Jedziemy dalej… kierunek Fez

Z Szafszawanu ruszamy wieczornym autobusem do Fezu. Udało się nam zakupić dosłownie ostatnie bilety na ostatni przejazd, tak więc radzę zadbać o to z wyprzedzeniem. Bilet kosztuje 75 Dh. Autobus przyjeżdża punktualnie, wrzucamy plecaki do bagażowej wnęki i zajmujemy miejsca. Artur do końca obserwuje na zewnątrz załadunek wszystkich toreb i walizek, co by mieć pewność, że nikt bez potrzeby w naszych bagażach grzebać nie będzie. Cała podróż ma trwać prawie 5 godzin (planowy przyjazd o 22:45), jednak poprzez pewną przygodą nieco się przedłuża.

GALERIA

Na zewnątrz jest już ciemno, klimatyzacja działa bez zarzutu, tak więc długie spodnie i długi rękaw jak najbardziej wskazane, przynajmniej dla takich zmarzluchów jak ja. Po jakimś czasie zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Jedni udają się na wieczorną modlitwę (jest tu specjalna sala do tego przeznaczona), inni na kolację. A co można zjeść na marokańskiej stacji benzynowej? Jest tutaj bar, jednak wszyscy wolą świeżo przyrządzonego kebaba na pod chmurką. Chwilę obserwujemy, co też miejscowi tu zamawiają i jak wygląda proces przygotowania, po czym wszyscy, jak jeden mąż, zamawiamy to samo. Baranina jest grillowana na żywym ogniu, więc żadne bakterie przetrwać nie mogą. Bacznie przyglądamy się chłopakowi, który przrządza nam jedzenie, zaciekawiony naszą obecnością, wypytuje skąd jesteśmy i dokąd jedziemy. W końcu nasze kebaby są gotowe i co najlepsze, są przepyszne, mięso jest naprawdę dobrze doprawione. Porcje są tak duże, że ja swoją dzielę się jeszcze z Arturem.

1004.JPG 1006.JPG

Modlitwa się kończy, więc ruszamy dalej. Jedziemy jakiś czas, kiedy to nagle z przody autobusu widać jakieś poruszenie. Pewien mężczyzna próbuje otworzyć szyberdach, siłuje się z klapą dosyć mocno, jednak bezskutecznie. Ludzie zaczynają wstawać z siedzeń, ale dalej nie wiadomo, co się stało. W pewnym momencie zaczynam czuć dym, który powoli dolatuje do tylnej części autokaru. No nie! Co się dzieje? Autobus zjeżdża na pobocze i zatrzymuje się przy drodze. Grupa mężczyzn próbuje otworzyć tylne drzwi, ale te się zacięły! Próbują z całych sił je wyważyć. Ja oczywiście zaczynam panikować, coraz więcej dymu, a ujścia nie ma. Przez głowę przelatuje mi tysiąc myśli, przypominają mi się różne nieciekawe historie, na szczęście Kasia zachowuje zimną krew i jej spokój nieco mi się udziela. W tym też momencie drzwi zostają wyważone i możemy wyjść na zewnątrz. Stoimy dosłownie pośrodku niczego, jest bardzo ciepło, wręcz tropikalnie, a nad nami piękne rozgwieżdżone niebo. Oprócz nas jest jeszcze jedna para turystów, którzy tak jak my, nie znają arabskiego i nie wiedzą, co się stało. Czy w ogóle ktoś przyśle po nas drugi autobus? Kiedy tak stoimy i debatujemy, co teraz będzie, drzwi autobusu otwierają się i ludzie zaczynają wsiadać do środka. Okazuje się, że jedziemy dalej, drzwi pozostają otwarte. Dalsza część podróży mija spokojnie, a kierowcy udaje się nieco nadrobić spóźnienie.

W Fezie na dworcu czeka na nas umówiona taksówka. Jeszcze przed wyjazdem właścicielka kwaterki skontaktowała się ze mną i zaproponowała przysłanie samochodu. Jako że mieliśmy dojechać do Fezu jeszcze w dzień, to podziękowaliśmy. Jednak potem, będąc już w Szafszawanie, skorzystaliśmy z propozycji. Taksówka kosztuje 100 Dh, więc na cztery osoby nie jest to jakiś duży wydatek. Pan taksówkarz pomaga nam uporać się z bagażami i za chwilkę odjeżdżamy. Przed wejściem do medyny czeka już na nas Abdou, menedżer hotelu. Wita nas bardzo serdecznie i ruszamy za nim.

RIAD EL BACHA

W Fezie mamy zamiar zostać trzy dni. Nocleg mamy zarezerwowany  w Riadzie El Bacha, który mieści się w medynie. Sam obiekt robi wrażenie, utrzymany jest w prawdziwie marokańskim stylu. Nasz czteroosobowy pokój znajduje się na dole, mamy tez prywatną łazienkę. Za cztery noce płacimy 236 EUR, czyli za osobę za noc wychodzi 62 zł. Lokalizacja jest bardzo dobra, do wyjścia z medyny nie jest daleko, a i droga nie jest aż tak zawiła. Również do wszystkich ważnych atrakcji jest blisko. Abdou objaśnia nam pokrótce co i jak i zaprasza na jutrzejsze śniadanie na dachu z widokiem na medynę. Pokój jest naprawdę duży i czysty. W łazience widać już ślady użytkowania, ale także jest czysto. Nie zapominajmy, że znajdujemy się w średniowiecznej medynie.

1020.JPG 1021.JPG

 

Śniadania w El Bacha są przepyszne. Abdou codziennie wyciska dla nas świeży sok z pomarańczy, a specjalnie dla mnie, jako że ciągle jestem jeszcze trochę chora, wyciska sok z zakupionych przeze mnie cytryn. Uwielbiam te nasze poranne śniadania w słońcu, kiedy to możemy podelektować się marokańskimi smakołykami, i nacieszyć widokami wokół. Abdou jest przesympatyczny i bardzo pomocny. Czasem przysiada się do nas na miętową herbatkę i uczy nas arabskiego. Proponuje też przepranie naszych rzeczy w pralce i cały czas dopytuje się, czy wszystko w porządku.

1505.JPG IMAG1454.jpg IMAG1455.jpg

Widok z dachu jest obłędny, praktycznie widać stąd najstarszą część medyny oraz wzgórza dookoła Fezu. Wieczorem natomiast widać ładnie oświetlone miasto oraz można obserwować mieszkańców, którzy często przesiadują na dachach.

1506.JPG 1509.JPG 1507.JPG 1515.JPG 1513.JPG 2069.JPG

My także lubimy posiedzieć tu wieczorem, wsłuchać się w wieczorną medynę, popatrzeć w marokańskie gwiazdy, cieszyć się po prostu chwilą…

2072.JPG

 

Następnego dnia po śniadaniu wybieramy się na zwiedzanie medyny, o czym będzie już w kolejnym poście.

Zapraszam oczywiście na poprzednie relacje.

1 Komentarz:

  1. My w Fezie byliśmy tylko jeden dzień, a to zdecydowanie za mało. Taką medynę można zwiedzać przez tydzień:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>