Fulidhoo… miejsce, gdzie czas się zatrzymał

Fulidhoo to już trzecia lokalna wyspa na Malediwach, którą udaje mi się odwiedzić. To wręcz magiczne miejsce, w którym czas się zatrzymał, a rytm życia wyznaczają fale oceanu. To idealne miejsce, by uciec przed naszym zwariowanym światem pełnym ustalonych terminów, tłumów oraz stresu. Pogodne usposobienie tutejszych mieszkańców oraz otwartość w stosunku do turystów dopełnia ten już i tak idylliczny obrazek. Położona na atolu Vaavu wyspa jest naprawdę niewielka, ma 675 metrów długości oraz 200 metrów szerokości, zamieszkana jest przez ponad 400 mieszkańców. To jedna z najpiękniejszych lokalnych wysepek na Malediwach, otoczona dużą piaszczystą plażą i piękną laguną w trzech kolorach: niebieskim, zielonym oraz białym.

Na Fulidhoo dopływamy po ponad trzech godzinach rejsu. Turkusowa laguna otaczająca całą wyspę dosłownie razi w oczy. Wyspa jest mała, ale dość gęsto pokryta palmami, frontowa plaża wygląda przepięknie. Pod palmami w hamaczkach można dostrzec bujających się lokalsów, którym czas błogo płynie na sąsiedzkich rozmowach. Na brzegu wita nas Arif, nasz gospodarz. Wraz z nim czeka pan bagażowy, który sprawnie wrzuca nasze walizki na nic innego jak zwykłą taczkę. Całkiem pomysłowe, muszę przyznać. Od razu udajemy się na kwaterkę. Idąc uliczkami wyspy mam wrażenie, że jest ona jeszcze mniejsza od Omadhoo i nawet nieco ładniejsza, bo czystsza i bardziej kolorowa. Mieszkańcy najwyraźniej lubią intensywne barwy. Budynki pomalowane są na różowo, turkusowo, żółto i zielono, co daje wrażenie czegoś nierealnego, wrażenie pewnej bajkowości. W każdym ogrodzie i na każdym podwórku rosną palmy kokosowe i bananowce, które wręcz uginają się pod ciężarem owoców.
129.JPG 116.JPG 180.JPG 563.JPG 1674.JPG 1225.JPG 1230.JPG 1233.JPG 1579.JPG 1580.JPG 1581.JPG
THUNDI GUESTHOUSE
Kwaterka jest dość skromna w porównaniu z tą na Omadhoo, niemniej jest tu wszystko czego potrzeba. Za 6 noclegów płacimy 440 zł od osoby. Patio jest dość spore, stoi tu długi stół z ławami oraz wieszaczki na mokre ubrania. Jest też recepcja oraz kuchnia. Na stoliku stoi elektryczny czajnik oraz leżą pudełka z herbatą. Do czajnika na herbatę wlewa się tu wodę mineralną. Pierwszego wieczoru oczywiście o tym nie wiem i pijemy herbatę z kranówy, no cóż… smakuje słono, podobnie jak w zeszłym roku na Omadho. Dostajemy pokój nr 3., który jest całkiem spory. W środku znajdują się dwa pojedyncze łóżka, które można zsunąć, jest też szafa, stolik i lustro. Pokój jest oczywiście z łazienką, ma też okno wychodzące na patio, które jest porządnie zasłonięte. Muszę przyznać, że na zdjęciach całość wyglądała nieco lepiej, jednak naprawdę taki standard jest wystarczający. Pokój sprzątany jest codziennie. Naszą sąsiadką jest młoda Rosjanka ze swoją małą córeczką Maliną. Jak się okazuje, całą wyspę zna już jak własną kieszeń, oczywiście mieszkańców także. Nic dziwnego, jest tu już dwa tygodnie! Po krótkim odpoczynku i odświeżeniu się Arif udziela nam pierwszych instrukcji. Wycieczki jakie oferuje Thundi to oczywiście:
  • snurkowanie 30$ od osoby,
  • łowienie ryb - 30$ od osoby oraz BBQ, jeśli sie coś złapie…,
  • picnic island - 100$ za łódkę, można a nawet trzeba się targować, nam udało się wynegocjować cenę 80$, oczywiście im więcej osób płynie, tym wychodzi taniej na osobę oraz
  • wizyta w pobliskich resortach - cena to 100$ za łódkę do Dhiggiri Resort (wstęp 12$ już podatkiem), można się targować oraz 120$ za łódkę do Alimatha Resort (wstęp 12$ już podatkiem), nam jednak nie udało się odwiedzić resortu Alimatha, gdyż wówczas nie przyjmowano gości z zewnątrz.
Co do resortów, to z całego serca polecam Dhiggiri. Przepiękna maleńska wyspa, zadbana, śliczna plaża oraz laguna, uprzejmy personel. Piękna rafa! Byliśmy także w nieco droższym resorcie Rihiveli Beach, płynie się dłużej, a wstęp kosztuje 71$, w tym jest lunch na bezludnej wyspie należącej do resortu. Picnic island jest urocza, niemniej uważam, że nie warto tyle płacić za pobyt na tej wyspie. Dhiggiri jest o wiele ładniejszy.
Co do cen za łódkę, to w czasie, kiedy my tam byliśmy Arif nie posiadał jeszcze własnej łodzi, dlatego też ceny były wyższe. Miało się to zmienić w najbliższych tygodniach.

Thundi Guesthouse usytuowany jest tuż nad oceanem. Siedząc wieczorem przy stole można się wsłuchać w kojący szum fal, do tego dziwne odgłosy z dżungli i relaks gwarantowany. Jeśli macie jakiś problem lub prośbę, powiedzcie o tym Arifowi, on na pewno coś zaradzi:)

1493.JPG 1497.JPG 1659.JPG 1660.JPG 1662.JPG 1496.JPG 1494.JPG

POSIŁKI

Posiłki jadamy w lokalnej knajpce na plaży, możemy zamówić co chcemy, a oni nam to przygotują. Zamówienia składamy przez Arifa. Śniadanie kosztuje 5$, obiad 10$ plus 10% za serwis. W pobliżu znajdują się jeszcze dwie inne knajpki, tam także możemy się stołować, niemniej wszystkie zostały już sprawdzone przez naszą sąsiadkę i ta pierwsza wypada najlepiej. Posiłki serwowane są przy stoliku na plaży z pięknym widokiem na ocean. Pierwsza kolacja nie za bardzo przypada nam do gustu. Zamawiamy rybę, ryż i gotowane warzywa. Całość nie wygląda zbytnio apetycznie, ryba podana jest w małych kawałkach, a gotowane warzywa to marchewka, kapusta i ziemniaki, wszystko nie ma żadnego smaku. Do tego wszechobecne muchy nie pozwalają nam zjeść kolacji do końca. Rozczarowani mówimy o tym Arifowi, który obiecuje coś z tym zrobić. Kolejne posiłki jadamy już w środku, choć jak się okazuje dziwnym trafem muchy obecne były tylko pierwszego dnia naszego pobytu. Podobno wyspa pryskana jest środkami owadobójczymi, więc może wtedy środek ów już nie działał. Co do samego posiłku, to trzeba wiedzieć, co zamówić, żeby było dobre. Wypytuję zatem Arifa, co też oni tu jadają, czyli jakie są ich lokalne potrawy. Kolejne kolacje smakują już naprawdę dobrze, a to dlatego, że zamawiamy coś lokalnego, a mianowicie curry z kurczaka (ich specjalnością jest podobno rybne) lub grillowaną rybę w całości. Makaron z sosem pomidorowym też jest w porządku. Curry jest naprawdę smaczne i to do tego stopnia, że w mojej walizce przylatuje do Polski kilka pachnących torebek. Na śniadanie zaś zawsze zamawiamy ich lokalny specjał, czyli pastę z tuńczyka, kokosa, cebulki i chili z ciepłymi placuszkami przypominającymi naleśniki. Zajadam się tym codziennie i nigdy nie mam dość. Oczywiście można dostać tu i parówki, i coś jajecznego. Napoje są w cenie: kawa, herbata, woda butelkowana (podawana do każdego posiłku) oraz soki z kartonu. Te świeżo wyciskane są już dodatkowo płatne. A na deser, zarówno po śniadaniu, jak i kolacji zawsze dostajemy jakieś owoce, czy to banany, czy kawałki arbuza, czy też papaję. Niestety za kokosy trzeba dodatkowo zapłacić, jeden kosztuje 2$, choć pewnie w rufiach byłoby taniej. Panie, które dla nas gotują, są przemiłe, zawsze uśmiechnięte, a jak wywijają podczas malediwskich tańców!
726.JPG

Nasza knajpka

130.JPG

Stolik na plaży

161.JPG

Nasza pierwsza obiadokolacja

175.JPG

Pasta z tuńczyka, kokosa, cebulki i chili, pycha!

179.JPG
727.JPG

Curry z kurczaka

1009.JPG 1042.JPG
1041.JPG

Knajpka w środku

1213.JPG
1216.JPG

Papaja

PRYWATNA PLAŻA

Na wyspie znajduje się wydzielony kawałek plaży, gdzie panie mogą kąpać się w bikini. Ów teren oddzielony jest od reszty czymś w rodzaju parawanów. Do tego znajdziemy tu małe zadaszenie, pod którym możemy schronić się przed palącym słońcem. Plaża znajduje się na końcu wyspy. Musimy dojść po prostu do końca głównej ulicy. To tu właśnie spędzamy pierwszy dzień. Plaża jest nawet ładna, choć oczywiście trochę jej brakuje do tych z resortu czy na bezludnych wysepkach. Wejście do wody i sam brzeg również nie może równać się z lagunami z katalogów. Czasem na dnie można dopatrzyć się kawałka plastikowej butelki czy czegoś podobnego, ale nie jest to zbytnio rażące. Kąpać się można i naprawdę jest przyjemnie. Pierwszego dnia po przyjeździe jesteśmy tu praktycznie sami…. No może towarzyszy nam jedynie ciekawska czapla, która stopniowo coraz bliżej do nas podchodzi, jakby chciała sprawdzić cóż to za nowe towarzystwo panoszy się na jej terenie.
132.JPG 133.JPG 145.JPG 144.JPG 146.JPG 692.JPG

SKLEPY

Jest ich kilka na wyspie. My jednak robimy zakupy tylko w jednym, który znajduje się po drodze do knajpki i na plażę. Jest naprawdę dobrze zaopatrzony. Kupimy tu wodę, soki, słodycze, owoce, curry, kosmetyki (można kupić kremy z filtrem 60) i wiele więcej. Ceny są zbliżone do naszych. Przelicznik jest następujący: 1$ to 15 rufii. Opłaca się wymienić walutę, gdyż wtedy zapłacimy mniej. Oni tu wszystko zaokrąglają w górę i tak np. 32 rufie to już 3$. My niestety nie zdążyliśmy wymienić pieniędzy w Male, jednak można to zrobić także na Fulidhoo. Arif chętnie wymieni. Co ciekawe, sklepy spożywcze czynne są od rana do późnego wieczoru, ten nasz nawet do 23:00. Przerwy są jedynie na modlitwy w meczecie. Na wyspie znajdziemy także sklepy z pamiątkami, i to kilka przy głównej ulicy. Jednak standardowo są one zamknięte i otwierają się dopiero wtedy, gdy na wyspie pojawią się wycieczkowicze z resortu. Wtedy wszyscy właściciele otwierają je na oścież, a towar wystawiają nawet na zewnątrz. Oczywiście jeśli będziecie chcieli kupić pamiątki, a sklepy będą zamknięte, możecie poprosić Arifa. On zna wszystkich na wyspie i z pewnością któryś z właścicieli specjalnie dla Was sklep otworzy.
Przykładowe ceny:
woda 1l – 7 rufii
wafle – 27-33 rufie
lód na patyku – 7 rufii
orzeszki w czekoladzie – 20 rufii
woreczek curry – 7 rufii
pamiątki średnio od 10$
chusty/apaszki od 5$ od 7$
1246.JPG

MALEDIWSKIE TAŃCE I ŚPIEWY

To jest coś, czego poprzednim razem nie miałam okazji zobaczyć. Tym razem udało mi się aż dwa razy, za drugim nawet sama pląsałam w rytm malediwskich bębnów wraz z mieszkańcami. Show ze śpiewaniem i tańcami organizowane jest oczywiście dla turystów. Pierwszy taki pokaz odbywa się na specjalnej scenie, do wioski przypływają wówczas wczasowicze z resortu. Zespół składa się z mężczyzn, którzy grają na bębnach oraz reszty mieszkańców, którzy śpiewają. Do tego część ekipy tańczy na środku próbując wciągnąć do zabawy nieco skrępowanych przybyszów. Po jakimś czasie scena się zapełnia i wszyscy razem bawią się na całego, i to bez alkoholu:) Ja jeszcze nie mam odwagi ruszyć w tany, niemniej za drugim razem daje się porwać rozochoconemu Malediwczykowi. Drugi pokaz zorganizowany jest specjalnie dla naszej sąsiadki Rosjanki i tym razem odbywa się na frontowej plaży, tak więc wszyscy mogą brać w nim udział, także nasz nowy sąsiad Anglik. Na początku każdy z nas oczywiście tylko się przygląda, ale mieszkańcy naprawdę potrafią rozruszać towarzystwo, tzn. mnie i naszą sąsiadkę. Dołącza do nas jeszcze jedna dziewczyna, która, jak wynika z moich obserwacji, przyjechała tu w odwiedziny do rodziny swojego chłopaka. W takim składzie całkowicie na bosaka i przy gwieździstym niebie bawimy się już do końca. Muszę przyznać, że mieszkanki tej wyspy potrafią się ruszać, w szczególności córka naszej pani gospodyni, poczucie rytmu ma po prostu we krwi.
541.JPG 539.JPG 546.JPG 1016.JPG 1021.JPG 1026.JPG 1027.JPG 1028.JPG 1030.JPG 1032.JPG 1031.JPG 1037.JPG

ŻYCIE MIESZKAŃCÓW

Przede wszystkim życie mieszkańców płynie tu bardzo wolno, nikt nigdzie się śpieszy, nie biegnie. Są takie miejsca na świecie, gdzie czas nie ucieka i naprawdę nie trzeba go gonić, gdzie doba nie musi być z gumy. Panuje tam dziwny spokój, a życie toczy się tam pozornie jak wszędzie. I tak jest właśnie na Fulidhoo. Obserwując tutejszych mieszkańców przychodzi refleksja na temat własnego życia i tego, co naprawdę jest ważne. 

119.JPG

Mieszkańcy głównie zajmują sie tu rybołówstwem, budową łodzi oraz statków, a także turystyką. Dużo osób zatrudnionych jest właśnie w resortach. Inni otwierają swój własny biznes, jak np. Arif, który jak się okazuje ma żonę i dwie córeczki, które mieszkają na innej wyspie. Widuje się z nimi od czasu do czasu w Male u swojej rodziny.
188.JPG 1484.JPG 1051.JPG
Idąc rano uliczkami wyspy spotykamy mieszkańców sprzątających ulice oraz swoje podwórka. Na plaży w siedziskach i hamakach też już ktoś siedzi w spokoju zaczynając dzień. Kutry wypływają na połów. Kiedy wracamy z naszych wycieczek, frontowa plaża żyje pelnią życia, praktycznie to centralne miejsce spotkań mieszkańców wyspy. Niektórzy zażywają wieczornych kąpieli, dzieciaki urządzają jakieś zabawy. Co ciekawe rogrywane są tu turnieje jakiejś gry. Trochę przypomina amerykański baseball, jednak piłeczka odbijana jest rakietą. Po odbiciu zwodnik pędzi, by zdobyć wszystkie bazy.
1186.JPG 1183.JPG 1195.JPG 1200.JPG 1202.JPG 1204.JPG 1209.JPG 1207.JPG 1259.JPG 1486.JPG 690.JPG

 Wieczorem po kolacji mieszkańcy gromadzą się na plaży. To główne miejsce ich spotkań.

155.JPG 153.JPG 1552.JPG 159.JPG 1616.JPG

 Na wyspie znajduje się przedszkole oraz szkoła, a także lekarz.
1648.JPG 1654.JPG 1672.JPG 1257.JPG
A jak my spędzamy czas w tym uroczym miejscu? Oczywiście wieczorem bujamy się w hamaczkach wraz z mieszkańcami lub podziwiamy piękne zachody słońca na prywatnej plaży… I właśnie tego brakuje mi najbardziej, błogiego spokoju:)
1601.JPG

729.JPG 732.JPG 746.JPG 766.JPG 993.JPG 985.JPG

 

LA PERLA

Na wyspie znajduje się jeszcze jeden guesthouse ukryty gdzieś w gęstwinie. Niby wyspa mała, a jakoś nigdy nie było mi po drodze, by tam zajrzeć. Turyści z La Perli również nigdy nie zapuszczali się na frontowy teren wyspy, dziwne… dużo tracili, bo tak naprawdę w ogóle nie mieli okazji do integracji z lokalną ludnością. Czasem można było ich spotkać na prywatnej plaży i to tyle. Dla zainteresowanych zamieszczam linka do relacji pary, która właśnie w tej kwaterce nocowała:
PRAKTYCZNE INFORMACJE:
1$ = 15 rufii
Opłaca sięwymienić walutę, gdyż wtedy będzie taniej. Zawsze zaokrąglają w górę, czyli np. 32 rufie to już 3 $.
Bilet na prom z lotniska do Male – 1$ lub 10 rufii
Bilet na prom z Male na Fulidhoo – 3,5$ lub 53 rufie
Nocleg – 73 zł od osoby
Śniadanie 5$, obiad 10$ plus 10% za serwis
Kokos – 2$
 Taki obraz ma w głowie, gdy myślę o Fulidhoo. W myślach ciągle bujam się na jednym z tamtejszych hamaczków:)
1039.JPG

 

6 Comments:

  1. Walizki na taczce, ten widok mnie zauroczył :)

  2. urocze miejsce, można zaszyć się tam na parę tygodni i odpoczywać do wolina na tych przepięknych plażach :-)

  3. jaki cudowny blog/strona !!! szukam od miesiąca własnie takich praktycznych i szczegółowych informacji i w końcu znalazłam ! -cudo -teraz wiem ile co kosztuje i czego szukać ;) BARDZO DZIĘKUJE ZA to wszystko co tu napisaliście :) pozdrawiam serdecznie

    • dziękuję bardzo:) ale informacja o cenach jest już sprzed dwóch lat, warto sprawdzić, jak sytuacja wygląda teraz. wybór kwater jest o wiele większy:)

  4. Cześć, jutro wyruszamy (wszystko przez Ciebie ;) ).
    Możesz mi napisać jak to jest z tymi rufiami – pytałem się mailowo, ile kosztują noclegi, wycieczki, posiłki itd. w dolarach i rufiach. Dostałem odpowiedź, że Guesthouse nie przyjmuje rufii… To za co mogę tam płacić w ich walucie, bo na razie czuję się raczej jak bankomat, a nie turysta.

    • Cześć, mam nadzieję, że podróż się udała lub ciągle jeszcze trwa i jesteście zadowolenie. Przepraszam za późną odpowiedź. Być może to zależy od guesthouse’u, a może się coś zmieniło. My płaciliśmy w rufiach bez problemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>