Gdzie i co zjeść w Sewilli

Zwykle nie robię oddzielnych wpisów na temat kulinariów, a jedynie wrzucam wzmianki, do jakich kanjpek trafiam w czasie podróży. Tym razem postanowiłam zrobić wyjątek, jako że Sewilla to jedyne miasto na andaluzyjskim szlaku, które nie zawiodło pod względem smaczności i jakości jedzenia. Tak, oczekiwania pod tym kątem były ogromne i z takim też nastawienie leciałam w ten rejon. Bo przecież będę się zajadać pysznymi tapas! Niestety, podczas 5-dniowej podróży po Andaluzji, jedynie Sewilla tak naprawdę dała radę.

PATIO SAN ELOY

Tutaj trafiamy z polecenia. Pani na recepcji w pensjonacie Bed & Breakfast Naranjo, gdzie śpimy, zachęca nas do odwiedzenia właśnie tego lokalu. Po pierwsze jest niedaleko, a więc na starym mieście, po drugie jedzenie jest naprawdę dobre. Knajpka znajduje się przy Calle San Eloy 9, więcej informacji na stronie baru. Trafiamy tam późnym wieczorem na kolację. Już przy wejściu musimy nieco przecisnąć się przez lekki tłum, jest gwarno, tak naprawdę głośno, ciężko zamienić ze sobą kilka zdań. Wystrój od razu wprowadza w hiszpański klimat… nad barem zwisają grube dorodne szynki, kelnerzy uwijają się jak mogą, by wyrobić się z zamówieniami. Na barze stoją już gotowe do wydania tapas. Panuje tu dość typowy hiszpański chaos, ale to właśnie nadaje temu miesjcu swojskiego klimatu.

1014.JPG 1015.JPG

Bardzo pomysłowy jest tutaj układ stolików, a czasem nawet ich brak. Kilka stolików usytuowanych jest w przejściu na schodach prowadzących na górę. Za siedziska robią właśnie stopnie, a komu stopień się nie trafi, ten ucztować musi na stojąco. Obok baru również znajdują się schody, jednak już bez stolików. Tutaj można sobie po prostu usiąść i całe jedzenie trzymać albo na kolanach, albo na stopniach. Świetny pomysł na małą i szybką przekąskę.

1019.JPG 20141017_212550.jpg

Rozglądamy się za wolnym miejscem i wreszcie udaje się nam złapać mały stolik w przejściu. I teraz główne wyzwanie, co zamówić??? Studiujemy menu wzdłuż i wszerz i nie możemy się zdecydować. W końcu pan kelner proponuje nam wielki talerz 7 tapas, który możemy podzielić na 2-3 osoby. Asia i ja idziemy za namową kelnera, Ania zaś wybiera coś swojego. Do tego po kufelku piwa i zamówienie gotowe. Łączny rachunek opiewa na kwotę 28,05 EUR. Jedzenie jest naprawdę smaczne i wreszcie mamy okazję spróbować prawdziwych hiszpańskich przekąsek.

1018.JPG 20141017_213655.jpg

LA SACRISTA

Tutaj trafiamy po zwiedzaniu Pałacu Królewskiego, a przed wejściem na Giraldę. Jako że jesteśmy w samym centrum starówki, tutaj też rozglądamy się za jakimś miłym barem tapas. Oczywiście nie spodziewamy się niskich cen. Skręcamy w uliczkę jakoby odchodzącą od Giraldy i sprawdzamy kilka knajpek. Ostatecznie wchodzimy do La Sacrista, skuszone zapachem oraz obłożeniem lokalu, przy stolikach zdają się siedzieć nawet miejscowi. Bar znajduje się przy Calle Mateos Gago 18, w środku nie ma zbyt dużo miejsca, niemniej wolny stolik na nas czeka.

20141018_131818.jpg

Za chwilkę podchodzi do nas przemiły kelner z gęstym wąsem, by przyjąć zamówienie. Jako że chcemy tylko coś przekąsić, idziemy w tapasy. Dziewczyny zamawiają churros i coś do picia, piwko i sangrię, ja natomiast szaleję… wybieram krewetki zawijane w bakłażana oraz paellę z owocami morza. Na zamówienie nie trzeba długo czekać. Jak na tapas porcję są naprawdę spore, w zasadzie jest to już mój obiad. Wszystko świeżo przyrządzone (mój żółądek prawdę mi powie) i pachnące, krewetki smakują wybornie! To najlepsze tapas, jakie jest mi dane skonsumować przez cały wyjazd. Cały rachunek opiewa na 20,60 EUR.

20141018_132638.jpg 20141018_132646.jpg 1256.JPG 1255.JPG 20141018_134200.jpg

BODEGUITA LA PARIHUELA

Znajduje się w dzielnicy Barrio de Santa Cruz przy Calle Pasaje de Vila 12. Trafiamy tu po całym dniu zwiedzania. Podczas spaceru wąskimi uliczkami postanawiamy usiąść na chwilę i coś przekąsić. Knajpek w tej okolicy jest sporo, więc ciężko się zdecydować. Wybieramy tę, w której jest dużo ludzi i przy okazji możemy podpatrzeć, co mają na półmiskach:) Po raz kolejny zamawiamy tapas, w końcu jesteśmy w słonecznej Andaluzji. Furrorę robią patatas bravas, czyli smażone ziemniaki z sosem pomidorowym (uwaga: to nie są frytki z keczupem, co próbowano nam wmówić w Rondzie). Jedzenie jest smaczne i świeże. Porcje różnią się w zależności od przekąski. Rachunek tym razem opiewa na 32,50 EUR.

1234.jpg 20141018_170646.jpg 20141018_172407.jpg 20141018_172501.jpg 20141018_172533.jpg 20141018_172648.jpg 20141018_173057.jpg 20141018_174613.jpg

SMACZNEGO!

6 Comments:

  1. Mieszkam w Barcelonie i uważam, że tapasy w Andaluzji są genialne, a najlepsze, jakie jadłam były w Kordobie!

    • A możesz wskazać jakieś bary? My szczególnie nie szukaliśmy, ale ogólnie szału nie było.

      • W Cordobie jest sporo miejsc z dobrym jedzeniem, nie pamiętam wszystkich nazw, na pewno Casa Rubio (wydaje mi się, że dosyć droga, ale jedzenie przepyszne), jeśli tortilla to tylko Bar Santos (obok Mezquity), salmorejo w Mercado Victoria. Byłam w kwietniu na wyjeździe dosłownie kulinarnym (jedzenie w tapas barach 3-5 razy dziennie) w Maladze, Cordobie, Sevilli i Cadiz. Wtopiliśmy z wyborem miejsca tylko raz.

        • Prawda też taka, że my w Kordobie za bardzo nie szukałayśmy. Byłyśmy mega głodne i ot, siadłyśmy w pierwszej lepszej knajpce. Największa porażka to była Ronda. Patatas bravas to były frytki z keczupem, taaa… Dzięki za namiary, może komuś się przydadzą.

  2. Dzięki za te bary. We wrześniu mamy babski wyjazd z przyjaciółkami i będziemy mieszkać w okolicy powyższych barów. Tak więc super, że mamy już gotowca. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>