Renifery Tromso
Europa,  Norwegia,  Tromso

Z wizytą u Saamów w Tromsø, czyli zapomniany lud północnej Europy

Marzy się Wam daleka północ oraz upolowanie zorzy polarnej? Teraz to marzenie można spełnić frunąc na skrzydłach Wizzair, bezpośrednio z Gdańska do Tromsø. To miasto oraz jego okolice warto odwiedzić nie tylko ze względu na zorzę. Można tu zajrzeć do obozowiska Saamów, by wraz z nimi nakarmić liczne stado reniferów, rozgrzać się przy gorącym bidosie oraz w tradycyjnym lavvu posłuchać fascynujących opowieści oraz joikowania.

Kim są Saamowie, jakie mają tradycje, czy ciągle je kultywują, czym się zajmują na co dzień, tego wszystkiego możecie dowiedzieć się w ich obozie, którego zadaniem jest przybliżenie tej społeczności turystom, odwiedzającym te okolice. Póki co, ziemie, na których postało obozowisko należą do Saamów, choć rząd ma w planach zagarnięcie ich na poczet rozbudowy portu. Trzeba się więc śpieszyć, gdyż być może w niedalekiej przyszłości to miejsce zniknie z mapy Tromso. Ostatnio pojawiła się jednak nadzieja na zmianę rządowych planów ze względu na odkrycie archeologiczne z czasów Wikingów w tym rejonie.

Saamowie (lub Saami), nazywani są także Lapończykami, a to z tego względu, że po prostu mieszkają w Laponii. Tego określenia jednak bardzo nie lubią. Ta nazwa ludom skandynawskim nie kojarzy się pozytywnie. Nawiązuje ona bowiem do szwedzkiego słowa “lapp”, co oznacza nic innego jak łatę. Natomiast dla większości z nas Laponia kojarzy się całkiem dobrze, a to za sprawą Świętego Mikołaja, który to również ma tu swój dom. Laponia sięga dużo dalej poza granice Norwegii, obejmuje północne części Półwyspy Kolskiego oraz Półwyspu Skandynawskiego. Zajmuje obszar 380 000 km², który zamieszkiwany jest przez około 80 000 Lapończyków, połowa z nich mieszka w Norwegii.

Tromsø Arctic Reindeer Experience

Saamowie zamieszkują nie tylko Norwegię, ale także Szwecję (główny ośrodek Kiruna), Finlandię (główne ośrodki Inari i Rovaniemi) oraz półwysep Kolski w Rosji (główny ośrodek Murmańsk). Często mówi się, że to zapomniany lud północnej Europy i coś w tym jest. Saamowie posiadają własny język oraz niezwykle ciekawą i bogatą tradycję, która uważana jest za prawdziwy relikt pradawnych czasów. Był to lud koczowniczych pasterzy, zajmujących się także polowanie oraz rybołówstwem. Tradycyjnie byli oni pasterzami reniferów, nazywając siebie boazovázzi, czyli „reniferowymi piechurami”. I ta nazwa dokładnie oddaje to, czym się parali, pędząc renifery pieszo, od pastwisk tundry po pastwiska letnie przy morzu. Zwierzęta, a w szczególności renifery były ich głównym źródłem utrzymania, zapewniały egzystencję. Stanowiły oczywiście główny środek transportu, główne źródło pożywienia, ze skór wyrabiano odzież, obuwie oraz inne części garderoby i wyposażenie lavvu, z kości zaś przedmioty codziennego użytku, takie jak narzędzia. W zasadzie nic się nie marnowało i nie marnuje. Saami praktykują tzw. dietę od nosa do ogona, w której serce, krew, mózg, tłuszcz, kości, a nawet kopyta, są wykorzystywane jako pokarm.

Oczywiście ich życie w czasach obecnych już tak nie wygląda, tylko nieliczni utrzymują się z hodowli, większość zatrudniona jest w miastach. Dziś zaledwie 3000 z nich to pasterze reniferów. Niemniej jest to lud bardzo przywiązany do swojej tradycji, są niezwykle z niej dumni i próbują ją w miarę możliwości ciągle podtrzymywać i kultywować.

Co ciekawe, aktualnie Saamowie posiadają prawa polityczne i kulturowe, mają także swój parlament, który wprawdzie nie ma realnego wpływu na krajową politykę, niemniej podejmowane są tu decyzje odnośnie edukacji, kultury i gospodarki ich ziem. W Laponii działa także stacja radiowa oraz telewizja, nadające komunikaty w języku saamskim. Budynek parlamentu, znajdujący się w Karasjok w Finnmarku (zwany stolicą Samów) ma kształt lavvu (lavvo), tradycyjnego namiotu Saamów, który zawsze był symbolem ich koczowniczej kultury. Odwiedzający mogą wziąć udział w wycieczkach z przewodnikiem po budynku (od poniedziałku do piątku), prowadzonych w języku Sami, norweskim oraz angielskim.

Wielu uważa, że ​​tradycje Saamów obejmują tylko kolorowe kostiumy, tradycyjne wyroby rękodzielnicze oraz łapanie renifera na lasso. Jednak dziedzictwo Saamów widoczne jest we wszystkim, od muzyki, nowoczesnej architektury po sztukę współczesną i najnowocześniejsze wzornictwo. Współcześni Saamowie mogą być zarówno nagradzanymi twórcami filmowymi, jak i pasterzami reniferów na skuterze śnieżnym. To, co ich łączy, to ten sam głęboki związek z naturą.

Tromsø Arctic Reindeer Experience

OBOZOWISKO SAAMÓW W TROMSO

Całe przedsięwzięcie, związane z pielęgnowaniem oraz pokazywaniem tradycji Saamów w okolicach Tromso nosi nazwę Tromsø Arctic Reindeer Experience. Zostało założone w 2016 roku przez pasterza reniferów Johana Isaka Turi Oskala, którego rodzina na tych ziemiach mieszka od setek, jak nie od tysiąca lat. Ma ono dwa główne cele. Pierwszym z nich jest ochrona reniferów przed skutkami zmian klimatu poprzez zamknięcie ich w jednym miejscu w okresie zimowym oraz regularne dokarmianie. Drugim jest zapoznanie odwiedzających z kulturą i stylem życia ludu Saami, z których około 40 000 mieszka w Norwegii.

Tromsø Arctic Reindeer Experience to także firma, w której wycieczkę do obozowiska Saamów można wykupić. Dostępne są różne warianty w zależności od ceny. Oczywiście wizytę u Saamów można połączyć z obserwacją zorzy. Warunek konieczny to czyste bezchmurne niebo. Wieczorno-nocna wycieczka to z pewnością niesamowite przeżycie, gdy na niebie dodatkowo rozgrywa się tak magiczny spektakl. Cena zaczyna się od 1090 NOK.

Czego można spodziewać się na miejscu? Z pewnością spotkania oko w oko z reniferem, a w zasadzie z całym stadem. Karmienie reniferów to główna atrakcja, stado liczy tutaj około 300 sztuk. Jedne są płochliwe, inne wręcz przeciwnie, nachalnie wpychają swe pyski do wiadra z jedzeniem, nie zostawiając nic dla pozostałych. Po nakarmieniu zwierzaków przychodzi czas na napełnienie własnych brzuchów tradycyjnym daniem, zwanym bidos, przyrządzanym na ogniu. Bidos to mięsna potrawa, jak się spodziewacie właśnie z renifera. Na sam koniec zaś gospodarze z pewnością uraczą Was opowieściami o saamskiej kulturze oraz zaprezentują tradycyjne śpiewy, zwane joikowaniem. Jeśli macie ochotę na przejażdżkę saniami, wówczas trzeba wybrać ciut droższą opcję.

Miejscem zbiórki jest Radisson Blue Hotel. Tutaj o umówionej godzinie zjawia się pan pilot i zabiera wszystkich do autobusu, którym jedziecie na obrzeża miasta. Autobus śmiga obok współczesnych zabudowań, nadmorskich chat rybackich i gęstych lasów sosnowych. Po około 30-40 minutach w oddali pojawia się duża, przypominająca namiot struktura. Nazywa się to lavvu (lavvo), to tradycyjna saamska chatka, epicentrum zimowej aktywności, która przyciąga coraz więcej podróżnych chcących zejść z utartych szlaków.

Lavvu w obozie Saamów w Tromso

Obozowisko składa się z wielu budynków na skraju rozległej przestrzeni tundry. Najpiękniej obóz wygląda w bieli, śnieżnej bieli, jednak nie zawsze jest szansa na biały puch. Tromso leży w małej dolinie, w której wytwarza się swoisty mikroklimat, zimy są zdecydowanie łagodniejsze i cieplejsze niż w pozostałym regionie. Goście przybywający autobusami, witani są ciepło przez gospodarzy, członków miejscowego plemienia Saamów oraz zapraszani do wnętrza lavvu, gdzie siedząc na skórach renifera wokół wielkiego ognia, dowiadują się o czynnościach dnia: karmieniu reniferów, przejażdżce saniami, lasso itp.

Karmienie reniferów w obozie Saamów w Tromso
Karmienie reinferów w obozie Saamów w Tromso
Karmienie reniferów w obozie Saamów w Tromso

Dla społeczności pasterskich Saamów renifery były i jeszcze częściowo są głównym źródłem utrzymania i są obecne od wielu pokoleń. Przed wynalezieniem skutera śnieżnego zwierzęta zaczepiano o sanki i wykorzystano do transportu. Ich skóry są nadal używane do produkcji butów i chodników, a ich mięso jest eksportowane na cały świat.

Renifery to nie tylko integralna część życia Saamów, zwierzęta te stanowią także nieodzowną część ekosystemu arktycznego. Ostatnio ten cenny ekosystem został zakłócony przez zmiany klimatyczne. Zgodnie z kartą raportu arktycznego z grudnia 2018 roku, populacja dzikich reniferów w kręgu polarnym zmniejszyła się o połowę w ciągu ostatnich dwóch dekad. Nieprzewidywalne zimy utrudniają reniferom zdobywanie pożywienia zimą oraz uaktywniają drapieżniki, których ofiarami padają te urocze zwierzęta. Odgrodzenie reniferów jest więc jednym ze sposobów, by zapobiec ich śmierci. Osiem lat temu założyciel obozowiska poszedł w ślady innych pasterzy, którzy uznali tę taktykę za skuteczną. Dzięki temu całe stada są chronione i dokarmiane, mają szanse przetrwać zimę.

Po spędzeniu kilku godzin z reniferami, odwiedzający zbierają się w lavvu na tradycyjny posiłek, jakim jest bidos, czyli gulasz z mięsa renifera. Następnie przy ognisku gospodarze snują opowieści o swojej społeczności oraz zachęcają do wspólnego śpiewania, czyli joikowania.

Renifery w obozie Saamów w Tromso

Renifery w obozie Saamów w Tromso

Renifery w obozie Saamów w Tromso

JOIK, CZYLI NAJSTARSZA TRADYCJNA MUZYCZNA W EUROPIE

Muzyka stanowi bardzo ważny element tradycji Saamów, a w tym właśnie joikowanie. Co to jest joik (również pisane yoik)? Jest to tradycyjna forma piosenki Samów, uważana za jedną z najdłużej żyjących tradycji muzycznych w Europie. Czasownik prezentujący joik jest przechodni, co często interpretuje się jako wskazanie, że joik nie dotyczy czegoś, ale że joiker przywołuje coś (osobę, zwierzę, rzecz) poprzez piosenkę. Yoik nie musi mieć słów, jego narracja jest w mocy, może opowiadać historię życia w piosence. Piosenkarz może opowiadać tę historię za pomocą słów, melodii, rytmu, wyrażeń lub gestów.

Joik to tak naprawdę rytmiczna forma śpiewu a capella. Nie są to piosenki w powszechnym rozumieniu tego słowa, nie ma w nich wyraźnego początku i końca, zwrotek i refrenów. Długość frazy, która jest powtarzana wielokrotnie z niewielkimi zmianami waha się od jednosylabowej onomatopei do epickiego poematu. Jeśli chcielibyśmy zastosować porównanie z naszą kulturą, możny by rzec, że joikowanie to taka forma modlitwy u Saamów. Pieśni często obrazują historię oraz pochodzenie ludu, opowiadają o miłości czy przyjaźni.

Począwszy od XVII wieku chrześcijańscy misjonarze próbowali zmusić rdzenną ludność do zrzeknięcia się tradycyjnej pogańskiej wiary Samów, potępiając joika jako grzech. W XIX wieku próbowano jeszcze bardziej wymazać tę dziwną piosenkę z kultury i tracycji. W latach 50. XX wieku joik był zabroniony w szkołach Sámi oraz w wielu domach. W latach 70. nastąpił powrót, a dziś ta forma muzyczna obejmuje wiele gatunków, w tym rock, metal, blues i hiphop. Joik nadal odgrywa potężną rolę w renesansie Samów i samookreśleniu kulturowym.

Ponieważ kultura Samów w przeszłości nie miała języka pisanego, nie ma żadnych odniesień do tego, jak i skąd pochodzi joik. Zgodnie z ustnymi tradycjami, wróżki i elfy z arktycznych krain podarowały joiki ludowi Saami. Badacze muzyki uważają, że joik jest jedną z najdłużej żyjących tradycji muzycznych w Europie. Dźwięk joik jest porównywalny z tradycyjnym śpiewem niektórych kultur rdzennych Amerykanów. Istnieją również cechy wspólne szamańskim kulturom Syberii, które naśladują dźwięki natury. Joik może być także porównywalny z grenlandzkim sposobem używania głosu. Dźwięk jest tu pomiędzy piosenką a gardłowym zaśpiewem.

Pierwotnie joiki były używane w życiu codziennym. Dopiero w późniejszych latach joik został dostosowany, aby można go było wykonywać na scenie.

TRADYCYJNA KUCHNIA SAAMÓW

Jedzenie to nieodłączna część każdej kultury, tak jest i w przypadku Samów. Dieta tego ludu składała się głównie z mięsa, ryb oraz jagód i w głównej mierze dalej tak jest. Najsłynniejsze przysmaki czy dania Laponii to m.in. twardy, biały chleb láibbi, solone i suszone mięso renifera w dwóch wersjach: guoike bierggu – odkrajane nożem i zjadane na zimno oraz suovas – szybko obsmażane przed podaniem, a także gulasze: renkok – przyrządzany z mięsa renifera z krwią i szpikiem oraz bidos – gotowany tego samego mięsa wraz z sercami oraz warzywami, a do tego uwaga… slabba, czyli naleśniki z krwią z renifera.

Głównym składnikiem tradycyjnych dań Saamów jest oczywiście wspomniany już renifer. Mięso z renifera jest zdrowsze niż czerwone i ma wysoką zawartość kwasów omega 3 oraz witaminy B12. Dieta tych zwierząt jest daleka od koncentratów na bazie soi, na których opiera się uprzemysłowiona produkcja żywności dla bydła czy łososia. Stada wędrują na duże odległości, żywiąc się wrzosem, ziołami i jagodami latem, a zimą porostami ukrytymi pod śniegiem.

Saamowie wykorzystywali każdą część renifera i ta tradycja trwa do dziś. Używają nawet czaszki, kopyt, szpiku kostnego oraz krwi. I tak z krwi renifera Saamowie wyrabiają kiełbaski, wykorzystując przy tym jelita zwierząt, z krwi powstają także naleśniki oraz blodkamy, czyli rodzaj pierogów. Kiełbasa z krwi podawana jest jako przystawka, zaś naleśniki z krwi serwowane są na deser, polane cukrem lub dżemem z moroszki, nordyckiej maliny. Jelita i żołądek renifera można oczyścić i wykorzystać do wytworzenia czarnego budyniu oraz tzw. buoidecalmmas, rodzaju wędzonej, mielonej mieszanki mięsa reniferów.

W przeszłości renifery były dojone, a ser produkowano w niskich misach. Dojenie reniferów nie jest już praktykowane. W latach trzydziestych wielu Saamów posiadało własne bydło górskie oraz kozy, wytwarzano własne kwaśne mleko, ser i masło, ale ta praktyka również się skończyła.

Kuchnia w obozie Saamów w Tromso

Mięso się tu także suszy. Jest prawdopodobnie najstarsza metoda konserwacji żywności i właśnie tę metodą wykorzystują Saamowie. Odpowiednie jest tylko jedzenie o niskiej zawartości tłuszczu, a mięso renifera jest pod tym względu idealne, zawartość tłuszczu wynosi tylko 2%. Suszone mięso renifera, podobne do suszonego mięsa wołowego, było przede wszystkim przydatne w kulturze koczowniczej. Dzisiaj suszone renifery są rzadko spożywane poza kulturą Saamów. Co ciekawe, mogą być dodatkiem do owsianki z kwaśną śmietaną.

Suszone mięso renifera to prawdziwy przysmak. Późną zimą i wczesną wiosną mięso jest solone, wędzone i rozwieszane na zewnątrz, aby wyschło na świeżym powietrzu. W niektórych obszarach mięso nie jest wędzone. Wędzone mięso renifera, które nie zostało wysuszone, nazywa się suovą i jest smażone w cienkie plasterki.

Wygląda na to, że Saamowie lubują się w gulaszach. Wspomniany już bidos to chyba najbardziej cenione oraz rozsławione danie. Całość przyrządza się w kociołku, w którym bulgocze brązowa zupa, a w niej kawałki mięsa, w tym serca, kawałki marchwi i ziemniaków. Nie stosuje się tu przypraw, ale gulasz ma bardzo bogaty smak, jak to mówią Saamowie, odzwierciedlający pastwisko renifera. Bidos serwowany jest na weselach i innych specjalnych okazjach.

Oprócz bidosu na stołach u Saamów gości także renkok, to także gęsta zupa z mięsa renifera. Po uboju zwierzęcia świeże mięso, zwykle z tylnej części, gotuje się wraz z kawałkiem świeżej wątroby, chlebem zapiekanym z krwią i mąką żytnią, a także czarnym budyniem z krwi i mąki renifera (czy to nie brzmi zachęcająco???). Jest ona spożywana z ziemniakami, miękkim, lepkim chlebem i napojem w postaci rosołu.

Bidos, czyli gulasz z renifera

Najczęstsze ryby na stole rodzinnym Samów to te łuskowate. Należą do nich pstrąg lub sieja. Można je gotować lub smażyć, zwykle podawane są z masłem oraz ziemniakami. Ciekawym daniem są tzw. ciastka rybne, czyli rodzaj kluski ziemniaczanej z ikrą oraz jelitami rybnymi. Można je spotkać niezwykle rzadko, prawie już zniknęły ze stołów Saamów.

Coś, co wielu starszych Saamów z pewnością pamięta, to mieszanka mleka reniferów z ziołami, takich jak szczaw górski lub pąki kwiatu arcydzięgla. Rośliny najpierw krojono, a następnie gotowano, aby uzyskać zielony miąższ. Kiedy pulpa była podgrzewana mlekiem reniferowym, cała zawartość gęstniała. Taką owsiankę można było przechowywać w beczce przez całą zimę. Delikatną łodygę arcydzięgla jadano także na świeżo.

Poczęstunek w obozie Saamów w Tromso

DUODIJ, CZYLI RĘKODZIEŁO SAAMÓW

Duodji w języku Sami oznacza rzemiosło lub rękodzieło. Ich piękne ręczne wyroby są również częścią długiej tradycji Saamów. Narzędzia, ubrania i akcesoria duodji są funkcjonalne i przydatne, często zawierają elementy artystyczne. Haft perłowy, tkanie sznurowadeł, rzeźbienie w drewnie i wszelkie inne wyroby, wychodzące po prostu spod noża ciągle są żywe w ich kulturze. Dziś tradycyjne duodji są uważane przez kolekcjonerów z całego świata za cenne dzieła sztuki.

Tradycyjny kostium „kofte” lub “gákti” to kolejna żywa tradycja. Dziś służy głównie do przebierania się na specjalne okazje, takie jak śluby, bierzmowania i inne wydarzenia kulturalne. Kolory, wzory i dekoracje kostiumu mogą oznaczać pochodzenie geograficzne danej rodziny. Tradycyjne kolory Sami to czerwony, zielony, niebieski oraz żółty.

Tradycyjny strój składa się z czegoś w rodzaju katany z czapką z wełny, wcześniej szyte ze skóry. Mogą być udekorowane wstążeczkami, koronkami, czy też jedwabnym szalem. Buty z kolei szyte są ze skóry wilka, zająca, krowy, renifera albo kozy. Wzory na gákti zależą od rejonu pochodzenia, a po kształcie guzików można poznać, czy jego właściciel lub właścicielka jest stanu wolnego. W całym ubiorze bardzo charakterystyczne jest nakrycie głowy, czyli kapelusz czterech wiatrów (w języku Sami čiehgahpir). Podstawa jest kształtu cylindrycznego, u góry wieńczy ją gwiazda o czterech ramionach. Tradycyjnie kapelusz jest koloru niebieskiego z ornamentami, wśród których główną rolę odgrywa kolor czerwony.

Tradycyjny strój kobiecy Saamów
Tradycyjny strój męski Saamów

Tradycyjne obuwie Saamów

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, jak wygląda rzemiosło oraz rękodzieło Saamów, możecie odwiedzić Centrum Sztuki Współczesnej Sami w Karasjok. Muzeum to ma być miejscem wystaw, prezentujących współczesną sztukę Sami, od nowych form po tradycyjne duodji.

Saamowie są niezwykle dumni z własnej tożsamości kulturowej, dlatego też w celu odróżnienia prawdziwych wyrobów lapońskich od tanich podróbek, powstał znak duodji specjalny certyfikat jakości. Taki znak noszą przede wszystkim tradycyjne wyroby rzemieślnicze, czyli drewniane miski, noże, koraliki oraz przedmioty wykonywane z poroża reniferów.

Tradycyjne buty Saamów
Tradycyjna kołyska oraz dziecięce buciki Saamów

Tradycyjna czapka Saamów

WIERZENIA SAAMÓW

W tradycyjnej religii Samów uważano, że zarówno żywe istoty, jak i przedmioty nieożywione, takie jak drzewa, posiadają duszę. Kapłan lub szaman, zwany noaidi, działał jako pośrednik między światem duchowym a materialnym. Konsultował się z umarłymi, będąc w transie wywołanym uderzeniem w magiczny bęben i wykonaniem specjalnego rodzaju intonowania zwanego joikowaniem.

Tradycyjna religia Sami była rodzajem politeizmu, Saamowie otaczali się wieloma bóstwami. Z powodu rozległego obszaru, jakim jest Sápmi, istniała pewna różnorodność, pozwalająca na ewolucję różnic w wierzeniach i praktykach między plemionami. Stare wierzenia są ściśle związane z ziemią, animizmem i zjawiskami nadprzyrodzonymi. Wszechświat u Saamów dzieli się na trzy światy. Górny świat związany jest z południem, czyli ciepłem, życiem i kolorem białym. To także mieszkanie bogów. Środkowy świat jest jak nordycki Midgard, jest to mieszkanie ludzi i jest związane z kolorem czerwonym. Trzeci świat jest światem podziemnym i jest związany z kolorem czarnym, reprezentuje północ, zimno i jest zamieszkały przez wydry, gavie, foki i mityczne zwierzęta.

Głównym bóstwem Lapończyków był Radienahttje, władca kosmosu. Na jego cześć Saamowie stawiali jesienią ofiarny słup, symbolizujący drzewo świata stytto, sięgające od środka ziemi aż do Gwiazdy Polarnej, punktu podparcia nieba. Ważnym bogiem w mitologii Saamów był także Beaivi, czyli Słońce, bóg tworzący wszelkie życie, światło i ciepło. Jemu Lapończycy składali w ofierze tylko białe renifery albinosy. W ogóle wierzono, że bogowie szczególnie lubią zwierzęta białe, czy to renifery albinosy, czy też odpowiednio umaszczone krowy, owce, kozy, koty, psy i koguty. Według Lapończyków szczęście w polowaniu zależało od dobrej woli Liejbbealmaja, opiekuna zwierząt leśnych. Łaska tego bóstwa była tak ważna, że prawdopodobnie składano mu ofiary codziennie rano i wieczorem. Lapoński bóg piorunów oraz burz Tiermes wprawdzie zsyłał życiodajny deszcz, który służył roślinom, jednak często bywał również niebezpieczny. Regularnie składano mu ofiary, aby nie powodował pożarów, nie ranił ludzi i reniferów. Oprócz zwierząt, wśród których prym wiodły renifery, Lapończycy składali bóstwom w ofierze także żywność, w tym mleko i ser, oraz drewniane naczynia i przedmioty z metalu. Pijąc kawę każda Lapońska gospodyni zostawiała na dnie kubka kilka kropel napoju, które następnie wylewała do domowego ogniska w ofierze dla bogini Sarahkki, opiekunki gospodarstwa i rodziny.

Jeśli Lapończycy znaleźli się w pobliżu rzeki, jeziora lub na wzgórzu, i był tam głaz przypominający zwierzę albo człowieka, uważali to miejsce za święte, nazywali je Seide i obkładali je gałązkami drzew iglastych zimą, zaś latem liśćmi i trawą. Każda lapońska osada miała swoje miejsca święte zwane Seide. Niektóre z nich były wspólne dla całej wioski, ale bywały też Seide, w których ofiary składały poszczególne rodziny, pojedyncze osoby lub wędrowcy.

Według Lapończyków kości z penisa niedźwiedzia były bardzo cennymi, przynoszącym szczęście amuletami. Dlatego przekazywano je z pokolenia na pokolenie. Nawet dziś wielu Saamów może się pochwalić ich posiadaniem.

Tradycyjne stroje Saamów

Opowieści o tradycyji Saamów w obozie w Tromso

Z biegiem czasu wszyscy Lapończycy przeszli na chrześcijaństwo, w dużej mierze dzięki staraniom Larsa Levi Laestadiusina, dziewiętnastowiecznego ewangelickiego kongregacjonalisty. Dzisiaj większość Lapończyków praktykuje dominującą religię luterańską w krajach skandynawskich, w których żyją.

Jednak pewne podania czy legendy nadal krążą w ich opowieściach. Tradycyjnie Sami wierzyli, że określone duchy są związane z niektórymi miejscami oraz ze zmarłymi. Wiele ich mitów dotyczy świata podziemnego. Inne dotyczą Stallos, rasy przypominającej trole giganty, które zjadały ludzi lub wysysały ich siłę przez żelazną rurę. Wiele opowieści dotyczy Sami, przechytrzających Stallos. W folklorze Sami pojawia się także Stallu, zwykle niegodziwy człowiek, który może występować w różnych formach.

Mit powstania ludu Sami, bezpośrednio związany z ich trudnym środowiskiem, opowiada historię potwornego giganta o imieniu Biegolmai, Człowieka Wiatru. Na początku czasu Biegolmai stworzył region zwany Sapmi, biorąc dwie wielkie łopaty, jedną do podmuchu wiatru, a drugą do zrzucania tak dużych ilości śniegu, że nikt nie mógł tam mieszkać. Pewnego dnia jednak jedna z łopat Biegolmai pękła, wiatr ucichł, a Sami mogli wejść do Sapmi.

Niektóre podania sugerują, iż lud Sami pochodzi od słońca. W połowie XIX wieku minister Samów, Anders Fjellner, nagrał epickie mityczne wiersze, w których Córka Słońca faworyzowała Lapończyków i przyniosła im renifery. W pokrewnym micie Syn Słońca miał trzech synów, którzy zostali przodkami Samów. Po ich śmierci stali się gwiazdami na niebie i można je do dziś zobaczyć w pasie konstelacji Oriona.

Jedną z najsławniejszych opowieści ludowych Sami jest historia „Pathfindera”. Wioska Samów została zaatakowana przez plądrujące plemię ze wschodu zwane Tjudes. Mieszkańcy wioski walczyli najlepiej, jak potrafi, ale Tjudes znacznie przewyższali Lapończyków i wkrótce zabili wszystkich oprócz jednego, młodego chłopca. Tjudes zmusili go do poprowadzenia ich do następnej wioski, aby mogli ją również zaatakować i wyprzedzić. Chłopiec niechętnie się zgodził, prowadząc Tjudes nocą przez góry. Na szczycie jednej z gór Tjudes postanowili poczekać do rana, obawiając się, że nocą zabłądzą. Jednak chłopiec Sami namówił ich, aby podążyli za nim. Twierdził, że dobrze zna górę i poprowadzi ich przy pomocy pochodni. Sugerował, by wszyscy związali się liną, wówczas nikt się nie zgubi. Tjudes ostatecznie przystali na tę propozycję, wdzięczni, że chłopiec Sami stał się wobec nich tak lojalny. Gdy schodzili z góry, chłopiec Sami poprowadził ich do wielkiego klifu, zatrzymując się na jego krawędzi i rzucając pochodnię na bok, jednocześnie krzycząc: „Pójdźcie za mną!” Tjudes, związani liną, spadli z krawędzi wprost w przepaść. Ta historia została przeniesiona na ekran filmu o nazwie The Pathfinder.

Opowieści o historii Saamów

TRUDNA HISTORIA SAAMÓW

Turystyka od dawna zapewniała Samom źródło dochodów poza hodowlą reniferów i pośredniczyła w ich relacjach ze światem zewnętrznym. Z drugiej strony ich interakcja z rządem norweskim często nie była tak dobrowolna.

Począwszy od 1850 roku rząd dążył do norwegizacji ludności Samów, najpierw poprzez ograniczenie – a później przez eliminowanie – języka Samów i praktyk religijnych. Przepisy wymagały nauczania podstawowego w języku norweskim i uczyniły biegłość w tymże języku niezbędnym warunkiem posiadania ziemi. Dzieci Saamów zostały wysłane do szkół z internatem, gdzie uczono je, jak zostać Norwegiem, praktyka zbyt dobrze znana rdzennym społecznościom na całym świecie.

Po wiekach oporu Saamów wobec opresyjnej polityki rząd norweski rozpoczął dialog z ludem koczowników w latach 50. XX wieku. W 1956 roku powołano Komitet Samów, który oficjalnie zakończył proces norwegizacji. Parlament został otwarty w 1989 roku po licznych protestach w latach 70. i 80. XX wieku przeciwko budowie elektrowni wodnej na rzece Alta-Kautokeino w północnej Norwegii, znanej jako „kontrowersja Alty”. Plany nowej elektrowni zapewniłyby energię i nowe miejsca pracy, ale wymagałyby zalania terenów społeczności Samów. Sprzeciw był ostry, ponieważ Lapończycy przeprowadzili strajki głodowe przed norweskim parlamentem w Oslo i poważny protest na placu budowy, który wymagał użycia sił policyjnych. Niemniej budowa elektrowni poszła do przodu i została ukończona w 1987 roku. Mimo klęski protesty Samów podniosły wystarczającą świadomość wśród polityków i ogółu społeczeństwa, był to kluczowy moment, który doprowadził do stworzenia Ustawy Sami w 1987 roku. To z kolei doprowadziło do utworzenia parlamentu Sami i ustawy Finnmark, która obejmuje użytkowanie gruntów w znacznej części północnej Norwegii. Od tego czasu norwescy Lapończycy mogli wybierać przedstawicieli do parlamentu, który koncentruje się wyłącznie na kwestiach Lapończyków. Rok później zaś Norwegia stała się pierwszym krajem, który ratyfikował Konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy o prawach ludności rdzennej.

Niemniej takie działania nie mogą uleczyć wcześniejszych ran. Ludzie stracili swój język, swoją historię, stracili więzy i związek z ziemią. I tak naprawdę wciąż tracą ziemię z powodu parków, wiatraków, budowy dróg czy wydobycia surowców. Problemem dla Saamów są także zmiany klimatyczne. Konflikt między społecznościami tubylczymi i ich rządami toczy się o użytkowanie gruntów w szerokim zakresie arktycznym. W Norwegii ten konflikt sięga XVII wieku. Saamowie twierdzą, że rząd powinien zrobić więcej, aby chronić ich ziemie. Jeszcze w lutym 2019 roku Norwegia wyraziła zgodę na projekt wydobycia miedzi w pobliżu miejscowości Kvalsund, pomimo sprzeciwu rdzennej ludności  i ich przywódców.

Tromsø Arctic Reindeer Experience

Lapończycy w Norwegii mówią nie mniej niż pięcioma różnymi językami. Ze wszystkich różnych języków Sámi na świecie pięć jest używanych w Norwegii. Trzy najczęściej występujące to Sámi Północny, Lule Sámi i Sámi Południowy. Pite Sámi oraz Sámi Wschodni przechodzą obecnie fazę rewitalizacji w Norwegii. Żaden z tych języków nie jest podobny ani spokrewniony z językiem norweskim, ani z żadnym innym językiem skandynawskim. Dla wielu jest to niespodzianka. W rzeczywistości jest powiązany z fińsko-ugryjską rodziną, a najbliższym krewnym jest węgierski, fiński, estoński, liwski oraz wotycki.

Przez większą część XX wieku Sami w Norwegii nie mogli mówić własnym językiem i jak już wspomniałam, musieli uczyć się norweskiego pod ścisłą polityką asymilacji. W rezultacie nieco mniej niż połowa Saamów w Norwegii mówi dziś tymże językiem. Z tego powodu Lapończycy otrzymali oficjalne przeprosiny od rządu norweskiego w 1999 roku.

Hodowla reniferów w Norwegii w międzyczasie została uregulowana prawnie. Prawo do jej prowadzenia na obszarach wypasu reniferów jest ograniczone do osób z linii Sami, mających powiązania z rodziną, do której owe renifery należą. Około 3000 osób jest obecnie zaangażowanych w ten zawód w Norwegii. Podczas, gdy hodowla reniferów jest postrzegana jako bardzo tradycyjna praktyka, współczesny zawód wymaga wielu technologii i mechanizacji. Mimo to wiedza przekazywana przez pokolenia na takie tematy, jak wpływ pastwiska na zmienne warunki pogodowe, nadal odgrywa ważną rolę.

W 2015 roku rząd norweski założył Międzynarodowe Centrum Hodowli Reniferów (ICR) w Kautokeino. Powstał tu międzynarodowy zarząd z członkami z Rosji, Norwegii, Szwecji i Finlandii, którego misją jest wkład w utrzymanie i rozwój zrównoważonej hodowli reniferów na północy, wzmocnienie współpracy między ludami pasterskimi reniferów, dokumentowanie tradycyjnej wiedzy pasterzy reniferów oraz przyczynianie się do jej rozwoju, a także przekazywanie wiedzy na temat hodowli reniferów okołobiegunowych grupom docelowym.

Twórcy Tromsø Arctic Reindeer Experience uważają, że owo przedsięwzięcie  może sprawić, że rząd będzie bardziej otwarty na ich roszczenia. Co roku odwiedza je coraz więcej ludzi, turystów, zainteresowanych kulturą najstarszego ludu północy Europy. Przekazywanie swoich wartości odwiedzającym jest kluczowym elementem tego, co właściciele chcą tu osiągnać. Okazanie szacunku zwierzętom i naturalnemu ekosystemowi to tradycja tak stara, jak sama kultura Samów. I jak sami powiadają: „Renifery oznaczają wszystko. Tak planuję swoje życie. Pasterz reniferów zawsze się uczy. Uczy się oczywiście od natury i od reniferów. Gdziekolwiek są renifery, tam i ty powinieneś być.”

Ciekawe jest również słynne powiedzenie Lapończyków, które mówi, że ”lepiej być w podroży niż żyć w stałym miejscu”. Jest to całkowite przeciwieństwo naszego polskiego przysłowia, mówiącego, że ”wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Zatem Saamowie to prawdziwi podróżnicy, którzy wędrowanie mają po prostu we krwi.

Tromsø Arctic Reindeer Experience

FESTIWALE KULTURY SAAMÓW

Kulturę Saamów można także bliżej poznać podczas jednego z kilku festiwali. Latem w lipcu organizowany jest międzynarodowy lokalny festiwal Riddu Riđđu Festivàla w Manndalen w Troms, który przyciąga artystów i fanów tej imprezy z całego świata. Dzięki koncertom w słońcu o północy i szerokiej gamie aktywności, Riddu Riđđu zdecydowanie wart jest zobaczenia.

Kolejny z festiwali to Tydzień Sami w Tromsø (Sami Week), organizowany w związku ich świętem narodowym 6 lutego. Co można tu zobaczyć, czego doświadczyć? Z pewnością można spróbować swoich sił w wyścigach reniferów, nauczyć się joikowania lub po prostu cieszyć swe ucho koncertami, rozmowami, a brzuch obfitymi porcjami tradycyjnych dań samskich. Podczas tego festiwalu rozgrywane są także krajowe mistrzostwa w rzucaniu lasso!

Na Wielkanoc zaś można wybrać się do Kautokeino na Wielkanocny Festiwal Sami, przyciągający rodziny i osoby w każdym wieku. Stanowi on już integralny punkt ich kultury. Program jest pełen koncertów i wystaw, a także zabawnych zajęć, takich jak jazda na hulajnodze czy wyścigi reniferów.

Inne festiwale, które można odwiedzić to Tydzień Muzyczny Sami w Alta, Tana Winter Festival, Sami Easter Festival w Karasjok, Márkomeannu w Gállogieddi oraz Festival Skábma w Lebesby.

Tromsø Arctic Reindeer Experience
Tromsø Arctic Reindeer Experience

Co jeszcze można robić w Tromso, co zobaczyć? O tym przeczytacie we wpisie:

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *