Co robić w Tromso
Norwegia,  Tromso

Co robić zimą w Tromso i okolicach

Mówisz Tromso – myślisz zorza… podobno to jedno z najlepszych miejsc do jej upolowania i w zasadzie głównie z tego powodu pojawiają się tu turyści. Panuje przekonanie, że aurora borealis w Tromso widoczna jest cały czas, że gdzieś majaczy na horyzoncie. Czy rzeczywiście tak jest i co można robić zimą w Tromso, oprócz obserwacji zorzy, o tym dowiecie się w tym artykule. Bez dwóch zdań to miejsce warto odwiedzić o tej porze roku, zarówno samo miasto, jak i okolice mają do zaoferowania kilka ciekawych atrakcji.

 

UPOLUJ ZORZĘ

Zacznijmy od zorzy, czyli głównego powodu, z jakiego zjeżdża tu mnóstwo ludzi. Czy w Tromso zawsze ją widać? Otóż nie, obalam ten mit. Nawet, gdy niebo jest czyste, nie daje to gwarancji na jej obserwację. Generalnie w samym Tromso nie jest to takie proste, bowiem przez większą część zimy (zresztą przez większą część roku) niebo pokryte jest chmurami. W tym miejscu panuje bowiem specyficzny klimat. Tromso to największe miasto w północnej Norwegii, znajduje się tak naprawdę na wyspie o nazwie Tromsoya 350 kilometrów za Kołem Podbiegunowym. Mimo swojego położenia, klimat nie jest tu zbytnio surowy, a to ze względu na silny wpływ Prądu Zatokowego. Temperatury oscylują w okolicy 0 stopni Celsjusza, często pada śnieg. A jak wiadomo do upolowania zorzy niezbędne jest bezchmurne niebo.

Co zatem zrobić w takiej sytuacji? W zasadzie wyjścia są trzy. Albo czekamy na dobrą prognozę pogody i wtedy kupujemy bilety, albo wynajmujemy samochód na miejscu i jedziemy wgłąb lądu, albo korzystamy z usług firm, które w ofercie mają właśnie całonocne polowanie na zorzę. Który sposób jest najlepszy? To już zależy od Was.

Jeśli prognoza pogody jest dobra i zapowiada się czyste niebo, wówczas wystarczy wyjechać trochę poza miasto lub zatrzymać się na kempingu na obrzeżach Tromso, by mieć dobrą miejscówkę do obserwacji. Ceny biletów lotniczych na kilka dni przed podróżą wcale nie muszą być wysokie, więc może warto zwiększyć swoje szanse właśnie w ten sposób. Aktualnie najprostszy i najtańszy sposób na dostanie się do Tromso to lot bezpośredni liniami Wizzair z Gdańska.

Inna opcja to wynajęcie samochodu, co bardzo ułatwi poruszanie się po okolicach. Niemniej warunki drogowe o tej porze roku w tej części świata mogę być nad wyraz trudne, zatem trzeba czuć się pewnie za kółkiem. Musicie być przygotowani na długą nocną jazdę, bowiem czasami trzeba dojechać nawet do Finlandii, by znaleźć bezchmurne niebo. Im dalej w ląd, tym większe szanse. My właśnie zrobiliśmy w ten sposób i praktycznie dojechaliśmy do samej granicy, gdzie na zewnątrz temperatura wynosiła grubo ponad -30 stopni Celsjusza. Przy takiej temperaturze niebo musi być czyste. Cena za wynajęcia auta na 3-4 dni to ok. 800 – 1000 zł bez paliwa, przy czterech osobach taka opcja jest już opłacalna. I jak zawsze, auto polecam wynająć przez wypożyczalnię Ryanaira, która przeważnie ma najlepsze ceny i często promocje.

Jeśli natomiast chcemy na tzw. luzie wybrać się na polowanie, można skorzystać z lokalnych firm, które taką wycieczkę mają w swojej ofercie. Wybór firm jest duży, a cena zależy od tego, czy pojedziemy busem czy po prostu autokarem, czy otrzymamy odpowiednie kombinezony i przekąski, czy też w te rzeczy zaopatrzymy się sami. Plusem tej opcji jest to, że firmy, specjalizujące się w takich wycieczkach, śledzą zarówno prognozę pogody, jak i wiedzą, kiedy i o której zorza będzie najsilniejsza, więc swoich klientów zabierają w takie miejsca, gdzie szanse na jej obserwację są największe. Oczywiście gwarancji nigdy nie ma i firma jej nie da. Natomiast jeśli nie uda się jej upolować za pierwszym razem, często można dostać zniżkę w wysokości 50% ceny na kolejną wycieczkę. Ceny za taką wycieczkę zaczynają się od 425 zł. Jedną z takich firm jest NorthernShots’ Aurora Chase, której ofertę znajdziecie na Villmarkssenter.

Jest jeszcze czwarta opcja, ta jednak wymaga już nieco grubszego portfela. Na polowanie na zorzę można także wybrać się w przestworza, wówczas chmury nie powinny być dla nas problemem. Jest jedna firma, która oferuje loty widokowe właśnie na zorzę. Jest to Tromso Budget Tours. Taki lot trwa godzinę i kosztuje w zależności od miejsca: 2900 NOK (miejsce od przejścia) oraz 3500 NOK (miejsce od okna). W cenę wliczone są: kieliszek sampana lub innego napoju, przekąska oraz profesjonalne zdjęcia z wycieczki. Loty odbywają się we wtorki, począwszy od 20. listopada 2018 do 5. marca 2019 o godzinie 20:15. Tak naprawdę szansę na zobaczenie zorzy z samolotu macie w trakcie lotu do Tromso i z powrotem, co mi się właśnie udało. Niestety warunki w środku kabiny nie zawsze są idealne, bowiem zapalone światła zdecydowanie to utrudniają. Wiadomo – najlepsze miejsce jest przy oknie, do tego sweter czy bluza na głowę i nos przyklejony do szyby.

Pamiętajcie, że oprócz czystego nieba musi być spełniony jeszcze jeden podstawowy warunek. Wybuchy na słońcu muszą mieć odpowiednią moc. O tym, jak powstaje zorza, co to jest Kp indeks i jak silny musi być, pisałam jakiś czas temu w artykule Skandynawska zorza… jak i gdzie ją upolować. W tym wpisie dowiecie się także, jak sprawdzić prognozę zorzy polarnej.


Zorza Tromso

ZWIEDŹ MIASTO

Niektórzy twierdzą, że w Tromso na dłuższą metę nie ma co robić. A ja napiszę, że to zależy… zależy przede wszystkim od zasobności naszego portfela. Samo miasto ma do zaoferowania kilka atrakcji, a i panujący tu klimat jest bardzo specyficzny. Co warto zobaczyć w Tromso? Na pewno starą część miasta, port, Muzeum Polarne, Polarię, katedrę na starym mieścieKatedrę Arktyczną, statek Hurtingruten oraz lokalny browar Mack.

Stara część miasta pamięta jeszcze czasy średniowieczne. Tromso powstało w XIII wieku i było wówczas małą wioską. Prawa miejskie uzyskało dopiero pod koniec XVIII wieku. Stąd właśnie startowało wiele ekspedycji polarnych, przez co miasto zyskało miano “wrót do Arktyki”. Stara drewniana zabudowa pochodzi w większości z XIX wieku. W Tromso znajduje się najstarsze norweskie kino, wybudowane na początku XX wieku. Podczas II wojny światowej rząd norweski swoją siedzibę miał właśnie w tym mieście, które na szczęście nie ucierpiało.

Tromso można zwiedzać na własną rękę, jednak można także wybrać się na historyczny spacer z przewodnikiem z tą samą firmą, która organizuje loty widokowe na zorzę. Wycieczka odbywa się w każdą środę oraz sobotę i trwa 2 i pół godziny. Program obejmuje spacer po najstarszej części miasta, podczas którego odkryjecie jego historię, sięgając aż do czasów średniowiecznych, odwiedzicie z przewodnikiem Muzeum Polarne (wstęp wliczony w cenę), by na koniec zasiąść w najstarszym pubie w Tromsø na coś rozgrzewającego. Napoje płatne są we własnym zakresie. Cena takiej wycieczko to 300 NOK za osobę.

Główna ulica starej części miasta nosi nazwę Storgata. To przy niej usadowiły się tradycyjne drewniane domy i domki, w których obecnie mieszczą się hotele, sklepy oraz jadłodajnie. Jednym z najbardziej charakterystycznych budynków przy tej ulicy jest słynna katedra w Tromso. Co prawda jak na katedrę jest niewielkich rozmiarów, jednak jej żółty kolor od razu rzuca się w oczy. Co ciekawe, jest ona jedyną norweską katedrą zbudowaną z drewna. Powstała na miejscu dawnej kaplicy królewskiej. Warto zajrzeć do środka, by przekonać się jaki wystrój ma najbardziej wysunięty kościół na świecie.

W Tromso znajduje się jeszcze jedna słynna katedra, nie wiem nawet, czy nie bardziej znana, choć według mnie, wcale nie piękniejsza. Mowa o Katedrze Arktycznej, w Norwegii znanej jako Kościół Tromsdalen. Charakterystyczny budynek w kształcie trójkąta stoi po drugiej stronie fiordu. Całość została wykonana z betonu oraz stali.

Co jeszcze można robić w Tromso? Zwiedzać muzea, bo tych tutaj nie brakuje. Muzeum Polarne, Polaria, Tromso Muzeum, Perpektivet Museum, Nordnorsk Kunstmusem czy Blast to tylko niektóre z nich. Tematyka przeróżna, szczególnie polecam te związane z historią wypraw arktycznych, jak np. Muzeum Polarne (Polarmuseet). Jest to muzeum o historii podbojów polarnych, od polowania na foki, wieloryby i renifery po zdobycie bieguna. Zobaczyć tu można wiele pamiątek po polarnikach, takich jak Roald Amundsen czy Fridtjof Nansen, który to jako pierwszy przemierzył Grenlandię na nartach. Na miejscu bezpłatne Wi-Fi. Wstęp 60 NOK (zamknięte do 15.01.2019 ze względu na renowację).

Ciekawą atrakcją jest słynny wycieczkowy statek Hurtingruten, kursujący między Bergen a Kirkenes (tuż przy granicy z Rosją), który to codziennie przypływa do Tromsø. Można po nim swobodnie spacerować od 15:00 do 18:00 (wstęp wolny). O 18:30 odpływa w dalszy rejs. Tromso posiada największy port na północy Norwegii. Warto wybrać się tu na spacer, gdzie można zobaczyć kutry rybackie, statki zabierające turystów na przeróżne wycieczki, prywatne jachty oraz olbrzymie wycieczkowce. Szczególnie pięknie port wygląda o zachodzi słońca, kiedy to niebo przybiera złotawo-pomarańczowy odcień.

Tromso miasto

PODZIWIAJ FIORDY

Będąc w Tromso, obowiązkowo trzeba wjechać na górę Storsteinen słynną kolejką Fjellheisen, skąd podziwiać można niesamowity widok na miasto oraz okoliczne fiordy. Cena biletu to 170 NOK w dwie strony, 110 NOK tylko zjazd. Uwaga! W wietrzny dzień kolejka może być nieczynna, warto sprawdzać informacje na stronie internetowej. Wjazd znajduje się w okolicach nabrzeża w centralnej części Tromso, po tej samej, co Katedra Arktyczna.  Na szczyt można także wejść o własnych siłach, co normalnie zajmuje 40-60 minut. Niemniej w zimowych warunkach może być to utrudnione. Na taki trekking trzeba się odpowiednio przygotować i pilnować szlaku. Na górze można zjeść obiad lub rozgrzać się gorącą herbatą.

Jedna rada! W zimie ubierzcie się naprawdę ciepło. Mimo, że w mieście może być względnie ciepło, na górze zastaniecie arktyczne mrozy oraz przeszywający wiatr. Zrobienie zdjęcia bez rękawiczek graniczy z cudem, a jeśli już jakoś to przetrzymacie, to polecam co jakiś czas wracać do budynku na rozgrzanie swoich dłoni i nie tylko przy kominku. A widok? Obłędny… szczególnie o zachodzie słońca.

Dodatkowo można wybrać się na trekking po okolicachrejs po fiordach czy nawet na obserwację wielorybów. Kilka firm organizuje takie wycieczki. Choć ceny nie są niskie, myślę, że warto skusić się na coś takiego. Firmy, które oferuję rejsy z obserwacją wielorybów zimą to Whale Safari (cena zaczyna się do 1195 NOK, w cenie są gorące napoje oraz herbatniki, a także zupa warzywna z chlebem, gwarancja zobaczenia wielorybów, zwiedzanie muzeum o wielorybach z przewodnikiem, dyplom uczestnictwa, terminy 01.12. – 31.03.) oraz Artic Whale Tour (cena 1400 koron, w cenie ciepły posiłek, terminy od lutego 2019).

Tromso fiordy

ODWIEDŹ SAAMÓW I NAKARM RENIFERY

Wszyscy z nas zapewne słyszeli o dalekiej mroźnej Laponii, w której mieszka Święty Mikołaj… no właśnie, ale w Laponii mieszkają też Saamowie (lub Saami), czasami określani mianem Lapończyków, czego jednak nie lubią. Nazwa Lapończyk kojarzona jest przez ludy skandynawskie w sposób negatywny, nawiązuje bowiem do szwedzkiego słowa ”lapp”, oznaczającego łatę. Kim są Saamowie, jakie mają tradycje, czym się zajmowali i nadal zajmują, tego wszystkiego dowiecie się podczas wycieczka do ich obozu na obrzeżach Tromso, gdzie także spotkacie przesłodkie renifery, które będziecie mieli okazję nakarmić.

Taką wycieczkę można wykupić w firmie Tromsø Arctic Reindeer Experience, która oferuje różne kombinacje w zależności od ceny, wizytę można śmiało połączyć z obserwacją zorzy, oczywiście gdy niebo jest bezchmurne. Cena zaczyna się od 1090 NOK. Co nas czeka na miejscu? Karmienie reniferów, stado liczy około 300 sztuk, skosztowanie tradycyjnego posiłku z ich mięsa, zwanego bidos, przyrządzanego na ogniu (niestety, te słodkie zwierzęta się tu jada) oraz opowieści o saamskiej kulturze i tradycyjne śpiewy, zwane joikowaniem. Jeśli macie ochotę na przejażdżkę saniami, wówczas trzeba wybrać ciut droższą opcję.

Miejscem zbiórki jest Radisson Blu Hotel. Tutaj o umówionej godzinie zjawia się nasz pilot i zabiera wszystkich do autobusu, którym jedziemy na obrzeża miasta. Podróż trwa około 40 minut. Na miejscu ukazuje się coś w rodzaju kempingu, położonego malowniczo nad fiordem, z tym że zamiast domków, rozłożone są tu wielkie tradycyjne namioty typu lavvu (lavvo). W bramie witają nas Saamowie ubrani w tradycyjne stroje, uśmiechnięci od ucha do ucha, każdemu podają rękę i zachęcają do wejścia do środka. Od razu w głowie pojawia się myśl… czy to oby prawdziwy obóz, czy też skansen zrobiony pod turystów. Otóż, ta ziemia ciągle należy do nich, ciągle… bowiem, jak się dowiadujemy, rząd ma plany budowy portu i chce jak najszybciej przesiedlić rdzennych mieszkańców. Pojawia się jednak nadzieja, na tych terenach odkryto pozostałości z czasów Wikingów i jeśli się to potwierdzi, tereny zostaną zabezpieczone do prac archeologicznych, a Saamowie pozostaną na swojej ziemi.

Wizytę rozpoczynamy od nakarmienia głodnych futrzaków. Każdy dostaje wiadro pełne karmy i rusza przed siebie. Stado rozproszone jest po całym niemalże terenie. Mamy przykaz, by dotrzeć do tych na samym końcu, a także podchodzić do tych mniej śmiałych, tak, by każdy osobnik dostał coś do jedzenia. A sprawa wcale nie jest taka prosta, gdyż część reniferów wprost napiera na wiadro, a tym samym i na nas, walcząc o każdy kęs. Czy to oswojone renifery? – zapewne zapytacie, bo przecież to w zasadzie półdzikie zwierzęta. I tak, i nie. Renifery w Laponii żyją na wolności, jednak każdy do kogoś należy. Zwierzęta są znakowane, albo charakterystycznym nacięciem na uszach – stary tradycyjny sposób, albo plastikowymi kolczykami. Latem stada swobodnie pasą się na północy, mają wówczas wystarczającą ilość pożywienia, jednak zimą wszystko się zmienia. Saamowie zaganiają zwierzęta na południe na swoje farmy, by w razie czego móc je dokarmiać.

Na zimę (w listopadzie) samce tracą poroże, więc wówczas łatwo odróżnić je od samic, które z kolei tracą rogi na wiosnę, kiedy rodzą potomstwo. Jednakże nie jest tak zawsze, bowiem niektóre samce są przez Saamów kastrowane. Te zachowują swoje poroże, jako że używać go już nie muszą, brak rywalizacji i konkurencji robi swoje. Renifery to bardzo ważne zwierzęta w kulturze Saamów. W zasadzie stanowią nie tylko pożywienie, ale wykorzystywane są przez nich w całości, jak sami mówią, nic się nie marnuje. Skóra z renifera jest niezwykle ciepła, z poroża można wyciosać naczynia i różnego rodzaju narzędzia.

Po skończonym karmieniu można wsiąść do sań, a kolorowo przystrojone renifery pomkną po śniegu, zabierając nas na przyjemną przejażdżkę. Saamowie naprawdę o nie dbają i pilnują by zaprzęg był odpowiednio liczny.

Karmienie reniferów Tromso

Po czasie spędzonym na świeżym powietrzu czeka nas pożywny posiłek, wspomniany już bidos, do tego kawa, herbata oraz słodkości. Można brać dokładkę;) Rozgrzani i najedzeni udajemy się do tradycyjnego lavvu, gdzie usłyszymy ciekawe opowieści o saamskiej kulturze. Saamowie to najstarsi mieszkańcy Skandynawii, zamieszkują północną Norwegię, Szwecję, Finlandię oraz półwysep Kolski w Rosji. Posiadają własny język, bogatą tradycję, która uważana jest za prawdziwy relikt pradawnych czasów. To lud koczowniczych pasterzy, żyjących z pędzenia reniferów, polowania i rybołówstwa. Oczywiście ich życie w obecnych czasach wygląda już nieco inaczej. Tylko nieliczni utrzymują się z hodowoli zwierząt, nie jest to ich główne źródło pożywienia ani transportu. Niemniej przywiązani do swojej tradycji, z dumą ją kultywują i podtrzymują (liczne festiwale w ciągu roku), próbując od nie tak dawna pokazać ją turystom.

Aktualnie Saamowie posiadają prawa polityczne i kulturowe, mają także swój parlament, który wprawdzie nie ma realnego wpływu na krajową politykę, niemniej podejmowane są tu decyzje odnośnie edukacji, kultury i gospodarki ich ziem. W Laponii działa także stacja radiowa oraz telewizja, nadające komunikaty w języku saamskim.

Saami lavvu

ODWIEDŹ LODOWY HOTEL

Lodowy hotel marzył mi się od dawna. Jednak dotychczas nie było to takie proste, bowiem słynne lodowe hotele położone były w miejscach, do których dojazd wymagał nieco więcej zabiegów logistycznych, a do tego zasobnego portfela. Zmieniło się to w tym roku, kiedy to w okolicach Tromso powstał pierwszy tego typu lodowy obiekt. Tromso Ice Domes, tak nazywa się hotel, znajduje się przy kempingu Tamok, w odległości 96 km od Tromso. W ubiegłym sezonie było tu tylko jedno miejsce noclegowe, w tym jest już więcej. Na miejscu do dyspozycji mamy całe zaplecze, prywatny bar i restaurację, a obok saunę.

Zbudowanie hotelu kosztowało bagatela 160 tys. Euro, trwało 5 tygodni. Obiekt stoi do marca/kwietnia, w zależności od pogody, a następnie topnieje i w nowym sezonie trzeba budować go od początku. Temperatura wewnątrz wynosi -5 stopni, da się wytrzymać, ale nocowanie może stanowić wyzwanie, choć podobno jest całkiem przyjemne. Hotel wygląda jak ogromne igloo, zrobione ze śniegu oraz lodu, jednak gdy zajrzymy do środka, zobaczymy w nim prawdziwe dzieła sztuki. W ubiegłym sezonie wystrój oraz lodowe rzeźby i płaskorzeźby skupiały się na kulturze Saamów oraz motywach przyrodniczych.

Do hotelu można dojechać na własną rękę lub też skorzystać ze zorganizowanej wycieczki. Tak czy inaczej, za pobyt w hotelu trzeba zapłacić. Wycieczka kosztuje 879 NOK i można ją wykupić na stronie Destination Tromso. W cenie jest transport, przewodnik oraz drink w lodowym kieliszku. Można zamówić także lunch za dodatkową opłatą 195 NOK. Autobus odjeżdża z centrum dwa razy dziennie o 10:00 oraz o 14:30. Wycieczka trwa 4 godziny. Jeśli przyjedziecie na własną rękę, otrzymacie zniżkę. Do tego w hotelu możecie zostać tak długo, jak chcecie. Na miejscu powita Was przewodnik, który oprowadzi po hotelu oraz opowie historię jego powstania. Zwiedzanie z przewodnikiem odbywa się o 11:00, 13:00 oraz 15:00, jednak warto potwierdzić godziny przed podróżą na własną rękę.

Właściciel już od dawna marzył o wybudowaniu takiego obiektu, ale nie mógł uzyskać pożyczki z banku. No kto by pożyczył 160 tys. Euro na zbudowanie czegoś, co rozpadnie się po 6 miesiącach?! Był jednak tak pełen pasji i pewny siebie, że zdecydował się sprzedać własny dom, aby sfinansować ten projekt. Budowa trwała 5 tygodni, większość czasu i pieniędzy poszło na dekorację wnętrza igloo. Zatrudniono jednych z najlepszych artystów z Chin i wielu specjalistów.

Pierwszym pomieszczeniem, do którego się wchodzi jest piękny bar lodowy, w którym gościom serwowane są drinki z lodowego kieliszka (dostępne opcje alkoholowe i bezalkoholowe). W tym czasie przewodnik, który również jest barmanem, tłumaczy znaczenie tego, co widzimy na ścianach. W oczy od razu rzucają się sanie, ciągnięte przez renifery… nie nie, to nie Święty Mikołaj, to ktoś z ludu Saami. Następnym przystankiem jest kino lodowe, w którym można obejrzeć krótki film, przedstawiający piękne tereny wokół, a także pokazujący proces budowy hotelu. W tym roku pokoi powinno być już aż siedem, więc jeśli macie ochotę na spędzenie nocy w takim miejscu, jest to możliwe. Cena takiego pobytu mała nie jest, jeśli macie do dyspozycji około 1 250 Euro, to ta bajkowa sypialnia może być Wasza na jedną noc.

Po filmie przychodzi czas na lunch, który serwowany jest w lodowej restauracji. Ci, którzy nie wykupią tej opcji mają czas na dodatkowe zdjęcia. Po jedzeniu jest czas wolny na sesję fotograficzną oraz pytania do przewodnika.

Tromso Ice Domes

2 komentarze

  • Michal

    Byłem i widziałem, i bardzo polecam. Opcją z wynajęciem auta chyba najlepsza, bo można dojechać w wiele pięknych miejsc. Krajobraz zimą jest niesamowity. W takie miejsca się wraca.

    • celwpodrozy

      Zgadza się, wynajęcie auta to świetna opcja. Jednak tak, jak pisałam, warto być wprawionym kierowcą, warunki na drodze mogą być różne. Natomiast w większości przypadków samochody z wypożyczalni powinny mieć specjalne opony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *