Pierwszy raz Bombardierem

Jakież było moje zdziwienie, kiedy to po sprawdzeniu biletu do Rygi zobaczyłam, że nasz samolot został zmieniony. Zamiast Embraer’a na rezerwacji widniał De Havilland DHC-8 400 Series. Ale co to w ogóle jest? Wujek G poszedł oczywiście w ruch i po chwili już wszystko wiedziałam. To Bombardier, czyli kanadyjki samolot o napędzie turbośmigłowym. Zaraz zaraz, takie samoloty ma Eurolot i nasz rejs miał być wykonywany właśnie przez tę linię. I co teraz? Ja mam wsiąść do czegoś, co ma śmigła? Co to za konstrukcja? Czy oby bezpieczna?

Tak, boje się latać. Dziwne prawda? Ot, taki paradoks, ktoś, kto kocha podróże, stresuje się lotem. To jakby Kubica bał się jeździć samochodem – powiedział mi kiedyś kolega. Ale tak właśnie jest, w czasie lotu ogarnia mnie przeraźliwy stres i ciężko mi nad tym zapanować. Czytanie książki czy gazety w ogóle nie wchodzi w grę. Dobrze, gdy na pokładzie jest jakiś system rozrywki i obsługa serwuje napoje z procentami, wtedy przy filmie i popijając drinka jestem w stanie nieco się zrelaksować i zapomnieć na jakiś czas, że jestem ponad 10000 metrów nad ziemią. Im większy samolot, tym pewniej się czuje, więc taki bombardier to dopiero wyzwanie.

Oczywiście research musiał być zrobiony. Przekopałam się przez wszystkie fora oraz sprawdziłam informacja o awariach i wypadkach. Zdarzył się jeden z tragicznymi skutkami w Kanadzie w 2009 roku. Ogólnie opinie osób, które Bombardierem już leciały nie są takie złe, podobno jest trochę głośniej, ale poza tym to standard. Większość poleca miejsca w przedniej części samolotu, choć nie rozumiem dlaczego, bo to właśnie z tej strony śmigła są bliżej i teoretycznie powinno być głośniej. Poza tym, nie wiem, czy wiecie, ale Eurolot zakupił całą serię nowych egzemplarzy Q400 Next Generation (Q oznacza quiet czyli cichy). Obecnie flota Eurolotu składa się z 11 Bombardierów Q400 NextGen, 3 turbośmigłowych ATRów 72-202, oraz 3 turbowentylatorowych Embraer’ów 175.

Następna generacja sugeruje jakieś ulepszenia i rzeczywiście, kabina nowego Bombardiera jest wyciszona, wyposażona w dość wygodne fotele oraz większe schowki na bagaż podręczny. Oświetlenie jest także nowoczense, bo zamiast tradycyjnych żarówek mamy tu diody LED, dające jaśniejsze światło. Poza tym Q400 jest szybszy od innych samolotów tego typu, a do tego, w porównaniu do jeta, aż  o 40% bardziej oszczędny i ekologiczny. Na pokładzie pomieści 78 pasażerów, czyli w zasadzie tyle samo co Embraer.

526.JPG

Brzmi to całkiem nieźle, jednak mimo wszystko stres zżerał mnie od środka. Kilka bezsennych nocy i bicie się z myślami, co zrobić. Jeszcze w dzień wylotu zastanawiałam się, czy by przypadkiem nie odwołać całej wycieczki i zaznać wreszcie trochę spokoju. Tylko z drugiej strony stchórzyć z takiego powodu? Poza tym byłby to mój pierwszy raz, czyli nowe lotnicze doświadczenie. Koniec końców, moje podróżnicze ja wzięło górę i odprawiło się online. Teraz tylko szybkie pakowanie i na lotsnisko!

521.JPG 523.JPG

Oczywiście przed wylotem trzeba się znieczulić, buteleczka ginu ląduje w mojej torebce. Z niepokojem obserwuję na płycie przygotowywanie turbośmigłowca. Lot ma trwać półtorej godziny, zatem nie tak długo. Procenty zaczynają działać, wreszcie obsługa ogłasza, że samolot jest gotowy przyjąć nas na pokład. Nie ma już odwrotu, trzeba twardo wkroczyć do samolotu. Maszyna naprawdę wygląda na nową. Fakt, nie jest duża, niemniej nie jest też najmniejsza, jaką leciałam. W środku miejsca jest stosunkowo mało w porównaniu z Boeingiem, niemniej nie jest tak źle, układ siedzeń jest dwa na dwa. Przestrzeni na nogi też jest wystaczająco, szczególnie dla mnie mierzącej 1,65. Miejsca mamy zarezerwowane w tylnej części samolotu, w rzędzie 16, a więc blisko wyjścia. Toaleta jest jedna z przodu kabiny. Miejsca jest w niej mało, osoba o większych gabarytach może mieć lekki problem, niemniej da się skorzystać.

527.JPG 528.JPG

W czasie startu jestem już porządnie znieczulona, więc stresu zero. Siedzę z wlepioną głową w okno i obserwuję nasze oderwanie się od ziemi. Śmigła turkoczą, ale wcale nie jest tak głośno, jak sobie wyobrażałam po przeczytaniu tych wszystkich opinii na forach. Na pewno głośniej jest z przodu, bo tam słychać hałas kręcących się śmigieł, zatem ja polecam miejsca z tyłu. Przelotowość Bombardiera jest niższa niż Boeinga, ale za to widoki przepiękne! Pogoda jest idealna, więc jest co oglądać.

538.JPG 543.JPG 550.JPG 554.JPG

Obsługa samolotu na plus, wszyscy są bardzo mili i uprzejmi. W czasie lotu dostajemy kubek wody oraz małe Prince Polo. Lot do Rygi trwa tylko godzinę, a z powrotem godzinę i dwadzieścia minut. I wiecie co? To jeden z najspokojniejszych lotów w moich życiu. Bogatsza o jedno doświadczenie więcej stwierdzam, że nie ma się czym stresować, bo strach ma wielkie oczy i tyle.

 590.JPG

A jak wyglądało lądowanie, możecie obejrzeć na dwóch filmikach.

Lądowanie w Rydze

Lądowanie w Warszawie

14 Comments:

  1. Nie znasz się na lotnictwie ,prawda ;)

    • Nie znam się… to taki trochę panikarski wpis, żeby dać upust emocjom, bo wiesz… ile bym się nie naczytała na temat lotnictwa, to i tak stres w samolocie będzie.

  2. Nieprzespane noce z powodu lęku przed lotem, potem „znieczulanie się” i wreszcie podróż w stresie. Żenujące te wynurzenia. Samolot, kobieto, stanowczo nie jest dla Ciebie. Mentalnie pozostajesz na etapie dyliżansu.

  3. Uff, dziękuję za ten wpis <3 uspokiłaś me skołatane serce hehe
    Niestety będę teraz latać tym wynalazkiem kilka razy w miesiącu

  4. Edit – Embraer 175 posiada silniki turbowentylatorowe, nie turboodrzutowe :)

  5. Fajny wpis. Będę leciał nim za miesiąc.
    Nie boję się latać, a chciałbym się choć raz bać.
    Czy ktoś mi pomoże i da nowe opowiadanie o tym jak bombardier o mało co się nie rozbił lub coś w tym stylu ?

    • Nie wiem, czy żartujesz, czy nie, ale jeśli nie, to poszukaj zdjęć z wypadku SASa. I pamiętaj, nie siadaj przy śmigle:)

  6. Na początku może być strasznie, ale jak już zacznie się lecieć to na pewno mienicie zdanie :)

  7. welcometopoland

    1.Co ciekawego jest w Rydze ??? :)
    2. Taki Bombardier po ew. spotkaniu ze stadkiem (kluczem) gęsi czy dachowych obsrańców zrobi z nich mielone a odrzutowiec może skończyć jak Airbus w rzece Hudson… poza tym silniki ma mnie podatne na awarie

    • O Rydze wpis jeszcze nie powstał, choć może czas najwyższy. Sama Ryga aż tak mnie porwała, w przeciwieństwie do Tallina. To prawda, turbośmigłowe dadzą radę zarówno z ptakami, jaki i popiołem wulkanicznym. Kilka razy miałam już okazję lecieć tego typu samolotem, zawsze było ok… no może hałas ciut większy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>