Thansadet beach, czyli gdzie się zaszyliśmy na Koh Phangan

Jak bardzo lubię zwiedzanie i aktywny wypoczynek, tak samo bardzo lubię plażowanie i leniuchowanie pod palmą, najlepiej w jakimś spokojnym, oddalonym od cywilizacji miejscu. Taki właśnie cel przyświecał nam, kiedy to w lutym ponownie wybraliśmy Tajlandię jako urlopowy kierunek. Tym razem cały wyjazd chcieliśmy spędzić nad wodą na wyspach, położonych w Zatoce Tajlandzkiej. Padło na Koh Phangan oraz Koh Tao.

GALERIA

Czasy, kiedy Koh Phangan był spokojną rzadko odwiedzaną przez turystów wyspą już dawno minęły. Wyspa cieszy się ogromną popularnością, szczególnie wśród turystów niskobudżetowych, tzw. plecakowiczów oraz szczególnie wśród ludzi, kochających imprezowanie pod gołym niebem w rytm dźwięków Full Moon Party. I mimo, że z czysto poznawczych pobudek, imprezę tę chciałabym kiedyś zobaczyć i przeżyć na własnej skórze, to nie jest to coś, na czym bardzo mi zależało i tak się szczęśliwie złożyło, że nie wstrzeliliśmy się w termin, przez co uniknęliśmy prawdziwych tłumów, zalewających wyspę w tym okresie

Wyspa jest spora w porównaniu do Koh Tao, i do tego z każdej strony znajdziemy hotele, hoteliki i bungalowy. Przy takiej ilości, wybór nie jest łatwy, szczególnie dla tej, która przed każdą rezerwacją robi poważny research i czyta wszystkie opinie (no prawie wszystkie). Główne kryteria to jak zawsze ładna plaża, cisza i spokój oraz relatywnie tanie bungalowy, położone tuż przy plaży. Pierwszy strzał padł na Sea Love Bungalows od strony zachodniej, hotelik prowadzony przez Polkę Magdę. I pewnie by tak zostało, gdybym dalej nie drążyła tematu i zaprzestała przeglądania kolejnych ofert. Ostatecznie wybraliśmy Plaa’s Thansadet Resort przy Thansadet Beach, położony we wschodniej części wyspy, a więc bardziej górzystej i o wiele cichszej i spokojniejszej. Czy był to dobry wybór? O tym już za chwilę.

Z przystani promowej konieczny jest transport, gdyż bungalowy znajdują się po drugiej stronie wyspy. Codziennie z Thong sala pier o 13:00 odjeżdża dzielona taksówka, startuje z Yellow cafe i jedzie właśnie na Thansadet beach. Cena to 200 THB. Jeśli godzina nie pasuje, można zamówić prywatny transport z hotelu za 600 THB z Thong sala pier i za 800 THB z Haad rin pier. I tak właśnie robimy. Z promu odbiera nas taksówkarz, przysłany przez hotel. Wskakujmey na pakę i ruszamy. Przejazd przez miasteczko wprowadza nas w tajski klimat. Jednak my czekamy na przejazd przez górzystą część wyspy, przez tajską dżunglę, którą pokryta jest wschodnia część Koh Phangan. I rzeczywiście… w pewnym momencie droga zaczyna piąć się do góry, a naszym oczom ukazuje się gęsty las… pachnący las. Ku naszemu zdziwieniu nawierzchnia jest całkiem normalna, wręcz, rzekłabym, idealnie gładka, jakby dopiero co wylana. Okazuje się, że wylewanie asfaltu na całej długości jeszcze nie zostało ukończone, bo w pewnym momencie wjeżdżamy na piach. Te warunki bynajmniej nie przeszkadzają śmiałkom, pędzącym na skuterach. Choć bywa i tak, że to jednak góra wygrywa z pojazdem, który nie daje rady wjechać na sam szczyt.

121.JPG 129.JPG 130.JPG 133.JPG

Przejazd z portu na miejsce trwa około 20 minut. Po opuszczeniu samochodu naszym oczom ukazuje się mała zatoczka z piaszczystą plażą, otuloną palmami. Recepcja Plaa’s znajduje się gdzieś na górze. Żadnych strzałek, żadnych oznaczeń… idziemy w kierunku wyłaniających się domków i pytamy o drogę. Trzeba iść na górę… tylko którędy? Przez chwilę się rozdzielamy i każdy na swojego „czuja” próbuje znaleźć recepcję. Okazuje się, że najprostsza droga to przejście pod wielkim głazem, po czym pokonanie sporej ilości schodów, aż wreszcie dojdziemy do restauracji, w której mieście się recepcja. Z bagażem może być ciut ciężko, szczególnie z walizkami. Dla nas to nie problem, jednak choć jedno małe oznaczenie bardzo by się przydało.

136.JPG 287.JPG 288.JPG 249.JPG 253.JPG

W recepcji bardzo miło witają nas właściciele. Od razu prowadzą do bungalowów, które również ulokowane są na wzgórzu. Nam trafia się starszy, ale z widokiem choć na skrawek zatoki, Jarek i Magda dostają nówkę sztukę, jeszcze czuć nowością, ale widok na wodę niestety zasłaniają drzewa. Nasz pokój wygląda całkiem przyzwoicie, miejsca jest sporo, mieści się nawet dodatkowe łóżko. Na tarasie tradycyjnie można bujać się w hamaczku (u Jarka i Magdy takiej opcji nie ma). Jedynie łazienka wygląda obskurnie i niezbyt zachęcająco, ewidentnie przydałby się tu remont. W ciągu całego pobytu tylko raz staję w oko w oko z małym karaluchem, właśnie w łazience. Reszta ekipy w ogóle nie ma takiego problemu. Co ciekawe i ważne, z elektryczności można tutaj korzystać w godzinach od 18:00 do 0:00, po północy gasną światła i trzeba iść spać:) Za pokój dwuosobowy bez śniadania płacimy 950 THB za noc.

146.JPG 145.JPG 162.JPG

 Pokój Jarka i Magdy

143.JPG 141.JPG

Co do zwierząt domowych, to są, i owszem. Jest na przykład kot. Ale i coś jeszcze. A mianowicie czarna świnia, wolno sobie chodząca po całym terenie hotelu.

701.JPG

Restauracja to moje ulubione miejsce na całej Thansadet beach. Urządzona oczywiście w stylu tajskim i ulokowana wysoko na wzgórzu, dzięki czemu można stąd powidziwiać powalający widok na zatokę, plażę i okoliczne góry. Ów widok nie może się znudzić, zawsze wybieramy stolik przy samej barierce i za każdym razem wpatruję się w ową malowniczą przestrzeń jak zahipnotyzowana. Do tego lekka bryza znad zatoki delikatnie łagodzi panujący upał, czego chcieć więcej? No może dobrego tajskiego jedzenia i takie też tu jest.

305.JPG 235.JPG 234.JPG 596.JPG 211.JPG 215.JPG

Jedzenie w Plaa’s jest smaczne i wygląda na świeżo przygotowywane. Na śniadanie zwykle bierzemy naleśniki ze świeżo wyciskanymi sokami lub pyszną hertbatką z trawy cytrynowej. Na obiad lub kolację standardowo pad thai, curry lub smażony makaron czy też ryż. Pad thai smakuje nieco inaczej niż poprzednim razem, wygląda na to, że tutaj używa się innego sosu, który zmienia smak. Bywa, że makaron jest bardzo posklejany, czego również wcześniej nie doświadczyliśmy. Ceny dań głównych wahają się od 80 do około 100 THB. Zdjęcia menu z cenami znajdzieci w Galerii. Generalnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że po kilku dniach łapie nas jelitówka. Najpierw dopada Jarka, my zdziwieni, bo nic nam nie jest, a tu Jarek blady i ledwo na nogach ustać może. Na drugi dzień pod wieczór zaczyna się i u nas. Jedynie Magdy nic nie rusza. Problemy żołądkowe mamy do końca pobutu w Plaa’s, a ja nawet jeszcze na Koh Tao. Ostatnia noc jest bardzo ciężka, gorączka, dreszcze i co kilkuminutowe odwiedzanie toalety, praktycznie nie śpimy. Do tej pory nie wiem, co było przyczyną, czy jedzenie, czy to, że myliśmy zęby wodą z kranu (co również robiliśmy poprzednim razem), czy po prostu inna flora bakteryja i brak procentów na dezynfekcję. Czytając opinie o tym hotelu w Interncie, ani razu nie natknęłam się na wzmiankę o zatruciu.

245.JPG 365.JPG 587.JPG

Plaża jaka jest każdy widzi… a może jednak nie. Patrząc na zdjęcia wydaje się, że to idealne miejsce do kąpieli, i tych wodnych, i tych słonecznych. I takie miałam wrażenie, gdy Thansadet wybierałam jako miejscówkę. Sama plaża jest całkiem w porządku, oczywiście nie są to Malediwy, jednak nie jest źle. Natomiast woda nie jest krystalicznie czysta, jak to było na słynnej Phi Phi. Jest mętna, są całkiem spore fale i dość szybko robi się głęboko. Raz nawet wielka fala zwala mnie z nóg i ląduje na chwilę w słonej pianie wodnej, próbując wydostać się na powierzchnię. Dla kogoś, kto niezbyt dobrze pływa i ma lęk przed głębokością, to nie lada stres. Najgorsze jednak jest to, że czasami w zatoce pojawiają się spore ilości śmieci. Dziwny widok, bo przecież wszyscy chcą tu poobcować z nieskażoną dziewiczą naturą. Jeśli ktoś marzy o pięknej lagunie z krystalicznie czystą wodą, tego tutaj nie znajdzie.

247.JPG 274.JPG 302.JPG 310.JPG 313.JPG 326.JPG 172.JPG

Przy plaży znajduje się inny hotel Mai Pen Rai Bungalows. Jak udaje się nam podsłuchać, ma pełne obłożenie, więc jeśli chcemy się tu zatrzymać, domek warto zarezerwować wcześniej. Tutaj czasem wpadamy na zimnie piwko lub koktajl. Obiektem zarządza bardzo rezolutna i przedsiębiorcza Tajka. Obiekt oferuje wymianę pieniędzy, jednak kurs w naszym Plaa’s jest lepszy. Tutaj także można wykupić przeróżne wycieczki, od zwiedzania okolicznych plaż po rejs do Ang Thong National Marine Park, a także zakupić bilet na dalszą podróż po tym pięknym kraju.

180.JPG 181.JPG 183.JPG 184.JPG 188.JPG

  329.JPG 330.JPG 332.JPG 369.JPG

Na plaży od samego początku ciekawi nas mostek, który pięknie wpisuje się w cały krajobraz. Oczywiście nie ma opcji, abyśmy nie zbadali, co jest po drugiej stronie. Otóż, zaraz za mostem znajdują się kolejne bungalowy, natomiast wchodząc po schodkach na górę, trafimy na punkt widokowy, skąd możemy podziwiać Thansadet oraz malutką plażę, położoną z drugiej strony.

319.JPG 314.JPG 335.JPG 336.JPG 345.JPG 348.JPG 352.JPG 357.JPG

Co jeszcze można robić na Thansadet? Można udać się nieco wgłąb lądu i spróbować dotrzeć do wodospadu o tej samej nazwie. Znajduje się on niedaleko plaży, niemniej może być mały problem ze znalezieniem, gdyż w sezonie poziom wody jest tak niski, że wodospadu praktycznie nie ma.

Można także udać się do baru „Hide on high”, który, jak sama nazwa wskazuje, mieści się na wzgórzu, skąd przy dobrym drinku można podziwiać panoramę na zatokę. Bar urządzony jest w iście tajskim stylu. Ceny nie należą tu do najniższych (cennik w Galerii), niemniej jakość koktajli jest nieprównywalna… rzec by można „100% mango w mango”. A jeśli ktoś chciałby tu spędzić noc, również jest taka opcja. Nocleg kosztuje 700 THB za osobę, a śpi się w tradycyjnym tajskim bungalowie.

706.JPG 710.JPG 715.JPG 713.JPG

Thansadet beach jest naprawdę ładna i jeśli chcecie na jakiś czas zaszyć się w spokojnym miejscu, gdzie z elektryczności można korzystać tylko w określonych godzinach, wówczas to miejsce jest dla Was, wówczas Thansadet bardzo polecam. Jeśli jednak marzycie o krystalicznie czystej wodzie, piaszczystej lagunie, polecam udać się w inną część wyspy, np. północn0-zachodnią na plażę Haad Yao. Następnym razem tak zrobię.

2 Comments:

  1. Witaj! Chciałabym się z Tobą skontaktować, ponieważ wraz z narzeczonym planuje wakacje na Malediwach. Pierwszy nasz wyjazd w tak egzotyczne miejsce. Chciałabym się dobrze przygotować. Po przeszperaniu prawdopodobnie całego (:P) internetu zdecydowaliśmy się na wyspę Fulidhoo, mało tego, chcielibyśmy zatrzymać się u osoby, którą polecasz (Arif), jednak mam kilka pytań natury technicznej. Byłabym wdzięczna, gdybyś chciała się odezwać :) Pozdrawiam!
    Ps. Fantastyczny blog, dodałam do ulubionych. Świetnie piszesz i fotografujesz, ale to nie wszystko. Najważniejsze, że inspirujesz!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>