10 najciekawszych miejsc na Krecie
Europa,  Grecja,  Kreta

10 najciekawszych miejsc na Krecie na pierwszą podróż

Przyznam zupełnie szczerze, że Kreta nie była zbyt wysoko na mojej podróżniczej liście na najbliższy czas. Owszem, zwiedzanie Europy bardzo lubię, ale na zasadzie wypadu na weekend. Dłuższy wyjazd to przecież musi być gdzieś dalej. Jednak w tym roku podróżniczo wszystko powywracało się do góry nogami i plany się posypały. W ten oto sposób trafiłam na Kretę na 12 dni. I od razu napiszę, to była świetna decyzja! Jakie atrakcje znajdziemy na Krecie? O tym za chwilę.

A może romantyczne Santorini? Jeśli chcecie odwiedzić tę piękną wyspę, koniecznie zajrzyjcie do mojego mini-przewodnika:

 

Wyspa jest duża i bardzo różnorodna. Znajdziecie tu zabytki, klimatyczne portowe miasteczka, ukryte w górach urokliwe wioski, oczywiście góry i to wysokie, a więc i na trekking można się wybrać, a do tego piękne plaże z krystalicznie czystą wodą oraz różowym piaskiem. Jeśli dodamy do tego pyszne jedzenie, mamy gotowy przepis na udane wakacje czy urlop. Do tego Kreta, jak i w pewnie cała Grecja, ma w sobie jakiś taki luz, który od razu ogarnia człowieka zaraz po przyjeździe. I jak się domyślacie, sami Grecy to bardzo serdeczni oraz uśmiechnięci ludzie.

10 najciekawszych miejsc na Krecie

Tym razem mój urlop na Krecie polegał naprawdę na niespiesznym zwiedzaniu, pluskaniu się w słonym morzu na plażach z drobnym piaskiem (a więc naturalne SPA), poznawaniu kuchni greckiej oraz kreteńskiej. Nie było ciągłego przemieszczania się środkami komunikacji publicznej, nocowania codziennie gdzie indziej i intensywnego planu zwiedzania. Jak nigdy przedtem wróciłam wypoczęta, zrelaksowana oraz widocznie odmłodzona!:) Tak przy okazji wspomnę, że oliwa z Krety to moje odkrycie i mój eliksir młodości i witalności. Kreta słynie z bardzo dobrej jakości oliwy i nic dziwnego, skoro cała wyspa tonie w gajach oliwnych.

Na Kretę z pewnością wrócę, bo do odkrycia zostało jeszcze bardzo dużo. Tym z Was, którzy nie mają czasu, ochoty lub po prostu nie lubią zajmować się organizowaniem wyjazdów samodzielnie, polecam skorzystać z oferty któregoś z biur podróży, na przykład R.pl. Na wycieczkę na Kretę warto wybrać się też po sezonie, we wrześniu lub październiku albo wiosną. Pogoda jest nadal świetna, woda ciepła, a turystów mniej. No i oczywiście ceny również wtedy spadają 🙂

Tymczasem w tym wpisie podpowiadam, co warto zobaczyć na Krecie podczas pierwszej podróży. Oto według mnie 10 najciekawszych miejsc na Krecie na pierwsze wakacje.

Laguna Balos

Czy istnieją greckie Malediwy? Tak, istnieją i noszą nazwę Balos:) Wiem, wiem, nie powinnam porównywać, bo obłędna laguna Balos jest tylko jedna i jest prawdziwą gwiazdą wśród kreteńskich plaż oraz atrakcji w ogóle. Mówisz Kreta – myślisz Balos… coś na tej zasadzie. Być na Krecie i nie zobaczyć tej słynnej laguny, to jak z Paryżem i wieżą Eiffla.

W końcu i mi udało się dotrzeć do tego kultowego miejsca. W tym momencie mogę jedynie przytaknąć tym wszystkim zachwytom, achom i ochom. Koniecznie na lagunę trzeba spojrzeć z wysokości. Ci, którzy przybywają tu samochodem, i tak to zrobią. Jednak pozostali, którzy przybędę tu statkiem, muszą się liczyć z podejściem pod górę, przeważnie w palącym słońcu.

Laguna Balos znajduje się w zachodnio-północnej części wyspy. Najlepszą bazą wypadową jest albo miasteczko Kissamos (15 km od Balos), skąd także kursują statki wycieczkowe lub miejscowość Falasarna (18 km), w której znajduje się inna piękna plaża. Oczywiście bez problemu taki wypad można także zaplanować z miasta Chania, z tym że wówczas do pokonania będzie około 53 km w jedną stronę.

Zatem jak dostać się na piękną lagunę Balos? Jak już wspomniałam, opcje są dwie. Można dotrzeć tu na własną rękę samochodem lub można także wykupić wycieczkę z Kissamos, podczas której dodatkowo zobaczycie wenecką twierdzę Gramvousa. Zwiedzanie fortecy to oczywiście plus, jednak minusem jest to, że na lagunie czas macie ograniczony. Do tego przypływacie tu wtedy, kiedy są największe tłumy.

Dlatego u nas wygrała opcja samochodowa. Przy wjeździe na szutr trzeba uiścić obowiązkową opłatę na poprawę drogi… w wysokości 1 EUR od osoby. Hm, pewnie dlatego droga ta ciągle jest w opłakanym stanie, bo to są jednak grosze. Choć podobno 20 lat temu istniały tu półmetrowe dziury. Trzeba było wówczas wysiadać z auta i główkować, jak ustawić koła do przejazdu, by nie zawisnąć. Teraz takich atrakcji już nie ma.

Droga jest  naprawdę słaba. I nie chodzi o ekspozycję, przepaści i mocne podjazdy, bo te akurat nie są straszne (choć są tacy, którzy twierdzą inaczej). Chodzi o to, że droga jest szutrowa i wyboista, kamienie mogą strzelać spod kół. Wskazane auto terenowe, ale każde inne także da radę. Wjeżdżają tu nawet najmniejsze auto-mikruski. Podobno w sezonie i autobus można tu spotkać. Z pewnością spotkacie tu słynne kozy kri-kri, czekające na Wasze kąski.

Na końcu drogi znajduje się parking, z którego jest jeszcze 1.5 km do pokonania na nogach. Na miejscu funkcjonuje mały sklepik, gdzie można kupić wodę czy małą przekąskę. 

Szutrowy odcinek ma około 7-8 km. Pokonanie go pod górkę zajęło nam 25 minut (kierowca się spisał), choć czytałam relację także o 45 minutach. Z powrotem było dłużej, bo ponad pół godziny. Więcej niż 20 km/h się nie wyciśnie.

Rada ode mnie. Jeśli na lagunę Balos planujecie przyjechać samochodem, warto wstać rano. Po pierwsze, parking na szczycie szybko się zapełnia. Po drugie, o 12:00 przypływa tu statek wycieczkowy i robi się tłoczno. My byliśmy po 10:00 i zostały już ostatnie miejsca na parkingu. Trzeba wziąć poprawkę na to, że nasza podróż przypadł na okres pandemii koronawirusa, a więc turystów było o wiele mniej. Jeśli miejsca brak, auto zostawia się przy drodze. Wówczas może Was czekać o wiele dłuższa wędrówka do miejsca docelowego.

Około godziny 14:30 olbrzymi statek odpływa i znowu robi się luźniej, choć nie tak luźno, jak rano. Około 15:00 przypływa kolejny, jednak o wiele mniejszy. O 15:00 wody laguny są pięknie oświetlone, woda nagrzana, czyli bardzo ciepła do kąpieli i pluskania. Z kolei światło do zdjęć laguny z góry najlepsze jest przed południem.

A sama laguna? Bajka! Krystalicznie czysta turkusowa woda z różowym piaskiem robi wręcz oszałamiające wrażenie. W zasadzie to tu widziałam najwięcej piasku w tym nietypowym kolorze. Rozłożyć się można, praktycznie rzecz biorąc, wszędzie. Na piaskowej grobli ustawiono leżaki, za które trzeba zapłacić 10 EUR za zestaw. Niektórzy przywożą tu swoje parasolki, jednak walka z dość silnym wiatrem może zniweczyć plany, a trud jej rozłożenia pójdzie na marne. Podczas plażowania upał w zasadzie zbyt mocno nie doskwiera. Skutecznie chłodzi morska bryza oraz przyjemnie chłodna woda w lagunie.

Chania, miasto portowe z piękną starówką

Być może to tu wylądujcie, gdy przybędziecie na Kretę. Lotnisko znajduje się na półwyspie Akrotiri. Chania to jeden z dwóch międzynarodowych portów lotniczych na wyspie. Ten oddalony jest od miasta o 15 km.

Pierwsze skojarzenie, gdy wreszcie docieram do Chani? Czy ja jestem we Włoszech? Bo Grecji to miasto wcale nie przypomina. I ma to swoje uzasadnienie. Oczywiście trzeba zajrzeć do historii. Miasto zostało wzniesione w XIII wieku, zaś Port Wenecki powstał w kolejnym stuleciu. Miasto najpierw było częścią Cesarstwa Bizantyjskiego, a następnie zostało przejęte przez Republikę Wenecką w XIII wieku. Wówczas otrzymało nazwę Candia. W tym okresie miasto rozkwitło intelektualnie oraz kulturalnie.

Koniecznie trzeba się tu zgubić w labiryncie wąskich uliczek, przystrojonych bugenwillą oraz jaśminem. Kawiarenki, tawerny, małe sklepiki zapraszają do środka. Szczególnie pięknie starówka wygląda wieczorem oraz nocą. Z pewnością Waszą uwagę zwrócą także pozostałości dawnych murów miasta.

Wcześniej czy później i tak traficie do Portu Weneckiego, przy którym ulokował się charakterystyczny meczet oraz egipska latarnia morska. Idąc wzdłuż brzegu miniecie także dawne weneckie stocznie, które obecnie służą jako miejsca kulturalne. Meczet Janczarów, bo tak brzmi jego nazwa, to najstarszy budynek osmański na Krecie. Oczywiście zostały tu postawiony w 1645 rok przez Turków, którzy przez jakiś czas panowali na wyspie. Obecnie odbywają się w nim wystawy.

Słynna latarnia morska Faros powstała zaś pod koniec XVI wieku i była dziełem, panujących tu Wenecjan. Dlaczego zatem nazywana jest egipską? W czasie najazdu oraz okupacji Turków obiekt nie był używany i niszczał. Remont latarni na początki XIX wieku przeprowadzili Egipcjanie, którzy to wówczas podbili Chanię. Obecnie latarnia nie pełni już swojej pierwotnej funkcji. Jej rola się nieco zmieniła i teraz pięknie pozuje do zdjęć w czasie obłędnych zachodów słońca, jakie można obserwować z portu.

Jak widzicie, losy miasta na przestrzeni wieków były bardzo burzliwe. Dlatego też Chania to prawdziwa perełka, jeśli chodzi o zabytki oraz historię. W zasadzie podczas spaceru po starówce cały czas można się natknąć na dawne pozostałości. Do tego pięknie położony port z licznymi barami oraz restauracjami tworzy fantastyczną atmosferę. Można ją chłonąć każdego dnia i wieczoru bez końca.

Monastery na półwyspie Akrotiri

Jeśli mowa o 10 najciekawszych miejscach na Krecie, od razu do głowy przychodzi mi półwysep Akrotiri oraz ukryte tam monastery. Dwa ciągle jeszcze działają, trzeci to już zapomniane ruiny, ukryte wśród gór. Do tych miejsc można dotrzeć jedynie na własną rękę. Biura lokalne nie organizują wycieczek w ten rejon.

Monastyr Agia Triada

Pierwszy z klasztorów to słynny prawosławny monastyr Agia Triada. Jest największy w tej części, położony wśród winnic, cyprysów oraz gajów oliwnych, w których nadal rosną drzewa oliwne o wieku sięgającym nawet 500 lat.

To miejsce dziwów i magii, po przekroczeniu bramy przenosimy się w inny świat. Spokój, cisza, bajkowa architektura w intensywnym kolorze żółto-pomarańczowym. Powstanie klasztoru datuje się na XVII wiek. Wówczas to dwaj bracia mnisi, pochodzący z nobilitowanej kreteńsko – weneckiej rodziny Tzagarolos, rozpoczęli działalność klasztorną. Budowa monastyru nie była jednak łatwa, bowiem Kreta dostała się wówczas pod panowanie Turków. Bracia oraz mieszkańcy Agia Triada byli uporczywie prześladowani przez najeźdźców. Na szczęście obiekt przetrwał, został odremontowany i funkcjonuje do czasów obecnych.

Przekraczając bramy monastyru należy pamiętać o odpowiednim stroju. Kobiety powinny zasłonić nie tylko ramiona, ale i nogi. W takim upale ciężko wytrzymać w długich spodniach, czy nawet w długiej spódnicy. Dlatego mnisi pomyśleli i o tym. Na wejściu czekają na panie specjalne fartuchy, którymi trzeba się po prostu obwiązać. Panowie nie muszą tego robić, jeśli akurat noszą spodnie choć trochę za kolana. Wstęp kosztuje 2,5 EUR od osoby. Monastyr otwarty jest dla gości z zewnątrz codziennie od 5:00 rano do 18:00.

Na terenie klasztory znajduje się także małe muzeum oraz sklep z pamiątkami. Mnisi z Agia Triada słyną z wyrobu lokalnych produktów. Szczególną popularnością cieszy się oliwa z oliwek, która wytwarzana jest w naturalny sposób bez dodatku żadnej chemii. Mnisi zajmują się także produkcją wina z różnych szczepów.

Monastyr Gouverneto

Drugi monastyr, znajdujący się także na półwyspie Akrotiri, to Moni Gouverneto. Jest to prawdopodobnie najstarszy aktywny prawosławny klasztor położony w tej części Krety. Oddalony jest od Agia Triada o 5 km. Można do niego dotrzeć samochodem lub pieszym szlakiem. Droga jest bardzo malownicza, prowadzi bowiem wśród gór.

Jeśli chcecie odwiedzić to miejsce, sprawdźcie godziny otwarcia. W środy i piątki turyści nie są tu wpuszczani. W pozostałe dni można zajrzeć do środka do godziny 12:00 w południe, a potem po 17:00. Wstęp jest bezpłatny. Mnisi są tu bardzo restrykcyjni, zarówno pod kątem stroju, jak i robienia zdjęć. We wnętrzu kościoła fotografowanie jest zabronione. Można oczywiście zapytać. Podczas całej wizyty na pewno będzie Wam towarzyszyć kocia gromadka.

Ruiny Moni Katholiko

To, co możemy dziś zobaczyć, to już tylko pozostałości po dawnym klasztorze, ukryte tajemniczo wśród gór. To miejsce skradło moje serce. Jest w nim coś magicznego, bajkowego, przenosi w inną epokę.

To prawdopodobnie najstarszy i najbardziej spektakularnie położony klasztor na Krecie. Można do niego dotrzeć jedynie pieszo, gdyż droga przejezdna dla samochodów kończy się przed parkingiem, znajdującym się przy klasztorze Gouverneto. Trasa jest bardzo malownicza i prowadzi w dół. W jedną stronę do pokonania jest około 1,5 km. Powrót tym samym szlakiem, oczywiście pod górę. Cienia tu w zasadzie brak, więc odpowiednie zapasy wody wskazane.

Historia monastyru Katholiko sięga aż X wieku. Wówczas to św. Jan Pustelnik, mieszkający w jaskini znajdującej się w wąwozie Avlaki, założył niewielki klasztor. Po jego śmierci klasztor był wciąż rozbudowywany przez kolejnych okolicznych pustelników, przenoszących się do Moni Katholiko. Klasztor pozostał zamieszkały do XVII wieku, kiedy to po serii pirackich napadów mnisi zdecydowali się na opuszczenie tego miejsca.

Monastyr stoi niejako na imponującym akwedukcie. Szlak pod nim wiedzie na ukrytą małą plażę. Tuż przed ruinami znajduje się mała jaskinia z kapliczką. W pobliżu zaś można także zajrzeć do Jaskini Niedźwiedziej z ołtarzem.

Turecka starówka Retimno z wenecką twierdzą

Podobno to najpiękniejsze miasto na Krecie, a konkretnie najpiękniejsza starówka. Klimatyczne uliczki Retimno od razu mnie urzekły. Można się w nich zgubić, na każdym kroku odkryć trochę historii.

Jak już wiecie, Kreta wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk, a tym samym i miasto Retimno. Zmieniała się jego zabudowa, bo każdy właściciel wprowadzał tu swoje porządki, niszcząc w większości to, co wznieśli poprzednicy. Zabudowa, która zachowała się w Retimno do czasów obecnych, to typowo islamska architektura. To pozostałość po panowaniu Turków.

Istotnym obiektem jest okazały meczet Neratze, który mieści się w sercu starówki. Pierwotnie budowla ta została wzniesiona jako wenecki kościół, po czym przeobraziła się w klasztor. Turcy zaś przerobili ją na meczet. Kiedy miasto przeszło w ręce Greków, ci nie zniszczyli tego, co pozostało po poprzednikach. Obecnie w meczecie mieści się teatr.

W Retimno można także znaleźć ślady obecności Wenecjan. Są nimi Wenecka Forteca, która króluje nad miastem oraz Fontanna Rimondi, postawiona tu w 1623 roku. Fontanna znajduje się na placu Platanos. Pomiędzy smukłymi kolumnami umieszczono trzy głowy lwów, z których tryska woda.

Starówka zdaje się tu żyć swoim życiem. Budynki nie są odrestaurowane, odnowione i to dodaje kolorytu. Warto zgubić się w tym labiryncie choć na chwilę. Do Retimno na pewno chcę wrócić, bo mam wrażenie, że można tu odkryć prawdziwe perełki, a i sam klimat starówki jest niesamowity.

Wąwozy Samaria oraz Imbros

Jako, że Kreta może się poszczycić także spektakularnymi górami, warto wybrać się tu także na łazikowanie. Szczególną atrakcją są tu wąwozy, czyli szlaki poprowadzone wyschniętymi korytami rzek bądź w ich pobliżu.

Wąwóz Samaria

Trekking w wąwozie Samaria to punkt obowiązkowy. To niekwestionowana gwiazda górskich szlaków na Krecie. Przejście całego wąwozu to jednak wyprawa na cały dzień, po często trudnym terenie. Może to stanowić wyzwanie szczególnie w lipcowym czy sierpniowym upale, gdyż część drogi trzeba pokonać w ostrym słońcu. Na szlaku są punkty, w których da się uzupełnić zapasy wody, więc nie trzeba targać dużej ilości napojów od samego początku. Wygodne obuwie z porządną podeszwą oraz zakrytą kostką są naprawdę wskazane.

Co ważne, ten szlak to nie jest pętelka. Na koniec trasy nie ma także opcji dojazdu samochodem. Z plaży, która znajduje się na końcu całego szlaku, wydostać się można jedynie promem. Wstęp do Wąwozu Samaria kosztuje 5 EUR. Szlak liczy sobie 16 km, a cały trekking zajmuje od 5 do 7 godzin, w zależności od tempa.

Szlak rozpoczyna się od ostrego zejścia w dół po stromych schodkach. Kolana mogą to odczuć. Najbardziej spektakularna część znajduje się pod koniec trasy. Mowa tu o Żelaznych Wrotach. Jest to najwęższy odcinek trasy.  Podczas przejścia trzeba pokonać różnego rodzaju kładki oraz mostki. Po drodze zajrzycie także do starej opuszczonej wioski Samaria.

Na końcu wąwozu na piechurów czeka tawerna, serwująca słynny świeżo wyciskany sok z pomarańczy. To jeszcze nie koniec marszu. Do plaży i promu jest stąd jeszcze 2 kilometry. Na strudzonych wędrówką czeka bus, który podwiezie do przystani. Prom odpływa z portu w Agia Roumeli. W zasadzie są dwa kursy, jeden do Chora Sfakion, drugi do miejscowości Sougia. Promy odpływają o 17:30. Bilet na prom kosztuje 11 EUR.

Jeśli wybieracie się na trekking do Wąwozu Samaria, koniecznie zajrzyjcie do wpisu na blogu Finspire: Wąwóz Samaria na Krecie – plan wycieczki, dojazd, prom. Paulina bardzo szczegółowo opisała trasę oraz podzieliła się istotnymi informacjami praktycznymi.

*Wszystkie zdjęcia są z Wąwozu Imbros

Wąwóz Imbors

Przyznam się, że u mnie plany przejścia Wąwozu Samaria się posypały. Dlaczego? Ze względu na niemiłosierny upał. Kretę zwiedzałam w środku lipca. Słońce podczas zwiedzania klasztorów na półwyspie Akrotiri skutecznie mnie odstraszyło. Złe samopoczucie oraz początki udaru nie wróżyły powodzenia tej misji.

Dlatego wylądowałam w Wąwozie Imbros. Szlak ten jest dwa razy krótszy, czyli liczy sobie 8 km. Wstęp kosztuje 2,50 EUR. Przez większą połowę drogi doświadczycie tu sporo cienia, więc trasa jest przyjemna. Jednak końcówka odbywa się także na tzw. greckiej patelni, którą dało się później odczuć. W najwęższym miejscu wąwóz ma szerokość tylko 1,60 m.

Wąwóz Imbros może być zatem świetną alternatywą dla trudniejszej Samarii. Uwaga, podawany czas przejścia to 2 godziny, nam cała droga zajęła dokładnie całe 3h. To również nie jest pętelka, choć czytałam o śmiałkach, którzy wracają tą samą drogą, czyli z powrotem pokonują podejście pod górę.

Jak zatem wrócić do miejsca startu, inaczej niż na nogach? Na końcu szlaku również ulokowała się mała tawerna lub raczej bar. Stąd kursują specjalne taksówki, które dowożą piechurów na górę. Przeważnie są to małe busiki lub samochody terenowe, w których można także skoczyć na pakę i z tej perspektywy delektować się wspaniałymi widokami. Wjazd bowiem odbywa się samymi serpentynami, co jest atrakcją samą w sobie. Kurs do miejsca startu kosztuje 25 EUR za przejazd przy minimum 4 osobach. Jeśli chętnych jest więcej, wówczas koszt spada do 5 EUR za osobę.

Inną opcją jest podobno autobus z pobliskiej miejscowości.

Bezkresna laguna Elafonisi

Pierwsze skojarzenie? Znowu Malediwy… Jednak coś nie pasowało. Okalające lagunę góry oraz różowy piasek przy brzegu ewidentnie mówiły, że ciągle jestem na Krecie:) Elafonisi to mała wysepka, położona w zachodniej części Krety. Z lądem łączy ją przepiękna laguna o tej samej nazwie. To kolejne rajskie miejsce Krety.

Plaże laguny przyciągają tłumy. I rzeczywiście, nawet w czasie pandemii było tłoczno. Zaraz przy wejściu na lagunę ustawiono szereg leżaków z parasolkami. Cena to 10 EUR za komplet. Można także wynająć sam leżak. Przy plaży mieści się niewielki bar.

Laguna Elafonisi jest naprawdę obłędna. Co jednak ciekawe, jest to miejsce, w którym mimo ogromnego upału zmarzłam okrutnie. Ale jak to, zapewne zapytacie? W rejonie, gdzie stoją leżaki wieje niemiłosiernie, (można tu zobaczyć fruwających kite-surferów), a i temperatura wody dziwnie niska. Zanurzył się człowiek – zimno, wynurzył się – mroźno;)

Nie jest tak jednak na całej lagunie. Wystarczy przenieść się na drugą stronę, by zaznać już rajskiego ciepełka. Przy wydmach wiatr jest już słaby, a woda w lagunie ma temperaturę przysłowiowej zupy. Można się więc wygrzewać bez końca.

Plaża Elafonisi jest idealna dla dzieci, płytka z delikatnym piaskiem. Najlepiej ulokować się z dala od parasolek i w spokoju cieszyć się rajem.

Po drugiej stronie wysepki kryje się także piękna plaża z różowym piaskiem, który pięknie kontrastuje z mocnym turkusem wody. Tu możecie skryć się za przeszywającym wiatrem, tu znowu piasek parzy w stopy. Za to woda przyjemnie chłodzi. Nie ma tu parasolek ani leżaków.

A teraz kilka słów na temat różowego piasku, który bez dwóch zdań kojarzy się z Kretą. Skąd taki kolor?

Istnieje na ten temat pewna legenda, która wiąże się z najazdem Turków. Według niej oddziały tureckie w 1824 roku brutalnie wymordowały setki kobiet oraz dzieci, które szukały tu schronienia. Plaża spłynęła krwią i od tego czasu niegdyś zwykły piasek ma kolor różowy. Oczywiście to tylko legenda. W zależności od plaży źródło tego barwnika może się odrobinę różnić.

Najczęściej za ten niezwykły kolor odpowiadają drobniutkie fragmenty muszli, roztrzaskane w morskich falach. Można do tego dodać także zniszczone koralowce, które niegdyś znajdowały się przy zachodnim wybrzeżu Krety. To jednak nie wszystko. Podobno w różowy piasek mogą być także zamieszane małe bezkręgowce, takie jak mikroskopijne ameby. Ich ciała mają czerwony kolor. Matka Natura jak zwykle pięknie to wymyśliła.🥰 Prawda?

Plaża Falasarna, czyli przestrzeń i zjawiskowe zachody słońca

Miejscowość Falasarna była moją bazą wypadową na zachodnią Kretę. Spędziłam tu 5 dni w hotelu Falasarna Bay, z którego rozpościerał się przepiękny widok na morze oraz plażę. I to była świetna decyzja, by to właśnie tu się się zatrzymać zamiast w miasteczku Kissamos.

Szczerze przyznam, że na Krecie nie liczyłam na plażowe zachwyty… wiecie, takie prawdziwe achy i ochy. Wszystko zmieniła właśnie ta plaża, która to jest na chwilę obecną moją ulubioną plażą na Krecie. Nie najpiękniejszą, bo ten tytuł przyznaję lagunie Balos za spektakularność, a zaraz za nią plasuje się Elafonisi za ogromną “lagunowość”. Natomiast plaża Falasarna to zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o beztroskie plażowanie.

Plaża Falasarna jest długa, szeroka z krystalicznie czystą wodą, dno także piaszczyste z łagodnym wejściem do morza. Czasami są tu delikatne fale, czasami wieje bardziej, co stwarza warunki także do surfingu. Co prawda woda nie jest tu przysłowiową zupą, ale orzeźwienie, jakie daje w taki upał jest naprawdę zbawienne.

Uwielbiam to miejsce za ogromną przestrzeń i luz, jaki ogarnia tu człowieka. Przy samej plaży z prawej jej strony znajduje się bar oraz bardzo fajna tawerna z pysznym jedzeniem i świetną obsługą. Drinka można w zasadzie zamówić, leżąc na leżaku, bowiem kelnerzy z baru robią obchód od czasu do czasu. Na plaży można także kupić pyszne pączki od młodego Greka, który… uwaga mówi dobrze po polsku. Jego żona jest Polką i pochodzi z Jarocina, do tego ów Grek przyjaźni się z Krzyśkiem Kasą Kasowskim.

Dwa leżaki z parasolką kosztują tu 10 EUR. Plaża jest naprawdę ogromna, jest także miejsce dla tych, którzy chcą rozłożyć się tu z własnym sprzętem.

Dodatkowo do wyboru mamy tu kilka innych plaż, małą Falasarnę, Karkatsouli Beach oraz Baby Beach Falasarna, które znajdują się blisko hotelu Falasarna Bay.

To, co także wyróżnia plażę Falasarna to spektakularne zachody słońca, które można tu obserwować czy to z plaży, czy z restauracji, czy z balkonu w hotelu. Warto także wjechać serpentynami nieco wyżej i tam zaczaić się na taki spektakl.

Miejscowość Falasarna jest bardzo spokojna, nie ma tu głośnych imprez ani wieczornych dyskotek. Są za to przepiękne widoki. Z głodu nie umrzemy, bowiem czeka tu na nas kilka tawern ze smacznym greckim jedzeniem. Są też małe sklepiki oraz jeden większy market.

Romantyczne miasteczko Ajos Nikolaos

Na listę 10 najciekawszych miejsc na Krecie trafia także miasteczko Ajos Nikolaos. Wybraliśmy je na bazę we wschodniej części Krety. Podobno to najbardziej romantyczne miasto na Krecie. I rzeczywiście, coś jest na rzeczy. Ów romantyzm pojawia się tu szczególnie o zachodzie słońca oraz wieczorem, gdy oświetlone kawiarenki pięknie odbijają się w tafli wody.

Położenie miasteczka również jest specyficzne. Leży na wzgórzach, więc nierzadko trzeba pokonać dużą liczbę schodków, by dotrzeć w jakieś miejsce. Dzięki temu na miasto można spojrzeć z różnej perspektywy.

W centrum miasteczka znajduje się małe jezioro o nazwie Voulismeni, w którym według legendy kąpała się sama bogini Afrodyta. Jezioro połączone jest z morzem specjalnym kanałem. To ta część szczególnie pięknie wygląda wieczorem. Z kolei we wschodniej części można także poplażować na małej Kitroplatia Beach.

Palmowa plaża Vai

Plaża Vai jest prawdopodobnie najpiękniejszą plażą wschodniej Krety. Słynie z największego naturalnego lasu palmowego w Europie. Zajmuje on powierzchnię 250 000 m², a rośnie w nim ponad 5000 palm. Legenda głosi, że palmy powstały z pestek daktyli, które piraci zamieszkujący wyspę, rzucali na ziemię.

Vai Beach to naprawdę urokliwe miejsce na relaks, szczególnie gdy tłumów brak. Krystalicznie czysta woda o turkusowym kolorze, a w oddali majaczące białe skały niezamieszkałej wyspy Elasa tworzą śliczny obrazek. Dwa leżaki z parasolką kosztują tu 10 EUR. Przy plaży funkcjonuje bar oraz restauracja na skarpie z widokiem na morze. Znajduje się tu także punkt sportów wodnych. 

Plażę Vai można również podziwiać z punktu widokowego w pobliżu restauracji. Wejście na punkt znajduje się na jej tyłach. Natomiast jakieś 150 metrów dalej kryje się zatoczka z bajkową plażą dla nudystów. Tak przynajmniej sugeruje napis na jednej ze skał. Można się tu zaszyć z dala od obleganej Vai.

Jeśli tłumy na plaży Vai Was odstraszają, możecie również rozłożyć się na pobliskiej plaży Itanos, która jest o wiele mniej oblegana. Tutaj także czekają na Was ruiny starożytnego miasta o tej samej nazwie, co plaża.

Pałac minojski w Knossos

Oprócz plażowania na Krecie można także spędzić czas na zwiedzaniu. Oto ruiny minojskiego pałacu w Knossos. Pałac pochodzi z okresu 2000-1400 p.n.e., zwany jest pałacem Minosa lub labiryntem kreteńskim. Jest to największa zachowana budowla pochodząca z tego okresu.

Pałac został wzniesiony w okresie 2000-1400 p.n.e., kiedy na Krecie dominowała kultura minojska. W czasach swojego największego rozkwitu 5-piętrowy pałac w Knossos liczył około 1300 pomieszczeń, w których mogło przebywać kilkanaście tysięcy ludzi! To, co przede wszystkim zadziwia, to rozwiązania architektoniczne i techniczne sprzed kilku tysięcy lat. W pałacu działała wentylacja, kanalizacja, doprowadzona była woda, działały toalety.

Ruiny, które dziś możemy podziwiać wyglądały zupełnie inaczej w momencie odkrycia. Prawdziwe pozostałości sięgały w większości prawdopodobnie do kolan. Zmian dokonał sir Arthur Evans, który to zakupił ten teren i poświęcił całe swe życie badaniom tego miejsca. Nie tylko prowadził tu prace archeologiczne, ale także postanowił dobudować co nieco. Dokonania sir Evansa są bardzo kontrowersyjne i do dziś budzą wiele wątpliwości.

Dodatkowo, żaden z fresków ani żadna z mozaik nie jest oryginalna. Wszystkie są rekonstrukcją, oczywiście doskonałą i wierną. Oryginały możecie zobaczyć w Muzeum Archeologicznym w Heraklionie.

Pałac związany jest z popularnymi greckimi mitami o Minotaurze, królu Minosie, Tezeuszu, Ariadnie i Dedalu. Według legendy to właśnie tu znajdował się mityczny labirynt, ukrywający Minotaura, zbudowany przez Dedala. 

Ruiny znajdują się 5 km od Heraklionu, stolicy wyspy. Wstęp nie jest tani, kosztuje 15 EUR bez przewodnika. Można także zakupić bilet kombo, połączony ze zwiedzaniem Muzeum Archeologicznego w Heraklionie.

Jeśli jeszcze mało Wam atrakcji, zajrzyjcie na mapę, którą przygotowałam przed wyjazdem. Znajdziecie na niej także inne ciekawe miejsca na Krecie. Mapa ta będzie się stopniowo rozrastać.

Jeśli w czasie podróży także lubicie odkrywać nowe smaki i w ten sposób poznawać dany kraj, koniecznie zajrzyjcie także do wpisu:

18 komentarzy

    • celwpodrozy

      Dzięki. Jesień to świetna pora na Grecję, a Kretę bardzo polecam, bo nudzić się tam nie sposób. Też mam taką nadzieję, choć czytałam, że drugiej fali nie będzie, bo mamy jedną wielką niekończącą się falę.

  • Aniela Gobosz

    Zdjęcia cudnej urody ,wraz ze szczegółowym tekstem tworzą niemal piękny album do czego zachęcam . Istny folder reklamowy Krety . Gratuluje

  • Piotr

    Piękne zdjęcia i opis. Mimo wszystko, w tej dziesiątce brakuje Heraklionu. Wiem , że to moloch, ale ma wspaniałe zabytki i muzea oraz bazar, na którym warto kupić lokalne pamiątki. W zaulkach jego ulic również toczy się greckie Siga Siga.

    • celwpodrozy

      Heraklion specjalnie został pominięty, bowiem mnie za bardzo nie urzekł. Być może za krótko byłam i dam mu szansę następnym razem:)

  • Piotr

    Kurcze, nie udalo mi sie jeszcze dotrzeć na Kretę pomimo zaproszeń znajomych, którzy tam mieszkaja 😛 Ale Twoje zdjecia tylko pokazują, że zdecydowanie warto się tam wybrac 🙂 Dzieki za te piękne obrazki i ciekawe opisy 🙂

    • celwpodrozy

      Warto! Ja też odkładałam i pewnie bym tam nie dotarła, gdyby nie covid. Pozytywne zaskoczenie dla mnie i bardzo się cieszę, że w końcu zobaczyłam ten kawałek Grecji.

    • celwpodrozy

      Ja również nie wszędzie dotarłam, dlatego powrót w planach. Nie wiem w ogóle, dlaczego tak późno zaczęłam Grecję odkrywać… tzn. byłam już wcześniej, ale króciutko. Grecja i Grecy są fantastyczni!

    • celwpodrozy

      Wiesz, gdyby nie covid też pewnie bym ją odłożyła ja później…. a tu proszę. W końcu człowiek odpoczął, zrelaksował się, nacieszył widokami, pięknym morzem, pojadł pysznych rzeczy… i wrócił odmłodzony;) Także polecam:)

  • Szymon

    wąwóz Imbros najlepszy! <3 miałem być w Grecji w tym roku, ale nie można było pojechać lądem (robiliśmy roadtrip po Bałkanach). Niemniej jednak myślę, że najpóźniej w przyszłym roku i na Grecję przyjdzie pora 🙂

    • celwpodrozy

      Samolotem bez problemu można do Grecji się dostać. To chyba jeden z nielicznych krajów, do którego w tym roku można na luzie wlecieć. Czytałam jednak o problemach drogą lądową. Grecja jest fantastyczna, uzależnia… w tym roku moje wakacje mają grecki kolor:) Pozdrawiam!

  • Ania

    Świetny tekst i mnóstwo porad. Wybieramy sie z mężem w te wakacje na Krete.
    Poleciłaby Pani jakaś wypożyczalnie aut? chcielibyśmy zwiedzić kilka z Pani propozycji.

    • celwpodrozy

      Dziękuję bardzo za miłe słowa. Akurat na Krecie samochód rezerwowałam przez Ryanaira. Jednak w międzyczasie odkryłam bardzo fajną wypożyczalnię polską, która wypożycza aura w Grecji (korzystałam na Kos). Wszystko super zorganizowane, nie ma kaucji. Jej nazwa to Wiem gdzie jadę…. https://wiemgdziejade.pl/
      Pozdrawiam i pięnknych wrażeń.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *