Trzy lokalne wyspy na Malediwach: Thulusdhoo, Dhiffushi i Huraa – przewodnik
Jeśli marzysz o Malediwach, ale zamiast zamkniętego resortu chcesz zobaczyć prawdziwe życie na wyspach, lokalne wyspy będą strzałem w dziesiątkę. Podczas mojego kolejnego wyjazdu odwiedziłam trzy różne wyspy: Thulusdhoo, Dhiffushi oraz Huraa. Każda z nich okazała się zupełnie inna. W tym przewodniku pokażę Ci, czym różnią się te wyspy, jakie są ich największe plusy i minusy oraz komu najbardziej przypadną do gustu. Jeśli zastanawiasz się, którą lokalną wyspę wybrać na Malediwach albo planujesz podróż na własną rękę, ten artykuł pomoże Ci podjąć decyzję.
Pierwszy raz na Malediwy przyleciałam w 2012 roku. Wówczas turystyka na lokalnych wyspach dopiero startowała. Było tylko kilka takich wysp, które przyjmowały turystów. Zatrzymałam się na pięknej Omadhoo. Tu wykupiłam cały pakiet wraz z pełnym wyżywieniem i wycieczkami. Codziennie pływaliśmy na picnic island bądź sand bank. A jedzonko, przygotowywane przez kucharza w guesthousie było przepyszne. Stołowanie “na mieście” nie wchodziło w grę, bo nie było po prostu gdzie. Wiele od tego czasu się zmieniło, oj wiele… na plus jeśli chodzi o infrastrukturę, być może na minus dla tych, którzy cenią sobie spokój i brak ludzi.
Kolejnym razem odwiedziłam jeszcze Fulidhoo, Fehendhoo oraz Fuladhoo, którą uważam za najpiękniejszą wyspę lokalną na Malediwach. Znajdziesz tam rajskie resortowe plaże oraz mini dżunglę. Na wyspie jest bardzo czysto, mieszkańcy o to dbają i zachęcają do tego turystów. Koszt pobytu na Fuladhoo jest wyższy niż na innych lokalnych wyspach, ale zdecydowanie warto. Szczegóły poznasz w moich artykułach.
Jeśli wolicie zorganizowane wakacje to na Malediwy – bezpośrednio Dreamlinerem – polecicie z ITAKĄ (jest też możliwość zakupu samego przelotu czarterowego).
Spis treści
Thulusdhoo – piękne plaże, tanie i pyszne jedzenie, surferski klimat
Thulusdhoo to jedna z najbardziej znanych lokalnych wysp na Malediwach, ale mimo rosnącej popularności nadal można poczuć tu spokojny, codzienny rytm życia mieszkańców. Wyspa jest położona niedaleko Male, dzięki czemu łatwo i szybko można dostać się tu speedboat’em lub lokalnym promem, co czyni ją świetnym wyborem na początek podróży po Malediwach.
Z Male dopłyniesz tu:
- lokalnym promem za 3 USD w 1,5h lub
- speedboatem za 36 USD w 30 minut.
To, co najbardziej zapamiętałam z Thulusdhoo, to przyjemna, swobodna atmosfera. Wyspa wydawała mi się bardziej „żywa” niż niektóre mniejsze lokalne wyspy, jak np. Hurra. Jest tu więcej lokalnych naprawdę smacznych restauracji, guesthouse’ów i miejsc, gdzie można po prostu posiedzieć wieczorem przy plaży.
Nocleg na Thulusdhoo
Zatrzymałam się w Golhaaviewinn przy plaży bikini. Za pokój z łazienką i ze śniadaniem płaciłam 222 zł za noc plus 3USD green tax także za noc. Guesthouse nosił już ślady użytkowania, było widać, że wybudowany dość dawno. Było jednak czysto, a lokalizacja idealna, bo tuż przy plaży dla turystów. A do tego pokój wyposażony był we wszystko, co potrzebne: suszarkę, czajnik i butelkowaną wodę.
Do minusów zaliczę jeszcze śniadania. Bardzo mały wybór, jajka lub parówki, bez soków czy malediwskiego mashuni (było tylko raz), które uwielbia. To pasta z tuńczyka, kokosa, cebulki i chili z ciepłymi placuszkami przypominającymi naleśniki, zwanymi roshi. Co ciekawe, restaurację w Golhaaviewinn muszę pochwalić. Dania były tu zaskakujące smaczne. Inni turyści w padali tu na posiłki. Oczywiście wybór noclegów na wyspie jest duży, więc warto przejrzeć oferty na bookingu.
Jedzenie na Thulusdhoo
Ja najczęściej stołowałam się w lokalnej restauracji Byyoni przy ulicy Neruveli Magu. Jest ona wysoko oceniana i potwierdzam, że słusznie. Lokal ten specjalizuje się w autentycznej kuchni malediwskiej oraz azjatyckiej. Jest to świetne miejsce, aby spróbować tradycyjnych wyspiarskich smaków w przystępnych cenach.
Przykładowe ceny jedzenia:
- warzywne curry – 18 zł
- tuna curry – 19 zł
- sałatka z pomidora i cebuli – 13 zł
- warzywne noodle – 15 zł
- świeży sok z mango – 18 zł
- sałatka z pomidora i ogórka – 13 zł
- steak z tuńczyka – 26,50 zł
- świeży sok z maraku – 16 zł
- seafood tom yum soup – 26,45 zł
- kokos – 3 USD
- woda duża – 1,80 zł
- coca cola – 4 zł
- piwo bezalkoholowe – 9 zł
Sklepy spożywcze także tu są, mniejsze i większe. W tym większym kupicie także ubrania czy klapki, których ja bardzo wówczas potrzebowałam.
4-dniowy pobyt na wyspie kosztował mnie ok. 910 zł, czyli 227 zł na dzień. Pamiętajcie także, że podróżowałam solo. Za noclegi musiałam płacić podwójnie, gdyż rzadko który pensjonat oferuje zniżkę dla jednej osoby.
Plaże na Thulusdhoo
Thulusdhoo wybrałam także ze względu na plaże. Jak wyglądają one na wyspie Thulusdhoo? Czy są rajskie? Ile ich jest i czy można opalać się w bikini? Odpowiedź poniżej.
Bikini Beach
Położona we wschodniej części wyspy. Najpiękniejsze kolorki wody są tu do godziny 15:00. Plaża jest czyściutka, leżaczki też się znajdą. Ma karaibski klimat, hamaczki, huśtawki, bujaczki. Przy plaży znajdziecie kilka restauracji, w których stoliki rozstawiono na piasku. Można tu zamówić romantyczną kolację nad samym oceanem… “przy świecach”. Wieczorem warto tu przyjść na obserwację gwiazd, a może i świecący plankton się zdarzy. W hotelu obok Golhaaviewinn organizowane są wieczorne imprezy, typu karaoke.
Dream Beach
To po prostu obłędna laguna z krystalicznie czystą wodą i mięciutkim piaskiem. Zobaczysz tu sporo rybek, a i płaszczka czasem zajrzyj (na te trzeba uważać). Takie plaże na Malediwach uwielbiam. To moja top plaża na Thulusdhoo. Ale uwaga, nie jest to plaża bikini. Niemniej stroje kąpielowe są tu akceptowane. Na plażę przychodzą czasami miejscowi. To, czego nie akceptują, to czułości na plaży. Byłam świadkiem, gdy dość ostro zwrócili uwagę pewnej parze.
W porównaniu z bikini beach jest tu po prostu pusto. Stąd można podziwiać także zachód słońca, choć na tę okoliczność polecam Sunset Beach, o której jeszcze będzie. Na plaży stoją trzy szałasiki, które dają trochę cienia. W wodzie zobaczycie rybki, czasem zajrzyj płaszczka. Z zamieszkałej części wyspy trzeba tu kawałeczek podejść. Plaża znajduje się za fabryką Coca Coli. Dojście do Dream Beach zajmuje ok. 17 minut.
Sunset Beach
To rajski sandbank w zachodniej części wyspy. Tu wszyscy przychodzą na zachód słońca, mieszkańcy także i zdecydowanie trzeba to zrobić. Warto zostać nieco dłużej, bo niebo wchodzi w pomarańcze i fiolety. A w dzień można poplażować lub polatać na kajcie, który wydaje się tu być bardzo popularny, jak i sam surfing.
Nie ma tu żadnego schronienia przed słońcem (oprócz małej chatki), a to na Malediwach jest piekielnie mocne. Na środku cypelka ktoś zostawił kilka plastikowych leżaków. Warto pamiętać, że Sunset Beach jest lokalną plażą, a nie bikini beach, więc zgodnie z malediwskimi zasadami nie powinno się tam opalać w bikini.
Burugaa Beach
Znana jest również jako Hijaab Beach. Podobno można tu zobaczyć baby sharks. To trochę dzika, ale też spokojna plaża. W przeciwieństwie do gwarnej bikini beach, Burugaa oferuje zdecydowanie więcej prywatności. Nie znajdziesz tu rozwiniętej infrastruktury turystycznej, leżaków czy barów bezpośrednio na piasku. Za każdym razem, gdy tędy przechodziłam, było pusto, nie było tu nikgo. Plaża znajduje się za zamieszkałą częścią przy ścieżce wiodącej także na Dream Beach, tylko po przeciwległej stronie.
Fabryka Coca Coli na Thulusdhoo
Trudno uwierzyć, że na niewielkiej tropikalnej wyspie znajduje się jedyna fabryka Coca-Coli na całych Malediwach. Co ciekawe, uważa się ją także za jedyną fabrykę Coca-Coli na świecie, która wykorzystuje odsoloną wodę morską do produkcji napojów. Fabryka działa na wyspie od lat 80. i produkuje napoje dla całego kraju, m.in. Coca-Colę, Sprite czy Fantę. Dla mieszkańców jest też ważnym miejscem pracy i jednym z symboli wyspy. Od fabryki swoją nazwę wziął również słynny spot surferski „Cokes”.
Fabrykę można zwiedzać. Zapytajcie o pomoc w tym w swoim pensjonacie. Mi prawie się to udało, jednak akurat w dniu, w którym mogłam to zrobić, fabryka była zamknięta ze względu na jakieś ważne działania wewnątrz.
Dhiffushi – lokalny malediwski kurort
Lokalna wyspa Dhiffushi to obecnie mały malediwski kurort. Wyspa jest piękna z jeszcze większym potencjałem. Zdecydowanie spotkasz tu więcej turystów niż na Thulusdhoo. Jest też sporo drożej.
Z Male dopłyniecie tu:
- publicznym promem za kilka dolarów w 2 godziny lub
- speedboatem za 30 USD w 50 minut.
Nocleg na Dhiffushi
Zatrzymałam się w Sunset Villa za 443 zł za noc z pełnym wyżywieniem i z prywatną plażą. Na zdjęciach i w opisie wszystko brzmiało super. I rzeczywiście hotel jest w porządku. Duże komfortowe hotele z ładną łazienką, choć widać już spore ślady użytkowania. Duży plus za to, iż otrzymałam pokój z widokiem na plażę i ocean, a takiego nie zarezerwowałam. A widok był obłędny.
Opcję z pełnym wyżywieniem wzięłam dlatego, że miałam tu spędzić Sylwestra i oferowana była uroczysta sylwestrowa kolacja na plaży. Cena za cały pakiet była naprawdę dobra, więc to przeważyło szalę. Jeśli chodzi o jedzenie, to niestety wielkiego szału nie było. Po prostu nie zawsze było smacznie. Tak, jakby właściciel jechał już trochę na opinii. Obiad był zwykle w formie szwedzkiego stołu, zaś kolację podawano do stolika na plaży. Plus był taki, że cenowo było w porządku, bowiem “na mieście” było bardzo drogo.
Przykładowe ceny i porównanie z Thulusdhoo:
Warzywne curry: na Dhiffushi – 10/12 USD, na Thulusdhoo – 4/5 USD.
Kokos: na Dhiffushi – 5 USD, na Thulusdhoo – 3 USD.
Na Dhiffushi są porządne sklepy z pamiątkami, czego na Thulusdhoo nie widziałam. A pamiątki w większości bardzo fajne, jak np. wyroby z kokosa. Naprawdę można wybrać i zakupić piękne rzeczy.
Są oczywiście sklepy spożywcze, więc owoce czy inne przekąski można zakupić. Widziałam nawet gotowe dania do zalania wrzątkiem.
Plaże na Dhiffushi
Dhiffushi Bikini beach
Na wyspie znajdują się dwie rajskie plaże bikini. Jedna przy Stone Hotels Dhiffushi. Według mnie to ta piękniejsza, długa, prowadzi na sandbank na końcu wyspy, gdzie praktycznie jest pusto. Długa laguna sięga aż po horyzont, a w niej malutkie rekiny, płaszczki i latające rybki. No i te zachody słońca… Znajdziesz tu leżaki oraz huśtawki w oceanie. Ludzi jest sporo, bo i tu ulokowały się pensjonaty i hotele, oraz bary. Natomiast z racji tego, iż plaża jest bardzo długa, można znaleźć spokojniejsze miejsce dla siebie. Choćby na wspomnianej lagunie.
Dhiffushi Beach
Druga plaża ma widok na resort Meeru Island Resort & Spa, który znajduje się na prywatnej wyspie tuż obok. To jeden z najbardziej charakterystycznych elementów tej plaży. I rzeczywiście wygląda to ładnie, niemniej kursujące tu non stop motorówki psują ten idylliczny obrazek.
Przez to plaża nie jest aż tak spokojna, jak mogłoby się wydawać na zdjęciach. Co jakiś czas słychać silniki łodzi przecinających lagunę, a w wodzie trzeba uważać podczas pływania czy snorkelingu. Momentami trochę zaburzało to rajski i spokojny klimat, którego wiele osób szuka na Malediwach.
Karmienie płaszczek
Codziennie o zachodzie słońca w hotelu Heron odbywa się karmienie płaszczek. Przychodzi tu chłopak z wiadrem surowego mięsa i każdy może taki kąsek podać wygłodniałej płaszczek. Chętnych jest dużo. Spróbowałam i ja. Przyznam to bardzo miłe uczucie. Niektórzy chcą także pogłaskać te żyjątka, ale ja chyba bym nie ryzykowała.
Płaszczki zazwyczaj nie są agresywne wobec ludzi. Mają jednak kolec jadowy na ogonie, którego używają do obrony, gdy poczują zagrożenie. Najczęściej wtedy, gdy ktoś przypadkowo na nie nadepnie. Dlatego na Malediwach zaleca się chodzić po płytkiej wodzie powoli, „szurać” stopami po piasku zamiast robić normalne kroki, nie dotykać płaszczek i nie próbować ich łapać. Ataki są bardzo rzadkie, a płaszczki zwykle odpływają, gdy tylko zauważą człowieka. Wiele osób pływa z nimi bez żadnych problemów.
Przy obu plażach ulokowały się bary, więc można czas leniwie spędzić pod palmami, przy muzyczce, popijając kokosa. Świetna opcja na wieczór. Świetny bar oraz restauracja znajduje się przy drodze w kierunku hotelu Heron. Klimatyczny, nad ocean, klimat karaibski. Ogólnie bardzo mi się tu podobało, mimo wysokich cen oraz pomimo, iż są miejsca zaśmiecone, jak np. plaża, którą szłam na bikini beach. Piękna, rajska, chylące się palmy… ale na plaży mnóstwo śmieci.
Huraa – spokojna i lokalna wyspa blisko Male
Huraa to jedna z tych wysp na Malediwach, które są dużo spokojniejsze i bardziej lokalne niż pozostałe wyspy. Leży bardzo blisko Male. Dopłyniesz tu speedboat’em w około 20–30 minut za 10 USD lub 150 malediwskich rufii. Jeśli kurs jest z lotniska, wówczas zapłacisz 15 USD. Dodam jeszcze, że kurs z Male promem na lotnisko kosztuje 15 rufii.
W porównaniu do Thulusdhoo czy Diffushi, Huraa wydaje się bardziej cicha i „codzienna”. Mniej tu turystycznego ruchu, więcej zwykłego życia mieszkańców: rybaków, małych sklepików, dzieci jeżdżących rowerami po piaszczystych uliczkach i lokalnych kawiarni. To dobra wyspa dla osób, które chcą trochę zwolnić i zobaczyć bardziej naturalne oblicze Malediwów. To naprawdę malutka wyspa z małą ilością zabudowy.
Ciekawostką jest to, że Huraa ma również znaczenie historyczne dla Malediwów. To właśnie stąd wywodziła się dawna dynastia królewska rządząca krajem w XVIII wieku.
Na Hurra dotarłam w czasie załamania pogody. W zasadzie już na Dhiffushi ostatni dzień był deszczowy. Byłam na przełomie grudnia i stycznia, więc taka aura była zaskoczeniem. Padało ulewnie, pojawiały się burze. Na ulicach tworzyły się rwące rzeki. Być może taka pogoda również miała wpływ na moją ocenę, niemniej ta wyspa nie do końca przypadła mi do gustu. I to do tego stopnia, iż pobyt swój skróciłam.
Nocleg na Huraa
Na tej wyspie noclegi były najtańsze z wyjątkiem jednego obiektu. Zatrzymałam się w Seabreeze View, skromnym i niedrogim pensjonacie, który ma tego samego właściciela, co Sunset Villa na Dhiffushi. Z tym, że tutaj to nocleg bardzo budżetowy, pamiętający jeszcze czasy, gdy turystyka na lokalnych wyspach startowała, a było to w 2011 czy 201 roku. Ogromny plus dla właściciela za to, iż zwrócił mi pieniążki za nocleg, których nie wykorzystałam. Za pokój z łazienką i śniadaniem płaciłam w Seabreeze View 141 zł. Pamiętajcie, że osoba podróżująca w pojedynkę płaci w zasadzie za jak za dwójkę, zniżki nie ma. Pokój był duży, kilkuosobowy z klimatyzacją.
Obsługa jest naprawdę bardzo miła i pomocna. Dodatkowe koce nie były problemem. Śniadanie, jakie tu serwują to w zasadzie standard, jajka, parówki oraz tradycyjne, czyli pasta z tuńczyka z kokosem i cebulką. Na górze na dachu znajduje się taras z leżaczkami, więc jest miejsce do opalania. Znajdziesz tu także sprzęt do snurkowania.
Na wyspie znajduje się także obiekt o dużo wyższym standardzie – 4,5* hotel Pearl Sands of Maldives. Wybrałam się tam na spacer i rzeczywiście jest tam pięknie, a i plaża hotelowa jest naprawdę rajska. To niewielki, kameralny hotel typu „boutique resort”. Ulokował się z dala od zabudowań wyspy na piaszczystym cypelku. Hotel ma ok. 30–32 pokoi, wszystkie z widokiem na ocean. Można tu snurkować bezpośrednio z plaży. Często widuje się tu małe rekiny, płaszczki i kolorowe ryby.
Jedzenie na Huraa
Lokalnych restauracji jest kilka. Najczęściej stołowałam się w Sunset Restaurant. To rodzinny biznes i jada tu także całą rodzina i znajomi właścicieli. Jedzenie przygotowywane jest na świeżo po zamówieniu. Na zewnątrz zrobiono tu bardzo klimatyczne miejsce do zjedzenia i posiedzenia, w stylu karaibskim. Czytałam bardzo dobre opinie na temat tego miejsca. Mnie osobiście smaki nie zachwyciły. Zdecydowanie lepsze jedzenie było na Thulusdhoo.
Na Huraa zajrzałam także do Bake Away, gdzie stołowali się także mieszkańcy i ceny były bardzo niskie. Zamówiłam lokalne danie kottu roti za 4,21 USD. Podstawą jest tu pokrojony w paski placek roti/paratha, warzywa, przyprawy curry, jajko, a także często kurczak, tuńczyk albo seafood. Wszystko jest siekane i mieszane na dużej metalowej płycie. Do czego można to danie porównać? Najbliżej smakiem chyba do bardzo aromatycznego smażonego makaronu albo „azjatyckiego kebaba na patelni”, tylko z posiekanym plackiem zamiast makaronu czy ryżu. Na Malediwach bywa ostrzejsze, więc warto zapytać o to przed zamówieniem.
Przykładowe ceny jedzenia:
- smażony ryż z warzywami – 3,90 USD
- smażony ryż z jajkiem – 3,90 USD
- smażony ryż z tuńczykiem – 4,21 USD
- smażony ryż z kurczakiem – 4,21 USD
- smażony makaron z tymi samymi dodatkami w cenach jak wyżej
- sok ze świeżego koskosa – 2,27 USD
- sok z mango – 5 USD
- warzywne curry – 60 rufii / 14 zł
- fish curry – 70 rufii / 16,50 zł
- chicken curry – 80 rufii / 19 zł
- beef curry – 90 rufii / 21 zł
- grillowana ryba z frytkami i sałatką – 150 rufii / 35 zł
- butter chicken z ziemniakami – 130 rufii / 31 zł
- mutton briyani – 130 rufii / 31 zł
Plaża bikini na Huraa
Znajdziesz tu oczywiście bikini beach dla turystów. Ulokowała się ona ona poza zabudowaniami, więc trzeba do niej kawałek dodreptać. Przy plaży wyrastają wysokie pochyłe palmy, co nadaje jej idyllicznego charakteru. Infrastruktura jest bardzo skromna w postaci kilku parasoli ze “słomy” i leżaków, które wyraźnie noszą już ślady użytkowania. W dzień pochmurny i deszczowy czystość i przejrzystość wody nie jest taka sama, jak podczas słońca i czystego nieba. Z pewnością bez deszczu prezentuje się o wiele lepiej i właśnie takie zdjęcia mnie tu zwabiły.
Więcej o plaży i samej wyspie przeczytasz w artykule Łukasza Kędzierskiego:
Na wyspie znajduje się też chroniony obszar namorzynowy (mangrowce), co jest dość rzadkie na małych lokalnych wyspach Malediwów. Dzięki temu Huraa ma trochę bardziej zielony i naturalny charakter niż wiele innych wysp w atolu Male. I właśnie w tych namorzynach można popływać łódką bądź kajakiem.























































































