Seszele informacje praktyczne
Afryka,  La Digue,  Praslin,  Seszele

Seszele – informacje praktyczne

Mówisz Seszele – myślisz raj! Tak, tak, te wyspy zaliczają się do tych z gatunku rajskich bez dwóch zdań. Położenie Afryka, Ocean Indyjski. To tak naprawdę archipelag, w skład którego wchodzi aż 115 wysp i wysepek, z czego tylko 33 są zamieszkałe. Najczęściej odwiedzane przez turystów są trzy: pierwsza to oczywiście Mahe ze stolicą Victoria, to tutaj wylądujecie, gdy obierzecie ten właśnie kierunek, druga to Praslin ze słynnym rezerwatem Vallee de Mai, a trzecia to mała La Digue bez ruchu samochodowego. Seszele jednak kojarzą się z czymś jeszcze – z wysokimi cenami. I rzeczywiście, nie jest to kierunek backpackerski, nie znajdziecie tu hosteli ani kempingów, rozbijanie na dziko jest zabronione. Można jednak spędzić tu urlop czy wakacje za całkiem przyzwoite pieniądze. Jak zorganizować taki wyjazd? Oto garść informacji praktycznych na ten temat.

Sielsko seszelsko - idylliczne wyspy Seszeli

KIEDY JECHAĆ NA SESZELE

Oczywiście na Seszelach mamy klimat tropikalny, co oznacza, że średnie temperatury w czasie całego roku utrzymują się na podobnym poziomie ok. 27 stopni, wilgotność zaś wysoka jest przez cały czas. Ulgę przynosi bryza znad oceanu. Jak to w tropikach, występuje tu pora sucha i deszczowa, która przypada na miesiące od października do marca, najwięcej pada w grudniu, styczniu oraz lutym. Niemniej nie oznacza to, że słońca się nie pokazuje, w tych miesiącach plażowanie również jest możliwe. Pora sucha zaś to miesiące od maja do listopada. Wieje tu wówczas wiatr południowo-wschodni, co sprawia, że pobyt w tym czasie jest o wiele przyjemniejszy. Z drugiej jednak strony silny wiatr zdecydowanie utrudnia przemieszczanie się promami między wyspami, może bujać i to mocno. W tym okresie opady występują sporadycznie. Okres przejściowy, a więc kwiecień oraz październik to mieszanka pory suchej oraz deszczowej. Nasz wyjazd przypadł na przełom kwietnia i maja, co jest dobrą porą, by odwiedzić te rajskie wyspy. Przed wyjazdem prognoza pogody nie nastrajała optymistycznie. W większości deszcze i burze, co oczywiście zaczęło mnie martwić. Na szczęście na miejscu okazało się, że prognozę pogody można sobie wsadzić wiadomo gdzie. Przez dwa tygodnie mieliśmy jeden cały dzień deszczowy (tropikalny deszcz naprawdę lubię) oraz dwa razy przez pół dnia niebo się zachmurzyło, raz coś tam popadało. Poza tym piękne słońce i prawie 30 stopni. Poziom wilgotności się zmieniał, co było wyraźnie odczuwalne. Po przylocie powietrze było jak w saunie, dosłownie. Zasada jest prosta, im więcej chmur, tym wilgotniej. Przy bezchmurnym niebie jest niemal idealnie.

JAK DOLECIEĆ NA SESZELE

Dobra cena na bilet lotniczy w ten rejon to średnio 2000 zł. Oczywiście trafić można na super promo i może być taniej, ale zdarza się to rzadko. My załapaliśmy się na jedno z ostatnich połączeń nieistniejąca już linią Air Berlin we współpracy z Etihad Airways i Air Seychelles. Bilet z Warszawy z dwoma przesiadkami na każdym odcinku kosztował niecałe 2000 zł. Aktualnie z Polski dobre ceny miewają linie Qatar Airways oraz Emirates, natomiast z Mediolanu latają Oman Air, które to często oferują bilety grubo poniżej 2000 zł. Ceny najlepiej sprawdzać i śledzić na Skyscanerze, gdzie można także ustawić sobie tzw. alerty na konkretną datę. Dodam jeszcze, że obywatele polscy zwolnienie są z warunku posiadania wizy.

Seszele Airberlin

WALUTA NA SESZELACH

Oficjalną walutą jest rupia seszelska (SCR). Aktualny kurs: 1 EUR = 15,10 SCR / 1 USD =13,80 SC / 1 GBP = 17 SCR. Kantory są dostępne na każdej z trzech wysp. Zaraz po przylocie pieniądze możecie wymienić na lotnisku na Mahe. Kantor znajduje się tuż przy wyjściu po prawej stronie. Kantory oraz punkty Cash Plus znajdziecie też w okolicach głównej plaży Beau Vallon oraz w miasteczku Victoria. Na Praslin, jeśli zatrzymacie się przy plaży Anse Cote d’Or (Anse Volbert), kantor znajdziecie przy głównej drodze, prowadzącej do take away i przystanku. Kantor znajduje się także na przystani promowej obok kasy biletowej, podobnie zresztą, jak na La Digue. Zaraz obok kasy w porcie możecie wymienić pieniążki. W restauracjach i większych sklepach typu market zapłacicie kartą kredytową. Jednak w jadłodajniach oraz małych sklepikach, prowadzonych przez Hindusów płatność tylko gotówką. Bankomaty również są dostępne, więc w razie braku gotówki, jest się jak poratować. Na Seszele najbardziej opłaca się zabrać Euro. Za niektóre usługi można płacić w tej walucie, czy to za noclegi, czy za wycieczki.

Pieniądze Seszele 

TRANSPORT POMIĘDZY WYSPAMI

Między wyspami możemy przemieszczać się promami oraz samolotami. Warto wiedzieć, gdzie jakie opcje mamy, bowiem czasami o wiele lepiej skorzystać z lotu lokalnego niż płynąć promem, na którym buja niemiłosiernie.

MAHE – PRASLIN

Na tej trasie mamy dwie opcje. Promy kursują z Mahe z portu Jetty Beachcomber Sainte Anne Island. Na tej stronie  możecie zarezerwować i opłacić bilety jeszcze przed podróżą. Sprawdzicie też rozkład oraz ceny. Rezerwacji online można dokonać minimum 48 godzin przed podróżą. Bilet na tej trasie kosztuje w najtańszej taryfie 50 EUR w jedną stronę, rejs trwa godzinę. Przewoźnikiem jest firma Cat Cocos. Bilet zakupiony przez Internet wymienia się w kasie na boarding pass.

Drugą opcja jest przelot seszelskimi liniami Air Seychelles. Jako że cena za bilet lotniczy jest zbliżona do ceny biletu na prom zdecydowanie polecam ten sposób. Po pierwsze, w miesiącach wietrznych podobno nieźle buja i kto raz takie bujanie przeżyje, od razy przesiada się na samolot. Poza tym, podczas lotu, który trwa zaledwie 10-15 minut można z góry podziwiać można uroki wysp Mahe oraz Praslin. Lot odbywa się na pokładzie bardzo małego turbośmigłowego samolotu, jakim jest Havilland. Miejsc w środku jest chyba 16. Polecam siedzenia tuż zaraz za kabiną pilotów, która nie jest odgrodzona i można dokładnie obserwować, co dzieje się w ich kabinie. Piloci witają swoich gości, a po zakończonym locie również dziękują za wspólną podróż nawet przez podanie ręki. Za bilet trzeba zapłacić ok. 240 zł w jedną stronę. Fakt, w środku jest ciasno, niemniej wrażenia bezcenne. Lotnisko na Praslin jest maleńkie i pięknie położone. Na Mahe lokalne loty odbywają z lotniska międzynarodowego, jednak terminal do check-in’u jest oddzielny, ale położony bardzo blisko głównego.

Seszele Air Seychelles

MAHE – LA DIGUE

I tu jest opcja tylko promowa, tzn. można dolecieć na Praslin, ale tu trzeba się przesiąść na prom lub po prostu popłynąć promem z Mahe. Sprawa z promami jest troszkę skomplikowana, gdyż większość połączeń wymaga przesiadki na drugi na Praslin. Natomiast w każdy poniedziałek o 10:30 pływa prom bezpośredni, zatrzymujący się co prawda na Praslin, jednak nie musimy opuszczać łodzi, jest to jedynie krótki przystanek. Bilet na tej trasie w najtańszej taryfie kosztuje 64 EUR w jedną stronę. Podróż trwa około półtorej godziny.

PRASLIN – LA DIGUE

Na trasie mamy do wybory tylko i wyłącznie prom. Bilet w najtańszej taryfie kosztuje 15 EUR w jedną stronę, a rejs trwa tylko pół godziny.

Seszele promy kantor

TRANSPORT NA WYSPACH

Po wyspie Mahe oraz Praslin można przemieszczać się publicznymi autobusami, które naprawdę kosztują grosze i dowiozą nas w każde ważniejsze miejsce.

MAHE

Autobusy to najtańsza opcja. Koszt przejazdu na Mahe to 7 rupii (2 zł) niezależnie od odcinka. Na Mahe autobusów jeździ bardzo dużo i praktycznie wszędzie jesteśmy w stanie dotrzeć. Na Mahe autobusy kursują w godzinach: 5:30 -20:30. Bilety kupuje się w autobusie. Nocne autobusy kursują od poniedziałku do soboty, dojeżdżając do północnej oraz południowej części wyspy. Kursują od godziny 20:30, bilet kosztuje 10 rupii (3 zł). Na oficjalnej stronie przewoźnika możecie sprawdzić aktualny rozkład. Rozkłady oraz mapa każdej z tras znajdują się w terminalu w Victorii. Kopię można także dostać w biurze przewoźnika SPTC. Autobusy docierają do wszystkich części wyspy, jednak, aby dotrzeć w niektóre miejsca, trzeba najpierw pojechać do stolicy i stamtąd wsiąść w odpowiedni autobus. Z Beau Vallon do stolicy kursuje autobus nr 21 lub 22. Przystanek zlokalizowany jest w pobliżu restauracji Boat House. Zaznaczony jest na drodze. W kierunku stolicy trzeba wsiąść po lewej stronie drogi w kierunku Victorii. I taka mała uwaga dla tych, co chcieliby z lotniska z bagażami do hotelu podjechać autobusem. Na 99% to się nie uda, kierowca nie wpuści Was do środka, bowiem bagaże będą utrudniać przejazd i zabierać miejsce innym pasażerom. Jeśli chcecie, próbujcie, ale szanse są małe. Z lotniska trzeba wziąć taksówkę.

Druga opcja to wypożyczenie samochodu na Mahe. Cena za małe auto oscyluje w okolicach 40 EUR za dzień. Do tego dochodzi oczywiście benzyna, która także co nieco kosztuje, bo 17,37 rupii za litr, co daje jakieś 4,7 zł. Na zjechanie całej wyspy potrzebujemy kilku dni. Uwaga, ruch lewostronny!

Taksówki na Mahe są i kursują. Ceny są wysokie, naprawdę wysokie i tak np. za przejazd z lotniska do naszego hotelu na trasie 5,5 km zapłaciliśmy aż 400 rupii (107 zł), chcieli najpierw 30 EUR. Oczywiście przepłaciliśmy, za ten odcinek uczciwa kwota to 250 rupii (68 zł), co i tak jest ceną iście kosmiczną. Natomiast przejazd z lotniska do stolicy Victorii powinien kosztować ok. 300 – 350 rupii. Najlepiej kurs zamówić przez hotel, wówczas cena będzie taka, jak być powinna.

PRASLIN

Na Praslin tajtańsza opcja to także lokalne autobusy. Przystanek w Volbert znajduje się przy głównej drodze w miasteczku. Cena za przejazd niezależnie od odległości to 5 rupii (1,40 zł). Tutaj również autobusem dojedziecie do ważniejszych miejsc na wyspie.

Tutaj także możemy wypożyczyć auto i bardziej się już to opłaca, bowiem w jeden lub dwa dni możemy zjechać całą wyspę i zobaczyć ważniejsze miejsca. Cena za mały samochód oscyluje w okolicach 35-40 EUR za dzień, warto się potargować. My skorzystaliśmy z wypożyczalni Morelo, której przedstawicielem jest sprzedawca ze sklepu Maki Shop Praslin. Na zdanie samochodu umówiliśmy się w porcie, skąd odpływaliśmy na La Digue, tak więc zaoszczędziliśmy na jednym kursie taksówką.

Oczywiście po wyspie można poruszać się taksówkami. Tym razem taksówkę zamówiliśmy przez nasz guesthouse, kurs z lotniska na Anse Volbert wyniósł nas 250 rupii (66 zł), co jest wyjątkowo mało. Natomiast za kurs z Anse Volbert do przystani promowej powinniście zapłacić także ok. 250 rupii (66 zł).

LA DIGUE

Na La Digue nie ma ruchu samochodowego, oczywiście z małymi wyjątkami. Kursują tutaj pojazdy elektryczne. Głównym środkiem transportu na wyspie jest rower, który można wypożyczyć w jednej z wielu wypożyczalni, znajdujących się przy głównym deptaku wyspy. Cena całodziennego wynajmu wynosi 100 SCR, czyli około 26zł. Jeśli wypożyczycie od razu na kilka dnia, możecie się potargować o cenę. Z pewnością, gdy wysiądziecie z promu, zostaniecie zasypani ofertami wypożyczenia. Jeśli cena się zgadza, można wypożyczyć od osób z przystani. Można także sprawdzić inne wypożyczalnie i wybrać rower, który najbardziej nam odpowiada. Co ciekawe, jeżdżąc po wyspie o rowery w zasadzie nie musicie się martwić, praktycznie nie ma możliwości, by ktoś je ukradł. Prędzej ktoś mógłby odjechać na naszym rowerze przez przypadek, gdyż wyglądają one niemal identycznie. Wypożyczalnie wyposażone są w kamery CCTV, dzięki którym właściciele wiedzą kto i kiedy zwrócił jednoślad. Warto dodać, że każdy rower wyposażony jest w bagażnik zrobiony z koszyka na zakupy.

Seszele komunikacja 

NOCLEGI NA SESZELACH

Tak, jak już wspomniałam wyżej, na Seszelach nie ma niskobudżetowych kwater. Nie ma tu hosteli, oferujących tanie noclegi, a rozbijanie namiotów jest zabronione. Za to często spotkać można pary w wieku 30+, 40+, 50+ i więcej. Oprócz drogich hoteli, znajdziemy jednak zakwaterowanie, który nazywa się self-catering. Są to apartamenty lub pokoje z dostępem do kuchni, czyli gotowanie i wyżywienie we własnym zakresie. Wraz z guesthouse’ami jest to jedna z tańszych opcji na Seszelach. Cena za pokój 2-osoby to ok. 200 zł i to jest już super kwota. Oprócz tego możemy wynająć także pokój u seszelskiej rodziny, ta opcja szczególnie popularna jest na La Digue. Gdzie najlepiej szukać noclegów? Zaczynając od Bookingu, dalej przez Agodę aż po Airbnb. I na tym ostatnim portalu można znaleźć zakwaterowanie w bardzo atrakcyjnej cenie.

Nasz nocleg na Mahe Nasz nocleg na Mahe
Jamelah Beach Guest House

1 nocleg ze śniadaniem, pokój 2-os. ze śniadaniem 242 zł

Plaża Beau Vallon – utaj można znaleźć zakwaterowanie już od 260 zł za pokój 2-os.

Nasz nocleg na Praslin Nasz nocleg na Praslin
Chez May-Paul Guesthouse przy Anse Volbert/Anse Cote d’Or

Pokój 2-os. bez śniadania – 200 zł za noc

Po pierwsze, moim zdaniem najlepsze miejsce na bazę noclegową. Wioska Anse Volbert położona jest przy pięknej długiej i szerokiej plaży Cote d’Or (czasem nazywana również tak samo jak wioska). Miejscowość ma bardzo dobrą infrastrukturę, sklepy, restauracje, jadłodajnie typu take away oraz punkty, gdzie można wykupić wycieczki na inne wyspy oraz wypożyczyć samochód. Oczywiście przystanek autobusowy też jest. I co ważne, ta strona wyspy nie tonie w glonach, podczas gdy po drugiej plaże pokryte są ogromną ilością wodorostów, a to oczywiście bardzo wpływa na czystość wody. Podobno w miesiącach maj, czerwiec, lipiec oraz sierpień taka sytuacja jest normalna.

Przy Anse Volbert wybieramy pensjonat Chez May-Paul Guesthouse, gdzie za bungalow 2-osobowy płacimy 200 zł. Dodatkowo dostajemy upgrade, gdyż w naszym pokoju jest mała awaria. A upgrade oznacza ogromny apartament rodzinny, po którym możemy się wręcz ganiać. Rodzinka, które prowadzi ów guesthouse jest przesympatyczna i bardzo pomocna. Przez nich zamawiamy taksówkę z lotniska, by tym razem nie przepłacić. Przyjeżdża po nas duży komfortowy samochód z bardzo miłym panem, który dodatkowo po drodze opowiada nam o wyspie. Cena to 250 rupii, czyli jakieś 66 zł. Pensjonat położony jest również w bardzo dobrym miejscu. Co prawda nie przy samej plaży, ale to dobrze, bo jest cicho i spokojnie, ale zaledwie 3 minuty spacerem od Anse Cote d’Or i  najbliższego sklepu.

Chez May Paule Praslin

Nasz nocleg na La Digue Nasz nocleg na La Digue
Casa Tina, pokój u rodziny zarezerwowany przez Airbnb

pokój 2-os. bez śniadania – 230 zł za noc

Noclegi na La Digue są ogólnie droższe niż na innych wyspach. Dlatego jeśli szukacie tańszej opcji, dobrym rozwiązaniem może być pokój u rodziny.  Plus jest też taki, że możecie zobaczyć, jak mieszkają i żyją Seszelczycy. My mieliśmy nawet okazję uczestniczyć w imprezie urodzinowej. Trafiliśmy na przesympatycznych gospodarzy. Mogliśmy oczywiście korzystać z kuchni oraz innych udogodnień. Mieszkaliśmy w okolicy, gdzie domy mają praktycznie sami Seszelczycy.

La Digue Casa Tina

JEDZENIE NA SESZELACH

Są dwie opcje: restauracje oraz tzw. take away, czyli lokalne bary z jedzeniem. W restauracjach jest drożej. Przykładowe ceny: za rybę po kreolsku zapłacimy 230 rupii (56 zł), za spaghetti bolognese – 160 rupii (41 zł), za szejka bananowego – 65 rupii (16 zł). Ceny w take away są dużo niższe. Na wyspie Mahe oraz Praslin danie obiadowe kosztuje 70 rupii, co daje ok. 18 zł. Zjeść można następujące rzeczy: rybne curry, kurczakowe curry, curry z ośmiorniczek plus przeróżne inne mięsne wariacje. Dania dla wegetarian również są. Wybór jest całkiem spory. Małe piwo Seybrew kosztuje 25 rupii, czyli ok. 6 zł.

Polecany take away na Mahe przy Beau Vallon – The Copper Pot – blisko stacji benzynowej, kuchnia indyjska. Przed zamówieniem należy określić poziom ostrości potrawy. Sugestia: w chicken curry kurczak podany jest z kośćmi. Jeśli to przeszkadza, można zamówić butter chicken, w tym przypadku jest samo mięso. Przykładowe ceny: chicken curry z ryżem – 75 rupii (ok. 20 zł).

Polecany take away na Praslin – Praslin Baie Sainte-Anne. Jest to budka (taka, jak z u nas z hotdogami), postawiona przy głównej drodze wzdłuż plaży przy samym supermarkecie. Jedzenie jest świeże, przygotowywane zawsze tego samego dnia. Tutaj menu jest takie same przez cały dzień. Każde danie kosztuje 70 rupii, co daje ok. 18 zł. A co konkretnie można zjeść? Mnóstwo rzeczy… rybne curry, kurczakowe curry, curry z ośmiorniczek plus przeróżne inne mięsne wariacje. Dania dla wegetarian również są. Wybór jest całkiem spory. Do tego piwo Seybrew za 25 rupii (ok. 6 zł) w sklepie obok i obiad gotowy. Na wyspie La Digue danie w take away kosztuje 50 rupii, czyli ok. 12 zł. Curry z ośmiornicy jest ciut droższe, jakieś 60-65 rupii. W niektórych take away serwują również świeżo wyciskane soki. Na La Digue znajduje się kilka lokalnych jadłodajni typu take away. Polecane take away na La Digue:

  • Chinese – chiński tylko z nazwy, serwuje bowiem dania kuchni kreolskiej plus makarony. To lokalny take away o nazwie Tarosa, znajdujący się w głównej części wyspy przy przystani, naprzeciwko sklepu spożywczego, przy Fish Trap Restaurant and Bar (należy do tej restauracji). Menu zmienia się, co innego serwują na lunch, co innego na kolację, a wybór jest spory. Danie kosztuje tutaj 50 rupii, czyli ok. 12 zł. Curry z ośmiornicy jest ciut droższe, jakieś 60-65 rupii.
  • Gala – usytuowany w innej części wyspy, w zasadzie w drodze na Anse Source d’Argent. Jest to mały budynek, z widniejącą na nim nazwą, a w środku wręcz mroźno, klimatyzacja działa jak należy. Na zewnątrz stoi kilka stolików. Cena za jedno danie to także 50 rupii, choć bywają i droższe. Można tutaj zamówić także świeżo wyciskane soki. Gala ma bardzo dobre opinie.
  • Mi Mum Takeaway – znajduje się również przy głównej ulicy, należy się udać w lewą stronę po wyjściu z mariny.

Take away La DigueTake away Praslin

PLAŻE NA SESZELACH

Oczywiście plaże to główny powód, dla którego jedzie się na Seszele. To tutaj znajdziecie jedne z najpiękniejszych plaż na świecie. Nie sposób wymienić je wszystkie, dlatego napiszę tylko o tych, które zdecydowanie powinny znaleźć się na liście.

Filmiki z seszelskich plaży obejrzycie tu

MAHE – ANSE BEAU VALLON

To najpopularniejsza plaża na Seszelach. Wokół niej znajduje się mnóstwo hoteli, willi czy pensjonatów. Usytuowana jest w zachodniej części wyspy Mahe na wysokości stolicy Victorii. Pomimo dużej popularności na plaży nie ma bardzo dużej ilości turystów. Woda tu jest bardzo spokojna i idealnie nadaje się dla rodzin z dziećmi. Podłoże jest piaszczyste i pozbawione jeżowców tak, że można tam pływać bez ochronnego obuwia. Piaszczyste dno powoduje jednak brak rafy koralowej, która przyciąga piękne rybki. Tę można znaleźć na końcu plaży pośród widocznych kamieni – podobno można tam nawet spotkać żółwie morskie.

MAHE – ANSE BAIE LAZARE

Tuż obok plaży mieści się jeden z najdroższych hoteli na wyspie – Hotel Kempinski. Plaża Baie Lazare (zatoka nosi taką samą nazwę) jest położona bardzo blisko plaży Anse Takamaka na południowym zachodzie wyspy Mahe, lekko na północ od Takamaki. Jest to jedna z najpiękniejszych plaż na Seszelach. Na plaży można podziwiać niesamowicie wielkie granitowe kamienie, pośród których rosną wspaniałe palmy. Miejsce to nie jest w ogóle zatłoczone, rzec by można, że jest tu po prostu pusto. Plaża jest długa i szeroka. Woda przez kilkanaście metrów w głąb jest bardzo płytka. Tuż przy brzegu dno porasta delikatna trawka, która sprawia, że można podziwiać tam niezliczone ilości kolorowych rybek, czyli coś dla amatorów snurkowania. Woda jest bardzo spokojna, płytka i wyjątkowo ciepła. Jak się tam dostać?

Jeśli przyjedziecie autobusem, wysiądziecie na południowej części plaży. Przystanek znajduje się zaraz za barem na plaży. Jeśli przyjedziecie wynajętym samochodem, wówczas musicie udać się drogą Anse Soleil Road w kierunku hotelu Four Seasons Resort oraz w kierunku plaży Soleil Beach. By dotrzeć do plaży Baie Lazare, trzeba skręcić w lewo w drogę Anse Gouvernment Road. Można także skorzystać z przejazdu taksówką. Na drodze Anse Gouvernment Road dotrzecie do znaku, informującym o Maria’s Rock Cafe. Owa kawiarnia oraz jaskinia Pirate’s Cove wyglądają, jak wycięte z bajki „Flistonowie”. Jest to bardzo dobre miejsce na posiłek. Tutaj znajduje się także galeria rzeźb męża Marii, Antoniego Filippin, Włocha, który obecnie mieszka na Seszelach. Plaża podzielona jest na dwie części: północną oraz południową. Północna części jest popularniejsza. Jeśli chcecie snurkować, północna część jest lepsza. Polecany punkt naprzeciwko parkingu. W hotelu Kempinski można zjeść obiad nawet, jeśli się w nim nie nocuje. W pobliżu drogi Anse Gouverment Roa (stąd jest publiczny dostęp do plaży), znajdziecie inne miejsca do zjedzenia, choć wybór nie jest duży. Polecam Maria Rock’s Cafeteria. W pobliżu znajduje się inna piękna plaża Petit Anse.

MAHE – ANSE TAKAMAKA

Plaża Anse Takamaka znajduje się na południowo-zachodnim krańcu wyspy Mahe. Dojechać do niej można autobusem publicznym m.in. z dworca autobusowego w Victorii. Tuż obok plaży wiedzie droga, na której znajduje się przystanek. Plaża Anse Takamaka jest bardzo piękna, jej jedynym minusem jest dość niespokojna woda. Ciężko tam popływać z rurką w poszukiwaniu kolorowych rybek ze względu na prądy morskie i fale. Przed wejściem na plaże znajduje się ostrzeżenie o bardzo groźnych prądach. Znajduje się przy niej klimatyczny hotel Villa Chez Batista wraz z restauracją (kuchnia kreolska).Trzeba mieć swój własny sprzęt do snurkowania, gdyż w pobliżu nie ma wypożyczalni. Inne piękne plaże w pobliżu to Anse Soleil oraz Anse Itendance.

MAHE – ANSE MAJOR

To kolejna piękna plaża na Mahe. Sama trasa, którą trzeba pokonać, żeby dotrzeć na tę plażę jest niesamowita. By tam trafić, trzeba złapać autobus jadący do Bel Ombre, wysiąść na ostatnim przystanku i ruszyć w kierunku Anse Major trail – szlaku, który prowadzi do tej plaży. Droga na początku wiedzie przez wąskie uliczki wzdłuż, których znajdują się domy mieszkalne. Atrakcją tej części trasy jest udomowiony „Flying Fox” – rudy nietoperz występujący na Seszelach. Jego właścicielem jest pewien Seszelczyk, który bardzo lubi rozmawiać z nieznajomymi i chwalić się swoim skarbem. Po kilkuset metrach droga zaczyna być bardziej wymagająca. Zaczynają się kamienie, wąska ścieżka plus dość strome podejścia. Po chwili dochodzi się do stromych zboczy utworzonych przez ogromne granitowe skały – widok jest nieziemski! Zbocza są strome, a głazy bywają dość śliskie. Po kilkudziesięciu minutach marszu widać już cel – cudowną plażę Anse Major! Po niecałej godzinie marszu dotrzecie do celu. Plaża robi wrażenie nie tylko z perspektywy wysokich gór. Bialutki piasek, brak ludzi, krystaliczna woda i przede wszystkim wspaniała rafa koralowa są warte każdej wędrówki! Woda jest dość niespokojna, a prądy sprawiają, że momentami jest ciężko wyjść z wody – wciąga. Trzeba mieć ze sobą buty do pływania – z racji bardzo bogatej rafy koralowej, jest tu wiele jeżowców, które swoimi rozmiarami znacznie przewyższają te europejskie.

La Digue Anse Marron

LA DIGUE – ANSE SEVERE (możliwość snurkowania)

Położona w północnej części wyspy, szeroka piaszczysta, są pływy. Wejście do wody piaszczyste po lewej stronie. Po tej stronie najlepsze snurkowanie. W większości koral zaczyna się tuż przy brzegu, buty do wody wskazane. Znajdują się przy niej bary owocowe, gdzie można zakupić świeżo wyciskane soki. W okolicy mieszka żółw seszelski, który często domaga się dobrych kąsków.

LA DIGUE – ANSE SOURCE D’ARGENT

Najsłynniejsza plaża na Seszelach. Jest jedyną płatną plażą na wyspie. Wstęp kosztuje 100 rupii (30 zł)  za dzień z możliwością wielokrotnego wejściaCzwarte wejście jest darmowe. Opłata obowiązuje tak naprawdę za wstęp na teren Parku Union Estate, który jest czymś więcej niż tylko plażą. To miejsce dawnej plantacji orzecha kokosowego oraz wanilii, co przypomina o kolonialnej historii tej wyspy. W rzeczywistości wanilię, palmy kokosowe, cynamon oraz banany uprawia się tu cały czas, choć już nie na tak masową skalę. Idąc na słynną plażę po drodze z pewnością miniecie krzaczki wanilii, rozpięte na specjalnych drutach. Do lat 80-tych XX wieku uprawiano tu masowo kokosy oraz wytwarzano koprę, wysuszony miąższ orzechów palmy kokosowej. Zanim olej palmowy podbił rynek światowy, był on przez wieki naturalnym produktem szeroko stosowanym w kuchni, bardzo wartościowym. Nic dziwnego, że obecnie przeżywa swego rodzaju „comeback”, jeśli chodzi o gotowanie. Po drodze na Anse Source d’Argent można także zobaczyć, w jaki sposób suszy się ów miąższ oraz wydobywa z nich olej, który wraz z produktami z wanilii, można tu zakupić. Warto zajrzeć także na stary cmentarz, pamiętający czasy kolonialne. To tutaj zostali pochowani pierwsi osadnicy z La Digue.

Warto również zobaczyć Plantation House, który  jest jednym z najstarszych przykładów francuskiej kolonialnej architektury na wyspie. Kiedyś był domem rodziny Mauritów, która uchodziła za bardzo zamożną. Budynek został wykonany przy użyciu szlachetnego drewna i pokryty liśćmi palmowymi (National Plantation House National Monument, czynny codziennie: 7.00 – 17.00). Zajrzeć możecie także do ogromnej zagrody żółwi seszelskich, które zdają sobie nic nie robić z obecności ludzi, zaspokajając wszystkie swoje potrzeby, dosłownie wszystkie;) Żółwie można karmić specjalnie przygotowanymi  do tego celu roślinkami. Ale uwaga na place! Mogą ucierpieć.

Rowerami dojedziecie do restauracji, znajdującej się tuż przy wejściu. Tutaj zostawicie rowery i uroczą ścieżką udacie się w wprost do raju. Cały czas towarzyszyć Wam wielkie granitowe skały, które to są nieodłącznym elementem seszelskiego krajobrazu. Taka skała tworzy również coś w rodzaju bramy na plażę. Woda czyściutka i co ciekawe mnóstwo rybek tuż przy samym brzegu… szczególnie jedne są niezwykle towarzyskie, gdy zobaczą kolorowy kostium kąpielowy od razu przystępują do oblężenia. Poziom wody nieznacznie się zmienia, niemniej nie na tyle, by nie dało się pływać. Plaży strzegą małe psy, które tworzą swoisty psi słoneczny patrol. To, co zobaczycie zaraz po przekroczeniu bramy to nie wszystko, plaża, która na pierwszy rzut oka może wydawać się malutka wcale taka nie jest. Koniecznie trzeba się przespacerować ścieżką wzdłuż brzegu, prowadzącą ponownie przez skały, by dotrzeć do kolejnych plaż, ukrytych za nimi. Tutaj spokojnie można się zaszyć gdzieś pod skałką i w ciszy oddać się błogiemu relaksowi. Po drodze można także zaserwować sobie bombę witaminową w postaci koktajlu owocowego lub wody kokosowej, które serwują tzw. bary owocowe.

LA DIGUE – ANSE PATATRAN/PATATES

Ta urokliwa malutka plaża znajduje się zaraz za Anse Severe na samym północnym skrawku wyspy przy hotelu Patatran Village. Jako, że wszystkie plaże na Seszelach są publiczne, mogą tutaj plażować nie tylko goście z hotelu. „Plaża Ziemniaczana”, jak mówi jej nazwa, zachwyca już z drogi. Minusem są silne fale oraz prądy, które utrudniają swobodną kąpiel. Mimo to znajdują się i tacy, którzy z tego miejsca wyruszają na snurkowanie.

LA DIGUE – GRAND ANSE

To również bardzo słynna plaża na La Digue. Jak sama nazwa wskazuje jest duża, piaszczysta i bardzo malownicza. Leży w północno-zachodniej części wyspy, można do niej dojechać rowerem. Droga jest bardzo przyjemna, niezwykle urokliwa, prowadzi przez mniej uczęszczaną część wyspy. Po drodze mijamy oczywiście palmy kokosowe oraz inne drzewa owocowe, których owoce wręcz wpadają nam pod koła. Słodkie domki Seszelczyków dopełniają całości tego pięknego obrazka. Ale uwaga! Ukształtowanie terenu pod koniec się zmienia i trzeba zmierzyć się z porządnymi górkami. Na plaży znajdują się bar, toalety  oraz kilka parawanów w formie mini szałasów. Tutaj fale są naprawdę duże i silne, mało kto decyduje się na kąpiel. Plaża leży od strony otwartego oceanu, nie jest osłonięta przez żadną pobliską wysepkę. Zaraz za Grand Anse znajduje się Petite Anse, na którą prowadzi ścieżka za plażą, drogowskaz widoczny. Z Petite Anse dojdziemy do Anse Cocos, niemniej szlak jest słabo oznakowany i łatwo się zgubić. Można skorzystać z pomocy lokalnego przewodnika.

Więcej o plażach na La Digue przeczytacie tu

La Digue Anse Source d'Argent

PRASLIN – ANSE VOLBERT/ ANSE COTE D’OR

Jedna z najpiękniejszych plaż na Praslin. Długa, szeroka piaszczysta, łagodne wejście do wody, ciągnie się przez 2,5 km, gdzie łączy się z kolejną Anse Gouverment. W części z infrastrukturą jest więcej ludzi, jednak kiedy przespacerujemy się dalej, możemy cieszyć się ciszą i spokojem, a to, co nas otacza jest tylko dla nas. Na samym końcu plaży znajdziecie urokliwe kamienie, które są oczywiście wizytówką seszelskich plaż. Podczas odpływu spokojnie można do nich dotrzeć po piaszczystej mierzei, przy kamieniach powstaje wówczas maleńka urokliwa plaża, nic tylko oddać się błogiemu relaksowi w takim miejscu. Piasek na Anse Volbert jest biały i mięciutki, wejście do wody łagodne i piaszczyste, pływać spokojnie się da. Niestety przy brzegu rafy brak.

PRASLIN – ANSE LAZIO

Okrzyknięta najpiękniejszą plażą na Praslin, choć ja nie do końca podzielam to zdanie. Znajduje się w północnej części wyspy. Fale bywają całkiem spore. Można do niej dojechać autobusem, niemniej na samą plażę trzeba jeszcze pokonać kawałek pieszo. Droga na samą plaże prowadzi przez lasek palmowy. Co ważne, w tej okolicy kręcą się rekiny. Były już przypadki śmiertelne. Dlatego wypływanie z zatoki jest bardzo niewskazane, podobno umieszczono w wodzie także siatkę ochronną.

PRASLIN – ANSE GEORGETTE

Ta plaża, moim zdaniem, zdecydowanie bije Anse Lazio na głowę. Mniejsza, bardziej kameralna i o wiele bardziej seszelska. Niestety podczas naszej wizyty padało, przez co nie mogliśmy zobaczyć jej w pełnej krasie, przy słonecznej pogodzie musi tu być naprawdę rajsko. Plaża znajduje się przy resorcie, spokojnie można wejść na jego teren i skorzystać z jej uroków. Nie trzeba niczego zamawiać, ani kupować. Można wejść dołem prosto z głównej drogi lub też schodząc z jednego z punktów widokowych w pobliżu. Do punktów widokowych również dojedziecie autobusem. Z przystanku od razu można wejść na szlak. I tutaj uwaga. Prawdopodobnie jak spod ziemi wyrośnie przed Wami ktoś, kto poda się za przewodnika. Tak było to w naszym przypadku. Oczywiście, na początku nie ma mowy o pieniądzach. Gość po prostu idzie z Wami, zagaduje, opowiada, prowadzi… no dobra, trzeba będzie mu coś zapłacić. Jakąś symboliczną kwotę… Nic w tym stylu, na koniec pada konkretna suma i to ile? 500 rupii, a to przecież 133 zł! Po negocjacjach i dosyć nieprzyjemniej rozmowie, wręczamy mu połowę tego. Oczywiście przewodnik nie jest obowiązkowy, spokojnie można iść na własną rękę, droga nie jest zbyt trudna, owszem, można zgubić szlak, który w pewnym momencie wiedzie przez jakieś zarośla (chociaż nie wiem, czy to nie był jakiś skrót), ale jeśli macie na telefonie maps.me, to z pewnością dacie radę. Niestety pogoda spłatała nam figla i zaczęlo padać. Widoki ładne, ale wiadomo, bez słońca to już nie to samo. Z tego miejsca można obserwować startujące i lądujące samoloty, bardzo dobrze widać pas startowy. Innym polecanym punktem widokowych jest Zimbabwe Viewpoint, znajdujący się w środku wyspy.

Więcej o plażach na Praslin przeczytacie tu

Anse Volbert

CO ROBIĆ NA SESZELACH OPRÓCZ PLAŻOWANIA

Być na Seszelach i nie zobaczyć lodoicji seszelskiej? To tak, jak być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eiffla. Lodoicję seszelską można zobaczyć w dwóch rezerwatach na wyspie Praslin.

Na Praslin znajduje się Park Narodowy, w którego skład wchodzi rezerwat przyrody Vallee de Mai. To nic innego jak dziewiczy las wraz doliną, noszącą nazwę taką samą nazwę. Cały obszar został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To tutaj właśnie można zobaczyć słynną seszelską palmę wraz z jej owocami. Fachowa nazwa drzewa to lodoicja seszelska, zaś jej owoc to kokos morski, niezwykle duży i ciężki, może ważyć nawet 30 kg. Co ciekawe, żeński kokos przypomina kobiecą część ciała, zaś męski owoc zdecydowanie budzi skojarzenie z męską… czyli wszystko się zgadza. Lodoicja rośnie jeszcze na innej seszelskiej wyspie, mianowicie na Curieuse. Poza tym nie zobaczycie jej nigdzie indziej. To bardzo ważne drzewo dla Seszelczyków, kokos bowiem znajduje się w godle tego państwa. Oprócz tropikalnej roślinności w rezerwacie zobaczyć można także ciekawe gatunki ptaków, m.in. papugę czarną, która jest niezwykle rzadka, seszelskiego bulbula oraz owocowego gołębia. My niestety szczęście nie mamy i papugi nie spotykamy. Niektórzy twierdzą, że to miejsce nie jest warte zobaczenia. Według mnie wręcz przeciwnie. Nagle oto znajdujemy się w prawdziwej dżungli, czuć wilgoć, a wysokość i bujność tutejszej roślinności wręcz powala. Do wyboru mam trzy szalki: fioletowy – czas przejścia to 1 godzina (1 km), zielony – 2 godziny (1,7 km) i czerwony – 3 godziny (3 km). Powala również cena. Wstęp kosztuje sporo, bo aż 20 EUR, przewodnik dodatkowo płatny. Jeśli dla kogoś cena jest za wysoka, ma alternatywę i może odwiedzić inny rezerwat Fond Ferdinand, o którym za chwilę. Do Vallee de Mai bez problemu dojedziecie autobusem z Anse Volbert.

Fond Ferdinand Nature Reserve to  kolejny rezerwat na terenie Praslin, o wiele mniej znany, a podobno oferujący jeszcze więcej niż Vallee de Mai. Co ciekawe wstęp jest o połowę tańszy, bilet kosztuje 10 EUR, a cena zawiera już usługi przewodnika. Rezerwat znajduje się w południowej części wyspy i dojazd do niego jest nieco trudniejszy, jeśli chcecie skorzystać z autobusu (rzadziej kursują), niemniej jest możliwy. Uwaga, Fond Ferdinand jest aż sześć razy większy niż Vallee de Mai, a do tego rośnie tutaj o wiele więcej endemicznych gatunków roślin i żyje więcej gatunków zwierząt, oczywiście lodoicja seszelska także. Są tutaj dwa szlaki do wyboru, dwu- oraz trzygodzinny, a do tego można także dotrzeć na niesamowity punkt widokowy, skąd zobaczycie samą Praslin oraz inne okoliczne wyspy. Z jednej strony widać Curieuse, Sister Island, Coco Island, Round Island, Felicite oraz La Digue, z drugiej zaś Fregate, Mahe oraz Silhouette. My niestety nie mamy szczęścia, akurat w dniu, w którym się tam zjawiamy, jest święto i rezerwat jest zamknięty.

Praslin Vallee de Mai

Oprócz tego można wybrać się na wycieczki na okoliczne wyspy. Bardzo popularną wycieczką jest ta na wyspę Curieuse, położoną w sąsiedztwie Praslin. To, co obejmuje program to plażowanie, spotkanie z żółwiami seszelskimi, godzinny trekking przez wyspę (w zasadzie przejście z jednej strony wyspy na drugą na własną rękę, po drodze punkt widokowy, namorzyny), lunch BBQ oraz snurkowanie przy wyspie St. Pierre. Wycieczka godna polecenia. Dobrą cenę można uzyskać na plaży Anse Volbert. Oto spis różnych atrakcji:

  • wycieczka na Curieuse Island (wyspa żółwi ) + bbq lunch + snorkeling w pobliżu wyspy St. Pierre – 45 euro / osoba + 200 rupii opłata za wejście na teren parku narodowego,
  • wycieczka na Curieuse Island (wyspa żółwi ) + bbq lunch + snorkeling w pobliżu wyspy St. Pierre – 45 euro / osoba + 200 rupii opłata za wejście na teren parku narodowego,
  • snorkeling przy wyspie St. Pierre – 25 euro / osoba,
  • snorkeling przy Coco i Felicite – 55 EUR, ale zapłaciliśmy 40 EUR za osobę plus 200 rupii tax, inne wyspy Two Sisters i Ave Maria,
  • trekkingi na Praslin, Mahe i La Digue – jest kilka malowniczych tras.

Curieuse

INTERNET NA SESZELACH

Internet w tańszych pensjonatach może być niedostępny. My praktycznie przez cały pobyt go nie mieliśmy… i daliśmy radę:) Ba, nawet się z tego cieszyliśmy. Na wyspach znajdują się punkty Internet iSurf, są to automaty, gdzie można wykupić sobie pakiet, 1 godzina kosztuje 100 rupii. Na Praslin przy Anse Volbert w restauracji Berajaya Internet kosztuje 50 rupii za 3h dla jednego urządzenia.

BEZPIECZEŃSTWO NA SESZELACH

Jest bardzo, bardzo bezpiecznie i to pod każdym względem. Spokojnie wieczorem można wybrać się na spacer. Rowery nie są w ogóle przypinane, a rzeczy można zostawić na plaży bez nadzoru i oddać się błogim kąpielom. Oczywiście lepiej nie mieć przy sobie wszystkich pieniędzy, kart i paszportu, bo po co się stresować i co chwilę zerkać w stronę ręcznika.

Czy wiecie, że na Seszelach nie ma w ogóle jadowitych zwierząt? Podobno można spać w dżungli i nic nam się niestanie, zero jadowitych węży, czy pająków. Oczywiście, gdy w naszej łazience pojawił się wielki nieproszony gość w postaci pająka, ciężko było w to uwierzyć, niemniej wszyscy pytani, potwierdzali ten fakt. Inaczej ma się sprawa z żyjątkami wodnymi, bowiem na rekiny, moreny i płaszczki natknąć się można, a takie spotkanie może skończyć się różnie. Są za to przyjazne kraby i krabiki, zarówno na plaży, jak i poza nią. Wychodzą szczególnie w nocy, wówczas mozolnie pracują nad swoimi domkami w ziemi.

I jeszcze jedno! Seszele to takie tropiki, w których nie ma żadnych groźnych tropikalnych chorób, żadnej malarii, dengi, czy innego paskudztwa. Aż dziwne, prawda? Oczywiście nie oznacza to, że te choroby pojawić się nie mogą, mogą je po prostu przywieźć ludzie z innych zagrożonych rejonów.

La digue plaże

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *