A gdyby tak zamieszkać w Afryce… wywiad z Markiem z Gambii

Kontakt do Marka dostaję od Ewy, założycielki Warszawskiej Grupy Wyjazdowej. W lutym tego roku kilkuosobowa ekipa wyrusza w prawie miesięczną podróż do Gambii. Jadą tam na własną rękę. Na miejscu jest już  Marek Król, zapalony podróżnik i eksplorator najdalszych zakątków, który to przyjechał tu w styczniu i postanowił zostać na zawsze!

Z Markiem umawiam się na rozmowę telefoniczną. Właśnie przyjechał do Polski po kilkumiesięcznej nieobecności. Od samego początku jest bardzo otwarty i chętny na opowieści o ostatnich wydarzeniach w swoim życiu. Rozmawiamy prawie godzinę. Mimo że rozmowę prowadzimy na odległość, od razu wyczuwam od Marka pozytywną energię i życzliwość w stosunku do innych. Jego podejście do życia bardzo mi się podoba i bardzo mi imponuje.

282.jpg

 Marek we własnej osobie:)

Wywiad został przeprowadzony 13.06.2014

[Cel] Jak to się stało, że zostałeś w Gambii? Skąd ten pomysł?

[Marek] Bilet mieliśmy zarezerwowany już dużo wcześniej. Wtedy chyba również i Ty zastanawiałaś się, czy jechać. Tak naprawdę, biletu wcale nie kupiłem od razu, nie była to natychmiastowa decyzja, gdzieś to do mnie wracało i chyba coś mnie wzywało. Przeglądałem różne oferty, szukałem kierunków, bo od jakiegoś czasu nigdzie nie byłem. To jest takie uzależnienie, że jeśli przez jakiś czas nigdzie nie pojadę, to muszę szybko coś znaleźć. I trafiła się Gambia, a że w Czarnej Afryce jeszcze nie byłem, to był to znak, że już czas wybrać się właśnie tam. W międzyczasie miałem jeszcze kontrakt w Anglii, miałem pracować w pewnym hotelu. Od wielu lat związany jestem z branżą turystyczną, głównie zajmuję się prowadzeniem hoteli.

[Cel] Właśnie miałam Cię o to zapytać, czym się zajmowałeś przed wyjazdem…

[Marek] Tutaj prowadziłem od 7 lat dwa bary i restauracje, tak więc byłem związany troszkę z gastronomią. W międzyczasie pracowałem także dla firm turystycznych, przez dwa lata dla eSky nad projektem „Reporter”, który miał na celu sprawdzenie wszystkich ośrodków turystycznych i hoteli, pisałem reportaże, głównie z typowo turystycznych miejsc. Dlatego przez około dwa lata byłem w rozjazdach po Egipcie, Tunezji, Grecji i tym podobnych krajach. Oczywiście starałem się również zaspokajać swoje podróżnicze potrzeby, odwiedzając nieco inne zakątki. Wcześniej, kilka lat temu pracowałem w Anglii przy prowadzeniu pubów, hoteli i tak dalej. Teraz też dostałem taką propozycję. Niestety trzy dni przed powrotem z Gambii dostałem wiadomość, że hotel, w którym miałem pracować, został wystawiony na sprzedaż i jest zainteresowanie, więc chyba zostanie sprzedany, czyli moja praca tam nie wypali. I co teraz? Bardzo dobra okazja, żeby przedłużyć sobie wakacje w Gambii, tym bardziej, że mi się tam spodobało.

584.jpg

 Market

[Cel] Od razu postanowiłeś zostać tam na dłużej czy jeszcze wtedy nie wiedziałeś na jak długo?

[Marek] Teraz to już absolutnie na dłużej, tak sobie myślę, że na dobre. Oczywiście, nie wiem, czy na zawsze, ale na pewno na długo.

[Cel] No dobrze, ale co tak naprawdę Cię do tego skłoniło? Kupiliście bilet, pojechaliście i tam podjąłeś decyzję, że zostajesz…

[Marek] Generalnie to tak wygląda moje podejście. Od wielu wielu lat podróżuję po całym świecie, przechodziłem przez różne etapy od backpackerskiego podróżowania, pędzenia przez kontynenty, jak się da najszybciej po dojście do przekonania, że chciałbym zatrzymać się gdzieś na dłużej, pomieszkać i mieć kontakt z ludźmi, z kulturą. Praktycznie już dwa, czy trzy lata temu podjąłem podobną decyzję, a mianowicie chciałem zostać w Wenezueli. Bardzo mi się tam spodobało, ale siłą wyciągnęli mnie stamtąd znajomi ze względu na zobowiązania w Polsce. Jednak to siedziało we mnie od dłuższego czasu. Akurat w Gambii wszystkie czynniki złożyły się na to, że mogłem i postanowiłem zostać. Zawsze chciałem poznać bliżej Afrykę.

743.jpg

 Picnic na plaży

[Cel] Gambia to niezły przeskok. Jak dla mnie zmiana ekstremalna, jeśli chodzi o realia, które tam są w porównaniu do tych naszych polskich. To jest jednak spora różnica.

[Marek] Ja akurat do realiów polskich szczególnie przywiązany nie jestem. Nie podoba mi się podejście ludzi do pewnych spraw. W ogóle Polska i życie w Europie zaczęło robić się męczące. A tam jest całkiem inny świat, ludzie żyją w inny sposób i pamiętają o rzeczach, które są naprawdę ważne. Mają czas porozmawiać, mają czas, żeby usiąść, żyć spokojnie, myślą o rzeczach, które naprawdę są istotne w życiu.

[Cel] Tak chyba jest, że im więcej podróżujesz, im więcej miejsc odwiedzasz, nabierasz dystansu i uświadamiasz sobie, że można żyć inaczej, że jednak są rzeczy, które są ważne, a tu u nas się o nich zapomniało.

[Marek] Dokładnie tak jak mówisz i gdzieś tam to dojrzewa w tobie. U niektórych szybciej, u niektórych wolniej, ale widzisz, czasem naprawdę warto się gdzieś zatrzymać. Wiem też, że nie każdy ma taką naturę, że dobrze czuje się w obcym miejscu. Niektórzy są tak bardzo związani i tak bardzo przyzwyczajeni do swoich realiów, że nie byliby w stanie żyć gdzie indziej, a mi to zawsze przychodziło łatwo. Gdziekolwiek nie byłem, to czułem się jak w domu, a czasem nawet lepiej, tak więc nigdy nie miałem problemów z aklimatyzacją i łatwo potrafiłem się zadomowić, choćby właśnie w Gambii w tym momencie.

[Cel] Co Ci się najbardziej podoba w tym kraju, a co najmniej?

[Marek] Jak już wspomniałem, to, że ludzie żyją inaczej… Podoba mi się wszystko. Każdy chyba, kto tam pojedzie, to ma na początku wrażenie wszechpanującego chaosu, ale ten chaos ma tak naprawdę jakiś porządek. Tam wszystko z czegoś wynika, ma jakiś sens i wszystko jest poukładane, wbrew pozorom.

Jest jeszcze coś, coś osobistego. Ożeniłem się:) Jako zatwardziały kawaler, wszystkich zszokowałem tym ruchem. Biedna rodzina i przyjaciele jeszcze nie ochłonęli po wiadomości o moim pozostaniu w Afryce, a tu zaraz drugi strzał:) A tak poważnie, poznałem Ją kilka miesięcy temu przypadkiem na plaży i zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Ma na imię Fatou (Fatima). Jeśli mam być szczery, to ślub był troszkę wymuszony przez tradycję panującą w Gambii. Para nie może spotykać się przed ślubem, nie mówiąc już nawet o wspólnym mieszkaniu, czego oboje desperacko pragnęliśmy. Odbył się więc cichy ślub lokalny i w ten oto sposób jestem żonaty. W każdym razie nie żałuje swojej decyzji, jesteśmy razem bardzo szczęśliwi. Cała historia ze ślubem, wszystkimi tradycyjnymi obrzędami i zwyczajami była bardzo ciekawa, a nawet zabawna, ale to już temat na inną rozmowę albo wywiad:)

889.jpg

 Marek z Żoną w Abuko Park

[Cel] A jest coś, co Ci się nie podoba?

[Marek] Myślę, że ogólnie to, co można spotkać w każdym miejscu. Wszędzie możesz spotkać ludzi mniej sympatycznych. Do tego można się przyzwyczaić, że na wszystko dłużej się czeka, że sprawy załatwia się trzy razy dłużej, ale z drugiej strony ma się ten czas. Nikt się nie śpieszy, ma się cały dzień, można się więc nauczyć, że aby załatwić jedną sprawę urzędową trzeba poświęcić na to cały dzień, ale ten czas jest. Na pewno klimat się zgadza, to też jest ważny czynnik. W Polsce pogoda zawsze bardzo depresyjnie na mnie działała, tam jest słońce cały rok i jest przyjemnie. Na pewno żyje się zdrowo, jeśli chodzi o jedzenie i tryb życia.

254.jpg 303.jpg

 

[Cel] No dobrze jedzenie, ale z drugiej strony jest dużo groźnych chorób, których nie ma tutaj. Chociażby malaria. Jak to jest z tą malarią? Szczepionki jeszcze nie ma… we wrześniu wybieram się do Tanzanii i przyznam, że miałam parę podejść do kupna biletu, bo wizja tego, że tam ta malaria jest i nie można się zaszczepić odstraszała mnie parę razy. Jak sobie z tym poradzić?

[Marek] To tylko ograniczenia w Twojej wyobraźni, bo choroby są wszędzie. Nie są jakimś poważnym zagrożeniem, przynajmniej tak mnie wszyscy zapewniają, Poznałem tam dużo rezydentów, którzy mieszkają na stałe, również pytałem w szpitalu, czy muszę się dalej zabezpieczać. Gdy przyjechaliśmy, braliśmy Malarone, ale nie można tego łykać bez przerwy. Powiedziano mi, ze nie ma tu jakichś poważnych przypadków zachorowań ani problemów. Jest to powszechna choroba, taka, jak u nas grypa. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek objawy, to trzeba zareagować jak najszybciej. Można profilaktycznie zbadać się w szpitalu lub innym punkcie, czy malarię mamy we krwi, pobierają próbkę, mają tam odpowiedni sprzęt do tego i można mieć pewność.

[Cel] Czyli nawet ta mózgowa odmiana jest wyleczalna? Z tego, co mówiła Ewa, to trzeba się zgłosić w przeciągu 24 godzin od zauważenia od pierwszych objawów, żeby podali lek.

[Marek] Tak, trzeba zareagować jak najszybciej i oni od razu pobierają próbkę i wtedy wiadomo, jaki to jest typ. Jest ona zazwyczaj wyleczalna antybiotykami czy też miejscowymi lekami.

[Cel] A czy Ty, będąc tam na miejscu, używasz dużo rzeczy zabezpieczających przed ugryzieniami komarów? Zwracasz na to uwagę, czy teraz już się tym nie przejmujesz? Dużo jest tam komarów w ogóle?

[Marek] Nie, nie za bardzo się tym przejmuję. Teraz w ogóle nie było problemu, komary zaczęły się pojawiać przed moim wyjazdem do Polski, bo zbliża się pora deszczowa. Najwięcej zachorowań jest wśród miejscowych w porze mokrej właśnie. I wtedy warto się zabezpieczać tak poważniej, czyli repelenty i spanie pod moskitierą, ale przez ostatnie cztery miesiące, kiedy tam byłem, czyli w porze suchej, nie użyłem ani razu moskitiery, a jakieś środki, to tylko sporadycznie, bo naprawdę nie było takiej potrzeby. Każdy ma inne podejście, jeden boi się bardziej, drugi mniej.

[Cel] Przyznam się, że mam konkretny plan zakupienia kapelusza z moskitierą i tym podobnych rzeczy. Już sprawdzałam ofertę w kilku sklepach wędkarskich i można nawet dostać getry antykomarowe:) Po prostu chcę zrobić wszystko, żeby dobrze się zabezpieczyć i zminimalizować ryzyko.

[Marek] Wiesz, jak masz pecha, to ci cegłówka w drewnianym kościele na głowę spadnie:)

[Cel] Dobrze, a powiedz mi, jak miejscowi zareagowali na „białego” osiedlającego się na ich terenie?

[Marek] Bardzo pozytywnie i bardzo przyjaźnie. Ludzie są naprawdę fajni. Od początku traktują wszystkich przyjaźnie. Oczywiście trzeba uważać, jak w każdym innym kraju, bo wszędzie są naciągacze i próbują wykorzystać sytuację, ale trzeba to sobie jakoś oddzielić.

799.jpg

 Urodziny Asi

[Cel] Nie jesteś tam jedynym obcokrajowcem, który osiadł na stałe, prawda?

[Marek] Mieszka tam sporo ludzi, głównie angielscy, holenderscy czy fińscy emeryci. Przez miesiąc mieszkałem w Brushabi, jest to większa miejscowość, centralnie położona. Tam właśnie mieszka duża społeczność Anglików, tam się osiedlają i to tam właśnie poznałem sporo ludzi. Dla nich to bardzo fajny kraj do życia, a i położenie jest całkiem dobre. Dystans nie jest taki dramatyczny, bo do Europy leci się około 6 godzin, nie ma też zmiany czasu. Jedzenie jest dobre, ludzie są przyjaźni, ciepły klimat, do tego kraj ten obecnie bardzo szybko się rozwija.

[Cel] Tak, szczególnie pod względem turystycznym, z tego co obserwuję. Zaczynają się pojawiać oferty biur podróży i właśnie Gambia zaczyna być już miejscem reklamowanym na wakacje.

[Marek] Tak, jest tam teraz wielki boom, też to zauważyłem, kiedy tam przyjechałem. Zwracam na to uwagę, bo interesuje mnie ten rynek, wiązałem nawet swoją przyszłość w Gambii właśnie z branżą turystyczną, troszkę się na tym znam i widzę tam ogromny potencjał. Gambia ma świetne plaże, pomału coraz lepsze zaplecze turystyczne, jest bezpiecznie, jest tanio, czyli wszystkie czynniki się zgadzają. Można też coraz łatwiej dolecieć, coraz więcej linii operuje na tej trasie, mamy coraz więcej dostępnych ofert. Wakacje zorganizowane jeszcze są bardzo drogie, ale na własną rękę można już bardzo tanio dolecieć.

[Cel] A w jakim miejscu teraz mieszkasz?

[Marek] Cały czas jestem w Sanyang, oni nazywają to Paradise Beach, czyli praktycznie najładniejsza plaża w Gambii. Organizowane są tam wycieczki ze wszystkich popularnych hoteli, żeby goście mogli spędzić dzień na tej plaży. Naprawdę bardzo ładne miejsce, bardzo przyjemne, ale jeszcze nie skażone turystyką, bo nie budują się tam duże hotele, nie ma zgody od rządu, więc są tam kilometry dziewiczej plaży.

539.jpg

 Dom Marka

748.jpg 749.jpg

 Plaża w Sanyang

[Cel] Trzeba zatem szybko przyjeżdżać póki jeszcze tak tam jest.

[Marek] Tak, jak najbardziej polecam.

[Cel] Jaki jest stosunek lokalsów do turystów? Podobno są bardzo nastawieni na pieniądze, chcą jak najwięcej wyciągnąć od przyjeżdżających.

[Marek] Wiadomo, że tak jest, ale ja już dawno przestałem się temu dziwić, odwiedzając różne kraje. W krajach biednych ludzie nie mają z czego żyć i dla nich turystyka jest jedynym źródłem dochodu. Nie brakuje więc naciągaczy i ludzi, którzy próbują żyć z turystów. Trzeba sobie z tym  radzić, przygotować się na to w jakiś sposób, ale jeśli ktoś tam jest troszeczkę dłużej, to traktują cię jak swojego.

[Cel] Z czego oprócz turystyki żyją tam ludzie?

[Marek] Czasem jest tak, że tylko jedna osoba w rodzinie pracuje i utrzymuje wszystkich. Większość ludzi żyje biednie, ale to się skupia wokół jedzenia, muszą kupić np. worek ryżu i do tego zdobyć jakieś pieniądze na rybę. Kobiety handlują na straganach, na targach, w miarę możliwości pracują w ogrodach warzywnych, które zakładane sa specjalnie dla kobiet. Co im się uda wyhodować, to sprzedają. Mężczyźni zatrudniają się w budowlance, w transporcie, turystyce. Nie brakuje też plażowych naciągaczy. Wydawać by się mogło, że jest duże bezrobocie, że ludzie nie pracują, że nie bardzo mają za co żyć, ale widać, że im się po prostu nie chce. Przynajmniej wynika tak z moich obserwacji. Jest masa rzeczy do zrobienia, naprawdę można zarobić pieniądze i to nawet całkiem niezłe, nawet jak na nasze warunki, tylko tym ludziom nie chce się tego robić. Oni mają już taki styl życia, że jeśli on ma wybrać, czy iść do pracy, czy ma leżeć, to on będzie leżał. Tym bardziej, że zdobycie jedzenia nie kosztuje prawie nic, bo mieszkają nad oceanem, więc albo sami złowią rybę, albo dostaną ją za darmo, albo znajdą na plaży.

822.jpg

 Wioska rybacka przy Paradise Beach

927.jpg

 Łodzie rybacki przy Lamin Lodge

[Cel] Rzeczywiście jest tam tak biednie jak pokazują to media?

[Marek] Ja uważam, że nie. Oczywiście nie wszyscy mają pieniądze, ale są rodziny, które mają, czasem posiadają sporo ziemi, sprzedają działki za bardzo duże kwoty. Tylko nawet jak te pieniądze mają, to nie wiedzą, co z nimi robić. Albo je za szybko wydają, albo nikomu się nie przyznają, bo musieliby się podzielić z całą rodziną, która w takiej mniejszej wersji liczy sobie 150 członków. Zaraz wszyscy chcieliby z tego korzystać. Na pewno jest inaczej na prowincji, gdy pojedzie się w głąb lądu, bo tam są mniejsze możliwości. Ja też tam jeździłem, wiele rodzin odwiedziłem i wyglądało na to, że ludzie żyją tam całkiem normalnie, jak na ich warunki oczywiście. Chciałbym w niedalekiej przyszłości zrobić fotoreportaż z Gambii,  i jeśli mi się uda, to chciałbym, aby wyglądało to trochę inaczej, niż większość opisów i zdjęć, na które można trafić w Internecie.

097.jpg 568.jpg

 Gambijskie dzieciaczki

[Cel] Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? Słyszałam o pomysłach na rozkręcenie biznesu w Twoim nowym miejscu… czy teraz już możesz zdradzić, co wymyśliłeś?

[Marek] Tak naprawdę, robię tam różne rzeczy. Pojawiają się lokalne tematy. Najtrudniejsza rzecz to znaleźć kogoś zaufanego do współpracy. Kogoś, kto będzie mógł przeforsować pewne pomysły. Ja nie mogę jako „biały” za bardzo się wychylać, bo nie będą mnie traktowali poważnie, a do tego, będą chcieli mnie wykorzystać, jak się da, bo tam jest ta świadomość, że my mamy tyle pieniędzy, że nie mamy, co z nimi robić. Na szczęście mam już tam takiego współpracownika, któremu ufam. Tak naprawdę, zajmuję się tam czasem wręcz najprostszymi, najśmieszniejszymi rzeczami, które wbrew pozorom są bardzo dochodowe. Na przykład praca związana z transportem, czy handlem drewna. To wszystko bardzo fajnie działa, sam jestem zdziwiony. Kupiłem także bardzo starego jeepa, który świetnie się sprawdza w tamtych warunkach, więc teraz czekamy na sezon, żeby organizować wycieczki dla turystów.

[Cel] Jakie to wycieczki?

[Marek] W zasadzie, są tam standardowe wycieczki, które wszyscy organizują, ale my oczywiście możemy ułożyć indywidualną trasę. W całej Gambii jest trochę tych atrakcji. Niemniej, właśnie samochód jest potrzebny. Jeśli chodzi o to, co zobaczyć, to oczywiście mogę zaproponować kilka miejsc, ale turyści mogą również sami wiedzieć, dokąd chcą wyruszyć i wtedy ustalamy sobie taki plan.

558.jpg 571.jpg

 Niefortunna wycieczka do Brikamy, gdzie jeep Marka zgubił alternator

 [Cel] No dobrze, to co w takim razie można robić w Gambii, co zwiedzić, co zobaczyć?

[Marek] To zależy, po co ktoś przyjechał. Takie standardowe rzeczy, które turyści mogą  zobaczyć to krokodyle, parki z małpami, rezerwaty przyrody, troszkę prowincji. Można wybrać się w głąb kraju, ale takie wyprawy są już bardziej kosztowne i czasochłonne, np. do Georgetown czy Tenaby, gdzie jest ładny park narodowy. Tak szczerze mówiąc, jeśli chodzi o dziką przyrodę, to tam szału nie ma. Ja zawsze polecam pobyt z miejscowymi ludźmi, żeby łyknąć tych prawdziwych afrykańskich klimatów. Nie robić typowych rzeczy. Tak samo lepiej poszukać kilka dziko żyjących małp niż jechać do parków, gdzie są one karmione orzeszkami i jest ich tam cała masa, no ale to już takie moje osobiste podejście.

593.jpg 634.jpg 640.jpg 109.jpg

 Park małp i krokodyli

1091.jpg 1096.jpg

Wizyta w Snake farm, a i żółw się znalazł

[Cel] A jeszcze wrócę na chwilę do Twoich planów. Ewa wspominała o pomyślę wynajmowania różnych miejsc na noclegi… jak na przykład willa, czy spanie u lokalsów?

[Marek] Wynajmuję taką willę od Anglików, tam nikt nie mieszka, nikt z tego nie korzysta, a warunki są bardzo fajne. Mam z nimi pewien układ. Oni też chcieliby zrobić jakiś interes na turystyce, więc mogę podnajmować pokoje w tej willi. To jest bardzo dobre miejsce, bardzo atrakcyjne. Mam też kilka umów z miejscowymi lodgami, to są takie małe hoteliki przy plaży. Akurat wybrałem te o lepszym standardzie i przystępnej cenie, więc jeśli jakaś grupa przyjedzie i będzie chciała nocować na plaży, to jest taka możliwość. Co do lokalsów, to mieliśmy z Ewą kilka przemyśleń. Ten nocleg u lokalsów to był jej pomysł, ale nie wiem jeszcze, czy będziemy go realizować. Oczywiście jest taka możliwość, ale według mnie to nie jest atrakcja. Wiesz, ja żyłem w bardzo różnych warunkach, w różnych miejscach mieszkałem, mi to nie przeszkadza, ale miejscowi mieszkają tam w naprawdę bardzo kiepskich warunkach. Są one wręcz okrutne, więc nie wiem, czy większość typowych turystów byłaby w stanie przespać tam choćby jedną noc spokojnie.

[Cel] Na pewno znajdą się tacy, którzy szukają właśnie wrażeń ekstremalnych.

[Marek] Tak, oczywiście. Ofertę można zrobić dla każdego, co komu odpowiada. Można naprawdę spać gdzieś w dżungli, na plażach, w lokalnych wioskach. Jak najbardziej jest taka możliwość.

[Cel] Jak rodzina zareagowała na Twoją decyzję?

[Marek] Ja mam tu tylko matkę, a ona już mnie zna. Oczywiście narzeka, ale ja już tyle dziwnych akcji przeprowadziłem w swoim życiu, że chyba się przyzwyczaiła. Tylko mogła powiedzieć „mogłam się tego spodziewać”.

172.jpg

 

[Cel] Wiesz, dla mnie Czarna Afryka jest jeszcze nierealna, nieosiągalna. Wybieram się tam we wrześniu, by to zmienić.

[Marek] Też tak czułem przed wyjazdem. Nigdy wcześniej nie byłem na Czarnym Lądzie i zawsze pociągały mnie inne klimaty, Ameryka Centralna i Południowa. Azję też bardzo dobrze znam, kilkukrotnie tam wracałem i Afrykę zawsze odkładałem na później, zostawiłem ją sobie niejako na deser i nie wiedziałem, czego się tam spodziewać. Wydawało mi się, że w zasadzie niczego dobrego. Przeważnie staram się nie mieć żadnych uprzedzeń i zakładać cokolwiek z góry, ale jakoś mnie tam aż tak bardzo nie ciągnęło. Przyjechałem i oto pozytywne zaskoczenie na miejscu. Wyprawa, którą tak długo odkładałem skończyła się tym, że zostałem tu na dobre.

[Cel] Czy jest to naprawdę bezpieczny kraj do życia?

[Marek] Według mnie bardzo bezpieczny, ja czuję się tam naprawdę bezpiecznie. W zasadzie wszędzie czułem się dość bezpiecznie i nigdy nie miałem żadnych przygód. Nawet w Wenezueli. Z tym poczuciem bezpieczeństwa w Gambii to nie tylko moje zdanie, bo może ja lekceważę pewne rzeczy, może trochę podchodzę do tego lekkomyślnie, ale nawet ludzie, którzy przyjeżdżają tu pierwszy raz, którzy nie mają praktycznie żadnego doświadczenia w podróżowaniu, też tak się uważają. Teraz akurat przyjechała pewna dziewczyna, rodzina w ogóle nie chciała jej puścić, a ona już drugiego dnia sama wszędzie się poruszała i przemieszczała.

586.jpg

 Garage, czyli dworzec autobusowy

[Cel] Mam nadzieję, że mi się także uda za jakiś czas zjawić.

[Marek] Zapraszam bardzo serdecznie. Chętnie Ci pokażę prawdziwe afrykańskie klimaty. Postaram pokazać Ci się pkazać ten kraj z trochę innej strony. Warto w takie miejsce przyjechać i na chwilkę się zatrzymać. Zwiedzanie jest fajne, podróżowanie jest fajne, ja to przerabiałem. Gdy tak pędzisz z miejsca na miejsce, wydaje ci się, że zobaczysz jak najwięcej, ale tak naprawdę bardzo dużo tracisz. Tak naprawdę poznasz i zobaczysz więcej, gdy jesteś w stanie zatrzymać się gdzieś na chwilkę, poznać ludzi, z kimś się zaprzyjaźnić, z kimś porozmawiać, zobaczyć, jak wygląda codzienne życie. Podróżowałem na różne sposoby i teraz zdecydowanie preferuję ten ostatni. I myślę, że też stąd moja decyzja o osiedleniu się w Gambii. Spodoba mi się lub nie, ale warto się zatrzymać i zobaczyć, jak ten świat tu wygląda, o czym ludzie mówią, o czym myślą, co jest dla nich ważne. Niesamowite doświadczenie.

[Cel] Jaka jest najlepsza pora na przyjazd do Gambii? Kiedy jest pora deszczowa i jak długo trwa?

[Marek] Teraz się zaczyna, czyli w czerwcu i trwa do października. Potem zaczyna się wysoki sezon, czyli przyjeżdża bardzo dużo turystów. Tej pory bym nie polecał, bo chyba za dużo ludzi i jest się narażonym na większą liczbę naciągaczy, naganiaczy, bo oni wszyscy wylegają właśnie w tym okresie. Niektórzy chwalą sobie porę deszczową, mimo że jest wilgotno, czasem spadnie deszcz, są komary, ale ludzie mówią, że jest pięknie, jeśli ktoś lubi przyrodę, bo wszystko jest zielone. Bardzo dużo Hiszpanów przyjeżdża właśnie wtedy, oni akurat upodobali sobie porę deszczową. Potem w styczniu, lutym kończy się sezon. Uważam, że jest to najlepsza pora, piękna pogoda, nie ma komarów i nie ma tłumów. Styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, przez te miesiące cały czas było idealnie. Zero deszczu, świetna aura, w ogóle nie męcząca, chłodniej rano i wieczorem, tak że dało się spać. W ciągu dnia piękne słońce, około 30 stopni, tak więc nasza zimowa pora jest najlepsza na przyjazd do Gambii.

[Cel] To dobrze, bo będę już wtedy miałam nową pulę urlopowąJMarku, bardzo Ci dziękuję za przesympatyczną rozmowę, za podzielenie się Twoimi obserwacjami i Twoim doświadczeniem.  Cieszę się, że Cię poznałam i mam nadzieję, że kiedyś poznamy się osobiście.

 

Jeśli wybieracie się do Gambii i macie pytania, śmiało piszcie do Marka, on na pewno Wam pomoże.

Adres do Marka: marek131@yahoo.com

 

2 Comments:

  1. Bylam w gambii w marcu wszystkim bardzo polecam!! A na jednym ze zdiec jest chlopak ktorego tam poznalam , swiat jest Maly….

    • Oj mały, wbrew pozorom. Już parę razy zdarzyło mi się spotkać znajomego czy znajomą w miejscu tak zaskakującym, że aż nie do wiary. Gambia kusi, niewątpliwie. Niech no tylko jakieś promo będzie:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>