Peruwiańskim szlakiem gringo na własną rękę – informacje praktyczne

Planując wyjazd do Peru, wiedziałam, że chcę przemierzyć tzw. szlak gringo, czyli zobaczyć topowe miejsca, odwiedzane praktycznie przez każdego turystę. Z jednej strony tłumy (choć nie było tak źle), z drugiej miejsca, które powalają i nie bez powodu owe tłumy ściągają. Cały plan został ułożony przed wyjazdem, noclegi, lokalne przejazdy oraz bilety wstępu na najważniejszą atrakcję zabukowane zostały jeszcze w Polsce. Dzięki temu zbiłyśmy koszta, mogłyśmy zarezerwować tanie hostele oraz skorzystać z promocji linii lotniczych oraz przewoźnika autobusowego Cruz del Sur.

Dwutygodniowa trasa obejmowała następujące miejsca i miejscowości: Lima – Huacachina – Paracas i Islas Ballestas – Arequipa – Kanion Colca – Puno i Jezioro Titicaca – Cuzco – Ollantytambo – Aguas Calientes – Machu Picchu – Ollantytambo (ruiny Inków w Świętej Dolinie) – Cuzco – Lima.

Trasa Peru

KIEDY JECHAĆ

Podróż odbyłyśmy na przełomie maja i czerwca 2016 roku, czyli na początku ichniejszej zimy. W Peru są dwie pory roku, od maja do października panuje zima, pora sucha, wyłączając Limę, gdzie przez większość czasu nad miastem wisi „garua”, czyli gęsta mgła, blokująca promienie słoneczne. Od listopada do kwietnia w Peru panuje lato, ale jednocześnie i pora deszczowa, przez co wiele szlaków może być zamknięta ze względu na zagrożenie osuwania się ziemi. Aura różni się oczywiście w zależności od rejonu. Na wybrzeżu przez cały rok jest sucho, z wyjątkiem wspomnianej już stolicy, gdzie przez kilka miesięcy chmury niemalże całkowicie zasłaniają niebo. W Andach porę deszczową najsilniej można odczuć w okresie od stycznia do marca. Amazonia natomiast rządzi się swoimi prawami ze względu na niejeden mikroklimat. Pora deszczowa trwa tutaj od grudnia do kwietnia. Zatem drogą dedukcji wygląda na to, że najlepiej do Peru wybrać się w porze suchej, czyli od maja do września.

Podczas naszego pobytu Lima była całkowicie zachmurzona, natomiast Huacachina oraz Paracas nieznośnie gorące. W Arequipie, a więc już w górach (2300 m n.p.m.), było ciepło, choć wieczorami trzeba było narzucić na siebie coś z długim rękawem. O wiele niższa temperatura panowała w Puno (3800 m n.p.m.), w ruch poszły długie spodnie, bluzy i kurtki. W dzień w słońcu było oczywiście względnie ciepło, od 16 do 20 stopni, natomiast poranki oraz wieczory bywały wręcz mroźne. W Cuzco (3300 m n.p.m.) z kolei pod względem temperaturowym było podobnie jak w Arequipie. W Aguas Calientes (2000 m n.p.m.) oraz na Machu Picchu w dzień panował niemiłosierny upał (warto ubrać się na cebulkę, by mieć się z czego rozebrać), rano oraz wieczorem trzeba było narzucić bluzę.

LOT

Tańsze loty do Ameryki Południowej często można ustrzelić z Hiszpanii lub Portugalii. Tym razem promocyjna cena (prawdopodobnie błąd cenowy, choć nie słyszałam o anulacjach) trafiła się z Amsterdamu. Linie lotnicze British Airways oraz LATAM zaoferowały połączenie za 293 EUR (ok. 1260 zł). Dolot z Warszawy do Amsterdamu kosztował 260 zł naszym rodzimym LOTem, więc finalnie cena bardzo atrakcyjna. W drodze do Limy przesiadek było kilka, najpierw przystanek w Amsterdamie, następnie przesiadka w Londynie oraz w Miami. Z powrotem połączenie było o wiele wygodniejsze, gdyż z Limy wracałam bezpośrednio do Londynu. Co prawda powinnam była polecieć jeszcze do Amsterdamu, by tam przesiąść się na samolot do Warszawy. Godzina wylotu z Limy została jednak przesunięta i nie było mowy, bym zdążyła na samolot w Amsterdamie, trzeba było wiec uskutecznić plan B. W Londynie zmieniałam lotniska i do domu wróciłam Wizzairem, za co zapłaciłam ok. 70 zł już z bagażem. W Limie bagaż nadałam do Londynu, nie było nawet innej opcje (choć według połączenia na bilecie powinien być nadany do Amsterdamu), ponieważ w Londynie trzeba było zmienić lotnisko z Gatwick na Heathrow. Koszt przejazdu między lotniskami powinien być pokryty albo przez linie lotnicze (jeśli bezpośrednio na ich stronie dokonujecie zakupu), albo przez pośrednika, który takie połączenie oferuje. W każdym przypadku trzeba upomnieć się o swoje.

Mapa lotów

WALUTA

W Peru płaci się w solach (nuevo sol – PEN), czyli w słońcach. Obecnie jeden sol to 1,20 PLN, a jeden dolar to 3,3o soli. W turystycznych miejscach ceny podawane są w dolarach. Bardzo często bilety do znanych zabytków kosztują o wiele więcej (nawet o 100% więcej) dla turystów niż dla miejscowych, przez co turystyczne atrakcje są naprawdę bardzo drogie. Z bankomatów można wyciągać także dolary, ale czy bardziej się to opłaca, tego nie wiem. Niemniej przy wypłatach z większości bankomatów pobierana jest prowizja równowartość 3-4$. Trafiłyśmy na jeden bank, który takiej prowizji nie pobierał, nazwy niestety nie zapisałam. Zachęcam do zajrzenia na forum fly4free oraz tutaj.

TRANSPORT LOKALNY

Na miejscu przemieszczałyśmy się głównie autobusami oraz tzw. colectivos, czyli busikami, którymi podróżują miejscowi. Dwa odcinki pokonałyśmy samolotem, raz wsiadłyśmy do pociągu. Ze względu na bezpieczeństwo unikałyśmy podróżowania nocą, a jeśli na miejsce docierałyśmy późnym wieczorem, zawsze prosiłyśmy o transport z hostelu lub brałyśmy taksówkę.

AUTOBUSY

Firm oferujących przejazdy autobusowe w Peru jest zatrzęsienie. Na trasy dalekobieżne często polecane są dwie Cruz del Sur oraz Oltursa. Zarówno ceny, jaki i komfort porównywalny, wygodne rozkładane fotele, poduszka, kocyk, posiłki z napojami oraz rozrywka pokładowa, często w języku angielskich, a jeśli nie, to z napisami. Cruz del Sur cieszy się bardzo dobrą opinią ze względu na standardy bezpieczeństwa, zatrudnia dobrze wyszkolonych kierowców, a każdy pojazd ma wbudowany system GPS, dzięki któremu przebieg trasy jest dokładnie monitorowany. W razie jakiegokolwiek zdarzenia pomoc wysyłana jest natychmiast. Jednym z największych zagrożeń na peruwiańskich drogach są uzbrojeni rabusie i to przeważnie autobusy są ich celem. Jak się okazuje, napady zdarzają się także na autobusy firmy Cruz del Sur (artykuł z 2014 r.), choć są to raczej sporadyczne przypadki. Listę dobrych przewoźników w Peru znajdziecie tu i tu. Bardzo dużo informacji na temat tras oraz samych przewoźników znajdziecie również na forum Tripadvisora.

My na wszystkich trasach podróżowałyśmy firmą Cruz del Sur, jak najbardziej polecam tego przewoźnika. Jeśli chcecie trochę zaoszczędzić, warto kupić bilet przez ich stronę z wyprzedzeniem, często kilka miejsc sprzedawanych jest w promocyjnej cenie. Są to miejsca na górnym pokładzie z tyłu autobusu obok toalety, jednak w niczym to nie przeszkadza, wręcz może być bardzo wygodne. Na dolnym pokładzie miejsca są bardziej komfortowe (strefa VIP), w związku z czym cena także wyższa. Jeśli natomiast chcecie sprawdzić za jednym zamachem innych przewoźników, możecie skorzystać ze strony busportal.pe, na której w szybki sposób porównacie godziny oraz ceny przejazdów (nie uwzględnia ona Cruz del Sur).

460

COLECTIVOS

Najtańszą formą transportu w Peru są tzw. colectivos, minibusy, którymi podróżują miejscowi. Taki busik rusza dopiero wtedy, gdy wszystkie miejsca się zapełnią lub prawie wszystkie, gdyż po drodze również ktoś może się dosiąść. Bilet kosztuje naprawdę grosze. Warto podpytać miejscowych, skąd owe colectivos odjeżdżają lub gdzie się zatrzymują. Często kierowcy głośno wykrzykują docelowe miejsce, by zebrać jak najwięcej pasażerów. Bagaże lądują albo w środku, albo na dachu, przyczepione sznurkami, co może nie być najbezpieczniejszą opcją, podobno potrafią się zgubić. To, co Peruwiańczycy przewożą autobusem nieraz może wprawić w osłupienie. Owce czy lamy niestety również kwalifikują się jako bagaż. Osobiście bardzo polecam tę formę transportu na krótkich trasach.

1324

POCIĄGI

Są, funkcjonują, jednak taka podróż bywa bardzo wolna oraz niebezpieczna, a do tego kosztowna. Siatka połączeń kolejowych nie jest jednak rozbudowana. Górzysty teren sprawia, że podróż pociągiem może potrwać o wiele dłużej niż autobusem, do tego często zdarzają się napady na tle rabunkowym. W Peru są dwie główne line kolejowe: linia centralna (Tren de la Sierra) oraz linia południowa (Ferrocarriles del Sur del Peru). Obie można nazwać cudami inżynierii, najwyższy punkt linii centralnej przebiega na wysokości 4835 m n.p.m., ten wyczyn zawdzięczamy polskiemu inżynierowi Ernestowi Malinowskiemu. Utrzymanie torów oraz całego szlaku, po którym kursuje kolej transandyjska jest kosztowne, dlatego od czasu do czasu trasa jest zamykana. Więcej na temat pociągów w Peru przeczytacie tu i tu.

Najbardziej popularną trasą kolejową w Peru jest odcinek Cuzco – Święta Dolina – Machu Picchu. To właśnie na tej trasie kursuje słynny skład z oknami w dachu, przez które można podziwiać górskie widoki. Oczywiście cena także jest odpowiednia, bilet powrotny z Cuzco do Machu (stacja Aguas Calientes) zaczyna się od 150$, natomiast z Ollantaytambo od ok. 110$. Do Machu kursuje trzech przewoźników:

  • PeruRail na trasie Cuzco – Machu Picchu, Urubamba – Machu Picchu, Ollantaytambo – Machu Picchu (PeruRail kursuje jeszcze na trasie Cuzco – Puno),
  • IncaRail na trasie Ollantaytambo – Machu Picchu,
  • Machu Picchu Train na trasie Ollantaytambo – Machu Picchu, przejazdy odbywają się szynobusem.

Z przejazdu pociągiem korzystamy na trasie do Machu Picchu. Jest to bardzo kosztowna opcja, niemniej ze względu na ograniczony czas, decydujemy się zapłacić więcej. By ograniczyć koszta z Cuzco do Ollantaytambo dostajemy się colectivo, a dopiero tam wsiadamy w pociąg. Wybieramy PeruRail, bilety kupujemy przez Internet jeszcze Polsce. I uwaga! Potwierdzenie zakupu, jakie dostaniemy na maila, nie jest jeszcze ważnym biletem. Na stację należy przybyć minimum godzinę przed odjazdem, by owo potwierdzenie wymienić na bilet. Jeśli się spóźnimy, wszystko przepadnie. Wymiany można także dokonać w punktach wyznaczonych na stronie przewoźnika oraz podanych w potwierdzeniu. Podróż z Ollantaytambo trwa półtorej godziny, w cenę biletu wliczona jest mała przekąska z napojem. W dzień można podziwiać piękne widoki, także przez przeszklony dach. Stacja docelowa to Aguas Calientes, mała miejscowość, skąd wyrusza się na Machu Picchu. Do pociągu można zabrać ze sobą tylko bagaż podręczny do 5 kg. Restrykcyjnej kontroli nie było.

Jeśli opcja z pociągiem jest zbyt droga, istnieje inny sposób, który wymaga więcej czasu oraz wysiłku, gdyż wiąże się z pokonaniem 10-cio kilometrowej trasy wzdłuż torów. Szczegóły dotyczącej tej opcji znajdziecie tu i tu i tu.

1889

 SAMOLOTY

Linii lotniczych, latających na trasach lokalnych jest kilka:

LATAM (czyli dawny LAN i TAM), jedna z największych linii w Ameryce Południowej z siedzibą w Chile, oferująca także loty transkontynentalne to najlepsza i najbezpieczniejsza opcja. W wyprzedzeniem bilety można zakupić w bardzo korzystnej cenie, właściwie w takiej samej, jaką oferują peruwiańskie linie lokalne, które nie pobierają dodatkowej opłaty dla turystów. Równie dobrą opcją są kolumbijskie narodowe linie lotnicze Avianca. Pozostałe to lokalne linie peruwiańskie, oferujące loty na terenie kraju, z wyjątkiem Peruvian Airlines, które oferują także rejs do La Paz. W Internecie znajdziecie sporo opinii na temat tego, które linii wybrać. Lokalne, choć oferują zdecydowanie niższe ceny, cieszą się złą sławą, jeśli chodzi o opóźniania i odwołania lotów. Wynika to z użytkowania starszej floty, wyposażonej w gorsze radary pogodowe. Może się tak zdarzyć, że przy złej pogodzie, LATAM oraz Avianca wystartują zgodnie z rozkładem, natomiast loty Star Peru czy Peruvian zostaną odwołane. Co ciekawe, na trasie Juliaca – Cusco, operuje tylko jedna linia i jest nią LATAM. Dlaczego? Do końca nie wiadomo. Na pewno warunki są tutaj trudne, wysokie Andy, zmienne wiatry… nawet przy słonecznej pogodzie turbulencje gwarantowane, czego osobiście doświadczyłam. Przy starcie oraz lądowaniu bujało na prawo i lewo.

W Peru dwa odcinki przemierzyłam samolotem, raz był to lot z Jualiaca do Cuzco liniami LATAM, którymi także leciałam z Miami do Limy i które czystym sumieniem mogę polecić. Drugi lot odbyłam na pokładzie Peruvian Airlines z Cuzco do Limy. Na początku plan był taki, że na tych dwóch odcinkach miałyśmy się przemieścić linią LATAM, cena biletów była niemal identyczna, co liniami lokalnymi. Jednak zbyt długo czekałyśmy z zakupem, w pewnym momencie cena LATAM wzrosła o 100%. Dlatego padło na Peruviana, o którym wówczas mało jeszcze wiedziałam. Opinie w Internecie są różne. Linia powstała w 2007 roku, loty komercyjne rozpoczęła w 2008 roku. To, co mnie najbardziej niepokoiło to fakt, iż flota jest przestarzała (Boeing 737-200/300/400/500) oraz to, że linia na pewien czas dostała zakaz lotów ze względu na niespełnianie standardów bezpieczeństwa (niewystarczające przeglądy techniczne). Niemniej przyszła poprawa i linia mogła wznowić loty. Obecnie ma bardzo ambitne plany rozszerzenia swojej siatki na loty kontynentalne. Co do bezpieczeństwa Skytrax ocenia je na 4/7. Nasz lot z Cuzco do Limy był opóźniony około godzinę, przebiegł bez żadnych problemów, a wnętrze samolotu wcale nie wyglądało aż tak tragicznie. Więcej o innych liniach przeczytacie tu. Ze wszystkich lokalnych linii lotniczych korzystają turyści, często o wyborze decyduje cena.

Cena biletu LATAM Juliaca – Cuzco: 559,36 zł (podobno jedna z najniebezpieczniejszych tras do pokonania autobusem, zarówno ze względu na napady oraz na wypadki)

Cena biletu Peruvian Airlines Cuzco – Lima: 315,21 zł (LATAM kilka dnia wcześniej był w cenie za niecałe 300 zł)

001

TAKSÓWKI

Z taksówek najczęściej korzystałyśmy podczas dojazdów do hosteli, na dworce i lotnisko. Można się targować, bo oczywiście zdarza się, że ceny są zawyżane, na lotniskach często obowiązuje oficjalny cennik. Szczególna uwagę pragnę zwrócić na nieoznakowane taksówki w Limie, a jest ich pełno i z pewnością skusić mogą niską ceną. Mimo wszystko do takiego auta nie wsiadajcie, przylepiona karteczka z napisem TAXI również nie świadczy o przynależności do prawdziwej taksówkowej firmy. Przejazd takim samochodem może być niebezpieczny, zdarzają się porwania na tle rabunkowym, a nawet gwałty. O tym dowiadujemy się dopiero po tym, jak właśnie  taką nieoznakowaną taksówką docieramy z lotniska w Limie do hostelu. Nasz gospodarz, widząc, jakimi autem podjechałyśmy, uświadamia nam, co zrobiłyśmy. Nie dalej jak wczoraj w gazetach pisano o porwaniu turystów, którzy skorzystali z takich usług. Przyznaję, że jadąc z lotniska cały czasy miałam otwartą mapę i pilnie śledziłam trasę naszego kierowcy. Powód, dla którego wsiadłyśmy do takiego auta, był oczywisty, horrendalna cena, jakiej żądały wszystkie firmy przed terminalem (cena w terminalu była taka sama), a było to 120 soli! Dodam jeszcze, że lotnisko w Limie znajduje się się w dzielnicy Callao, która cieszy się złą sławą, tak więc przejazd taksówką jest jak najbardziej wskazany. Można ją zamówić jeszcze w terminalu lub już po wyjściu gdzie zostaniemy zasypani propozycjami. Oczywiście jest także opcja autobusowa, na trasie lotnisko – Miraflores kursuje shuttle bus Ebus, za przejazd w jedną stronę zapłacimy 8$. Więcej o transporcie w Limie przeczytacie tu.

BILETY WSTĘPU 

Tutaj zapewne od razu przychodzi Wam na myśl wstęp na Machu Picchu i słusznie. Bilet na Machu Picchu należy kupić z wyprzedzeniem, gdyż obowiązuje dzienny limit 2500 osób, które mogą odwiedzić to miejsce. W związku z tym bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, mimo swojej wysokiej ceny. Obserwując dostępność zauważyłam, że bilety wyprzedają się średnio z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Jest kilka rodzajów biletów, w zależności od tego, co chce się zobaczyć… czy tylko same ruiny, czy też wdrapać się na jedną z gór, na Machu Mountain albo na Huayna (Wayna) Picchu. Machu Mountain jest jest wyższa, wznosi się 652 metry nad ruinami, wejście na sam szczyt zajmuje około 3 godziny, natomiast wejście nie jest aż tak strome, jak na Huayna, choć końcówka może przyprawić o palpitację serca. Większość drogi stanowią kamienne schody, co może być obciążające dla kolan. Jeśli ktoś jest w formie, zdecydowanie powinien pokusić o zdobycie słynnego szczytu, oczywiście wskazane są tutaj bardzo wczesne ranne godziny, gdyż wówczas jest o wiele chłodniej i luźniej. Huayna Picchu wznosi się 360 metrów nad ruinami i mimo, że nie wydaje się zbyt wysoka, wejście na nią jest strome, ekspozycja miejscami jest naprawdę duża. Dzienny limit odwiedzających Huaynę to 400 osób.

Wstęp na same ruiny dla cudzoziemców kosztuje 128$ (dla miejscowych 64$), bilet na ruiny oraz szczyt Machu Picchu (Montana) 142$, natomiast na ruiny z Huayna Picchu 152$. Zakupu biletu można dokonać tu. Najlepiej zrobić to przy użyciu karty Visa, Master Card może nie działać. Po dokonaniu płatności otrzymacie potwierdzenie, a następnie bilet, który należy wydrukować. Pamiętajcie, że przy zakupie biletu na jedno ze wzgórz, należy określić godzinę wejścia i potem koniecznie zjawić się o tej porze przy punkcie sprawdzania biletów. W budce będzie czekać na Was księga, w której musicie odnotować swoje dane, a przy zejściu należy potwierdzić swoim podpisem fakt bezpiecznego opuszczenia wzgórza.

Na ruiny dostać się można busikiem, kursującym od 5:30 rano. Jeśli myślicie, że będziecie jedynymi chętnymi na tak wczesny wjazd, to się grubo przeliczycie. Kolejka do pierwszego ustawia się sporo przed odjazdem i szybko rośnie. Kiedy o tej godzinie przybyłyśmy na przystanek, kolejka miała już z pół kilometra. Jako że busiki podjeżdżają jeden za drugim, przesuwa się dość sprawnie. Trasa na górę prowadzi wąskimi serpentynami, czasem kierowcy busów muszą kombinować, by się minąć. Ale co to dla nich… Przystanek znajduje się w przy moście koło budek z biletami, które czynne są od 5:00 do 21:30. Bilet w jedną stronę kosztuje 12$ (40,50 soli), dwie strony oczywiście dwa razy tyle.

By uniknąć opłaty za wjazd na górę można wejść o własnych siłach. Wejście zajmuje około godziny, szlak prowadzi po kamiennych schodach, od czasu do czasu przecinając trasę busów. Z Aguas trzeba kierować się w tę samą stronę, w którą odjeżdżają busy. Po jakimś czasie droga trzeba będzie skręcić w prawo na szlak.

Nie zapomnijcie wbić sobie pieczątkę z Machu do paszportu!!! Pieczątka leży na stoliku tuż za bramką wejściową.

Machu Picchu plus montainia

Oczywiście na Machu trzeba jakoś dojechać, co też nie jest tanią sprawą. Najwygodniejszym i najszybszym środkiem transportu jest w tym przypadku pociąg, którego cena niestety jest także kosmiczna. Pociąg kursuje na trasie Cuzco – Aguas Calientes lub Ollantaytambo (stacja po drodze z Cuzco) – Aguas Calientes (patrz wyżej akapit Pociągi). Zdecydowanie opłaca się do Ollantaytambo dojechać busikiem i dopiero tutaj przesiąść się na pociąg. I my właśnie tak robimy. Za bilet powrotny płacimy 140$. Pociąg jedzie półtorej godziny, bilety można kupić na stronie PeruRail.

Jako że opcja kolejowa jest bardzo kosztowna, wiele osób decyduje się na dłuższą czasowo trasę, która wiąże się z pokonaniem pieszo 10 km wzdłuż torów. Podobno droga ta bywa niebezpieczna ze względu na przejścia przez tunele, przez które przejeżdżają pociągi. Więcej na ten temat przeczytacie tu i tu.

Bilety wstępu na inne atrakcje można spokojnie nabyć na miejscu. Często zdarza się, że cena dla gringos jest sporo wyższa niż dla miejscowych. I tak jest w przypadku wstępu do ruin Inków w okolicach Cuzco oraz w Świętej Dolinie. Pojedynczy bilet kosztuje 70 soli, co ponownie wydaje się być wygórowaną ceną. Jest jednak opcja biletu kombo pod nazwą „General Boleto Turistico„, za który trzeba zapłać 130 soli i który ważny jest przez 10 dni. W cenę tego biletu wliczonych jest 16 miejsc, w tym Pisac, Chinchero, Ollantaytambo, Moray i jeszcze 12 innych ruin plus muzea w Cuzco i Świętej Dolinie.

2016-08-07 22.39.20

WYŻYWIENIE

Co i gdzie jeść, i za ile? Oczywiście najlepszą opcją jest stołowanie się w lokalnych jadłodajniach, w których menu lunch’owe kosztuje 5 soli (niecałe 6 zł), posiłek składa się z zupy, dania drugiego i kompotu. Wszystko jest świeżo przygotowane i naprawdę smaczne. Jeszcze tańszą opcją jest żywienie się na lokalnych marketach, gdzie takie menu kosztuje tylko 4 sole (niecałe 5 zł). Na targu w Cuzco wybór jest ogromny, jedzenie przeróżne, czasem wygląd może nie zachęcać, czasem wręcz przeciwnie, tu jednak istnieje ryzyko rozstroju żołądkowego. Jeśli słao znosicie wysokości i jeszcze brak Wam aklimatyzacji, może lepiej takie jedzenie odpuścić. Jednak z pewnością będzie się Wam ciężko oprzeć świeżo wyciskanym sokom. Na lokalnym targu przeważnie jest strefa z ala kawiarenkami, gdzie można zafundować sobie prawdziwą bombę witaminową. Ryzyko problemów żołądkowych także i w tym przypadku istnieje, niemniej warto zaryzykować. Mnie dopadły, resztę mojego towarzystwa nie. Dla odważnych polecam sok z żaby, a właściwie koktajl, bo w szklance ląduje mnóstwo składników, takich jak owoce, mleko, surowe jajko, piwo, trochę przypraw i oczywiście żaba obdarta ze skóry i oczyszczona z wnętrzności. Podobno bomba witaminowa! Jak się nie skusiłam, ale moje towarzyszki i owszem… i uwaga, czuły się świetnie, brzuch nie bolał, nawet mdłości nie było.

Ceny w restauracjach dla turystów zaczynają się od dwudziestu kilku złotych za danie, ale to także zależy od miejsca. Najdrożej było w Cuzco, tam ceny w knajpkach przy głównym placu przyprawiały o palpitację serca. Zdecydowanie warto się oddalić w stronę dzielnicy Recoleta (przy ulicy o tej samej nazwie jest mnóstwo knajpek) lub udać się na już wspomniany lokalny targ San Pedro Market, który znajduje za placem San Francisco. Smacznie i w miarę tanio było w Huacachina i w Arequipie, gdzie polecam lokalną knajpkę na ulicy  Calle Deán Valdivia w pobliżu hostelu Casa de Isabel oraz budkę z ceviche na tej samej ulicy.

I to właśnie ceviche, peruwiańskie danie narodowe, najbardziej przypadło mi do gustu. Na początku miałam opory, bo to przecież nic innego jak drobno posiekana surowa ryba w zalewie z limonki z dodatkiem czerwonej cebuli. Dałam się jednak przekonać i słusznie, kompozycja smakowa genialna! Ceviche często podawane jest z pastel de papa, czyli ziemniaczanego przekładańca. Kolejnym rarytasem, którego trzeba spróbować są grillowane bawole serca, do kupienia na ulicy na mobilnych straganach. Jeśli chodzi o zupy, w mojej opinii numer jeden to sopa de quinoa, czyli krupnik z komosy ryżowej. Więcej o jedzeniu przeczytacie w moim pierwszy wpisie Pierwsze wrażenia po powrocie z Peru.

BEZPIECZEŃSTWO

Zagrożeń jest kilka: kradzieże, wypadki autobusowe, choroba wysokościowa, zatrucia pokarmowe, w niektórych rejonach malaria, kataklizmy.

Kradzieże mogą zdarzyć się wszędzie, na ulicy, w restauracji, w busie lub autobusie czy pociągu. Dlatego zawsze trzeba dobrze pilnować torebki czy plecaka, wszystkich pieniędzy nie nosić przy sobie, mieć ksero dokumentów. Czasem warto dopłacić do przelotu niż ryzykować długi transport autobusem przez wysokie Andy (droga z Puno do Cuzco). W hostelu warto zapytać o miejsca niebezpieczne, by wiedzieć, gdzie lepiej się nie zapuszczać. Często taką informację dostaniemy już na wstępie. Po zmroku do hostelu lepiej wracać taksówką, w tej sprawie również warto się poradzić w hostelu. Nam przez cały wyjazd nic złego się nie przytrafiło, w ogóle nie miałyśmy wrażenia, że Peru to niebezpieczny kraj. Może miałyśmy szczęście…

Choroba wysokościowa może dopaść bez względu na wiek czy kondycję. Na wysokości 2300 nie powinno być żadnych objawów, na 3000 może łapać zadyszka, serce może kołatać i może kręcić się głowie. To są łagodne objawy i zwykle po 2-3 dniach ustępują. Sily ból głowy oraz nudności i wymioty to już stan poważny i należy zasięgnąć lekarskiej porady. Trzeba żuć liście koki i pić z niej herbatkę, pomaga też herbatka z peruwiańskiej mięty muna, można brać tabletki na chorobę wysokościową diuramid (do kupienia w Polsce za 15 zł opakowanie) lub lokalne soroche pills do kupienia w aptece. Bardzo ważne! Trzeba dużo pić, bo organizm na takich wysokościach się szybko odwadnia, czuć ciągłą suchość w ustach. W aptekach można kupić także butelki z tlenem. W niektórych hotelach butle z tlenem są normalnie na wyposażeniu. O tym, jak mnie dopadła choroba wysokościowa przeczytacie tu. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest przejazd z Limy czy Paracas do Arequipy (2300) niż przylot z Limy od razu do Cuzco, które leży na wysokości 3300 m n.p.m.

Zatrucia pokarmowe się zdarzają, potwierdzam. Przeważnie może się to zdarzyć po stołowaniu się na lokalnych marketach. Coś procentowego zawsze warto wypić po takim posiłku.

Malaria występuje tylko w niektórych rejonach. Nie ma potrzeba brać Malarone (zalecenie od mojego lekarza medycyny podróży), gdyż komarów na dużych wysokościach, czyli w Andach nie ma. A jeśli się trafią, to Mugga wystarczy, środek przeciwkomarowy potrzebny na Machu. Są jednak muszki, które nie wiadomo kiedy potrafią zaatakować. Miejsce ugryzienia swędzi, robi się obrzęki mniejszy lub większy, ranka goi się bardzo długo.

Na kataklizmy raczej nic nie poradzimy. Zdarzają się trzęsienia ziemi, silniejsze rzadko, niewielkie wstrząsy, zwane „temblores” dość często. W niektórych budynkach są wyznaczone strefy, w których można się schronić w razie trzęsienia.

20160530_110340

PLAN I TRASA

Peru trasa plan Travellerspoint

 

 Interaktywna mapa znajduje się na Travel Map

Mapa Peru trasa 2

22-23.05. Lima

Taksi z lotniska do hostelu 45 soli (taksówka zamówiona z hotelu, na lotnisku chcieli 100$, czyli 300 soli).
Nocleg w Hotel Estación Central105 zł za pokój 3-osobowy ze śniadaniem.

Rano taksówką na dworzec autobusowy Cruz del Sur –  Javier Prado Terminal (http://www.cruzdelsur.com.pe/) za 15 soli i przejazd do ICA. Cena biletu autobusowego do Ica 22$, autobus odjeżdża o 7:00 rano. Bagaż należy nadać przed wejściem na pokład. Podróż trwa 5 godzin i 10 minut.

Z Ica do Huacachina taksówką za 15 soli. Po wyjściu z autobusu od razu zostajemy obstąpione przez panów taksówkarzy w żółtych koszulkach, proponujących podwózkę do Huacachina. Oficjalna cena za ten kurs to 10 soli, co widnieje na tabliczce, którą dostrzegamy już w taksówce. Na miejscu jesteśmy około 13:00.

23-24.05. Huacachina

Nocleg w Hostal Huacachina Sunset, 160 zł za pokój 3-osobowy

Buggy tour wykupione w hostelu – 35 soli plus 3,6 za wstęp na teren wydm. Start o 16:00, jazda po wydmach, sand boarding, zachód słońca.

Jedzenie: w restauracji w hostelu ryba – 22 sola, sok świeżo wyciskany – 6 soli, piwo małe – 5 soli; w restauracji obok hostelu: sałatka peruwiańska – 22 sole.

24-25.05. Paracas

Transport do Paracas wliczony w cenę wycieczki na Islas Ballestas.

Nocleg w Paracas Backpackers House, 89 zł za pokój 3-osobowy

Wycieczka na wyspy Ballestas – 60 soli plus 18 soli za wstęp do parku.Wycieczka wykupiona w agencji w Huacachina, cena obejmuje transport do Paracas oraz powrót, jeśli ktoś potrzebuje. Wyjazd rano o 6:00, by zdążyć na łódkę na wsypy, odpływającą z Paracas o 8:00. Kolejna tura rozpoczyna się o 10:00, istnieje jednak ryzyko, że ze względu na pogodę ten kurs może być odwołany. Na przystani znajduje się poczekalnia, bar oraz toalety. W łódce najlepiej zająć miejsce z tyłu po lewej stronie.

Kurs w Paracas: 1$ – 3,28 soli

Jedzenie:

  • owoce morza w nadbrzeżnej knajpce (pierwsza idąc od promenady) niesmaczne i drogie, ceny zaczynają się od 25 soli;
  • śniadanie ameryańskie – 10 soli, kontynentalne – 8 soli. Kanapka z kurczakiem kupiona na ulicy – 1 sol.

25-28.05. Arequipa

Transport z Paracas autobusem Cruz del Sur, cena biletu 59$, podróż trwała 12 godzin i 45 minut, na miejsce dotarłyśmy po 23:00, ponieważ autobus się spóźnił. To był nasz najdłuższy przejazd, widoki za oknem niesamowite, najpierw nabrzeże, potem górskie przełęcze. Polecam usiąść po prawej stronie.

Taksi z dworca autobusowego do hostelu 10 soli.

Nocleg w Casa de Isabel, 316 zł za 3 noce za pokój 3-osobowy (105 zł za noc za pokój). Wieczorem okolica nieciekawa, kluby nocne, podejrzane typki. W dzień nie ma po tym śladu, normalna ulica ze sklepami i knajpkami, bardzo dobra lokalizacja do ok. 22:00 wieczorem.

Dzień 1: zwiedzanie miasta

  • Klasztor Santa Catalina – wstęp 40 soli (warto!)
  • Katedra – wstęp wolny, nie można robić zdjęć.
  • Liczne muzea.
  • Free walking tour – Downtown Arequipa, polecam. Zapisy tu lub tu.

W biurach oferowane są objazdowe wycieczki po mieście i obrzeżach, 4-godzinna to koszt 20 soli.

Dzień 2: wycieczka do Kanionu Colca

Wycieczka jednodniowa wykupiona w biurze przy ulicy Avarez Thomas – 50 soli + 70 soli za wstęp na teren kanionu + 30 soli za obiad w formie bufetu (zeszli do 23 soli, jedno wybrane danie za 20 soli) + termy dla chętnych za 15 soli. Śniadanie wliczone w cenę. Trasa: Kanion Colca – Cruz del Condor – Maca Yanque – Chivay (lunch) – termy -Patapampa (4900 m n.p.m.) – rezerwat z lamami. Odbiór z hotelu o 3:30 rano.

Przejazd taksówką na dworzec autobusowy 8 soli.

Jedzenie w Arequipie: polecam lokalną knajpkę przy Calle Deán Valdivia w pobliżu hostelu Casa de Isabel oraz budkę z ceviche na tej samej ulicy, po wyjściu z Casa de Isabel, trzeba iść w lewo. Kawałek dalej przy Calle Pierolla obok Kościoła Santo Domingo znajduje się także tania i dobra lokalna knajpka, gdzie podają duszoną wątróbkę z ziemniakami, poznacie po zapachu. Nie zapomnijcie o lokalnym markecie Mercado San Camilo.

28-30.05. Puno i Jezioro Titicaca

Transport z Arequipy do Puno o 8:00 autobusem Cruz del Sur, cena biletu 59$, podróż trwa 6 i pół godziny.

Taksówka z dworca autobusowego do hostelu 6 soli. Można też dojść na piechotę, jest blisko, pod warunkiem, że nie ma się zadyszki.

Nocleg w El Manzano Guest House, 162 zł za dwie noce za pokój 3-osobowy ze śniadaniem, 81 zł za noc.

Dzień 1: zwiedzanie Puno 

Wieczorem wykupienie wycieczki na wyspy Uros na drugi dzień.

Dzień 2: wycieczka po Jeziorze Titicaca

Wycieczka wykupiona wieczorem w porcie. Cena 25 soli bez obiadu (obiad na miejscu 20 soli), wycieczka całodniowa, obejmująca dwie wyspy: jedna z wysp Uros (nie było komercyjnie, zawieźli nas na jedną z mniejszych, dobrze utrzymanych, nikt nikogo nie namawiał za zakupu suwenirów) oraz wyspę Taquile. Cena bardzo niska, łódka bardzo wolna.

Dzień 3: przelot do Cuzco

Przejazd colectivo z Puno do Juliaca 3,5 sola. Taksówka z Juliaca na lotnisko 15 soli.

Przelot liniami LATAM o 13:00. Lot trwa 55 minut. Cena biletu 559,36 zł.

30.05.-01.06. Cuzco

Taksówka z lotniska do hostelu 15 soli.

Nocleg w Hospedaje Turistico Recoleta, cena za pokój 3-osobowy ze śniadaniem 138 zł, 10 minut piechotą na starówkę.

Dzień 1: wieczorny spacer po starówce

Dzień 2:

  • free walking tour,
  • zwiedzanie miasta na własną rękę – lokalny market San Pedro, klasztor Santa Catalin (8 soli), katedra (25 soli, opłaca się kupić bilet kombo za 30 soli na 4 atrakcja: katedra, Muzeum Arzobispal, kościół San Cristobal, kościół San Blas), dzielnica San Blas.

Dzień 3: przejazd colectivo do Ollantaytambo. Cena waha się od 15 do 10 soli, po targowaniu się zapłaciłyśmy 8 soli.

01.06. Ollantaytambo

Przyjazd do Ollantaytambo w południe. Obiad, zostawienie bagaży w hostelu, w którym będziemy spać po powrocie z Machu.

Zwiedzanie ruin Inków. Wstęp 70 soli, za 130 soli można kupić bilet kombo General Boleto Turistico, o którym pisałam wcześniej. Ruiny w Ollantaytambo obowiązkowe!

Jedzenie w Ollantaytambo: knajpka przy placu, serwująca pyszny krupnik (stojąc przodem do ruin, knajpka znajduje się za plecami na rogu, właściciel mężczyzna), lokalny market.

O 19:00 przejazd pociągiem do Aguas Calientes. Cena biletu 64$. Nie zapomnijcie wymienić potwierdzenia na bilety. Najpóźniej można to zrobić godzinę przed odjazdem pociągu. Wymiana także w innych punktach niż dworzec kolejowy, punkty podane w rezerwacji.

01-02. Aguas Calientes

Nocleg w Hostal Colla Raymi, 140 zł za noc w pokoku 3-osobowym ze śniadaniem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że dwa miesiące po powrocie otrzymałam informację, że hostel odhaczył nasz pobyt jako „no show” i próbował ściągnąć dodatkową opłatę. Sprawa załatwiona przez booking.

Wjazd na Machu busikiem bardzo wcześnie rano (bilet 12$ w jedną stronę), ok. 6:00 już na górze. Bilet na ruiny plus Machu Montana – 142$. Początek wchodzenia na Machu Mountain ok. 7:30. Podejście trwa od 2.5 do 3 godzin. Wchodzenie polecane w godzinach rannych, kiedy jest chłodniej. Szlak – kamienne stopnie, pod koniec większa ekspozycja. Powrót do Aguas na piechotę, zejście z ruin trwa ok. godziny, również kamienne schody.

Powrót pociągiem do Ollantaytambo o 16:22, cena biletu 76$.

02-03.06. Ollantaytambo

Nocleg w Ollantaytampu Hostel Main Square, 141 zł za pokój 3-osobowy ze śniadaniem.

Wycieczka po Świętej Dolinie. Kierowca wynajęty z Full Moon Lodge, cena za wycieczkę 120$. Cena obejmowała następujące miejsca: tarasy w Moray, saliny w Maras (dodatkowo płatne 10 soli), Chinchero.

Przejazd do z Chinchero do Cuzco collectivos za 6 soli.

03-04.06. Cuzco

Nocleg w Los Aticos B&B, 121 zł za pokój 2-osobowy ze śniadaniem. Bardzo polecam, świetna lokalizacja!

Zwiedzanie Cuzco. San Blas, San Cristobal.

Przelot do Limy Peruvian Airlines, bilet 315,21 zł.

04-05.06. Lima

Taksi z lotniska – oficjalna cena do dzielnicy Miraflores 120 soli (60 soli za osobę)! Jako że dogadałyśmy się z panem z nieoznakowanego auta, zapłaciłyśmy 80 soli za kurs. Tak nie róbcie, to niebezpieczne, lepiej zapłacić więcej. Cena z miasta na lotnisko 50 soli (płaci się za osobę).

Nocleg w Nuna Wasi, 117 zł za pokój 2-osobowy ze śniadaniem.

Wieczorem wylot do Londynu.

PODSUMOWANIE KOSZTÓW

Przedstawiony kosztorys pokazuje koszt na 1 osobę, nie zawiera jedzenia, ani pamiątek.

 

Peru kosztorys ok

3 Comments:

  1. Uwielbiam całą Amerykę Południową, ale w Peru mnie jeszcze nie było. Mam nadzieję, że uda się niebawem tam zawitać, bo zapowiada się cudownie ;)

  2. Maria Pisklewicz

    Witam, dziękuję za szczegółowe zestawienie całej wyprawy. Uważam, że nie tylko mi się ona przyda. Zastanawiam się nad wyjazdem do Peru dlatego takie informacje są dla mnie bardzo cenne. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>