Ao Nang jako baza wypadowa na okoliczne wyspy

Ao Nang to bardzo popularna baza wypasowa na okoliczne wyspy i wysepki oraz piekne plaże. Miasteczko położne jest 16 km od Krabi, z którego można tu dojechać lokalnym autobusem (50 THB) lub taksówką (600 THB). My do Ao Nang płyniemy promem z Phi Phi, mamy się tu spotkać z resztą ekipy, która zamiast Phi Phi (ich strata;)) postanowiła eksplorować okolice Bangkoku. Niezwykle szkoda opuszczać nam tę rajską wyspę, ale czas biegnie nieubłaganie i trzeba ruszyć dalej. Prom z Phi Phi odpływa bardzo zatłoczony, można zająć miejsce w środku, gdzie zimno z klimatyzacji już po minucie na wskroś przeszywa, ale można też zostać na zewnątrz i chłodzić się morską bryzą. Zdecydowanie wybieram opcję nr 2.

GALERIA

Bagaże, które nie mieszczą się z boku przy wejściu do kabiny, lądują na środku, tworząc wielką górę, którą trzeba ominąć, by przejść dalej. Prom z Phi Phi z transportem do hotelu w Ao Nang kosztuje 400 THB od osoby. Rezerwacja zrobiona została jeszcze w Polsce poprzez Asiawebdirect.

2966.JPG 2968.JPG

Im bliżej Ao Nang, tym bardziej pogoda zaczyna się zmieniać. Niebo przykrywa się chmurami, a na horyzoncie widać nadciągający deszcz. Niemiej widoki i tak są piękne. Małe wyspepki w postaci pionowych skał wystających z wody to wizytyówka tego rejonu, a Ao Phra Nang, czyli „Zatoka Księżniczki” to jedno z najpięknieszych miejsc nie tylko w całej Tajlandii.

Phra Nang

3023.JPG 3024.JPG 3042.JPG

Boska Railay

3045.JPG 3046.JPG 3047.JPG 3051.JPG

Część pasażerów wysiada na Railay. Nie ma tu oczywiście żadnej przystani przystosowanej do tak dużych statków, zatem cumujemy w znacznej odległości od plaży, a do promu podływają małe łódeczki AirAsia. Wielkie walizy dość sprawnie zostają przetransportowane i już w mniejszym składzie płyniemy do Ao Nang.

3029.JPG 3031.JPG

 

W porcie już czekają na nas busiki rozwożące turystów po hotelach. Ta usługa jest już wliczona w cenę biletu, ale to praktycznie standard w całej Tajlandii. Widoki przy przystani także zachwycają. Moją uwagę zwracają dziesiątki, a może setki tradycyjnych tajlandzkich long taili przycumowanych przy brzegu. Wygląda to zajwiskowo.

3061.JPG

NOCLEG W J HOTEL

Baza noclegowa w Ao Nang jest bardzo rozbudowana, można tu znaleźć i coś niskobudżetowego, i coś luksusowego. Rezerwacji radzę dokonać z wyprzedzeniem, szczególnie jeśli planujecie wyjazd w sezonie, najlepiej już w Polsce coś zabukować, bo potem znalezienie miejsca w dobrej cenie i dobrej lokalizacji może graniczyć z cudem. Druga część ekipy robi to tuż przed przyjazdem i niestety zmuszona jest mieszkać w dość znacznej odległość od głównej części miasteczka, a i warunki takie sobie. Ja oczywiście pokój rezerwuję jeszcze sporo przed wylotem. Mam spory dylemat, czy ma to być guesthouse w miasteczku, czy raczej bungalow w zielonej okolicy. Ostatecznie wybór pada na J Hotel w samym centrum w niewielkiej odległości od plaży, pieszo jakieś 5-10 minut. Cena już z podatkiem i serwisem na Agodzie to 244 zł za dwie noce za dwie osoby. Zatem za noc na osobę za pokój z łazienką wychodzi 61 zł.

Z czystym sumieniem polecam ten guesthouse. Bardzo uprzejma obsługa, pani recpecjonistka z szerokim uśmiechem odpowiada na każde nasze pytanie, a kiedy bus zabierający nas na jedną z wycieczek się spóźnia, dzwoni do organizatora, by dowiedzieć się, co się stało. Pokój jaki dostajemy jest naprawdę duży, można się tu bawić w ganianego. Jedyne, do czego można się przyczepić, to brak okna, a raczej widoku z okna, bo zaraz za oknem mamy betonową ścianę pobliskiego budynku. Ale jeśli mam być szczera, to wolę taką opcję niż okno wychodzące na głośną ulicę. Jest czysto, a to jest najważniejsze. Śniadanie nie jest wliczone w cenę, więc jest dowolność. W hotelu w menu są zestawy, np. bułka z masłem, szynką, dżemem, sokiem i herbatą kosztuje 120 THB. Jogurt z musli i owocami można kupić za 75 THB, a jogurt z samymi owocami za 60 THB. Herbata kosztuje 25 THB. Oczywiście w okolicy pełno jest przeróżnych knajpek, w których także można zjeść śniadanie.

3065.JPG 3066.JPG 3067.JPG

PLAŻE W AO NANG

Samo miasteczko niezbyt przypada mi do gustu. Bardzo turystyczne, komercyjne i jakieś takie bez klimatu. Śmiem nawet stwierdzić, że wcale mi się tu nie podoba, wręcz jestem rozczarowana. Plaża Ao Nang sama w sobie nie jest szczególnie atrakcyjna. Wprawdzie piaszczysta i szeroka, z widokiem na strome klify, porośniętę bujną roślinnością, ale usytuowana przy ruchliwej, hałaśliwej ulicy, oddzielona od niej niezbyt estetycznym betenonowym murkiem. Po wschodniej stronie wyraźnie odcina się skalisty cypel zwieńczony górą Phu Khao, objęty ścisłym rezerwatem i zakazem wspinaczki.

3080.JPG 3081.JPG 3215.JPG 3217.JPG

Na stacjonarne plażowanie lepiej udać się na Nopphara Thara, która od Ao Nang oddalona jest o około 2 km. Niewielka rzeczka dzieli ją na dwie części. Część południowa, bliższa Ao Nang, jest bardziej zagospodarowana. Całkiem sporo tu hoteli, restauracji i barów. Część północna dostępna jest tylko łodzią, można się na nią dostać albo z południowej plaży, albo bezpośrednio z Ao Nang. Tutaj można odpocząć w prawdziwym spokoju, odludna plaża jest idealna do spokojnego opalania się.

1234.jpg

WYCIECZKI

Nie zapominajmy jednak, że Ao Nang to idealna baza wypadowa do zwiedzania tego, co kryje okolica. A kryje naprawdę dużo. Można tu zarówno poplażować w rajskich okolicznościach przyrody, jak i i aktywnie spędzić czas, udając się np. na wspinaczkę, czy wynajmując kajaki. Przy głównej ulicy w Ao Nang (Moo 2) znajdziecie liczne biura, oferujące rejsy na Phi Phi, Ko Lantę, Wsypę Jamesa Bonda, nurkowanie ze sprzętem, snurkowanie, kajaki czy trekking do najciekawszych miejsc w prowincji. Oferta jest naprawdę szeroka i jest z czego wybierać. Jedna ważna zasada, targujemy się do upadłego! Oczywiście, że na początku uslyszycie słynne tajskie „I caaaaan’t Sir”, czy „No caaaaaan”, powtarzane jak mantra, ale Wy też musicie do bólu powtarzać swoje. I tak np. nam udaje się z ceny 600 THB zejść do 350 THB, a to już, przyznacie sami, jest znaczna różnica. Te 350 THB od osoby płacimy za wycieczkę „4 wyspy„, łódka może zabrać maksymalnie 25 osób. Za prywatną łódkę dla 6 osób trzeba zapłacić 600 THB za osobę, co i tak jest według mnie do przyjęcia.

Przykładowy cennik jednego z biur

3069.JPG

 

Inaczej ma się sprawa z wycieczką na rajską Railay. Tutaj nie ma potrzeby wykupować wycieczki z biura, gdyż najzwyczajniej można popłynąć tam long tailem, które regularnie kursują na tej trasie. Przy samej przystani znajduje się kasa, gdzie można kupić bilety. Bilet powrotny kosztuje 200 THB, jak widać nieco podrożał, bo cena podawana na forach i blogach była niższa. Żeby łódka w ogóle wypłynęła, musi uzbierać się conajmniej 8 osób. Podobno lepiej jest od razu kupić bilet powrotny, bez względu na to, kiedy się ma zamiar wrócić, wśród właścicieli łódek można trafić na naciągaczy, którzy za bilet powrotny z Railay potrafią zażyczyć sobie nawet 800 THB. Z Ao Nang na Railay płynie się 15 minut, przy okazji można podziwiać piękną przyrodę. Uwaga: z Ao Nang na Railay nie dostaniemy się drogą lądową, bo dojazd uniemożliwiają strome pionowe skały i dzika roślinność.

3255.JPG

GDZIE ZJEŚĆ I CO ROBIĆ WIECZOREM

Knajp, knajpek, restauracji i barów jest tu pod dostatkiem. Pod względem cenowym jest tu drożej niż w Bangkoku czy Chiang Mai, ceny podobne jak w resorcie na Phi Phi, ale do przeżycia. Widać, że na brak turystów z grubszymi portfelami nie można tu narzekać. Próba znalezienia naprawdę lokalnej knajpki nieco graniczy tu z cudem, mam tu na myśli, lokal nienastawiony na turystów, a na lokalsów, gdzie można zjeść coś typowo tajskiego, co jada przeciętny Taj. Coś takiego udaje się nam znaleźć w drodze z naszego hostelu na wybrzeże. Lokal wygląda dość obsukrnie, na pierwszy rzut oka wręcz zniechęca, jednak inaczej jest już z cenami, te zdecydowanie zapraszają do środka (to jest najtańsza knajpa, jaką udaje się nam znaleźć w Ao Nang). Miejsca jest mało, siedzieć można także na schodkach. Mimo że wygląd średni, to lokal zawsze jest pełny, ciężko ustrzelić stolik. Raz nam się udaje, wiec mamy okazję spróbować tutejszej kuchni. Jedzenie jest całkiem smaczne, a i zimne piwko też się znajduje, zostaje dostarczone z sąsiedniej restauracji.

3258.JPG

Niektóre restauracje mają bardzo klimatyczny wygląd, aż się chce wejść do środka. Kolację pierwszego wieczoru jemy w DeArt’s Restaurant. Pad thai musi być:)

3074.JPG 3075.JPG

A tu cennik z innej restauracji

3078.JPG 3079.JPG

Wieczorem można tu trafić na koncerty na żywo i występy połykaczy ognia. My trafiamy do knajpki Roots Rock Reggae, w której to właśnie mamy okazję posłuchać muzyki na żywo. Chłopaki grają wyśmienicie, uwielbiam taką muzę, tym bardziej jestem ukontentowana. Między swoimi kawałkami wrzucają też covery, więc można pośpiewać z nimi. Aż mnie nosi, zresztą posłychajcie sami. Sam lokal również bardzo klimatyczny.

3272.JPG 3262.JPG

W międzyczasie po ulicy krążą połykacze ognia także dając niesamowite show.

3268.JPG

W Ao Nang znajdziecie oczywiście sklepy spożywcze, między innymi bardzo popularny w Tajlandii 7eleven lub Family Market. Samo miasteczko specjalnie nie zachwyca, w zasadzie większość hoteli, sklepów i restauracji skupionych jest przy głównej ulicy. Skręcając w prawo w odległości około 2 km można już znaleźć pierwsze bungalowy usytuowanej w tajskiej dżungli.

3070.JPG 3071.JPG

 

A na koniec zapraszam Was na zachód słońca na plaży w Ao Nang. Ten akurat potrafi być zjawiskowy…

3222.JPG 3230.JPG 3244.JPG 3246.JPG

A już w następnych wpisach dzień na rajskiej Railay oraz wycieczka na 4 wyspy, czyli co warto zobaczyć w okolicy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>