Meksyk – informacje praktyczne

Do Meksyku wybraliśmy się na przełomie stycznia i lutego 2017 roku. Spędziliśmy tam dwa tygodnie, podróżowaliśmy po półwyspie Jukatan, a konkretnie po stanach Jukatan, Campeche, Chiapas oraz Quintana Roo. Za środek transportu obraliśmy sobie samochód, wynajęty z jednej z lokalnych wypożyczalni. Pokonaliśmy grubo ponad 2000 km, plan obejmował zarówno zwiedzanie, jak i relaks na plażach oraz w meksykańskich cenotach. Jak taką podróż zorganizować samodzielnie? Oto przydatne wskazówki.

KIEDY JECHAĆ 

Wysoki sezon, czyli pora sucha to miesiące od grudnia do kwietnia. Boże Narodzenie oraz Wielkanoc to czas wakacji w Meksyku, a tym samym oznacza to większe tłumy oraz wyższe ceny. Styczeń oraz luty zdają się być idealne, mimo, że to środek tutejszej zimy. Na Jukatanie jest sucho, wilgotność w zasadzie nieodczuwalna, bryza nad Morzem Karaibskim jest bardzo przyjemna, a słońce nie parzy. W kwietniu natomiast może być już bardzo gorąco, co przy zwiedzaniu może dać się we znaki.

Sezon przejściowy to miesiące lipiec oraz sierpień. To również okres wakacyjny zarówno dla mieszkańców, jak i przyjezdnych. Jest bardzo bardzo gorąco, a na wybrzeżu od strony Pacyfiku pada dość często. Ceny, wiadomo, idą w górę.

Niski sezon przypada na miesiące maj, czerwiec, wrzesień aż do listopada. To główny okres deszczów w Meksyku. W sierpniu oraz wrześniu zaczyna padać więcej, wrzesień to także okres huraganów. Najbardziej mokry region to równiny wybrzeża Morza Karaibskiego.

Więcej informacji na temat pogody w Meksyku znajdziecie tu. Opisany jest każdy miesiąc.

BILET LOTNICZY

Znaleziony przez Skyscanner, wylot z Brukseli przez Amsterdam i Atlantę (w drodze powrotnej  przez Detroit), linie KLM oraz Delta. Cena z dolotem do Brukseli to 1570 . Oczywiście lecąc przez Stany trzeba mieć wizę. Niemniej opcji jest dużo, niekoniecznie trzeba lecieć przez USA, ofert z lotami do Cancun w atrakcyjnej cenie jest bardzo dużo, można także ustrzelić czarter bezpośrednio z Warszawy. Trzeba śledzić portal Fly4free lub samemu szukać kombinacji w wyszukiwarkach takich, jak Skyscanner, Kayak czy Momondo.

TRASA

Trasa ambitna, niemniej grafik tym razem nie był napięty do granic możliwości. Przejechaliśmy grubo ponad 2000 km, odwiedziliśmy cztery stany: Jukatan, Campeche, Chiapas oraz Quintana Roo, w którym leży Riwiera Maya. Podróż rozpoczęliśmy w Cancun, gdzie spędziliśmy noc i pół dnia, a następnie ruszyliśmy w stronę Zatoki Meksykańskiej, zostawiając sobie wybrzeże karaibskie na sam koniec. Mapka jest poglądowa (niestety Google pozwala na oznaczenie maksymalnie 10 miejsc), kilkukrotnie zbaczaliśmy z głównej drogi, wstępując do ruin, cenot czy małych miasteczek. Dokładna trasa wyglądała następująco: Cancun – Ek Balam ruiny i cenota – Valladolid – Chichen Itza – Izamal – Merida – cenota Peba – Uxmal – Campeche – Palenque – Yaxchilan i Bonampak – Chetumal – Tulum – Akumal – Tulum – cenota Gran oraz Zacil-Ha – Coba – cenota Choo-Ha i Tankach-Ha – cenota Azul – Playa Del Carmen – Cancun.

Na mapce zaznaczone są wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy…


WALUTA

Walutą w Meksyku jest peso meksykańskie, międzynarodowy kod to MXN. Niemniej wszędzie w Meksyku zobaczycie znaczek łudząco przypominający amerykańskiego dolara. Różnica jest taka, że zamiast dwóch kreseczek, mamy jedną, choć amerykański zapis coraz częściej można zobaczyć także z jedną, chociażby na klawiaturze. Prawda jest taka, że to meksykańskie peso jako pierwsze zostało oznaczone tym symbol $, a Amerykanie go wykorzystali i rozpropagowali.

Z wymianą pieniędzy nie ma w Meksyku najmniejszego problemu. Kantorów jest mnóstwo, szczególnie w turystycznych miejscowościach. Przed wyjazdem przeczytałam na jednym z blogów, że korzystniej jest wymieniać walutę w banku ze względu na lepszy kurs. Sprawdziłam i nie mogę potwierdzić. Kurs waha się, w Meridzie za 1$ płaciliśmy 20,70 pesos, w Playa del Carmen zaś 19,50.

Bankomaty są dostępne, niemniej za transakcję pobierana jest prowizja od 30 do 50 pesos. Może być również problem z wypłatą z lokalnych bankomatów. Kartą również można płacić, podobno lepiej mieć Visę, niemniej z Master Card nie było problemu

Waluta w Meksyku

TRANSPORT
Po Meksyku podróżowaliśmy wynajętym samochodem i to był naprawdę bardzo dobry pomysł. Plusy są oczywiste, brak ograniczenia czasowego oraz możliwość dotarcia do miejsc, do których autobusy nie dojeżdżają. Oczywiście można poruszać się także komunikacją publiczną. Wygodną opcją są autobusy firmy ADO. Co do cen, bywa różnie. Przykładowo, najtańszy bilet na trasie Cancun – Valladolid kosztuje 21 zł, ale można zapłacić i 44 zł. 
Samochód wynajęliśmy przez stronę Ryanaira, skorzystaliśmy z lokalnej wypożyczali Mex Rent A Car, która jest powiązana z wypożyczalnią Fox. Przed dokonaniem rezerwacji zrobiłam porządny wywiad na ten temat, przekopałam Internet wzdłuż i wszerz oraz podpytywałam osoby, które w Meksyku w ten sposób podróżowały. Jest kilka rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę.
Po pierwsze ubezpieczenie. Oczywiście jak najbardziej polecam wykupić całościowe, czyli takie, które zwalania nas z wkładu własnego. Jednak to nie wszystko. W Meksyku bardzo ważne jest ubezpieczenie PLI, czyli Public Liability Insurance, coś jak nasze OC. Nie wszystkie firmy je oferują, choć z tego, co wiem, powinno ono być standardowo w ofercie. Brak tego ubezpieczenia może przysporzyć nie lada kłopotów, bowiem w sytuacji, gdy bierzemy udział w jakimś zdarzeniu drogowym i nie posiadamy PLI, bardzo prawdopodobne jest, że wylądujemy w areszcie do momentu wyjaśnienia sprawy oraz tego, kto i jak pokryje szkody. I nie ma tu znaczenia, kto jest winny. Często bardzo ciężko znaleźć jest informację na stronach wypożyczalni, czy to ubezpieczenie jest wliczone. Jedynie na stronie Ryanaira miała absolutną pewność, że tak jest, gdyż jest widoczne na liście.
Ryanair Mex

Za wynajęcie samochodu na dwa tygodnie ze wszystkimi ubezpieczeniami zapłaciliśmy 1177 zł, co uważam, jest naprawdę bardzo dobrą ceną. Była to najniższa cena, jaką udało mi się wówczas znaleźć. Co ciekawe, im bliżej wyjazdu, tym było taniej. I tak naprawdę anulowaliśmy naszą pierwsza rezerwację (zwracane są wszystkie koszty, nawet opłata za ubezpieczenie), a następnie założyliśmy kolejną, gdyż różnica była znacząca. Można także wynająć auto już na miejscu, niemniej ceny z pewnością będą wyższe, a i dostępność samochodów może być mniejsza. Odradzam rezerwacje na stronach typu orbitz, które wypluwają śmiesznie niskie kwoty w postaci kilku dolarów, bowiem finalna kwota do zapłaty po dodaniu wszystkich opłat i podatków będzie i tak wysoka, a jeszcze przyjdzie dopłacić nam na miejscu.

Z odbiorem, jak i zdaniem samochodu nie było najmniejszego problemu. Nikt żadnego dodatkowego ubezpieczenia nam nie wciskał, owszem, propozycja była, ale bez ściemniania i zmuszania. Dostaliśmy nawet upgrade, choć ciekawe, jak to jest naprawdę z tymi klasami. Pierwotnie zarezerwowaliśmy Kię Rio, a otrzymaliśmy Volkswagena Gola (tak Gola, nie Golfa). Samochód nosił spore ślady użytkowania, nieco rozklekotany, a rys na masce tyle, że doliczyć się nie było szans, ale to w sumie dobrze, bo nikt by się nie dopatrzył kolejnej. Co ciekawe, po półwyspie Jukatan suną całkiem dobre wozy, nasz zaniżał poziom.

Volkswagen Gol

Drogi w Meksyku są bardzo dobre, szerokie i często puste. Na Jukatanie prowadzenie auta to czysta przyjemność. Nieco gorzej jest w stanie Chiapas, gdzie trzeba czasem uważać na dziury czy wyrwy. Meksykanie jeżdżą raczej ostrożnie i trzymają się swojego pasa. Najtrudniej jest oczywiście w miastach, ruch ogromny, przeważnie jednokierunkowy, a ulice wąskie. Jazda po Meridzie była prawdziwym wyzwaniem. Kilka rzeczy warto jednak wiedzieć, by nie dać się zaskoczyć i nie przypłacić tego zniszczeniem auta. Po pierwsze, słynne progi zwalniające, czyli topes. Jest ich mnóstwo, zawsze przy wjeździe na teren zabudowany, nawet w najmniejszych wioskach. Czasami jest ostrzeżenie, czasami nie. Trzeba być naprawdę czujnym, bo owe progi zupełnie nagle wyrastają z nawierzchni. Parę razy zdarzył nam się niespodziewany wyskok, mimo, że bardzo uważaliśmy. Na szczęście podwozie nie ucierpiało. Progi są różne, jedne wyższe, inne mniej wyboiste, z czasem można nauczyć się je rozróżniać. Progom często towarzyszą tzw. pasy vibradores.
Jak już wspomniałam, w miastach drogi są przeważnie jednokierunkowe. Niemniej nie są one oznaczone w taki sposób, jak u nas. O kierunku jazdy informuje strzałka powieszona na rogu budynku pod nazwą ulicy. Niestety taka strzałka jest mało dostrzegalna, do tego w każdym mieście wygląda inaczej, większa, mniejsza, w różnych kolorach. Na ratunek przychodzą mapy Google, dzięki którym nie mieliśmy problemu z poruszaniem się zarówno w miastach, jak i poza nimi.
Strzałki Campeche

Sygnalizacja świetlna zawieszona jest za skrzyżowaniem, a więc tak samo, jak w Stanach. Znaki drogowe są, jednak nie wszędzie tam, gdzie moglibyśmy się ich spodziewać. Ważny znak to ten z napisem ALTO, czyli STOP. Jeśli jednak nie dojrzymy go przy skrzyżowaniu, to oznacza to, że mamy pierwszeństwo, a jeśli nie jesteśmy pewni, czy je mamy, to lepiej zwolnić, rozejrzeć się i jeśli nic nie jedzie to wtedy przycisnąć pedał gazu. Kolejna różnica to wjazdy na autostradach i drogach szybkiego ruchu. U nas do ruchu włączamy się tylko od prawej, tam także od lewej.

Uwaga! Występują drogi płatne. Nie zawsze wjazd jest oznaczony, czasem można się zorientować dopiero przy bramce, ściągającej płatność, czyli przy wyjeździe. Drogi płatne do tanich nie należą, niemniej czasami przejazd może się opłacać, gdy chcemy zaoszczędzić na czasie. Często obok dróg płatnych biegną te darmowe, więc mamy wybór. Średnia cena za odcinek to 50-60 pesos, najdroższy jest chyba odcinek z Cancun do Valladolid, bo tutaj liczą sobie aż 260 pesos!

Cena benzyny waha się między 13,96 a 15,90 pesos (dane z lutego 2017). Stacji benzynowych jest sporo, większość zaznaczona jest na mapach Google. Uwaga na kanciarzy! Dobrze sprawdźcie, jakie banknoty dajecie osobie, która Was obsługuje. Potrafią tak zamieszać i zakręcić, że w końcu sami nie wiecie, ile im daliście, szczególnie ci w Cancun.

NOCLEG

Baza noclegowa jest ogromna i można znaleźć zakwaterowanie za naprawdę niewielkie pieniądze. Większość noclegów rezerwowałam standardowo na bookingu, wybór jest olbrzymi, ceny zaczynają się nawet od 40 zł za pokój dwuosobowy. Inną opcją jest portal airbnb, szczególnie polecaną w Tulum oraz Playa del Carmen. Noclegi w tych miejscowościach są sporo droższe niż Meridzie czy Palenque. Na airbnb można wynająć pokój lub całe studio z w pełni wyposażoną kuchnią. Do tego można wykorzystać zniżkę, którą otrzymuje się z polecenia przy zakładaniu konta, a także później samemu zbierać pieniążki z poleceń. Jeśli nie macie jeszcze konta, a chcialibyście otrzymać 100 zł na start, zarejestrujcie się z mojego linka: www.airbnb.pl/c/celinal966

Przyznam szczerze, że nie zawsze wybieraliśmy najtańsze zakwaterowanie. Braliśmy pod uwagę różne aspekty i tak np. w Palenque zdecydowaliśmy się na pobyt w hotelu czterogwiazdkowym La Aldea del Halach Hunic, położonym w pięknym ogrodzie, w zasadzie już prawie w dżungli. Za nocleg w dwuosobowym bungalowie z łazienką płaciliśmy ok. 160 zł. Trzeba pamiętać, że cena podana na bookingu nie zawiera 18% podatku, taka informacja widnieje pod rodzajem pokoju i rzeczywiście podatek na miejscu jest doliczany.

Gayser Apartments Valladolid

Gayser Apartments w Valladolid – 68 zł za noc

  Hotel la Aldea del Halach Hunic, PalenqueHotel la Aldea del Halach Hunic, Palenque

Hotel La Aldea del Halach Hunic – 160 zł za noc

Studio Tulum Studio w Tulum – 34 EUR za noc
JEDZENIE
Było drożej niż się spodziewałam. Średnio za obiad czy kolację w restauracji trzeba było zapłacić między 20 a 30 zł. Oczywiście nie wszędzie porcje były takie same, bywało, że jedną mogły najeść się dwie osoby, np. w Palenque. Wybieraliśmy przeważnie knajpki, w których jadali miejscowi, niemniej ceny i tak były wysokie. Nie było opcji stołowania się na ulicy, bo żadnych garkuchni widać nie było. Jedynie przekąski w formie tacos oraz quesadillas, które rzeczywiście można było kupić za grosze, np. quesadilla z serem czy ziemniakami kosztowała 13 pesos, a więc ok. 2,5 zł. Najlepsze tacos jadłam przed wejściem do ruin w Palenque. Panie Meksykanki już od rana nawołują do spróbowania swoich placuszków, do których nadzienie przechowywane jest małych wiaderkach. Może to wyglądać niezbyt zachęcająco, ale zapewniam, całość jest super doprawiona i smakuje dobrze. Żadnych sensacji żołądkowych nie było i to przez cały pobyt. A co dobrego można zjeść w Meksyku?
Dla mnie numer jeden to guacamole, podobno w Meksyku najlepsze. I rzeczywiście pycha! Wszędzie świeżo przyrządzone, dobrze przyprawione, choć tak naprawdę, dojrzałe awokado niewiele przypraw potrzebuje. Raz jeden, ale naprawdę tylko jeden, na talarzeu wylądowało coś, co guacamole jedynie udawało. W Playa del Carmen w jednym z lokali serwowano zieloną gładką pastę bez limonki, produkt ewidentnie poddany chemicznej obróbce. Średnia cena za guacamole to 50 MXN, czyli 10 zł.
Nasze ulubione danie, zresztą bardzo popularne w tej części Meksyku, to fajita, czyli grillowane mięsko podawane z ryżem, warzywami oraz oczywiście papką z ciemnej fasoli, bo fasola, podobnie jak limonka, dodawana jest do wszystkiego. Średnia cena za to danie to 117 MXN, czyli 23 zł.
Fani owoców morza również znajdą coś dla siebie, Meksyk leży w końcu na morzem i zatoką. Niestety moje ulubione ceviche, którym zajadałam się w Peru, w Meksyku mnie rozczarowało. Okropnie słone, do tego stopnia, że smak ryby kompletnie schował się za solą i miałam wrażenie, że jem tyko sól. Nie wiem, czy tak trafiłam, czy zalewę przyrządza się tutaj właśnie w ten sposób. Podobnie burrito zaserwowane, wydawać by się mogło, w lokalnej knajpce, burrito w ogóle nie przypominało. Nadzienie składało się z ryżu i suchego kurczaka, to wszystko. Podobno meksykańskie burrito jest o wiele prostsze niż to, które jada się w Ameryce czy Europie, ale żeby aż tak?
Zdecydowanie polecam wspomniane już przeze mnie quesadillas oraz tacos, najlepiej te sprzedawane w lokalnych knajpkach lub przyrządzane na ulicy przez panie Meksykanki. W każdym przypadku są to małe placuszki z mąki kukurydzianej lub pszennej, podawane z przeróżnym nadzieniem. Taka przekąska skutecznie zaspokoi głód w przerwie na zwiedzanie, my często jadaliśmy ją na lunch.
Meksyk to także egzotyczne dojrzałe owoce… i to jakie! Wielka soczysta papaja, którą również się zajadałam, szczególnie na śniadanie, do tego małe waniliowe mango, które często kupowałam na targu lub od ulicznych sprzedawców.
Wszystkie te dobre rzeczy można ciągle popijać świeżo wyciskanymi sokami, piwkiem Sol czy też przepysznym zielonym napojem chaya con lemon. Napój sporządzany jest z liści niepozornej rośliny, należącej do wilczomleczowatych. Jej liście po obróbce termicznej nadają się do spożycia i są bardzo zdrowe, zawierają dużo białka, witamin i żelaza. Co ciekawe, na surowo są trujące.
Jedzenie i picie w MeksykuJedzenie w Meksyku
RUINY MAJAŃSKICH MIAST
Pozostałości po majańskich miastach-państwach na terenie Jukatanu jest bardzo dużo, nie sposób zobaczyć je wszystkie w ciągu dwóch tygodni, ale i też nie miałoby to raczej sensu. Po jakimś czasie istnieje zagrożenie, że wszystkie będą już dla nas wyglądać tak samo. Podczas naszej podróży odwiedziłam osiem takich miejsc i nie miałam dość, w przeciwieństwie do mojego męża. Ruiny Majów mnie zachwyciły, potężna cywilizacja, rozwijająca się i trwająca przez tyle lat z niewiadomych powodów upada, miasta pustoszeją… a wszystko to dzieje się jeszcze przed podbojem Hiszpanów. Niezwykła, jak na tamte czasy, architektura oraz sposób budowania, drastyczne obrzędy i rytuały, wojny między plemionami, to wszystko robi ogromne wrażenie. Ciągle jeszcze wszystkiego o tamtych czasach nie wiemy, prace archeologiczne trwają, co skutkuje nowymi odkryciami i znaleziskami, jak np. krypta grobowa w ruinach w Palenque, a w niej grobowiec króla Pakala Wielkiego, jednego z najsłynniejszych majańskich władców.
Ruiny, które zrobiły na mnie największe wrażenie to zdecydowanie te w Uxmal, znajdujące się na trasie z Meridy do Campeche. Wstęp jeden z najdroższych, ale jest to uzasadnione. Teren jest rozległy, a obiektów do zobaczenia bardzo dużo. Nad całym terytorium góruje olbrzymia Piramida Wróża, która ze względu na swój kształt uchodzi za jedną z najbardziej nietypowych budowli majańskich. Natomiast nieco rozczarowała mnie Coba, leżąca na trasie z Tulum do Valladolid. Ruiny ukryte są w rozległej dżungli, rozrzucone na sporym terenie. Główną atrakcją jest wysoka piramida Nohoch Mul, na którą można się wspiąć, co nie wszędzie jest dozwolone. Wyobraźnię pobudza fakt, iż jedynie niewielka część dawnego miasta została na razie odkryta. Podobno dżungla kryje w sobie o wiele więcej. Bilety wstępu do majańskich ruin również nie należą do najtańszych, niemniej zobaczyć je zdecydowanie warto. Prawie wszędzie można wynająć przewodnika, co wiąże się z dodatkowym kosztem, ok. 200-300 pesos. My nie korzystaliśmy, przed zwiedzaniem sami wyszukiwaliśmy informacje o danym obiekcie w Internecie. A oto ruiny, które odwiedziliśmy.
Ek Balam – wstęp 193 pesos, czyli 39 zł, parking jest, obok znajduje się piękna cenota X’Canche. Niewielkie ruiny, niemniej bardzo ciekawe, optymalny czas zwiedzania półtorej godziny.
Chichen Itza – wstęp 237 pesos, czyli 47 zł, najpopularniejsze ruiny na Jukatanie, ogromny parking, o 10:00 zaczynają zjeżdżać autokarowe wycieczki, które wchodzą oddzielnym wejściem, co nie powoduje kolejek przy kasach dla turystów indywidualnych. Teren jest bardzo rozległy, więc tłumów aż tak bardzo nie czuć. Ruiny zdecydowanie warte zobaczenia wbrew wielu opiniom w Internecie. Na terenie ruin mnóstwo kramów z pamiątkami, co ciekawe ceny bardzo korzystne, można się targować, ceny o wiele niższe (niema o połowę) niż w Playa del Carmen, więc warto.
Uxmal - wstęp 218 pesos, czyli 43 zł (dwa bilety wstępu), parking jest, o 10:00 zero tłumów. Niesamowita piramida Wieszcze/Wróża, przepiękne zdobienia dobrze zachowane.
Palenque - wstęp 70 pesos, czyli 14 zł, wjazd do Parku Narodowego 64 pesos, czyli 13 zł, łącznie 27 zł. Rano tłumy, w południe prawie pusto. Parking jest, domagają się opłaty za pilnowanie auta. Ruiny, które również zrobiły na mnie ogromne wrażenie i w których historię wgryzłam się najbardziej. To tutaj odkryto dwa grobowce, jeden z nich to króla Pakala Wielkiego.
Yaxchilan oraz Bonampak – wycieczka wykupione w Palenque w agencji Kichan Bajlum, cena 750 pesos, czyli 150 zł. Wycieczka jednodniowa, wyjazd o 6 rano, powrót ok. 18-19, w rzeczywistości o 21:30. W cenę wliczone śniadanie, lunch, wstępy oraz godzinny transport łódką po rzece Usumacinta (po jednej stronie już Gwatemala, po drugiej Meksyk). Warto, choć jeśli cena przeraża, można odpuścić. Yaxchilan położny w gęstej dżungli, w Bonampak zobaczymy dobrze zachowane malowidła ścienne, czego nie ma w żadnych innych ruinach.
Coba - wstęp 70 pesos, czyli 14 zł. Ruiny ukryte w dżungli na sporym terenie, parking jest. Po terenie można poruszać się wynajętym rowerem lub skorzystać z trycykla, cena w zależności od odcinka 75 lub 150 pesos.
Tulum - wstęp 70 pesos, czyli 14 zł. Parking podobno 120 pesos, my zaparkowaliśmy z boku za darmo. Byliśmy około 15:00. Do wejścia można podjechać czymś w rodzaju ciuchci z wagonikami za 20 pesos w jedną stronę. Zdecydowanie warto, teren spory, a ruiny przepięknie położone.
Ek Balam MexicoChichen Itza MexicoUxmal MexicoUxmal MexicoPalenque MexicoYaxchilan MexicoBonampak MexicoCoba MexicoTulum Mexico

CENOTY

Cenoty są to naturalne baseny, którymi naszpikowany jest cały półwysep Jukatan. Jest ich podobno aż 3000, z czego jedynie połowa została zbadana. Jedne są zupełnie otwarte, z taflą wody widoczną na powierzchni, inne ukryte w jaskiniach, a jedyne wejście to mały otwór w ziemi. Woda w cenotach jest krystalicznie czysta i aby tak pozostało, używanie kremów do opalania jest tu zabronione. Prawie zawsze dostępne są prysznice oraz przebieralnie. W niektórych można także wypożyczyć kamizelkę ratunkową. Średnia cena za wstęp to  50 pesos, czyli 10 zł. Kąpiel w takiej cenocie to niesamowite doświadczenie, szczególnie gdy można ją mieć tylko dla siebie, co kilkukrotnie się nam zdarzyło.

Cenoty odgrywały bardzo ważną rolę w życiu Majów. Większość miast budowana była w ich pobliżu. W języku Majów słowo dzonot oznaczało przepastny i głęboki. Były one zatem czymś tajemniczym, wierzono, że stanowią wejście do innego świata, boskiego świata oraz że łączą świat żywych oraz umarłych. Dlatego też Majowie w cenotach oprócz kosztowności składali w ofierze także ludzi, co potwierdzają nurkowie, którzy ciągle znajdują ludzkie szczątki w ich głębinach.

Cenota X’Canche – wstęp 50 pesos, czyli 10 zł

Cenota Gran – wstęp 180 pesos, czyli 35 zł

Cenota Zacil-Ha – wstęp 50 pesos, czyli 10 zł

Cenota Tamcach-Ha - wstęp 55 pesos, czyli 11 zł, położona w pobliży Coby

Cenota Choo-Ha – wstęp 55 pesos, czyli 11 zł, najpiękniejsza, jaką odwiedziliśmy, położona koło Coby razem z Tamcach-Ha oraz Multum-Ha

Cenota Multum-Ha – wstęp 55 pesos, czyli 11 zł

Cenota Azul – wstęp 80 pesos, czyli 16 zł

Cenoty w Meksyku

  Mapka z cenotami na Jukatanie

Na mapce zaznaczyłam te, które w mojej ocenie są warte odwiedzenia. Kolorem zielonym oznaczyłam cenoty, które udało się nam zobaczyć, kolorem czerwonym - te, które leżą na terenie parku, wstęp tutaj jest dość drogi, kolorem żółtym - wszystkie pozostałe.

 
PLAŻE
 

Najpiękniejsze plaże są w Tulum, szczególnie długa piaszczysta Paradise Beach, a na niej odcinek bliżej miasteczka. Z jednego końca widać majańskie ruiny, im dalej od tego miejsca, tym piękniej. Niestety ceny w barach i restauracjach bardzo wysokie.  

Uwaga na naciągactwo w Akumal. Wszystko, co przeczytałam przed wyjazdem potwierdziło się. Do Akumal przyjeżdża się na pływanie z żółwiami. Żółwie zobaczyć można tuż przy brzegu, nie trzeba wypływać na specjalną wycieczkę. I tutaj przy wejściu na plaży od razu zaczepia nas młody mężczyzna, który tłumaczy, iż kamizelki ratunkowe są obowiązkowe, a także pływanie z żółwiami musi odbyć się z przewodnikiem. Kamizelkę mam swoją, ale pan stwierdza, że jest zła, że muszę wypożyczyć taką, jaka oni oferują. Jest to totalna bzdura, o czym wcześniej poinformował nas także nasz gospodarz. W Internecie znajdziecie mnóstwo wpisów na ten temat. Kiedy zarzucam panu kłamstwo, słyszę, że mnie tu nie chce i że nie jestem mile widziana. Jest to jedyna taka niemiła sytuacja podczas całego naszego pobytu. Więcej na temat praktyk naciągaczy przeczytacie tu.
Tulum Mexico
Turtle Akumal
BEZPIECZEŃSTWO

Jest bezpiecznie… tam, gdzie jest, czyli ogólnie na półwyspie Jukatan. Na ten temat przed wyjazdem czytałam naprawdę dużo, bo Meksyk nie cieszy się ogólnie dobrą sławą, jeśli chodzi o ten aspekt. Ale Meksyk to przecież olbrzymi i niezwykle różnorodny kraj. Owszem, są miasta, w których liczba przestępstw zatrważa, ale są też tereny, gdzie jest bezpiecznie i można bez problemu podróżować na własną rękę, zachowując standardowe środki ostrożności. Co prawda liczba patroli wojskowych oraz ilość sprzętu, jaki przy sobie mają, może dawać do myślenia… bo skoro tu są, to chyba znaczy, że są potrzebni. Policjanci oraz wojskowi widoczni są szczególnie na ulicach turystycznych kurortów, takich jak Cancun, Playa czy Merida. I ma to swoje uzasadnienie. Kilka dni przed naszym wyjazdem doszło do strzelaniny przed jednym z klubów w Playa del Carmen podczas festiwalu muzyki elektronicznej. Podobno przyczyną była gorąca meksykańska krew i nieopanowane emocje napastnika. Jeśli chodzi o nas, czuliśmy się bezpiecznie, nawet podczas wieczornych spacerów. O tej porze ludzi na ulicach jest mnóstwo, w parkach i na skwerach przesiadują całe rodziny. Jedynym miejscem, które nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia wieczorem to Cancun, patrole policyjne oraz wojskowe, szybkie auta i brawurowi kierowcy. Jeśli chodzi o parkowanie, staraliśmy się wybierać hotele z miejscami parkingowymi, niemniej nie zawsze było to możliwe. Kilkukrotnie zostawialiśmy w nocy samochód po prostu przy ulicy w pobliży hostelu i nie było nigdy problemu. Jeśli chodzi o podróżowanie z bagażami, to wielokrotnie zostawialiśmy je w samochodzie na parkingu podczas zwiedzania. W tym przypadku również było w porządku. Niektóre parkingi są pilnowane, niektóre nie, szczególnie te przy mniej popularnych atrakcjach.

Merida Mexico

Podobno pewnym zagrożeniem mogą być także sami panowie policjanci, sprytnie wymuszający łapówki na biednych turystach, szczególnie tych nie mówiących po hiszpańsku. Ci z Campeche nawet z tego słyną. Niemniej nie dane było nam tego doświadczyć, owszem kontrola raz była i to właśnie w stanie w Campeche, niemniej dokumenty zostały sprawdzone i można było jechać dalej.

Nie mogę również nie wspomnieć o drodze z Palenque do San Cristobal, a raczej o tym, jakie informacje przed wyjazdem na ten temat zebrałam. Często organizowane są blokady, co nie w Meksyku, a szczególnie w tym stanie, nie jest nowością. Niemniej eskalowało to do tego stopnia, że blokady przekształciły się w akcje rabunkowe przy użyciu maczet oraz materiałów palnych. Znana firma ADO straciła nawet swój autobus na tej trasie, w związku z czym zaczęła jeździć objazdem, przez co podróż do San Cristobal bardzo się wydłużyła. Oczywiście blokady nie są organizowane codziennie i często wystarczy zapłacić ok. 100 pesos, by móc jechać dalej, niemniej czytałam również o o wiele bardziej niebezpiecznych przypadkach. Z braku czasu San Cristobal musieliśmy sobie odpuścić, jest powód, by do Meksyku zawitać jeszcze raz. Jeśli ktoś jest zainteresowany śledzeniem wątku na temat bezpieczeństwa na tej trasie, podaję link z forum Tripadvisor.

KOSZTORYS

To są wydatki nie zawierające kosztów benzyny, opłat drogowych, jedzenia oraz pamiątek. Koszty da się zbić na noclegach, tak jak pisałam, nie zawsze bukowaliśmy te najtańsze.

Meksyk kosztorys

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>