetlnym, które kiedyś rozświetlały ulice Warszawy i innych polskich miast. Powstało z inicjatywy Ilony Karwińskiej oraz David’a Hill’a. Ich celem było ratowanie starych neonów, które po 1989 roku zaczęły masowo znikać.

blog podróżniczy

Dlaczego neony są ważne? W latach 50.–70. Polska przeżywała tzw. „neonizację”. Państwo inwestowało w świetlne reklamy, projektowali je artyści, graficy i architekci. Miasta, zwłaszcza Warszaw, były pełne kolorowego światła. To trochę paradoks PRL-u, bowiem szara rzeczywistość zderzała się z bardzo kreatywną, nowoczesną estetyką. Muzeum pokazuje właśnie ten kontrast i klimat epoki. Zobaczycie tu oryginalne neony z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia, kultowe napisy jak „Berlin”, „Cepelia”, „Syrenka” czy “Jubiler”, odrestaurowane reklamy sklepów, kin, dworców oraz wystawy o projektowaniu i historii miejskiej. Działa tu też maleńkie kino, w którym posłuchacie o historii neonów. Na mapie zobaczysz, gdzie znajdowały się neony w dawnej Warszawie. Bilet normalny kosztuje 25 zł.

Jak działają neony

Dowiecie się, jak działają neony, a to nie jest takie oczywiste. Neon to szklana rurka wypełniona gazem, przez którą przepuszcza się prąd. Konstrukcja neonu wygląda następująco. Składa się on z szklanej rurki (często ręcznie wyginanej), gazu (np. neon, argon), elektrod na końcach oraz transformatora, który daje wysokie napięcie. Co się dzieje po włączeniu? Gdy pojawi się napięcie, prąd zaczyna płynąć przez gaz, elektrony „zderzają się” z atomami gazu, a atomy się wzbudzają, dostają energię. Skąd się bierze światło? To kluczowy moment.

Warszawa poza utartym szlakiem

Kiedy atom wraca do „normalnego” stanu, oddaje energię w postaci światła. To jest dokładnie emisja światła przez wzbudzone atomy. Napięcie potrzebne jest dlatego, że gaz normalnie nie przewodzi prądu. Trzeba go „rozruszać”. Wysokie napięcie wybija elektrony z atomów i tworzy się tzw. plazma. To już stan materii, w którym gaz przewodzi prąd. Kolor neonu zależy od gazu. I tak na przykład, neon daje kolor czerwono-pomarańczowy, argon – niebieski/fioletowy, a hel – żółtawy.

Muzeum jest niewielkie, ale bardzo intensywne wizualnie. Na zwiedzanie trzeba przeznaczyć ok. 45–90 minut. Można robić zdjęcia i to jest duża część zabawy. To muzeum działa też „na zewnątrz”. Prowadzi projekt „Akcja Renowacja!” Odnawia stare neony i przywraca je na budynki w Warszawie, czyli nie tylko archiwizuje, ale przywraca je do miasta.

Warszawa co zobaczyć

Schody ruchome przy Trasie W-Z

Przyjeżdżały tu tłumy, by podziwiać wyżyny radzieckiej inżynierii. Schody ruchome przy placu Zamkowym, łączące Trasę W-Z z poziomem Starego Miasta, to miejsce kultowe w stolicy. A dlaczego? Były to pierwsze schody ruchome w powojennej Polsce. Zostały oddane do użytku w lipcu 1949 roku, razem z całą Trasą W-Z. W tamtym czasie stały się symbolem nowoczesności i odbudowy stolicy z ruin. Ludzie przyjeżdżali z całego kraju, żeby się nimi po prostu przejechać. To była atrakcja turystyczna na miarę dzisiejszych parków rozrywki.

co warto zobaczyć w Warszawie

Radziecka technologia budziła wówczas podziw. Schody zostały sprowadzone z ZSRR. Były to urządzenia typu tunelowego, identyczne jak te montowane w moskiewskim metrze. Charakterystyczne było ich drewniane wykończenie i specyficzny zapach smaru, który do dziś kojarzy się wielu warszawiakom z dzieciństwem. Konstrukcja robiła ogromne wrażenie. Trzy ciągi, potężna radziecka maszyneria, ważąca 150 ton i przepustowość, która miała obsłużyć 10 000 osób na godzinę. Wnętrze wykończono klinkierem, a wnętrze ozdobione socrealistycznymi rzeźbami, opowiadającymi o wspólnej walce i odbudowie. Obowiązywał tu surowy regulamin. Nie wolno było biegać, siadać, palić ani jeździć dla zabawy w górę i w dół.

Przez dekady schody były eksploatowane do granic możliwości, aż w końcu w latach 90. zaczęły się psuć na potęgę. Części zamienne do radzieckich mechanizmów były praktycznie nieosiągalne. W związku z tym, przez wiele lat stały nieczynne, strasząc pasażerów. Dopiero w 2005 roku przeszły gruntowną modernizację. Stary mechanizm zastąpiono nowoczesnym (firmy ThyssenKrupp), ale zachowano historyczny wygląd balustrad i oświetlenia, by nie psuć socrealistycznego charakteru przejścia.

Dzisiaj schody działają, a w dolnym holu często można spotkać wystawy fotograficzne lub plakaty promujące wydarzenia kulturalne w Warszawie. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w stolicy. Długie tunele z charakterystycznymi lampami dają świetną perspektywę do zdjęć.

I taka jeszcze ciekawostka, a konkretnie schody te pojawiły się w wielu polskich filmach z epoki PRL-u jako symbol „wielkiego miasta”. Pisał o nich nawet Leopold Tyrmand w swoich felietonach. Dla Warszawy lat 50. były tym, czym dla dzisiejszego Londynu jest London Eye, dowodem na to, że miasto żyje i idzie z duchem czasu.

co warto zobaczyć w Warszawie

Kość Mamuta

Czy wiesz, że kiedyś po Warszawie biegały włochate olbrzymy? Dowodem na to jest kość mamuta w kościele św. Anny w Wilanowie. Została wykopana w 1770 roku podczas budowy fundamentów pod ten kościół. Zamiast przekazać ją gdzieś dalej, postanowiono zachować ją na miejscu, i tak trafiła do wnętrza kościoła jako swoista osobliwość. Kiedyś wierzono nawet, że to kości gigantów lub smoków. Wieszano je w kościołach, by ich moc chroniła przed złem i demonami.

Warszawa nieznana

Ile lat liczy sobie ta pozostałość po włochatym stworze? Mamuty żyły w Europie w czasie ostatniej epoki lodowcowej. Większość takich znalezisk na terenach Polski datuje się na ok. 10 000 – 50 000 lat. Najczęściej są to szczątki z okresu tzw. plejstocenu. Dlaczego nie ma dokładnej daty? Kość została znaleziona w XVIII wieku, kiedy nie istniały nowoczesne metody datowania (np. radiowęglowe). Nie była badana naukowo tak dokładnie jak znaleziska muzealne, traktowano ją raczej jako ciekawostkę niż obiekt badań. Najbardziej rozsądne przybliżenie to około 20 000–40 000 lat, czyli czasy, gdy w Europie żyły mamuty włochate. To sprawia, że wchodząc do tego kościoła, patrzysz na coś, co istniało na długo przed powstaniem Warszawy, państwa polskiego, a nawet przed końcem epoki lodowcowej.

Tuż obok kościoła znajduje się Mauzoleum Potockich. Jedna z najbardziej efektownych budowli w Wilanowie. Choć wygląda jak grobowiec, i pierwotnie miała nim być, w rzeczywistości jest to pomnik symboliczny. Został wzniesiony, by upamiętnić Stanisława Kostkę Potockiego i jego żonę Aleksandrę.

Praskie Szmulki, czyli “Moc włóczki”

„Szmulki” to potoczna nazwa osiedla Szmulowizna na Pradze-Północ. Nazwa pochodzi od bogatego kupca i bankiera Szmula Zbytkowera, który posiadał tu ziemie pod koniec XVIII wieku, założył tu swój folwark. To miejsce ma kilka charakterystycznych cech: robotniczo-przemysłowa historia – dużo dawnych fabryk, składów, warsztatów, do tego gęsta zabudowa kamieniczna z różnych epok. Przez lata miała opinię „trudnej dzielnicy”, ale dziś stopniowo się to zmienia. Czuć tu silną tożsamość lokalną oraz widać aktywność społeczną mieszkańców.

Ulica Kawęczyńska to jedna z głównych osi Szmulek i w pewnym sensie jej serce. I właśnie na ulicy Kawęczyńskiej na praskich Szmulkach zobaczyć można włóczkowe szaleństwo. Dzieje się to latem, ale także i zimą w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Szydełkowe czapeczki zdobią słupki i osłonki drzewek. W zimie jest i szmulkowa choinka. Te cudeńka powstają dzięki lokalnej inicjatywie Moje Szmulki.

“Moc włóczki” na warszawskiej Pradze powoli staje się tradycją. To wyjątkowa akcja typu yarnbombing (bombardowanie włóczką), która stała się symbolem lokalnej integracji i radosnej odmiany praskiej ulicy. Na czym to polega? Sąsiadki i aktywistki z grupy “Moje Szmulki” własnoręcznie dziergają kolorowe “wdzianka” na uliczne słupki, ławki, a nawet przystanki tramwajowe. Słupki zmieniają się w bajkowe postacie, zwierzęta i kolorowe stwory. Organizowane są tu także różnego rodzaju spotkania i warsztaty, m.in. z dziergania czy robienia na drutach.

Wszystko zaczęło się w 2019 roku od udekorowania jednej ławki przez panią Paulinę. Od tego czasu projekt rozrósł się do ogromnych rozmiarów. W czerwcu 2025 roku odbyła się już szósta edycja wydarzenia. I wiem, że właśnie zaczęły się przygotowania do kolejnej letniej inicjatywy w 2026 roku. Akcja ma na celu ocieplenie wizerunku dzielnicy, wywołanie uśmiechu u przechodniów i pokazanie, że historyczna Praga może być bajkowa i kolorowa. Inicjatywa ta zdobyła tytuł Inicjatywy Roku 2025 w plebiscycie Warszawiaki.

A przy okazji można podziwiać jeden z najpiękniejszych murali w stolicy autorstwa Tytusa Brzozowskiego.

Murale w Warszawie

Osiedle Jazdów

Osiedle Jazdów to absolutny fenomen na mapie Warszawy, zielona, wiejska enklawa w samym sercu metropolii, położona rzut beretem od Sejmu i parku Ujazdowskiego. Osiedle składa się z drewnianych, parterowych domków, które trafiły do Warszawy po 1945 roku jako dar od Finlandii w ramach reparacji wojennych dla ZSRR przekazanych Polsce. Miały być tymczasowym rozwiązaniem dla architektów, odbudowujących stolicę, a przetrwały ponad 80 lat. W tym miejscu z całą odpowiedzialnością można mówić o “domkach fińskich”.

Warszawa poza utartym szlakiem

Aktualnie Osiedle Jazdów walczy o przetrwanie. Około 2011 roku miasto planowało wyburzyć budynki pod inwestycje. Mieszkańcy i aktywiści zjednoczyli się, tworząc ruch Otwarty Jazdów i po długiej batalii udało im się ocalić to miejsce jako dobro kultury. Dziś Jazdów to największe w Polsce oddolne centrum kultury. Każdy domek ma innego opiekuna (stowarzyszenia, fundacje) i inną funkcję. Znajdziesz tu pasiekę miejską, ogrody społecznościowe, warsztaty rzemieślnicze, jogę, koncerty i debaty. To jedno z niewielu miejsc w Warszawie, gdzie nie ma płotów (poza tymi symbolicznymi), a między domkami biegają kury, rosną maliny i panuje atmosfera sielanki, mimo sąsiedztwa wielkich arterii komunikacyjnych. Jazdów jest otwarty dla każdego, można tu po prostu wejść, usiąść na leżaku i poczuć się jak na wakacjach u babci na wsi.

Osiedle Jazdów, choć kojarzone głównie z architektami, odbudowującymi Warszawę, gościło kilka bardzo wyrazistych postaci świata kultury, artystycznej bohemy. Wśród mieszkańców i osób silnie związanych z tym miejscem nie brakowało znanych aktorów, kabareciarzy i twórców kultury. Najbardziej znanymi postaciami ze świata sceny i estrady, które zamieszkały w domkach fińskich, byli: Barbara Wrzesińska – wybitna aktorka filmowa i teatralna, znana m.in. z występów w legendarnym Kabarecie Olgi Lipińskiej, Maria Czubaszek – choć kojarzona głównie jako pisarka, satyryk i dziennikarka, była nierozerwalnie związana ze środowiskiem aktorskim i kabaretowym, Jonasz Kofta – poeta, dramaturg i satyryk, który współtworzył warszawską scenę kabaretową, również mieszkał na Jazdowie czy Janusz Kochanowski – prawnik i dyplomata (RPO). Co warto jeszcze zobaczyć w Warszawie? Z pewnością pokażę Wam jeszcze więcej ciekawych miejsc. A tymczasem podrzucam Wam bardzo interesującą listę 30 nietypowych miejsc w Warszawie.

ciekawe miejsca w Warszawie

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *