Fiordowa Majówka dzień 1: Droga Atlantycka, Bud i Averøy

Fiordy marzyły mi się od zawsze. Opowieści znajomych zachęcały jeszcze bardziej. Mimo to temat zawsze był gdzieś z boku, bo przecież blisko, bo do Norwegii zawsze można wyskoczyć. Fiordy kojarzą się przede wszystkim z Bergen oraz z odleglejszymi Lofotami i jeśli ktoś wybiera się na taką wyprawę, przeważnie te dwa kierunki obiera za cel. My tak jednak nie zrobiliśmy. W pewien lutowy weekend zupełnie spontanicznie kupiliśmy bilety z Gdańska do Molde właśnie na Majówkę. Skusiła nas cena, bo bilet kosztował 93 zł w dwie strony od osoby. Mnie przede wszystkim skusiły zdjęcia Drogi Atlantyckiej, bardzo chciałam zobaczyć ją na własne oczy. Maj w Norwegii, powiecie… zimno, deszczowo i ponuro. Istotnie taka aura mogła na nas tam czekać, ale nie czekała! Pogoda była jak na zamówienie, a do tego zobaczyliście jedną z najpiękniejszych części norweskich fiordów. Plan został zrealizowany w 150%!

GALERIA

Dojazd z Warszawy do Gdańska obecnie jest całkiem wygodny i niezbyt drogi, bo albo wsiadamy w wygodne Pendolino za 49 zł, albo z Modlina fruniemy na skrzydłach Ryanaira nawet już za 9 zł. My akurat wybieramy tę pierwszą opcję, a przy okazji odwiedzamy znajomych w Gdańsku (Michał, Andrzej – dzięki!). Wylot do Molde mamy w piątek o 10:20. Pakujemy się w bagaże podręczne, śpiwór, trochę ubrań, kosmetyków i co najważniejsze też trochę jedzenia z Polski. Wszystko przebiega zgodnie z planem, lot trwa 1 godzinę i 4o minut, tak więc jeszcze przed południem lądujemy w Norwegii. Widoki przed wylądowaniem są bajeczne. Lecimy nad wysokimi ciągle jeszcze ośnieżonymi szczytami, które jak się potem okazuje tworzą oszałamiającą panoramę, którą pieknie widać z drogi prowadzącej nad fiordem oraz punktu widokowego Varden. W Molde lekko kropi i niebo zasnute jest chmurami, jednak wiatr stopniowo przewiewa szae chnury, zza których przebija już błekitne niebo.

006.JPG 042.JPG 051.JPG

Po wylądowaniu od razu szukamy wypożyczalni Europcar, w której zarezerowaliśmy auto. Całość została opłaca z góry, gdyż taka opcja była tańsza. Do tego rezerwacji dokonaliśmy na hiszpańskiej wersji, co pozwoliło takżer uzyskać lepszą cenę. Za wynajęcie płacimy 216,85 EUR, co w norweskiej walucie daje 1844 NOK (dzieląc to na 4 osoby, wychodzi całkiem przyzwoicie). Biuro Europcar znajduje się tuż po wejściu do hali przylotów, po prawej stronie. Obok znajduje się także wypożyczalnia Hertz i Avis. Ku naszemu zdziwieniu widzimy, że drzwi do biura Europcar są zamknięte i wisi karteczka z numerem telefonu. Pytamy obok, o co chodzi i wygląda na to, ze trzeba dzwonić.  W sumie jesteśmy przed czasem, więc może ktoś jeszcze się zjawi. Postanawiamy jednak zadzownić i rzeczywiście, o 13:00 ma być otwarte. W rzeczywistości pracowniczka Europcar przychodzi wcześniej. Samochód, jaki zarezerwowaliśmy to Volksvagen Golf, a jak się okazuje mamy dostać Merza z automatyczną skrzynią biegów. Michał jednak kręci nosem, co manual to manual, więc prosimy o zmianę. Ostatecznie dostajemy Skodę Octavię z bardzo dużym bagażnikiem. Dodatkowo na karcie ma zostać zablokowany depozyt za paliwo (dostajemy pełny bak), ze ewentualnie płatne drogi (tak, w Norwegii jest ich całkiem sporo) oraz jakieś dodatki. Blokada będzie zwolniona jeśli samochód oddamy w pełni zatankowany oraz drogami płatnnymi poruszać się nie będziemy. Cena paliwa w Norwegii nie jest stała, waha się w zależności od dnia, w sobotę jest drożej, w niedzielę taniej, a widełki to od 12 do 14 NOK za diesla. Podpisujemy i idziemy na górny parking obejrzeć auto. Okazuje się, że jedna całkiem spora rysa nie jest zaznaczona w dokumentacji, a do tego nie działa gniazdko do podłączenia nawigacji. Zatem w tył zwrot i wracamy do biura. Rysa zostaje dodana, a co do gniazdka musimy podjechać na parking koło biura, by pani mogła osobiście sprawdzić. Ostatecznie wymienony zostaje kabel na taki z końcówką USB i możemy ruszać.

058.JPG

Plan na pierwszy dzień to tylko Droga Atlantycka i okolice. Według informacji znalezionych w Internecie, musimy kierować się do drogi nr 64, która doprowadzi nas do celu. I tak właśnie robimy. W ten sposób dojedziemy prosto do odcinka ze słynnymi wyspami i łączącymi je mostami. Niemiej, trasa turystyczna zaczyna się dużo wczęśniej, bo już w miasteczku Bud i aby tam dojechać, trzeba w pewnym momencie odbić z drogi nr 64 w drogę nr 663, a potem w drogę nr 664, którą dojedziemy prosto do Bud. My jednak jedziemy cały czas 64, a do Bud po prostu się wrócimy.

Na mapie wygląda to następująco:

Droga z Bud do Drogi Atlantyckiej

W zasadzie zaraz po wyjechaniu z miasta zaczynają się sielskie widoki, góry, jeziora, fiordy i lasy. Po drodze łapie nas całkiem spora śnieżno-gradowa chmura, na szczęście to tylko chwilowe. Praktycznie cały czas jadąc drogą nr 64 co jakiś mijamy drogowskazy, prowadzące do słynnej Drogi Atlantyckiej (Atlanterhavsvegen / Atlanterhavsveien). Pogoda coraz bardziej się poprawia, słońce przygrzewa, a deszczowe chmury całkowicie zniknęły.

098.JPG 100.JPG 105.JPG

DROGA ATLANTYCKA / ATLANTERHAVSVEGEN / ATLANTERHAVSVEIEN

To tak naprawdę fragment drogi nr 64, która to łączy dwa duże miasta Kristiansund oraz Molde, położone w regionie Møre i Romsdal, w krainie Fiordów Norwegii. Droga Atlantycka ma 8,72 km długości i zaczyna się w małej miejscowości Vevang, a kończy w Kårvåg. Siedmioma mostami (Mosty Hulvagen) łączy ona kilka wysp, położonych w Zatoce Hustadvika. Szukając informacji w Internecie, w zasadzie wszędzie pojawia się informacja, że najlpiej dojechać do niej z Molde lub Kristiansund i pewnie tak jest. Jednak Narodowy Szlak Turystyczny, którego przedłużeniem jest Droga Atlantycka zaczyna w Bud i to od tej miejscowości warto zacząć, a na pewno nie wolno jej pominąć, wybierając się w ten rejon. Uwaga: Droga nr 64, włączając w to Drogę Atlantycką, nie jest płatna, a na taką informację można natknąć się w Internecie.

Droga Atlantycka to z jednej strony kunszt konstrukcji inżynieryjnej, z drugiej kunszt Matki Natury, która stowrzyła w tym miejscu niesamowicie malowniczy krajobraz. Droga biegnie niejako zygzakami przez niskie mosty z wyjątkiem jednego. Ten najbardziej znany i i najwyższy, stanowiący główną atrakcję most Storseisundetbrua ma kształt pięknego łuku i jest najłduższy, bo liczy sobie aż 260 metrów długości. Bezsprzecznie stanowi on popis budowlanych umiejętności. Nic dziwnego, że w 2005 roku Droga Atlantycka zdobyła tytuł „Inżynieryjnego Projektu Stulecia”. Tak naprawdę już w 1909 roku rozmyślano o połączeniu wypsy Averøy z lądem, wówczas miało to być połączenie kolejowe. Budowa drogi ruszyła dopiero w 1983 roku i zakończyła się 12 lat później, 7 lipca w 1989 roku. Podobno szczególnie spektakularnie droga wygląda jesienią podczas wielkich sztormów i niektórzy specjalnie o tej porzy tu przyjeżdżają, by podziwiać wielkie fale rozbijające się o brzeg i mosty.

Wjeżdżamy na słynną Drogę Atlantycką…

110.JPG

Na Drodze Atlantyckiej znajdują się cztery punkty widokowe, gdzie można się zatrzymać, wysiąść z auta i podziwiać to, co roztacza się dookoła. My zatrzymujemy się na trzech z nich. Po wjechaniu na drogę od razu rozglądamy się za jakimś parkingiem i już na początku dostrzegamy jeden. Zjeżdżamy na pobocze i wysiadamy z samochodu. Jest pięknie! Widoki już tutaj robią wrażenie, a woda w zatoce ma niesmowity kolor, a do tego jest bardzo czysta.

125.JPG 126.JPG 124.JPG 129.JPG

Za dosłownie dwa czy trzy kilometry dalej trafiamy na kolejny punkt widokowy. Tym razem to ten ze słynnym mostem Storseisundetbrua, który widać już z daleka. Parking znajduje się po lewej stronie i tu widać już więcej samochodów. Choć i tak jestem zdzwiona w zasadzie niewielką liczbą turystów.

698.JPG 137.JPG 139.JPG

Zaraz przy parkingu znajduje się wydeptana ścieżka, prowadząca na małe wzgórze. Stąd właśnie roztacza się bajeczny widok na most, zatokę z maleńkimi wysepkami oraz odcinek drogi, którą już pokonaliśmy. Coś niesamowitego… Słońce na dobre już przygrzewa i oświetla całą zatokę.

142.JPG 143.JPG 148.JPG 149.JPG 150.JPG 156.JPG 160.JPG 184.JPG 185.JPG 190.JPG 171.JPG

Warto także przejść na drugą stronę drogi i przespacerować się specjalnie ustawionymi do tego platformami. Na końcu owej platformy można zejść na malutką wyspekę i z tej perspektywy spojrzeć na drogę i na most.

200.JPG 201.JPG 202.JPG

Przjazd przez most Storseisundetbrua dostarcza nielada emocji, choć tak naprawdę wcale nie jest tak strasznie, jak sobie wyobrażałam. Jadąć zakręconym łukiem w zasadzie wcale się tego nie odczuwa. Niemniej wrażenie jest niezapomniane ze względu na widoki.

215.JPG 216.JPG

Zaraz po zjeździe z mostu zjeżdżamy na kolejny punkt widokowy. Tutaj parking jest o wiele większy, można także skorzystać z toalety, które ukryte są w ścianie wzógrza. Na pierwszy rzut oka miejsce to wygląda niepozornie. Widok zasłania barierka na drodze, więc ciężko coś zobaczyć. Jednak jak się okazuje zaraz przy tablicy informacyjnej zaczyna się ścieżka widokowa na platformie, prowadząca dookoła wyspy. I tutaj niewątpliwie jest, co oglądać. Co jakiś czas znajdują się także ławeczki, na których w spokoju można sobie kontemplować i podziwiać przepiękną panoramę.

235.JPG 248.JPG 251.JPG 253.JPG 255.JPG 262.JPG

Za kilka kilometrów ponownie zjeżdżamy na parking i udajemy się na podziwianie okolicznej panoramy. W tym miejscu stoją jakieś dwie chatki, które aktualnie są zamknięte. Wygląda na to, że to właśnie stąd można dostać się do Håholmen, tradycyjnej norweskiej wioski, położonej na malutkiej wysepce o tej samej nazwie. W XVIII wieku rybacka osada Håholmen tętniła życiem i słynęła z produkcji klipfisza, solonego dorsza suszonego na słońcu. Obecnie żyje głównie z turystyki, można się tam zaszyć w wynajętej rybackiej chatce o całkiem wysokim standardzie. W wiosce znajduje się podobno całkiem intersująca wystawa poświecona epoce Wikingów. Zobaczymy tu replikę ich łodzi. Samochodem tam nie dojedziemy, jedyna opcja to łódka, która odpływa właśnie z owego punktu widokowego przy Drodze Atlantyckiej. Latem wycieczki do wioski organizowane są regularnie, natomiast poza sezonem, czyli np. w czasie naszego pobytu, termin trzeba zarezerwować z wyprzedzeniem i wówczas przypłynie po nas łódka o umówionej porze.

276.JPG 296.JPG 298.JPG 299.JPG 302.JPG 289.JPG 278.JPG

309.JPG 312.JPG 315.JPG 332.JPG 335.JPG

WYSPA AVERØY

SVEGGVIKA

Nocleg mamy zarezerwowany na wyspie Averoy, w chatce nad fiordem w ośrodku Sveggvika, w odległości 10 minut jazdy samochodem do Kristiansund. Za domek 4-osobowy płacimy 710 NOK, czyli 343 zł (jak się potem okaże zapłacimy równe 700 NOK< bo właścicielka nie będzie miała wydać). Jest to nasz najdroższy nocleg w czasie Majówki. Postanawiamy najpierw się zameldować, a później ruszyć na dalsze zwiedzanie wyspy oraz do Bud. Krajobraz za Drogą Atlantycką nieco się zmienia, robi się jakby bardziej surowy, kamienisty, przypominający widoki na dalekiej Islandii. W końcu po kilkunastu minutach jazdy docieramy na miejsce. W pewnym momenci trzeb skręcić w lewo z głównej szosy i jechać wąską drogą tak, jak prowadzą znaki. Wjazd jest pod górę, po czym droga zakręca i doprowadza nas do samej Sveggviki. Do końca nie jesteśmy pewni, czy to tu, jednak napis recepcja na wejściowych drzwiach rozwiewa wątpliwości. Widoki są tu obłędne! W oddali widać wysokie szczyty gór pokryte jeszcze śniegiem. W środku wita nas bardzo miła pani gospodyni, daje klucz i prowadzi do naszego domku. Gospodyni jest naprawdę pomocna, podpowiada, co ciekawego można zobaczyć w okolicy oraz jak tam dojechać. Na recepcji znajduje się całkiem sporo informacyjnych ulotek oraz katalogów. Na zewnątrz jest mały taraz ze stolikami, gdzie w tak pięknych okolicznościach przyrody można zjeść posiłek. Co ciekawe, zaraz przy przegu zauważamy dwóch nurków, którzy nic sobie nie robiąc z temperatury na zewnątrz, podglądają podwodny świat.

423.JPG 380.JPG 379.JPG 430.JPG 738.JPG 740.JPG

Już sam budynek recepcji robi wrażenie, to tak naprawdę dawny rybacki dom, w którym masowo produkowano sztokfisza, dorsza niesolonego suszonego na słońcu i wietrze. Rybę do suszenia przygotowuje się zaraz po złowieniu, należy ją porządnie wypatroszyć i ewentualnie przeciąć wzdłuż kręgosłupa. Suszy się ja na drewnianych żerdziach lub w specjalnych suszarniach do lutego do maja. Idealna temperatura to ciut powyżej zera i właśnie klimat Norwegii jest do tego najlepszy. Ryba dojrzewa po dwóch, trzech miesiącach suszenia, choć tak naprawdę w takiej formie może przetrwać lata. Ryba po wysuszeniu traci 80% wody, jednak wciąż zachowuje wartości odżywczej świeżej ryby. Już Wikingowie w ten sposób produkowali sztokfisza, który przez długi czas był głównym towarem eksportowym Norwegii.

20150501_172240.jpg

Owe drewniane tarcze na zdjęciu, przypominające kształtem parasolki słuzyły dawniej do ochrony suszonego sztokfiszada przed deszczem.

20150501_172505.jpg 20150501_172511.jpg

728.JPG

Dostajemy klucze do domku nr 1. Domek jest dwupiętrowy, na dole znajduje się salon z aneksem kuchennym oraz łazienka. Na górze są dwie sypialnie, jedna z balkonem, z którego widok rozciąga się właśnie na fiord i góry. W zasadzie cały domek jest tak zbudowany, by widok docierał do nas z prawie każdego miejsca. Okna są duże i jest bardzo dużo w porównaniu do standardowgo budownictwa. Kuchnia jest bardzo dobrze wyposażona we wszystkie sprzęty oraz lodówkę. WIFI działa bez zarzutu.

422.JPG 389.JPG 390.JPG 398.JPG  729.JPG

KVERNES

Jeszcze przed wyjazdem, szukając informacji o Averoy, natrafiamy na wzmiankę o starym drewnianym kościółku w Kvernes typu stavkirke. Jako że znajdujemy się w zasadzie w pobliży, postanawiamy do Bud pojechać przez Kvernes. Z naszej kwaterki to dołownie kilkanaście minut jazdy. Kościół, a tak naprawdę dwa kościoły, bo obok starego stoi drugim nowszy, znajdują się w bardzo malowniczej okolicy tuż nad dwoma fiordami: Kvernes oraz Bremsnes. Stavkirke, czyli kościół klepkowy, słupowy lub masztowy, został zbudowany w czasach średniowiecznych, a dokładnie w 1300 roku. I rzeczywiście widać już na nim ząb czasu, gdyż z każdej strony podparty jest grubymi balami. W okresie letnim kościół otwarty jest codziennie, więc można zajrzeć do środka. My niestety nie mamy takiej możliwości. Na wirtualną wycieczką, także do wnętrza stavkirke, możecie się wybreć poprzez stronę mapakapliczek.

469.JPG 480.JPG 486.JPG

Wnętrze  kościoła jest naprawdę bardzo piękne. Poniższe zdjęcia pochodzą ze strony mapakapliczek, na której zobaczycie o wiele więcej.

Kvernes wirtualny tour Kvernes wirtualny tour2

Obok stavkirke znajduje się nowszy kościół z 1893 roku. Do tego w ostatniej chwili udaje nam się wejść do środka. O mały włos nie zostajemy w nim zamknięci na noc.

456.JPG 462.JPG 487.JPG

WIOSKA BUD I FORT ERGAN

Z Kvernes obieramy kierunek na Bud. Chcemy przejechać cały Narodowy Szlak Turystyczny. Widoki przez cały czas są przepiękne, najpierw jedziemy wzdłuż Kvernesfiordu, a potem ponownie przez Drogę Atlantycką. Zaraz za osławioną drogą zaczyna się mniej znana część trasy. Nie ma tu powykręcanych mostów, ale są za to malutkie kamienne plaże, przypominające krajobraz Islandii. Jako że jest już dość późno, jedziemy prosto do Bud i tylko przez okna samochodu podziwiamy roztaczające się widoki. Niemniej bez wątpienia warto się tu zatrzymać i pospacerować brzegiem oceanu. Im bliżej Bud, tym teren staje się bardziej górzysty.

548.JPG 655.JPG 668.JPG 682.JPG

Bud to całkiem spora osada rybacka bardzo malowniczo położona w otoczeniu gór nad Atlantykiem. Oprócz podziwiania natury można zwiedzić tu fort Ergan wzniesiony przez hitlerowców oraz muzeum z tym związane. Fort położony jest na wzgórzu, skąd roztacza się obłędna panorama na wioskę, ocean oraz góry. Przy muzeum znajduje się parking, więc spokojnie dojedziemy tu samochodem. O tej porze muzeum jest już zamknięte, więc od razu udajemy się do pozostałości po forcie.

573.JPG 574.JPG 575.JPG 576.JPG 577.JPG 589.JPG 623.JPG 626.JPG 641.JPG 644.JPG

Główne wejście do fortu jest niestety zamknięte. Niemniej można pokręcić się po jego górnej części, a nawet zajrzeć do niektórych tuneli… choć jak głosi napis na tabliczce: na własną odpowiedzialność. Oczywiście ciekawość bierze górę i wchodzimy do środka. Jest ciemno, gołym okiem nic nie widać, więc latarki idą w ruch. Wychodzimy kawałek dalej od wejścia.

569.JPG 596.JPG 599.JPG 604.JPG 610.JPG 634.JPG 621.JPG

Na mapie pokonany odcinek wygląda następująco:

Sveggvika Kvernes Bud

Z Bud ponownie Narodowym Szlakiem Turystycznym wracamy na naszą kwaterkę. Już po raz trzeci przemierzamy Drogę Atlantycką. Jest godzina 20:30, a na dworze ciągle widno, słońce ciągle oświetla mosty i połączone nimi wysepki. Po całodziennym zwiedzaniu od razu zabieramy się za przygotowanie kolacji. Zapasy z Polski lądują na stole: makaron, kiełbasa oraz pomidorowe sosy w proszku. Z tych składników powstaje całkiem smaczne spaghetti w wersji biwakowej, którym delektujemy się przy pięknych fiordowych widokach o zachodzie słońca…

20150501_172423.jpg 20150501_172425.jpg 20150501_172429.jpg 20150501_172533.jpg P1020487.JPG

CO JESZCZE ZOBACZYĆ W OKOLICACH DROGI ATLANTYCKIEJ

W sezonie letnim z pewnością znajdziecie tu o wiele więcej ciekawych rzeczy do zobaczenia, które będą otwarte dla zwiedzających i tak np.:

  • Muzeum Wsi w Kvernes: To coś w rodzaju skansenu. Składa się z 11 chat, pokazujących życie rybaków i rolników w XVIII i XIX wieku. Czynne w okresie letnim, możliwość zwiedzania z przewodnikiem.
  • Jaskinia BremsnesZnajduje się na południowym zboczu góry Bremsneshatten, za Drogą Atlantycką, jadąc w kierunku Sveggviki. Można tu zobaczyć znaleziska z kultury Fosna (nazwa pochodzi od rejonu Norwegii), datowanej aż na początek holocenu.
  • Podwodny świat zatoki Hustadvika: Woda w fiordach oraz w samej zatoce jest naprawdę czysta, co starza fantastyczną okazję do zobaczenia także podwodnego świata dla zapalonych nurków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>